27.05.11, 01:40
Witam wszystkich smile

Idąc za radą 36.a zakładam nowy wątek i przeklejam z korektami to co napisałam w wątku dla nowych:

Mam 22 lata i choruję na ChAD. Nie jestem pewna, jak długo - albo rok, albo miałam już pierwszy epizod ze 3 lata temu. Nie mam pewności, bo z diagnozowaniem przygodę oczywiście zaczynam. Od dwóch m-cy biorę Depakine i mi pomaga... Chyba. Jak mówią, "szału nie ma", ale pozwala żyć i jakoś funkcjonować. Pani psychiatra próbuje mnie namówić na leczenie ambulatoryjne(nie wiem, czy to dobra nazwa, chyba nie - może raczej oddział dzienny, tzn. miałabym na oddziale przebywać pon-pt, tak od 8 do 14), jednak strasznie się boję... Jak to ma wyglądać, co to będzie, a co ze studiami, rozwojem zawodowym... Co będzie, jak zrezygnuję, czy odbije się to na mojej kondycji, co wtedy w "papierach" umieszczą, itd, itp.
Boję się, co na to wszystko moi rodzice. Bo oczywiście o niczym nie wiedzą.

Zaglądam tu w nadziei na znalezienie odrobinki zrozumienia i porady jakiejś...
Obserwuj wątek
    • majagor Re: Świerzak 27.05.11, 08:46
      Hej

      w podobnym wieku trafiłam do szpitala. Też miałam studia, jakieś prace dodatkowe itd. Z rodziców tylko Mama wiedziała o moich wizytach u psychiatry. Ojcu nawet się o tym nie śniło.
      Do szpitala trafiłam we wakacje. Akurat zdałam ostatni egzamin, o wynikach dowiedziałam się już w szpitalu. Tyle, że ja byłam na leczeniu stacjonarnym.
      Oddział dzienny to całkiem niegłupi pomysł. Przede wszystkim lekarz będzie mógł Cię obserwować, więcej czasu na rozmowę będziecie mieli. Itd. Ostatnio mój lekarz też mi to zaproponował, bo u mnie z diagnozą dziwnie. Każdy lekarz coś innego wpisywał w kartotekę - ostatni wymazał wszystko i chciał zaprosić mnie do siebie na oddział dzienny. Ja jednak wyjechałam z PL i nie skorzystałam.
      Może warto sobie tak to zorganizować, aby w wakacje pójść tam? Abyś nie musiała robić przerwy w nauce, abyś nie musiała się tłumaczyć wykładowcom, na co i dlaczego chorujesz.
      Jak pisałam wyżej, u mnie ojciec o psychiatrze nie wiedział nic. Dowiedział się nagle. Gdy trafiłam do szpitala. Z tego co mi potem Mama opowiadała, to wsiadł szybko w auto i pędzili do mnie [nigdy wcześniej niby tak szybko nie jechał wink]. Tego po nim się wtedy nie spodziewałam. Bo myślałam, że ewentualnie powie, iż kolejny raz jakieś fanaberie mam. A on przyjął to spokojnie, zaakceptował i strasznie się o mnie martwił - czyli normalnie.

      Pozdrawiam!
      • ergo_pl Re: Świerzak 27.05.11, 08:58
        Tak jak Maja pisze, teraz będą wakacje. Że się boisz czegoś nowego - zrozumiałe, spytaj doktor, ile mniej więcej to by trwało. Spróbować zawsze można, jak będzie Ci nie do wytrzymania z jakichś powodów - zawsze możesz zrezygnować przecież.
        Trzymaj się smile
        • hybris.aniketos Re: Świerzak 27.05.11, 09:38
          Będzie trwać trzy miesiące... Niby mogę zrezygnować, ale:
          a) boję się, że będę czuła się jeszcze gorzej
          b) moja lekarka stwierdzi, że skoro nie chcę się leczyć, to mam nie przychodzić i znowu zostanę z tym wszystkim sama.
          • ergo_pl Re: Świerzak 27.05.11, 10:06
            Mieszkasz, rozumiem, z rodzicami?

            > b) moja lekarka stwierdzi, że skoro nie chcę się leczyć, to mam nie przychodzić
            > i znowu zostanę z tym wszystkim sama.

            Lekarka nie ma prawa tak stwierdzić w razie ewent. rezygnacji, powiesz, że leczyć się chcesz, ale nie w ramach oddziału dziennego, bo tam gorzej psychicznie się czujesz etc. - to tak na wszelki wypadek.
            • hybris.aniketos Re: Świerzak 27.05.11, 15:33
              Nie, mieszkam 200 km od rodzinnego miasta, studiuję.

              Niby wiem... Ale się trochę mimo wszystko boję. Głównie z niewiedzy, bo nie do końca wiem, co mnie na tym oddziale czeka.
      • hybris.aniketos Re: Świerzak 27.05.11, 09:23
        Hej

        Dziękuję Ci bardzo, że odpowiedziałaś. Bardzo dużo to dla mnie znaczy.
        Z rodzicami nie chcę w ogóle rozmawiać na ten temat. Nie ufam im, a to ze względu na to, że nasze relacje są dalekie od poprawnych. Wiem, że gdybym im powiedziała, że coś mi dolega, to zaczęliby traktować mnie jak małe dziecko bez prawa decydowania o sobie. Oni już tak mają, że muszą mnie kontrolować.
        Z jednej strony chciałabym spróbować, w nadziei że coś mi to da, że będę czuła się lepiej... Z drugiej mam irracjonalne lęki co do tego, co mnie tam spotka i że stracę czas, którego już nie nadrobię w żadnym razie.
        Co poza tym? Jestem wciąż w fazie "dlaczego akurat k***a na mnie padło? sad". Jak czytam o tym wszystkim, co może mnie spotkać (a część się sprawdza - już mam problemy z pracą magisterską...), to tracę wiarę w cokolwiek...
    • just-me-online Re: Świerzak 27.05.11, 09:37
      > Boję się, co na to wszystko moi rodzice. Bo oczywiście o niczym nie wiedzą.

      Depresji naszego dziecka nie dało się nie zauważyć. Tak więc dylematów z informowaniem o chorobie nie było i tu Ci nie doradzę.

      Ale IMHO (pomijając przypadki patologiczne) nie ma sensu ukrywać swojej choroby przed najbliższymi. Przecież rodzina jest między innymi po to, ażeby się wzajemnie wspierać.

      BTW, w czasie pierwszej depresji córki chyba nigdy nie byliśmy ze sobą tak blisko jako rodzina. Ta choroba bardzo nas zjednoczyła i pomogła nam ogarnąć całą tę sytuację.

      Życzę Ci ażeby i w Twoim przypadku sprawy potoczyły się podobnie.

      Just Me
      • just-me-online Re: Świerzak 27.05.11, 09:40
        > Ta choroba bardzo nas zjednoczyła i pomogła nam ogarnąć całą tę sytuację.

        Auto-korekta.
        Powinno być: Ta choroba bardzo nas zjednoczyła co pomogło nam ogarnąć całą tę sytuację.

        Just Me
      • hybris.aniketos Re: Świerzak 27.05.11, 09:49
        Mój problem mój polega na tym, że z rodzicami jestem w stanie zimnej wojny. Jestem lesbijką - ktoś "życzliwy" rodzicom doniósł, a oni tego zupełnie nie akceptują. Ba, nawet do wiadomości nie przyjmują, chcieli mnie "leczyć". Boję się więc przytyków w stylu "a mamusia miała rację, masz problemy z główką, nie możesz samodzielnie myśleć i za siebie decydować". Poza tym, osobnym problemem jest ich obsesyjna prawie nadopiekuńczość i brak akceptacji faktu, że jestem autonomiczną jednostką, która niekoniecznie musi robić wszystko, co im się wymarzy.
        • just-me-online Re: Świerzak 27.05.11, 10:02
          > [...] Poza tym, osobnym problemem jest ic
          > h obsesyjna prawie nadopiekuńczość i brak akceptacji faktu, że jestem autonomic
          > zną jednostką, która niekoniecznie musi robić wszystko, co im się wymarzy.

          No tak. Jedyna szansa, że Twoi rodzice z czasem wydorośleją ...

          My też tak mieliśmy gdzieś do ostatniej klasy liceum syna.
          Na szczęście nasze dzieci są asertywne aż do bólu, tak więc jakoś nas w końcu wychowały wink

          Jednak zastanów się, może Twoja choroba pozwoli Wam odbudować Wasze relacje? Może warto spróbować?

          Just Me
          • hybris.aniketos Re: Świerzak 27.05.11, 17:23
            Hm, ja jestem średnio asertywna. Tzn. może i jestem asertywna, ale nie w relacji z rodzicami...

            Może warto, ale chyba najpierw spróbuję sobie zdrowie trochę podreperować i parę rzeczy w głowie ułożyć, a dopiero potem zajmę się rodzicami.

            Dziękuję za spojrzenie "z drugiej strony barykady" wink
    • skwr2 Re: Świerzak 27.05.11, 12:14
      Staram się być tolerancyjna, ale świeRZak przerasta moje możliwości. Na pewno w zasadzie to nic takiego, lecz dla mni to poważna sprawasmile
      ŚwieRZak - sodomo i gomoro!
      • hybris.aniketos Re: Świerzak 27.05.11, 14:17
        Przepraszam, przepraszam, bardzo przepraszam sad. Zawsze staram się trzymać zasad ortografii i interpunkcji, ale ze słowem "świeży" mam zawsze niesamowite problemy... Zupełnie nie wiem dlaczego.
        Jeszcze raz bardzo przepraszam sad.
        • eydur8791 Re: Świerzak 27.05.11, 15:09
          Hejsmile Jesteśmy w podobnym wieku ja mam 24 lata i studiuję prawo powinienem być na 4 jestem na 3 m.in. przez CHAD i pobyt w szpitalu. Miesiąc tam byłem stacjonarnie. To było dokładnie w marcu/kwietniu 2009. Doskonale Cię rozumiem. Też miałem masę wątpliwości czy iść do szpitala. Wcześniej w ogóle byłem nieufnie nastawiony do psychiatrii czy psychologii (zresztą sceptyczny nadal jestem). Dziś wiem jedno: leczenie jest potrzebne mi i pobyt w szpitalu był bardzo dobrym pomysłem. Dobrali mi leki lepiej, zrobiłem restart, to właśnie od pobytu tam zacząłem powoli wychodzić na prostą (nadal wychodzę). Dlatego jeśli Twoja lekarz twierdzi, że pobyt się przyda zaufaj jej. Choć wiedz, że masz prawo odmowy.
          Też sobie łamałem głowę przed pójściem co to będzie. Ale stwierdziłem, że jak ma być jak do tej pory czyli tragicznie to ja dziękuję i idę tam bo nie mam nic do stracenia. Gdybym siedział wtedy w domu wyszłoby na to samo ze studiami nic bym nie zrobił. A zdrowotnie byłoby gorzej.

          Co do rodziców, moi mnie słuchają, ale mieli duże problemy z akceptacją i pogodzeniem się z tym, że ich pierworodny ma "świra". Nie dziwię im się, ja też musiałem i muszę nadal sobie z tym radzić. Z perspektywy czasu wiem, że samemu z CHADem się nie poradzi sobie. Ja zawsze zwracam się do swoich bliskich jak wiem, że sam już rady nie daję do tego momentu chronię ich przed sobą, gdy mi gorzej. Dlatego może warto rodzicom dać szansę? Może okaże się co innego? Poza tym wiedz, że w pewnym momencie może to wyjść na jaw wbrew Tobie i co wtedy?

          Na koniec napiszę, że życie CHADowca choć przebojowe (w każdym znaczeniu tego słowabig_grin) jest do zniesienia i jak już się z tym jako tako oswoisz może nawet poznasz czy po prostu nauczysz żyć może być naprawdę oksmile

          Powodzenia
          • eydur8791 Re: Świerzak 27.05.11, 15:10
            A i jeśli z rodzicami póki co nie bardzo w kwestii chorobowej możesz gadać to warto może pomyśleć o psychologu? mi pomagasmile nie tylko w dziedzinie radzenia sobie z CHADem
          • jasminka28 Re: Świerzak 28.05.11, 13:48
            -> Na koniec napiszę, że życie CHADowca choć przebojowe (w każdym znaczeniu tego s
            > łowabig_grin) jest do zniesienia i jak już się z tym jako tako oswoisz może nawet poz
            > nasz czy po prostu nauczysz żyć może być naprawdę oksmile Dobrze to ująłeś eydur w każdym znaczeniu tego słowa. Doskonale wiem co miałes na myśli. Nikt nie zrozumie chorego jak chorysmile Pozdrawiam -
            „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie. Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi ...”
        • skwr2 Re: Świerzak 28.05.11, 09:37
          Nie przepraszaj, bo doprawdy nie ma za co. To ja na zjeździe jestem rozdrażniona, nad czyn nie zawsze umiem zapanować. Ważny jest przekazany komunikat, nie zaś durne literkismile
    • cannelle85 Re: Świerzak 27.05.11, 16:30
      Hej! Jestem w podobnej do Ciebie sytuacji tzn. na poczatku leczenia. Chad zdiagnozowalam sobie sama, psychiatra potwierdzil diagnoze, w pon. ide do innego, ktory ma wieksze rozeznanie w tej tematyce. Z bliskich wie moj tata (bardzo mnie wspierasmile, mama pewnie zalamalaby sie informacja, ze jej jakze zdolna i zaradna jedyna corka jest w istocie chora psychiczniewink, wiec nie musi jak na razie wiedziec...

      Bezwstydnie wykorzystam Twoj watek, aby opowiedziec moja historie (ktora nie wiem, czy kogos urzeknie, ale co tamwink. Choruje juz bardzo dlugo, nie wiem dokladnie jak dlugo, wiem, ze pierwszy powazny okres hipomanii mialam na poczatku studiow. Nowe miejsce zamieszkania (w moim przypadku inny kraj), nowe otoczenia, olbrzymia presja ze strony rodziny, spowodowaly, ze chcialam wszystkim za wszelka cene udowodnic jak znakomicie sobie poradze w samodzielnym zyciu. Chcialam byc najlepsza studentka, usamodzielnic sie finansowo od rodzicow i przy tym wszystkim rewelacyjnie wygladacwink. Dodam, ze od okresu dojrzewania cierpialam na roznego rodzaju zaburzenia odzywiania, wynikajace z zakodownego mi przez zenskia linie mojej rodziny glupiego przekonania, ze dobry wyglad (w podtekscie szczupla sylwetka) jest jednym z warunkow osiagniecia szczescia (co oczywiscie jest olbrzymia bzdura...). Wpadlam wiec z zapoczatkowanej pracocholizmem anoreksje, ktora przeszla w bulimie (standard przy tego typu zaburzeniach, wycienczony organizm nie jest przyzwyczajony do trawienia normalnych racji zywieniowych, wiec powrot do ''normalnego'' jedzenia jest katorga). Trafilam do terapeuty (oczywiscie od zaburzen odzywiania), psychiatry, prowadzilam dzienniczki odzywiania i rozne innego typu pierdoly (sorry za okreslenie, ale wypisywanie ze szczegolami co i w jakich okolicznosciach sie zjadlo i wypilo wraz z emocjami towarzyszacymi przed i po jest upierdliwe do granic mozliwosciwink. Ogolnie od okolo szesciu lat leczylam sie na zaburzenia odzywiania (bulimia + anoreksja).

      Przeszlam wielu terapeutow, psychiatrow, teorii na temat tego, dlaczego nie potrafie normalnie jesc itp. Wielu podkreslalo brak kontaktu z cialem (mam tendencje do kierowania se mozgiem i analizowania wsystkiego), wiec postanowilam zaczac przygode z joga. Po tygodniu obozu (oczywiscie typowo dla mnie zakochalam sie nieszczesliwie w nauczycielu jogiwink mialam wrazenie, ze znalezlam rozwiazanie moich problemow. Czulam sie swietnie w swoim ciele i jadlam nie przejmujac sie kaloriami. Alleluja! Niestety nie spostrzeglam jak joga zmienila sie w kolejna obsesje i rozpoczal sie kolejny epizod manii. Potrafilam byc na nogach prawie non stop i nie odczuwac zmeczenia (moj przykladowy plan dnia to: praca + dlugi spacer z psem (oczywiscie oprocz krotkich rano i wieczoremwink +90 min.jogi +wieczorne wyjscie ze znajomymi +sprzatanie mieszkania w nocywink. Jako iz, nie zaburzenia odzywiania ustapily moja czulnosc zostala uspiona, a ja cieszylam sie, ze odnalazlam istote bytuwink. Przeszlam na buddyzm (w mojej duchowej karierze bylamjuz katoliczka, ateistka, agnostyczka oraz zwolenniczka kabalywink, przeszlam na diete weganska (tu mozna sie klocic, czy aby nie byla to kolejna z form zaburzen odzywiania...), uczylam sie mantr i sanskrytu bylam ogolnie bardzo happywink. Wszystko tupnelo w ostatnie swieta Bozego Narodzenia (swieta od dawien dana sa dla mnie czasem niesamowitego stresu i oceny ze strony reszty rodziny): rozczarowalam sie nieco joga (jako, ze nic na swiecie nie jest niestety idealne a ja lubie pielegnowac przekonanie, ze istnieja rzeczy bez wadwink, kontakt z mama dopelnil reszty no i nastapila faza depresyjna. Tymze trudniejsza dla mnie, ze kompletnie nie wiedzialam, gdzie szukac przczyny...Wrocilam do intensywnej terapii, jednak nie widzialam w tym wszystkim sensu. Czulam, ze jestem leczona na zla chorobe. W koncu stopniowo, analizujac przeszlosc i epizodycznosc moich zaburzen odzywiania (bulimia wyznaczala okresy depresji, a anoreksja/ortoreksja/pracocholizm manii) doszlam do chadu...

      I szczerze to pierwszy raz w zyciu mi ulzylo, przedtem bylam ''All apologies'' jak z piosenki Nirvany, nieustannie czulam sie winna i przepraszalam za to, ze moze niewystarczajaco silnie pracuje w walce z ciagnaca sie tak dlugo choroba. Zrozumialam siebie na tyle, aby sie nieco zaakceptowac.Od dziecka bylam inna, pograzona we wlasnym swiecie ksiazek i marzen, majaca problemy w kontaktach z rowiesnikami, szukajaca akceptacji w oczach innych, przezywaja ciagle fazy (moja mama nazywa je ''ideami fix'wink fascynacji ideami i osobami.Teraz przynajmniej nie muszejuz ciagle przepraszacwink.

      Podobnie ja Ty cholernie sie boje, lekow, terapii itp., ale z drugiej strony widze przynajmniej jakas nadzieje. Sorry, ze wszystkich tak zanudzilam, ale mialam jakas potrzebe wyrzucenia tego z siebie (i nie zdziwilabym sie, gdyby nikomu nie chcialo sie czytac skroconej historii mojego zyciawink. Tak czy owak pozdrawiam wszystkich i pragne (po raz drugi) zakomunikowac swoja obecnosc na forumwink




      • cannelle85 Re: Świerzak 27.05.11, 16:31
        Ach i sorry za miliardy wink, mam jakas tendencje do ich naduzywania...
      • jasminka28 Re: Świerzak 28.05.11, 13:54
      • ergo_pl Re: Świerzak 28.05.11, 13:57
        cannelle85 - nie zanudziłaś, przeczytała i pozdrawiam smile
        • cannelle85 Re: Świerzak 31.05.11, 09:24
          Dziekuje wszystkim za slowa wsparcia i wyrozumialosc. Bylam wczoraj u psychiatry, po raz drugi zdiagnozowano u mnie chad typ ''rapid cycling'' Na razie nie dostalam zadnych stabilizatorow nastroju gdyz a) mam za tydzien egzamin, b)naleze do osob, ktore same musza najpierw przeprowadzic tzn.''research'' w Internecie, zanim zdecyduja sie na konkretny lek.
          Oczywiscie ostateczna decyzje podejmie psychiatra, ja jednak w stanie hipomanii lubie czuc sie kreatorem wlasnego zyciawink.

          Czuje sie dziwnie, jestem mocno wkurzona perspektywa wieloletniego leczenia itp. Boje sie stabilzatorow, boje sie ze ''normalna'' wersja mnie okaze sie dla mnie niewystarczajaca. Chad, pomimo wielu niedogodnosci, sprawia, ze moje zycie nie jest nudne, dostarcza ekstremalnych wrazen (za wysoka cene rzecz jasna...), sprawia, ze nie dotyka mnie monotonia codziennego zycia. Do tego dochodzi fakt, ze ja po wieu latach zycia z choroba, wiem jakich bledow unikac (dodam, ze nie wystepuja u mnie manie, a jedynie hipomanie, wiec sie w miare kontroluje) i co moze wywolac u mnie konkretna faze (gdy moj organizm wchodzi w stan ketozy np. na diecie, prawdopodobne jest wejscie w stan hipomanii, duzy posilek zlozony z weglowodanow zwalnia mnie w hipomanii i pozwala np. zasnac).

          Nie ukrywam, ze lubie swoje fazy hipomanii, to odradzanie sie niczym feniks z popiolow (sorry, za patetyczne okresleniewink, kreatywnosc, uczucie, ze wszystko jest mozliwe, jesli tylko chce itp. Boje sie normalnego zycia, gdyz nie mam wlasciwie pojecia, jaka jestem normalna (sa jak gdyby dwie wersje mnie: kreatywna, odpicowana, blyskotliwa, pewna siebie ja w hipomanii i leniwa, olewajaca sie na wszystko i wszystkich, apatyczna ja w depresji).
          Czuje podskornie, ze moge rozczarowac sie ''zwyklym'' zyciem (to przeciez ''it's better to burn out than to fade away'wink
          • jasminka28 Re: Świerzak 31.05.11, 10:02
            Chyba nikt z nas tak od razu nie zaakceptował Chadu. Ja też byłam wściekła że musze brać leki całe życie ale najgorsza dla mnie była perspektywa pogodzenia się z tym że oto ja ta mądra i ta fajna jestem chora psychicznie.... Troszkę to potrwa zanim trafisz na swój stabilizator i nie koniecznie będzie ci on zabierał twoją fajność. Bo owszem Lit takową mi zabierał, czułam sie po nim całkowicie jałowa ale lamitrin czy toramat dobrze mnie stabilizują i nie zabieraja mi mojej osobowości. Tak myślesmileAA i pewnie nie ma tu osoby która nie lubiła by stanu hipomanismile aAle pomyśl że po tym jakże pięknym euforycznym stanie przychodzi stan do bani o wiele dłuższy( w moim przypadku) Wybieram leki niż te huśtawki nastrojów!!!!
            • cannelle85 Re: Świerzak 31.05.11, 11:17
              Dzieki za odpowiedzsmile. Mam bardzo podobne odczucia do Ciebie, jestem ogolnie obrazona na caly swiat za moja chorobe psychiczna. Zadaje sobie pytania typu: Czy jestem kreatywna i inteligentna, czy to tylko zalacznik do fazy hipomanii? Siedze w pracy i szukam informacji na temat lekow stosowanych w chadzie na roznych forach itp. Moj psychiatra dal mi do zastanowienia depalnine, lamitrin oraz lit (tzn. mam poczytac, a on w razie czego rozwieje moje watpliwosci). Lit wykluczylam z gory, depalmine mnie przeraza (wzrost wagi i wypadanie wlosow dla osoby, dla ktorej wyglad zewnetrzny jest niestety bardzo wazny to raczej absolutne no gowink, o lamitrinie jeszcze nie czytalam.

              Zdaje sobie sprawe, ze kazdy lek (jak i wszystko) ma swoje dobre i zle strony, a dobranie odpowiedniego dla mnie leku bedzie wymagalo czasu, ale jakos nie mam na to wszystko ochoty. Tzn. wiem, ze chad leczy sie farmakologicznie i dobrze dobrane leki to polowa sukcesu, jednak w glowie polawia sie szatanska mysl, aby nie brac stabilizatorow i probowac ustabilizowac sie na wlasna reke...Zyje z chadem juz okolo 11 lat i stopniowo, na wlasnych bledach, nauczylam sie z nim zyc. Zdaje sobie sprawe, ze z fazowosci mojego nastroju, wiem, ze ograniczenie jedzenia + antydepresant (w tej chwili biore przepisany na bulimie Seronil, ktory oczywiscie dodatkowo mnie nakreca) = hipomania. Gdy chce zwolnic - wiecej jem, gdy gonitwa mysli nie daje mi spokoju - medytuje. Wiem juz, ze intesywne uprawianie sportu w fazie hipomanii moze doprowadzic do wyniszczenia organizmu, kontroluje wydatki, pracuje, unikam przypadkowego seksu i nie lamie prawa. Ogolnie lubie moje zycie i nie za bardzo chce z niego rezygnowacwink
              • cannelle85 Re: Świerzak 31.05.11, 11:36
                Dodam, ze po wielu probach znalazlam psychoterapeute, ktoremu zdecydowalam sie zaufac. Terapia przynosi dobre efekty, przyjaciele (ktorzy wiedza o mojej dwubiegunowosci) wspieraja mnie i sa gotowi sluchac moich monologow w hipomaniiwink. Czy bez stabilizatorow jestem naprawde skazana na porazke?
                • jasminka28 Re: Świerzak 31.05.11, 11:45
                  • cannelle85 Re: Świerzak 31.05.11, 12:03
                    Przyzwyczaili sie juz do moich faz. Dodam, ze sa to osoby bardzo zrownowazone psychicznie (o ile mozna to stwierdzic), spokojne, ktore dzialaja na mnie wyciszajaco w stanie hipomanii i sa w stanie zmotywowac mnie do dzialania w okresie depresji. Bardzo obowiazkowe, poukladane, unikajace uzywek, co bardzo pomaga mi, gdy monotonne codzienne obowiazki staja sie dla mnie zbyt nudnewink. Mysle, ze od wpadniecia w powazniejsze klopoty (chociaz anoreksja i bulimia sa jak najbardziej powazne) uchronilo mnie to, ze o poczatku studiow jestem w 100% odpowiedzialna za wlasne czyny (tzn. musialabym sama splacic ewentualny debet itp.) oraz moj hipochondryzm (co skutecznie chroni przed przypadkowym sexem) oraz wysokie wymagania w stosunku do innych (zamiast isc do lozka z facetem, ktory tak naprawde mnie nie pociaga, wole zainwestowac w dobry wibratorwink
                    • ergo_pl Re: Świerzak 31.05.11, 14:41
                      wiesz, w czasie depresji nikt i nic nie jest w stanie mnie zmotywować do działania oprócz
                      zwiększonej dawki leków. chyba więc u Ciebie przeważają stany "górkowe", depresje również nie są chyba takie jak studnia artezyjska?
                      Ogólnie - rozumiem, o co Ci chodzi.
                      Są jeszcze inne stabilizatory, nietuczące jak depakina.
                      Może doświadcz siebie tej innej, ustabilizowanej wink
                      • cannelle85 Re: Świerzak 31.05.11, 15:27
                        Ogolnie srednio mam 2 okresy subdepresjii oraz 2 okresy hipomanii rocznie (mam wrazenie, ze po pewnym czasie w hipomanii zaczynam sie stabilizowac). Niestety z ostatniej depresjii (po trwajacej ponad pol roku hipomanii) nie bylabym w stanie podniesc sie bez antydepresantow (bralam i biore 40 mg seronilu dziennie). To troche tak, ze im wyzej i dluzej ''latam'' w hipomanii, tym bardziej bolesny jest upadek i musze sie dluzej z niego wygrzebywac...Przez caly okres trwania choroby nie mialam jej swiadomosci tzn. walczylam z zaburzeniami odzywiania, nie wiedzac, ze sa one jedynie jednym z efektow towarzyszacych (jako, ze mam awersje do narkotykow i nie mam tendencji do naduzywania alkoholu, wybralam nalog najlatwiej dostepny i akceptowany spolecznie tzn. jedzenie).

                        Chce zanim zaczne brac stabilizatory sprowac ustabilizowac sie bez lekow (byc moze jest chore myslenie hipomaniaczki, ktora uwaza, ze wszystko wie najlepiej...): dbac o uregulowany tryb zycia (glownie o wystarczajaca ilosc snu), chodzic na psychoterapie, rozmawiac szczerze z przyjaciolmi, unikac stresu i nie przepracowywac sie, chodzic na spotkania grupy wsparcia dotknietych chadem (w miescie, w ktorym mieszkam mam taka mozliwosc), odpoczywac w czasie dnia, medytowac, wrocic do jogi (tym razem w rozsadnej wersjii) i chodzic na dlugie spacery z psemwink. Wiem, ze jest to moze naiwne myslenie i absolutnie nie wykluczam brania stabilizatorow nastroju, ale mimo wszystko chce sprobowacwink. Czy w tym szalenstwie jest metoda?
                        • jasminka28 Re: Świerzak 31.05.11, 18:28
                          • cannelle85 Re: Świerzak 31.05.11, 18:58
                            Wiem, wiem naiwna idealistka ze mniewink. Podane przeze mnie rozwiazania sa moze dobre dla osoby z lekka depresja lub burn outem, ale nie dla osoby chorej na chad (chyba do konca nie doszlo do mnie, ze jestem jednak chora psychicznie i spacer z psem nie rozwiaze mojego problemuwink. Strasznie ciezko pogodzic mi sie z perspektywa dlugoletniego leczenia farmakologicznego (i nieodlacznie zwiazanymi z nim skutkami ubocznymi).

                            Jestem ogolnie totalnie wkurzona i buntuje sie przeciw calemu medycznemu swiatu i mojej chorobie. Musze dac sobie troche czasu, by moc spojrzec na calosc z nieco innej perspektywy. Tydzien przed egzaminem nie jest najlepszym okresem na podjecie decyzji, co do brania leku (psychiatra powiedzial mi wyraznie, zebym poczekala z tym wszystkim jak troche zregeneruje sie po stresie, ale ja oczywiscie nie moge powstrzymac gonitwy mysli odnosnie chadu...)
                            • jasminka28 Re: Świerzak 31.05.11, 19:14
                              -Tak to prawda ciężko się pogodzić z tym że musimy brać leki prawie całe życie.Średnio fajne ale co poradzimy. Ja na razie wolę nie myśleć o skutkach ubocznych brania leków. Łatwiej mi z tym. Zdaj sobie spokojnie egzaminy a potem wykup stabilizatory i spróbuj może nie taki diabeł strasznysmile -
                              „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie. Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi ...”
                              • cannelle85 Re: Świerzak 31.05.11, 19:28
                                Dzieki za slowa wsparciawink. Wiem podskornie, ze bez stabilizatorow nie dam rady. Niestety w fazie hipomanii zapomina sie o tym, co w chadzie jest niezbyt fajne (aka pieciomiesieczna depresja podczas ktorej tylko zawodowe obowiazki byly mnie w stanie zmusic do wstawania z lozka i doprowadzania sie do stanu, w ktorym moge pokazac sie ludziomwink. Sprobowac, zapewne sprobuje (chocby po to, ze zobaczyc jaka jestem ustabilizowana). Jutro ide na spotkanie chadowcow, ktore albo totalnie mnie zdoluje albo sprawi, ze poczuje sie nieco ''normalniej'' w moim nienormalnym staniewink
                                • jasminka28 Re: Świerzak 31.05.11, 19:54
                                  Poczujesz sie o niebo lepiejsmile W jakim mieście takie spotkania są organizowane jeśli mogę spytać??My w Poznaniu sami sie zorganizowaliśmy na własną ręke i tak już się spotykamy we wsłasnym gronie od ponad rokusmileFaaaajnie jestsmile
                                  • cannelle85 Re: Świerzak 31.05.11, 20:08
                                    Pewnie, ze mozeszwink w Berlinie. Spotkania odbywaja sie niedaleko mnie (jest dosc sporo grup chadowcow, do wyboru do koloru), wiec odpada mi wiele potencjalnych wymowek (np. ze nie chce mi sie jechac na drugi koniec miastawink. Wszystko zorganizowane z typowym niemieckim porzadkiemwink (tzn. w pierwsza srode miesiaca spotkanie organzacyjne, kazdego tygodnia inny ''motyw przewodni'', w piatek dla chetnych wspolny nordic walking), wszystko pieknie w praktyce, pozyjemy, zobaczymywink
    • kamyczek_02 Re: hybris 27.05.11, 19:29
      Daj sobie trochę czasu. Na razie jest złość, żal że padło na ciebie. Do akceptacji choroby i próby pogodzenia się z tym potrzeba właśnie czasu. Wierz mi, będzie lepiej. Mnie przyjęcie chadu do wiadomości i pogodzenie się z nim zajęło ponad rok. Był okres złości, wyparcia (to nie chad), załamania, wreszcie pogodzenia się i życia dalej. Ogarniesz wszystko, leki zaczną działać, lekarz ustawi leczenie i będzie dobrze smile Można żyć z chadem i funkcjonować bez zakłóceń. smile
    • kebli Re: Świerzak 30.05.11, 13:41
      A ja ci napiszę co cię czeka na oddziale dziennym, bo spędziłam tam masę czasu. Nie wiem jak jest w twoim mieście, ale u nas w Łodzi na Czechosłowackiej jest tak, że są różne zajęcia. Z asertywności, joga, terapia grupowa, malowanie, i różne inne. Dawno, na szczęście, tam nie byłam, więc same zajęcia mogły się pozmieniać.
      Poza tym dostajesz śniadanie i obiad, oraz leki. Przyznam szczerze, że to jest całkiem wygodne, bo ktoś pamięta za ciebie o lekach big_grin A ja z pamiętaniem o nich mam kłopoty uncertain
      Jeśli się gorzej czujesz możesz pogadać z lekarką, żeby cie zwolniła z jakichś zajęć. Ja na przykład nie znosiłam jednych i powiedziałam, że nie będę na nie chodzić i nie chodziłam.
      Można tam poznać naprawdę fajnych ludzi, którzy będą potrafili cię zrozumieć, mając podobne problemy co ty. Poza tym w Łodzi jesteś cały czas pod opieką psychologa, a ludzie którzy prowadzą te zajęcia to też psycholodzy.
      Ogólnie jest fajnie, to dobry czas na wyciszenie się, zastanowienie nad różnymi rzeczami i poukładanie sobie spraw w głowie.
      Jeśli stwierdzisz, że bardzo ci pobyt na takim oddziale nie służy to zawsze możesz się wypisać. Lekarz nie ma prawa odmówić ci leczenia, jeśli chcesz się dalej leczyć ambulatoryjnie.
      Ja bym na twoim miejscu skorzystała z propozycji lekarza, zwłaszcza, że u nas nie łatwo się na taki oddział dostać.
      Pozdrawiam smile
    • maly.lew Re: Świerzak 31.05.11, 22:52
      Cześć Swierzynko! wink
      Nie bój się oddziałów psychiatrycznych. Psychiatria to jedna z tych dziedzin medyzyny, które w ostatnich dekadach XX wieku ogromnie sie rozwinęły. Ja byłam w klinice psychiatrycznej - dobrze trafiłam z tą kliniką: wykształcona kadra, profesorowie i doktorzy nauk medycznych... Ogromne poczucie bazpieczeństwa. I gwarancja bezbłędnej diagnozy i leków trafionych w 10.
      Daj sie namówić swojej psychiatrze 'świerzaku' smilesmilesmile To żaden wstyd iść na taki oddział, to raczej swiadczy o zdrowym rozsądku. Potraktuj pobyt tam jako inwestycję w przyszłość. ja zacisnęłam zęby i nie wypisałam się, choć mogłam. Było Warto! Powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka