kamyczek_0
30.07.10, 14:39
Dzisiaj dowiedziałam się, że moja ex -przyjaciółka wraz z kilkoma osobami z
"naszej" paczki cudownie wręcz obrobiła mi dupę. Na dodatek zarzucając mi coś,
czego powiedzieć-zrobić nie mogłam. Ale wiecie jak to jest, wariatce się nie
wierzy. Lepiej uwierzyć rozhisteryzowanemu przystojniakowi, który w ogóle nie
słyszał, co się do niego mówi. Efekt? Wmówił sobie nie dopuszczając mnie do
głosu, że bardzo mocno zaszkodziłam ex. Padło jej imię w b. dobrym kontekście,
ale pan idiota przeinaczył całą sprawę reagując na jej imię jak byk na
czerwoną płachtę. Wyszło na to, że jestem żmiją. Nikt nawet nie próbował
zapytać mnie o co chodzi, wysłuchać mnie. Sprawa jest poważna - pomówienie,
które może być fatalne w skutkach. Moim zdaniem nie będzie, chyba że ktoś całą
wyimaginowaną sprawę rozdmucha. Ona na pewno nie, może przystojniak. W sumie
nie powinnam się tym przejmować. Nie moja wina,nie moje zabawki, nie mój cyrk.
Kontakty z ludźmi ze studiów pozrywałam. Zostawiłam tylko te osoby, które na
mnie nie żerowały. Sprawą są zbulwersowani. Tym bardziej, że mnie nikt nawet
nie wysłuchał tylko przysłał obraźliwe smsy, maile, wiadomości na gg.
O co mi chodzi tak naprawdę? O to, że chorej psychicznie z automatu nie
powinno się wierzyć. Chodzi o to, że ex wie o chorobie i z góry założyła, że
nie warto ze mną nic wyjaśniać. Wpadła nie dawno. Nie chcę jej odwdzięczać się
tym samym, bo szkoda mi dzieciaka. Wysłałam jeden jedyny mail z wyjaśnieniami,
z tym, co mi na sercu leżało. Podziękowałam za "przyjaźń" i tyle.
Tylko, że ja wiem jak to się skończy dla mnie. Wzięłam podwójną dawkę
uspokajacza. Jutro mam warsztaty (wolontariat) i muszę być postawiona do pionu
żeby funkcjonować. A chłop, jak to chłop, mówi że za bardzo biorę wszystko do
siebie.