Otóż zdecydowałam, że robię tzw. "wypad z baru", czyli wyjeżdżam do DE. No i się nakręcam teraz. Strasznie nakręcam.
Codziennie odbieram telefony z propozycją wyjazdu.
Mogłam już jechać nad morze, mogłam do Szwajcarii - ale terminy mi nie pasowały i w bogatej Szwajcarii za mało płacili. Odmówiłam.
Dziś dostałam propozycję wyjazdu do małej mieściny w Badenii-Wirtenberdze, w Schwarzwaldzie, zaraz przy szwajcarskiej granicy.
I spodobało mi się. No i się nakręcam. Pół dnia czytam, szukam, grzebię, nękam telefonami M. i internetowo Sensi

Do małej mieściny jechać niby nie chciałam, ale tu mi się by chyba spodobało. Przynajmniej na początek. Lasy, góry, spokój, cisza. No i do Zurychu 50 km! Siostra twierdzi, że byłoby to świetne miejsce na odreagowanie stresów z 2009-2010 - ona sama w tamtych okolicach spędziła 3 miesiące.
A i warunki pracy sensowne.
W domu powoli szykuję ojca na mój wyjazd. Zakładam zeszyt - teczkę pt. OPŁATY, gotuję obiady na zapas - jako, że mamy 4 szuflady w zamrażalniku trochę tego mogę mu porobić.
Oglądam/wybieram już walizki. Kupiłam kilka osobistych przedmiotów potrzebnych do wyjazdu itd.
I tak sobie myślę, czy oby czasami za bardzo tego nie przeżywam? Czy oby czasami zbyt mocno się nie nakręcam? Czy oby czasami ta sytuacja mi nie zaszkodzi?
Kilka lat temu przeżywałam to samo. Gdy wyjeżdżałam - też do DE - do obcej rodziny, do obcego miasta. Wtedy trafiłam fenomenalnie - do teraz kocham "moje" niemieckie dzieci, do teraz mam kontakt z nimi i moimi niemieckimi przyjaciółmi.
Ale wtedy jeszcze byłam "zdrowa", tzn. niezdiagnozowana. I choć może przeżywałam stres to nie martwiłam się o to.
Jeszcze czeka mnie spotkanie z moim lekarzem tutaj. Muszę z nim uzgodnić co robimy z moim leczeniem, lekami. Tam będę ubezpieczona. Będę mogła normalnie chodzić do lekarza - już na forum niemieckim troszkę mi w tej sprawie dobre duszyczki wyjaśniły.
Nie boje się tyle wyjazdu, co tego aktualnego nakręcenia. Takiego wielkiego zaangażowania w to wszystko. Jak myślicie - powinnam zastopować? Zmusić się do niemyślenia, nieszukania? A może lekami się ratować - np. hydroksyzyną - aby na siłę się wyciszyć?
Ech, sama już nie wiem... Tzn. wiem, iż mam wielką ochotę na wyjazd, ale nie wiem co robić, jak przeżyć ten czas przed wyjazdem, aby sobie nie zaszkodzić...
P.S. Jako, że będzie to wyjazd w obce miejsce, do obcych ludzi uzgodniłam z M., że jeden mój telefon, a on wsiada w auto i mnie stamtąd odbiera. Jeszcze jednego znajomego o to poproszę - jakby M. nie mógł

To taki wentyl bezpieczeństwa, abym wiedziała, że jak coś pójdzie nie tak, to mam możliwość szybkiego powrotu do domu.
Jako, że zauważyłam, iż na forum obecnie nieciekawa atmosfera jest - proszę nie kłócić się w moim wątku, ani nieładnych rzeczy pisać. Strasznie niemiłe są te Wasze pyskówki..