Pytanie mam jedno, długo to jeszcze może trwać?
Biorę abilify już 2 miechy. I co? Nic

Natrętne myśli jak były tak są. Bardzo przygnębiające, natarczywe i męczące. Znowu zaczynam z nimi walczyć metodą na przesypianie. Nic mi się nie chce, do niczego się nie mogę zmobilizować. Pracę zawalam, angielski zawalam, wolontariat zawalam. Nic mi nie wychodzi. Takie w każdym razie mam przeświadczenie.
I ja wiem, że ono jest głupie i nieprawdziwe. A skąd wiem? Bo sesje miałam, i mam ze wszystkich przedmiotów 5, poza jednym z którego mam i tak 4,5. W życiu jeszcze tak dobrze mi sesja nie poszła. A ja co? Zamiast się cieszyć to najchętniej bym waliła głową w ścianę.
Z wściekłości, że nie umiem się cieszyć tym co mam, że mam ochotę wyć, że najchętniej zeszłabym z tego świata i dała sobie i innym spokój.
Próbuję tłumaczyć to P. Nie rozumie. Obiad ugotuje, herbaty zrobi, śniadanie dostanę do łóżka, ale nie rozumie.
A mnie jest tak strasznie, potwornie smutno.