dzedlajga
02.11.12, 13:04
Kilka dni temu wyciągnęłam z niego wypasionego kleszcza. Wczoraj gdy wróciłam do domu jakoś tak słabo się ucieszył i absolutnie nic nie zbroił, a dość długo mnie nie było. Trochę myślałam, że to po tym kazaniu które ostatnio dostał ode mnie. Ale jak dziś nie miał ochoty iść na spacer i stał przed klatką z podkulonym ogonem to już się nie zastanawiałam tylko pognaliśmy do lekarza. Okazało się, że jednak babeszja. Dobre w tym wszystkim jest to, że paskudztwo nie zdążyło się jeszcze rozhulać po organizmie i w drodze powrotnej wiozłam zupełnie innego psa niż do lecznicy - tzn. oddali mi mojego Benka rozrabiakę. Teraz zadekował się w kuchni i leży grzecznie.
Jedno jest pewne - wracamy do tymianku. Dosypuję po prostu trochę podczas gotowania mięsa lub ryżu. Przez całe lato nie mieliśmy ani jednego kleszcza, tzn od kiedy dawałam mu tymianek. Bo wcześniej po kropelkach to natychmiast złapał 4, tyle, że kropelki je szybko uśmierciły. Po powrocie ze szpitala z różnych powodów zaniechałam tymianku, zostaliśmy na samej obroży i długo nie trzeba było czekać. Teraz zmieniam obrożę na lepszą - woodporoną i działającą do 8 miesięcy, i do dzisiejszego obiadu dodałam już cudowne ziółko. Mam ogromną nadzieję, że to nasza ostatnia kleszczowa "przygoda".