Dodaj do ulubionych

Ambiwalencja

02.05.12, 13:09
Żyję zanurzona w samotności, a jednak kiedy mogę się z kimś spotkać, umykam. Nie wiem, czy to lęk przed kontaktami z ludźmi, czy moje wygórowane wymagania i założenie, że znów ktoś im nie sprosta. Jako osobie, wchodzącej w określone relacje, stawiam sobie dość wysoko poprzeczkę, może i oczekuję tego samego, co przekracza przeciętną normę zażyłości?
Macie podobne doświadczenia i wątpliwości?
Obserwuj wątek
    • waters123456 Re: Ambiwalencja 05.05.12, 17:19
      avi_co napisała:

      > Żyję zanurzona w samotności, a jednak kiedy mogę się z kimś spotkać, umykam. Ni
      > e wiem, czy to lęk przed kontaktami z ludźmi, czy moje wygórowane wymagania i z
      > ałożenie, że znów ktoś im nie sprosta. Jako osobie, wchodzącej w określone rel
      > acje, stawiam sobie dość wysoko poprzeczkę, może i oczekuję tego samego, co prz
      > ekracza przeciętną normę zażyłości?
      > Macie podobne doświadczenia i wątpliwości?



      Ja mam podobne odczucia i wątpliwości. Od jakiś 5 lat czuje się bardzo samotna, nikomu niepotrzebna. Mam na mysli moje dziecko, które weszło w wiek nastoletni i choć nie jest samodzielne, uważa się za dorosłego człowieka. A ja czuję się odrzucona, bo poswięcałam się dla niego a teraz on mnie nie potrzebuje. Ja odbieram to w swój "chory" sposób, że nie chce mnie, bo wyczuwa, że ja jestem inna, że ze mną jest coś nie tak. On nie wie o mojej chorobie. Choć doświadczył oblicza mojego chadu. Mama porzuciła dom, zostawiła syna i tatusia. Znalazła sobie "szemrane, lumpiarskie" towarzystwo.

      Ja lubię ludzi, w takich bezpośrednich kontaktach. Kiedy można porozmawiać na różne tematy. Ale prawie zawsze są to ludzie anonimowi. Rozmawiamy, mówimy często o bardzo osobistych, intymnych sprawach, a potem ja znikam i nie utrzymuję blizszych kontaktów. Nie wiem dlaczego taka jestem. Może przez moją chorobe, może przez doświadczenia życiowe. Wiele razy zawiodłam się na bliskich ludzich, którym zawierzyłam, wręcz się wyspowiadałam, a oni mnie zdradzili, opóścili nie mówiąc dlaczego. Ja sama też uciekałam przed bliskością i przyjaźnią.
      Więc teraz usiłuje być najlepszym przyjacielem sama dla siebie, ale niezbyt mi to wychodzi. Żyjąc sam ze sobą, żyje się w takim zamknietym świecie własnych mysli, wyobrażeń i odczuć. I nagle wszystko jest czarne alboo białe i na odwrót..
      Lubię ludzi, ale im nie ufam. Nie potrafię zblizyć sie na tyle blisko, żeby ktoś chciał zostać moim przyjacielem. Nie potrafie pocieszyć, doradzić, bo sama przepełniona jestem fatalizmem i smutkiem. Żyję, egzystuję, trwam w tym zyciu. Rozmawiam o błachostkach, duperelach, a w głębi czuję że nie spełniam się jako człowiek. Że czegoś brak we mnie, czego oczekują inni ludzie. Więc jestem samotna, dziwna, nieprzewidywalna. Nikomu niepotrzebna. Zaczynam akceptować ten stan.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka