Dodaj do ulubionych

Coś "miłego" :(

29.08.10, 18:06
Dziecko powiedziało, że woli spędzać czas z tatą. Słowem, fajnie jak matki nie
ma. Kilkakrotnie powtarza te zdanie. Komunikowałam dziecku, że bolą mnie takie
słowa. Dzieć mówi, że mnie kocha, ale...woli być z tatą. M. też ostatnio
warczy na mnie. Jemu też mówię, że czuję się pod ostrzałem krytyki.
Teraz dzieć ogląda tv, zajada czipsy i pyta się kiedy wyjdę z domu (planowałam
wyjście-rower bez nich, chmury, będzie padać jak nic. Mnie deszcz nie
przeszkadza). Nigdzie nie idę, kładę się do łóżka i idę spać. Wezmę coś na sen
i odpłynę daleko od tego wszystkiego.
A miałam nie płakać... sad
Obserwuj wątek
    • kebli Re: Coś "miłego" :( 29.08.10, 21:22
      Ja może trochę nie w temacie, więc pozwolę sobie zapytać - ile dzieć ma lat?
      • poetkam Re: Coś "miłego" :( 29.08.10, 21:39
        kebli napisała:

        > Ja może trochę nie w temacie, więc pozwolę sobie zapytać - ile dzieć ma lat?

        A mnie się wydaje, Kebli, że jak najbardziej w temacie.
        A ja jeszcze zapytam : dziewczynka, czy chłopiec? Jedynak, czy z rodzeństwem?

        To ważne pytania, bo z nich może wynikać prosta odpowiedź. Serio. Dziecko może
        być teraz w takim wieku, że najważniejszy jest tata. Bywa tak, że przez jakiś
        czas nasila się zauważalnie "zapotrzebowanie" dziecka na kontakty z jednym z
        rodziców.
        Tak już po prostu jest. Po pewnym czasie sytuacja się zmienia i dziecko
        potrzebuje kontaktów z drugim rodzicem.
        Będzie dobrze, Kamyczku, zobaczysz. Jesteś bardzo dobrą matką, naprawdę.
    • dr.zabba Re: Coś "miłego" :( 29.08.10, 23:07
      Jesteś dobrą mamą, wiesz o tym, prawda? Wiesz, na pewno wiesz.

      ...a dzieci to mówią czasem takie różne rzeczy. Ja dość często słyszę
      od trzylatki: "Ja nie lubię mamy!" - odpowiadam: "Wiem, że mnie nie
      lubisz, trudno" i jedziemy dalej... Ona za chwilę nie pamięta, co
      mówiła. A Twoje dziecko - może akurat potrzebuje być tylko z tatą -
      to nie tragedia, nie bierz tego do siebie, jutro będzie
      inaczej.
      • kamyczek_0 Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 10:39
        Dzieć ma 6 lat, płeć żeńska, jedynak. Etap zakochania w tatusiu już przerabialiśmy.
    • kamyczek_0 Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 10:44
      Powinnam się cieszyć, że z ojcem ma taki dobry kontakt. Tylko... ja jestem
      zazdrosna (?), zdołowana. Wmawiam sobie, że gdybym była zdrowa, to na pewno
      nigdy nie usłyszałabym takich słów.
      • drugikoniecswiata Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 16:02
        > Wmawiam sobie, że gdybym była zdrowa, to na pewno
        > nigdy nie usłyszałabym takich słów.

        tu jest problem, nie gdzie indziej,
        i w poczuciu własnej wartości, lub raczej jego braku
        używanie dziecka do tego, żeby je budować jest, łagodnie mówiąc, paskudne i
        powinno być karalne wink
    • xsenia Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 10:57
      kobieto, to tylko DZIECKO
      • kamyczek_0 Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 11:12
        Zważywszy na mój ostatni nastrój tak postrzegam tę sytuację.
        • xsenia Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 12:10
          nie chce ci psuć nastroju, ale postrzegasz sytuacje z perspektywy siostry nie matki. to jest pilny powód do wizyty u psychologa.

          tez mialam taka faze, ze wolalam byc z tata, z ktorym bylo wiecej luzu. wyczuwalam rozczarowanie mamy, poniekad uzasadnione bo w koncu ona opiekowala sie domem. nigdy nie pozbede sie poczucia winy, ktore wtedy powstalo. ja mysle, ze ty nie masz pojecia jak potezny wplyw maja twoje emocje na dziecko, takze te niezwerbalizowane.

          nie wiem, czemu twoja corka woli ojca i czy to jest juz powod do interwencji, czy nie. ale wiem napewno, ze ty musisz popracowac nad relacjami z nia. wez pod uwage, ze mala moze czuc sie winna twojego zlego samopoczucia, co oczywiscie jest bezpodstawne.
          • kamyczek_0 Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 13:21
            Ojciec mówi,że wynika to z jego rzadkiej obecności (taka praca). Mówi,że nie
            zauważył żeby coś się sypnęło pomiędzy mną, a dzieckiem. Po prostu staram się
            być idealną matką, a takich nie ma. To słowa mojej psychiatry/psychologa. Z
            ojcem podejrzewam, że ma więcej luzu/przyjemności z racji nieobecności.
            • xsenia Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 14:00
              teraz gadasz do rzeczy, raczej nie ty tylko twoja lewa półkula.
              w prawej półkuli dzieje sie jednak co innego i to trzeba zmienic.

              z tego co piszesz trzeba wynika, ze najpierw trzeba zmienic psychologa, coz... w tym fachu prawdopodobienstwo trafienia na osobe kompetentna oscyluje na granicy bledu statystycznego. moze wobec powyzszego poruszyc problem z psychiatra?
              bądź pewna, że młoda twoje odczucia rejestruje, dlatego powinnas cos z soba zrobic, zwlaszcza ze jak piszesz spedzacie ze soba duzo czasu



          • ergo_pl Re: Coś "miłego" :( 30.08.10, 23:30
            xsenia napisała:

            > nie chce ci psuć nastroju, ale postrzegasz sytuacje z perspektywy siostry nie
            matki. to jest pilny powód do wizyty u psychologa.

            choć rzadko podpisuję się pod słowami xseni, teraz zdecydowanie to robię. mało
            tego, dziś właśnie myślałam o pewnej rodzinie, w której obserwuję takie relacje.
    • kamyczek_0 Re: Drugikońcu 30.08.10, 16:32
      Yyy, nie podbudowuję się kosztem dziecko. Nie wykorzystuję dziecka. To byłoby
      skur.... Moje poczucie wartości to jest coś, czego nie ma. Tak, gdyby miało
      zdrową matkę, to wielce prawdopodobne, że nie powiedziałoby tak. Taka jest
      prawda, bynajmniej dla mnie. W opinii bliskich osób (na prawdę bliskich) jestem
      dobrą matką. Dziecko emocjonalnie jest do przodu w porównaniu z rówieśnikami.
      Rozumne, jak już kiedyś pisałam wszystko można mu wytłumaczyć, empatyczne
      bardzo. Ojca na co dzień nie ma, jeżeli wraca to dziecko już śpi. Skazane jest
      na mnie - na jednego rodzica. Oprócz tego ma zaplecze w postaci mojej rodziny -
      bardzo silne. Jednak na co dzień osobę, która sprawuje pieczę jestem ja - matka.
      Nie wiem, na ile moje dziecko zdaje sobie sprawę, że ze mną jest coś nie tak.
      Nigdy nikt z nas nie ukrywał swoich emocji. Jak komuś było źle, to nie wstydził
      się łez, nie wstydził się przeprosić siebie na wzajem (rodzic -dziecko /
      dziecko-rodzic, my dorośli siebie nawzajem też ). Jak ktoś jest zły to mówi
      dlaczego. Nie od razu, ale zawsze potem, gdy się uspokoi. Nie raz płakałam przy
      dziecku, ono przy mnie też rzecz jasna gdy było mu źle, coś się stało, itp.
      Może dlatego, że nawzajem się szanujemy mamy ze sobą b. dobre relacje. Może
      mogłoby to przemilczeć, ale skoro mówimy sobie o uczuciach, to pewnie dlatego
      powiedziało to na głos. Nie wiem na ile dorabiam sobie do tego ideologię, a na
      ile po prostu palnęło coś i już o tym nie pamięta. Może cieszy się, gdy mnie nie
      ma, że ma tatę na wyłączność - tu i teraz tylko dla niej. Wspólne picie coli,
      jedzenie czipsów, wspólne czytanie bajki bez mamy, tylko oni dwoje Może ma go za
      rzadko. Mnie ma non stop.

      Mój problem polega na tym, że do wszystkiego dorabiam sobie ciąg dalszy lub
      podtekst. Koniec końców wychodzi na to (dla mnie), że gdyby matka była zdrowa,
      to tego czy tamtego by nie było, by się nie powiedziało, by się nie zrobiło. Ile
      w tym prawdy, ile moich urojeń tego nie wiem
      • drugikoniecswiata Re: Drugikońcu 30.08.10, 22:10
        > Moje poczucie wartości to jest coś, czego nie ma. Tak, gdyby miało
        > zdrową matkę, to wielce prawdopodobne, że nie powiedziałoby tak.
        > Taka jest prawda, bynajmniej dla mnie.

        Gdyby miało zdrową matkę, powiedziałoby identycznie, ponieważ dzieci a)
        przechodzą różne fazy rozwojowe oraz b) nie umieją precyzyjnie wyrażać tego co
        czują. Nie raz zdarza im się powiedzieć "nie kocham cię, idź sobie stąd,
        wyprowadź się" w miejsce "jestem wkurzony i zmęczony". Gdyby zdrowa matka miała
        równie zerowe poczucie wartości jak matka chora, zareagowałaby identycznie,
        znajdując inny niż choroba powód do przyczepienia. Gdyby matka była mniej na
        bakier z poczuciem własnej wartości, to - zdrowa czy chora - pomyślałaby: "aha,
        dość niemiło mi to słyszeć, bo chciałabym być zawsze potrzebna i doceniana (??),
        ale w sumie fajnie, wykorzystam okazję, niech się tata wykaże, a ja w chwili
        luzu zrobię coś dla siebie, drugi raz nie wiadomo kiedy się trafi".

        > Mój problem polega na tym, że do wszystkiego dorabiam
        > sobie ciąg dalszy lub podtekst.
        > Koniec końców wychodzi na to (dla mnie),
        > że gdyby matka była zdrowa, to tego czy tamtego
        > by nie było, by się nie powiedziało, by się nie zrobiło.

        to właśnie próbuję powiedzieć

        > Ile w tym prawdy, ile moich urojeń tego nie wiem

        moim zdaniem prawdy niewiele

        to, że napiszesz, że nie używasz dziecka do budowania poczucia wartości nie
        oznacza jeszcze, że faktycznie tego nie robisz. Ja to widzę w tym wątku, również
        po twojej odpowiedzi. Jeśli się mylę, to powiedz, dlaczego nie dajesz jej prawa
        do tego, by czasem nie miała ochoty spędzić z tobą czasu? A ty zawsze masz
        ochotę być ze wszystkimi?
        • ergo_pl Re: Drugikońcu 30.08.10, 23:36
          drugikoniecswiata napisała:


          >Gdyby matka była mniej na
          > bakier z poczuciem własnej wartości, to - zdrowa czy chora - pomyślałaby: "aha,
          > dość niemiło mi to słyszeć, bo chciałabym być zawsze potrzebna i doceniana (??)
          > ale w sumie fajnie, wykorzystam okazję, niech się tata wykaże, a ja w chwili
          > luzu zrobię coś dla siebie, drugi raz nie wiadomo kiedy się trafi"

          Dokładnie.
          Niezrobienie już teraz niczego w tej kwestii będzie skutkowało przez całe życie - i Wasze, i małej.
    • majagor Re: Coś "miłego" :( 31.08.10, 09:38
      Ale dzieci tak miewają. I to dość normalne jest. Szczególnie, że jak piszesz córka ma deficyt ojca - z racji jego częstej nieobecności.
      To zupełnie nie jest wymierzone przeciwko Tobie. Taka natura dziecka, taki etap rozwoju. Ot tyle.

      Będąc au-pair jedna dziewczynka będąca pod moją opieką w pewnym momencie zaczęła do mnie mówić "mama". To dopiero był problem. Matka dziecka była tak zła na mnie, mi było tak źle z tym. A dziecko z radością wciąż wołało do mnie "mama". Ale to był tylko pewien etap, który sam sobie minął.

      Mojej siostry dziecko, ma podobnie jak Twoje, mamę zawsze, ojca czasami - z racji pracy także. Gdy tylko tatuś wraca do domu... mama przestaje istnieć. Liczy się tylko tata! Tylko tata wtedy może czytać bajki. Tylko tata może się z nim bawić. I siostra się z tego cieszy, że ma troszkę czasu tylko i wyłącznie dla siebie smile Może spróbuj spojrzeć na to z tej strony?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka