Dodaj do ulubionych

Emocje a partner

03.03.11, 08:23
Macie jakieś sposoby na radzenie sobie z emocjami związanymi z negatywnym zachowaniem partnera? Na mnie chyba nic tak źle nie działa jak złość lub fochy mojego małżonka. Ma takie chore zagrania które wywołują u mnie albo agresję albo głęboki smutek. Nie radzę sobie z tym chociaz jestem świadomo co dokładnie to wywołuje to nie mogę ani temu zapobiec ani nad tym zapanować. Agresję kieruję niestety do słabszych czyli dzieci i od razu piszę, iż nie jest to żadna przemoc fizyczna. Robię się po prostu bardzo niemiła, ostra i czasem krzyczę na nie. Smutek tez nie trwa długo ale martwi mnie o tyle, że odczuwam go bardzo intensywnie i nic innego tak szybko i nagle go nie wywołuje - zamykam się wtedy w drugim pokoju, zwijam w kłębek pod kołdrą, ryczę i myślę, że chciałabym umrzeć, popełnićsamobójstwo lub chociazby się rozejść z nim na zawsze. Najgorsze, że starsza córka to zauważa tzn. przyczynę i skutek - często przychodzi za mną i mnie przytula i pociesza - owszem bardzo mi pomaga wtedy ale nie czuję się z tym dobrze bo uważam, że jest jeszcze na tyle mała, że nie powinna martwić się "problemami mamusi". Po takich akcjach ON przechodzi zawsze do porządku dziennego i naprawdę nie da sie z nim porozmawiać o tym jak ja się czuję. Uważa, że nic złego nie robi, że to ja mam manię prześladowczą itd.
Apetyt mam wielki - zjadam i przestawiam literki.
Mały Maciek i Wielcy Czarodzieje
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Emocje a partner 03.03.11, 09:11
      ten twój smutek to taka ukryta autoagresja w sumie, ja to nazywam "zapadaniem się" albo "schowaniem się w sobie", bo niestety mam tak samo...
      i zawsze jest to tragedia-gigant.

      Tak jak pisałam w którymś wątku, bodaj u ergo o odreagowywaniu, tłumaczę sobie w nieskończoność jak dzieciakowi, że jest ok, wszystko pod kontrolą, prześpię się to będzie lepiej, nie takie straszne rzeczy się działy i zawsze się dobrze kończyło, pogadam w poniedziałek z terapeutą o tym, zawsze mam swój Plan B etc.

      To, czym bym się tutaj zmartwiła, to ten porządek dzienny... Mój chłop jak mu jazda przejdzie, potrafi o tym pogadać. Fakt, że zajmuje mu to dłużej niż mnie - ja jestem gotowa, to on się jeszcze gryzie sam ze sobą... a ja dodatkowo frustruję, bo mi się momentalnie wkręca, że on mnie nie chce/ zostawi etc. (a przecież miało być tak pięknie). Natomiast, na szczęście, jak się uspokoi, to jest do pogadania, więc udaje się prześledzić wszystkie wrażenia/ odczucia/ emocje/ myśli związane z daną sytuacją u obojga, wyjaśnić pewne rzeczy (co kto źle zrozumiał, bo to głównie kod znaczeniowy dupy daje w temacie...) i na przyszłość uniknąć sporu w tej sprawie, bo ten temat już był...

      Tyle, że to nie rozmowa typu "ty źle robisz" "a ty masz manię prześladowczą", a bardziej "wiesz co słyszę, gdy mówisz....?" "wiesz, co czuję, gdy słyszę...?" "gdy powiedziałeś/ zrobiłeś....., to ja ......". I naprawdę w tym momencie trzeba mieć w nosie szukanie winnych, trzeba wytrzeć rozlane mleko i zabezpieczyć pozostałe kartony, żeby się więcej nie rozlewały smile Winni się przypadkiem znajdują tongue_out, bo przecież rozmawiają dwie dorosłe, odpowiedzialne osoby, i jeśli widzę jak na dłoni, że to moja działka, to przepraszam i chłop tak samo.
    • lolinka2 Re: Emocje a partner 03.03.11, 09:15
      AAAa, jeszcze jedno.

      A propos dziecka: mądra psycholog dziecięca (chyba psycholog... a może to była psychiatra, w każdym razie mądra), powiedziała mi kiedyś, że gdy ja się źle czuję a Nutella leci z pocieszanką (i ja się z tym źle czuję, bo ją obciążam moimi dorosłymi problemami, a nie powinnam przecież), to mam jej powiedzieć, że cieszę się, że ma dobre serduszko i widzi, że mi źle i chce pomóc, zapewnić, że nie jest mi źle z jej powodu, bo ona jest moim wielkim powodem do szczęścia, ale mam swoje dorosłe kłopoty i swoje dorosłe zmiany nastroju, które mnie właśnie dopadły i dam sobie z nimi radę, bo jestem dorosła. Dam radę, ale teraz potrzebuję czasu, żeby pozbierać siły. I bardzo chętnie się do niej przytulę, albo może mi zrobić herbatkę.
      Podobno te zapewnienia o jej braku winy, mojej dorosłości i ogólnie kontroli nad sytuacją sprawiają, że dziecko się czuje odciążone, dwa - pokazuje sytuacja ze rodzic też człowiek i że warto znajdować czas i nie uciekać przed przeżywaniem nawet trudnych emocji (więc dobra szkoła dla dziecka), i trzy - nauka empatii, ale skrojonej na miarę.
      • ergo_pl Re: Emocje a partner 03.03.11, 10:46
        No, cholernie mądra kobieta, kimkolwiek była wink
    • czubata Re: Emocje a partner 03.03.11, 11:35
      Głównie to nie reaguje na zaczepki i nie daje się prowokować,bo Misiek to niestety ma jakieś głupie tendencje do ciągłego marudzenia i czepiania się o byle co,nie tylko mnie chociaż mnie głównie,to i dzieci czasem też. Ponadto patrzy na mnie przez pryzmat choroby,przypiął mi już swoją łatkę; bo ja jestem chora, ja mam problem nie on, ja nie jestem Marta,ja chora jestem. I podobnie,cokolwiek nie zrobię,nie powiem to jest zaraz jakaś moja mania.Czasami mam wrażenie że on się tą moją chorobą nieco wybiela.Bywam na niego wściekła.Proponowałam terapie,srapie i inne metody komunikacji,ale mowy nie ma,On problemów żadnych nie ma.Grochem o ścianę.To są po prostu samce big_grin (z wyjątkiem wyjątków piszących tu na forum ma się rozumieć tongue_out). Czy ja sobie radzę z emocjami? Jak sobie radzę? No trawie je,bo nie da się przecież nie odczuwać,wręcz chyba trzeba przeboleć,przecierpieć,ułożyć to sobie.,łzę uronić. Najgorszym momentem dla mnie był ten,kiedy Misiek kiedyś w zwierzeniach rzekł do mnie że kiedy patrzy na inne młode,zdrowe żony,to on żałuje że ożenił się właśnie ze mną.Myślałam że tego nie przeżyję,przeżyłam. Bolało jak cholera,dwa dni z wyra się nie podnosiłam,tak intensywnie to przeżywałam że nie mogłam wstać nawet do łazienki na siku.Nie jadłam,nie piłam,nie poruszałam się wcale,myślałam by się prochów nażreć, się nie nażarłam.Jedyne co byłam w stanie to napisać na blogu kilka jęków które po czasie skasowałam.Nie wiem jak ja to zrobiłam, że to zniosłam ale się podniosłam.Wiem że jemu może czasem żal, wiem też że ostatnimi czasy to on już zdecydowanie demonizuje, ale wszystko co ludzkie nie jest nam obce,wiem że on mnie i tak nie zostawi,bo zasadnicza prawda to jest taka: on nie mógłby be ze mnie żyć,i żyć bez tych wrażeń jakie przeżywa będąc ze mną.Wcale nie inna byłam jak się mną żenił,a nawet o wiele gorsza.big_grin Jemu to odpowiada big_grin Tylko sobie sprawy z tego nie zdaje big_grin

      A co do dzieci,dokładnie tak jak Lolinka pisze, dzieci robią herbatę big_grin Ja z kolej rozmawiałam kiedyś z pewną psycholog która mi uświadomiła że ja te krzywdy moich dzieci to mocno wyolbrzymiam,bo przypisuje im te same uczucia które ja odczuwałam będąc dzieckiem,tylko nie zauważyłam że sytuacja moich dzieci się diametralnie różni.To co napisała Lolinka to właśnie najlepszy sposób aby zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa w tak trudnych sytuacjach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka