Wczoraj byłem w teatrze z moją dziewczyną, sztuka świetnie zagrana ("Podróż do Beunos Aires" taki tytuł). Do teatru spacerem poszliśmy. Maj pachniał po burzy bzem i akacjami. Z powrotem kupiliśmy wino, a miasto parowało deszczem. Rano A. do pracy, a ja do domu, czyli śmiganie na dworzec, na ciuchcię.
Poranek przywitał nas świeżością. Do pociągu godzina, więc włączyłem sobie Kaliber 44 na słuchawki (ostatnio mam fazę na nich, ja miłośnik punka i gitar, o ironio losu

) i zacząłem rekonesans po gazetach w kiosku. W ręce wpadł mi "Newsweek" (polecam ten numer). W środku artykuł Cejrowskiego o tym, że można podróżować bez kasy i będzie udanie. Nazwał to Podróż za jeden uśmiech. I że można bez planu, że najlepszy plan to brak planu.
Czytając ten artykuł uświadomiłem sobie, że przecież skoro on to i ja mogę, że jestem wolny, że nic nie muszę, nie muszę studiów kończyć, zarabiać kasy, że ja decyduję jak żyję, co lubię, czego nie, czego chcę, że nie muszę spełniać niczyich oczekiwań tylko swoje. I poczułem ulgę. Tak dużą ulgę, że gdyby nie facet, który siedział ze mną w przedziale, to otworzyłbym okno w pociągu i zaczął się z tego wszystkiego śmiać, z tego stresu, lęków, strachów, obsesji i depresji, z obaw, że przecież zawsze jakieś wyjście gdzieś istnieje i jak nie to to inne.
Wiem można powiedzieć, że to naiwne, że świat taki nie jest. W poprzednim wątku pisałem o wizycie u psychologa. Ona próbowała wiele razy mi powiedzieć, że to ja decyduję, choć każdy wybór niesie konsekwencje ("Ceną każdego wyboru są wybory, których nie dokonaliśmy, a mogliśmy dokonać"), że życie jest dla mnie, nie ja dla niego, że jak źle mi, to trzeba to akceptować, i włączyć wsteczny bieg. A ja jej na to wszystko zawsze mówiłem: rozumiem, wiem. A ona: Ale czy pan to czuje?
Dzisiaj poczułem. Chociaż na chwilę moje ratio zgrało się z moją psyche. Poczułem, że życie jest piękne. W drodze do domu przez park Gaba Kulka w uszach. I ten cały układ (Maj, zieleń, muzyka, powiew słońca) uświadomił mi, że jestem szczęśliwy. Pomimo chadu, mojego pokręcenia i różnorakich problemów (pewnie każdy ma swoje).
I wiem, że pewnie znowu będzie gorzej, ale wtedy postaram się, naprawdę postaram, ze wszystkich sił przypomnieć sobie ten dzień. Przypomnieć i powiedzieć sobie, że jeszcze nie raz tak będzie i że wszystko będzie dobrze. I nawet sesja wydaje się prostsza i te wszystkie formalności związane z erasmusem i w ogóle codzienność juz nie przytłacza.
Tylko ciekawi.
Mam nadzieję, że nie za nudziłem. Chciałem się po prostu tym podzielić