Ten tydzień będzie dla mnie "białym tygodniem".
Dziś zaczynam z lekarzem rodzinnym, a skończę... chyba na gastroskopii

Jutro wcześnie z rana gastrolog [już się boję co mi powie], wieczorem psychiatra [nowy!!!].
Na szczęście tylko dziś idę sama... a od jutra już Marcinos będzie ze mną pod/w gabinecie
Sama już nawet nie wiem czego boję się bardziej. Czy tej rury w żołądku, czy opowiadania swojej historii u nowego psychiatry - strasznie tego nie lubię. Aby się w czymś nie walnąć, przygotowuję sobie ściągę z rozpiską leków, dat itd

Nigdy tego człowieka nawet na zdjęciu nie widziałam, więc nie wiem absolutnie, czy złapię z nim jakiś kontakt i czy zechce coś mówić...
Ale pamiętam, gdy szłam pierwszy raz do Pani Ładnej. Też strasznie się bałam, też Wam o tym pisałam... i było ok. Bardzo ok. Więc może teraz też tak będzie?
W najgorszym przypadku Marcin będzie mówił za mnie.
Jestem dziś lekko nakręcona [więc piszę, piszę i piszę]. Wczoraj z rana tak się nakręciłam, że całe popołudnie przespałam
Dziś NARESZCIE z M. się zobaczę. Ufffff...
I mam takie pytanie - zupełnie z innej beczki. Siostra wysłała nam zaproszenie, na wystawę/wernisaż, którą sama organizowała. I takie pytanie - czy wypada, aby na otwarcie przynieść jej małego kwiatka - jako nagrodę dla organizatora? Czy takiego czegoś się nie praktykuje? Wiecie może? Bo ja niestety się na tym nie znam, a nie chcę wyjść tam na głupola..
P.S. Miłego tygodnia!