01.09.16, 17:41
Proszę mi doradzić czy powinnam sie starać o rentę choruje na nerwice depresje juz kilka lat ale intensywnie lecze się u psychiatry 3 lata mam nadciśnienie zwyrodnienia zmiany w kręgosłupie osteoporozę i 55 lat . 27 lat przepracowalam w służbie zdrowia jako pielegniarka a teraz boje się wystąpić o rentę ponieważ wiem jak lekarze traktują pacjentów i boje się ze potraktują mnie zle . Może ktos poradzi czy mam jakasz szanse na rentę czy lepiej nie próbować żeby nie wpasc w jeszcze wieksza nerwice bo to na pewno kosztuje wiele nerwów a ja nie mam sily tego przechodzić poniewaz boje się kazdej wizyty u lekarza .
Obserwuj wątek
    • inwalidka Re: renta 01.09.16, 22:29
      Wiele odpowiedzi 😊 dziękuję
    • dzedlajga Re: renta 02.09.16, 04:40
      Mam wrażenie, że właśnie sama sobie odpowiedziałaś na pytanie (czy lepiej nie próbować żeby nie wpasc w jeszcze wieksza nerwice bo to na pewno kosztuje wiele nerwów a ja nie mam sily tego przechodzić poniewaz boje się kazdej wizyty u lekarza).

      Ze swojej strony już wcześniej napisałam Ci co myślę na ten temat.

      I jeszcze jedno. Rozumiem, że Ty jesteś na każde wezwanie rodziny i znajomych, gotowa wysłuchiwać ich żali itp. To jest Twój osobisty wybór. Oczywiście masz prawo poświęcać się w ten sposób i tłumaczyć sobie, że takie jest Twoje powołanie.

      Tylko nie wiem, dlaczego oczekujesz, że tu na forum wszyscy tylko czekają, aż zadasz pytanie i na wyścigi będą pisać odpowiedzi. Każdy z nas, poza bywaniem na forum ma własne życie, obowiązki a także przyjemności. Poza tym, niekoniecznie zawsze ma coś do powiedzenia w temacie. Więc czego oczekujesz? Że każdy kto przeczytał Twój wpis odpisze, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia? Czy że będzie Ci współczuł, że tak bardzo przeżywasz swoją chorobę, że nie jesteś w stanie iść na wizytę do lekarza czy na komisję.

      Masz prawo oczekiwać współczucia ale nie wiem, czy wymuszanie go ironicznymi wpisami okaże się skuteczne. Jeśli chodzi o mnie, to takie teksty nawet w wykonaniu osobistej rodzicielki już nie działają na mnie. A co dopiero mówić o nieznajomej z forum. Mnie to to wygląda na próbę wpędzenia nas w poczucie winy i naprawdę nie sądzę, żeby ktoś miał chęć się tu z Tobą w to bawić.

      Wręcz przeciwnie - w ten sposób możesz sobie tylko zyskać wrogów.

      Jak widzisz zaangażowałam się w rozmowę z Tobą i staram Ci się pomóc. Oczywiście możesz próbować na mnie szantażu emocjonalnego. Ja się nie obrażę, ale zawsze powiem Ci, że na mnie takie sztuczki nie działają. Za reakcje reszty świata nie odpowiadam. Podpowiem tylko, że możesz dostać po łapach, bo mało kto lubi takie traktowanie. Ale to Twoja i wyłącznie Twoja decyzja.

      Nikt nikomu niczego nie może nakazać ani zabronić - to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu. Każdy podejmuje własne decyzje i sam ponosi ich konsekwencje. Każdy sam tworzy swoje życie, choć wielu niestety nie ma tej świadomości i stara się obciążyć odpowiedzialnością za swoje wybory innych. Na przykład manipulując nimi. Tylko musisz się liczyć z tym, że to nie tylko nie działa na wszystkich, ale czasem znajdzie się ktoś taki jak ja, kto powie Ci co o tym myśli.

      Jeśli (nawet nieświadomie) używasz tego chwytu, żeby postawić się w roli ofiary wyłonić z publiczności wybawcę, który będzie Cię ratował poświęcając w tym celu własne życie to możesz się przeliczyć. Żeby to działało musi być silna i w dodatku bardzo mocno zaburzona więź emocjonalna między rozmówcami. Tu nikogo takiego raczej nie najdziesz.
      • inwalidka Re: renta 02.09.16, 07:56
        Jestem ci bardzo wdzięczna za odpowiedz i zapewniam cie ze na forum nie szukam współczucia tylko jakiś porad i mysle ze masz racje ja potrzebowałam chyba mocnych słów i takie od ciebie otrzymałam potrzebny byl mi kopniak w cztery litery a nie współczucia i ty go zrobilas może teraz bardziej zrozumie siebie sama Naprawde dziękuję twoja pomoc jest konkretna i daje dużo do myślenia jednak mysle ze forum jest po to żeby pisać i szukac pomocy nawet tak twardej jak twoja uważam ze jesteś wspaniała osoba piszesz dużo i mądrze i za to ci dziękuję .
    • biala_malpa Re: renta 02.09.16, 07:48
      Sama musisz zdecydować czy się o nią starać. Podstawy na pewno są do tego, ale nikt tego za Ciebie nie zrobi. Z treści Twojego wpisu wynika raczej strach i z góry założona porażka. Tłumaczysz się jaka jesteś bardzo chora i boisz się, że będziesz chora jeszcze bardziej. Mam te same odczucia co "dzedlajga", próba szantażu emocjonalnego w czystej postaci. Czy robisz to świadomie, czy nieświadomie tego już nie wiem. I jeszcze ten ironiczny uśmieszek w drugim wpisie. Moim zdaniem masz podstawy by otrzymać świadczenie.
      BTW psychoterapia grupowa też by Ci nie zaszkodziła, "szantaż emocjonalny" w praktyce zapewniony, ale to są, jak to zostało napisane wcześniej, "Twoje i tylko Twoje decyzje"
      Powodzenia.
      • inwalidka Re: renta 02.09.16, 09:43
        Jezeli ktos uważa ze to szantaż to na pewno nieświadomy pisze to co czuje a to nic złego po prostu chciałam sie otworzyc przed kimś myślałam ze forum to program gdzie można napisać o tym wszystkim co sie czuje to lepsze niż psychoterapia na ktora oczywiście uczeszczalam mimo wszystko dziękuję za odpowiedz
        • inwalidka Re: renta 02.09.16, 09:45
          I przepraszam ze zawracalam wam głowę i zabieralam czas .
          • obecna_xyz Re: renta 02.09.16, 13:35
            Droga Inwalidko! Nie zawracasz głowy i nie zabierasz czasu, bo to forum po to jest. Myślę,że możesz spróbować starać się o rentę ale musisz mieć do tego przechorowane 6 miesięcy na chorobę psychiczną. Jeśli masz takie długie L4 składasz dokumenty i stawiasz się na komisję. To jest do wytrzymania tylko nie należy sprawy traktować jako śmierć i życie. Z tego co wiem masz dużo różnych problemów. Na współczucie na forum nie bardzo możesz liczyć, na szybkie odpowiedzi także. Tu są bardzo różni ludzie. Ja niegdyś byłam aktywna, teraz tylko czytam nowe wpisy. Pozdrawiam, chętnie odpowiem, jeśli zechcesz o coś w tym miejscu zapytać.
            • 39.a Re: renta 02.09.16, 14:13
              Nie zgodzę się, współczucie jest...
              Ale niekoniecznie wtedy, gdy ktoś go ŻĄDA. "Psychoterapeuta karmi pacjenta, kiedy czuje mleko w piersiach, nie wtedy gdy pacjent tego chce" (bardzo swobodny cytat z Sheldona Koppa).

              To nie jest czat. Co się stanie, jesli odpowiedź przyjdzie po 30 godz.?
              Nie wszyscy nie pracują.
              Szantażem jest niepoważne "Wiele odpowiedzi, dziękuję" po kilku godz. od zadanego pytania.
              • inwalidka Re: renta 02.09.16, 14:31
                Ja strasznie wierze w forum poniewaz mysle ze na forum wychodzą ludzie z problemami dlatego próbuję rozmawiać poniewaz mnie to pomaga ja nie czekam na wspolczucie również nie jest to szantaż pisze to co czuje czego chce się dowiedziec .Napewno oczekuje zbyt szybkiej odpowiedzi i za to przepraszam natomiast dziękuję za wszystkie odpowiedzi i mile słowa .
                • 39.a Re: renta 02.09.16, 16:37
                  Ja to rozumiem. Wiesz, jeszcze 10-12 lat temu fora aż gotowały się od wpisów. Fajne to było smile
                  Potrafiłam z wypiekami na twarzy spędzić na pisanej rozmowie całe popołudnie (to było forum też gazety.pl, ale akurat nie to). Coś się zmienia, w świecie, w ludziach, może więcej pracujemy, nie wiem. Może więcej rozmawiamy realnie z ludźmi. A może gremialnie powędrowano na Fb smile

                  Sięgnij też do wątków archiwalnych:

                  bit.ly/2c75cjA
                  poza tym: parę osób tu, co najmniej parę, gra w literaki, można się umówić na partyjkę np. na "Kurniku". znajdź coś, co oderwie Cię od złych myśli. miłego piątku smile
                • dzedlajga Re: renta 02.09.16, 19:40
                  Ja sobie zdaję sprawę, że szantaż czy też próba wzbudzenia poczucia winy nie są zamierzonym a wyuczonym zachowaniem. Ale co się dało nauczyć, tego też można się oduczyć.

                  Komentarz: "wiele wpisów, dziękuję" 4 czy 5 godzin od pierwszego wpisu odbieram właśnie jako szantaż emocjonalny. Nie biorę tego do siebie, ale pokazuję co mi się nie podoba.


                  Powiem Ci coś jeszcze. Jeśli stosujesz takie "chwyty" w necie, to z całą pewnością stosujesz je również na co dzień. Podejrzewam, że dlatego nikt nie chce słuchać Twoich narzekań, bo próbujesz ich wpędzić w poczucie winy. Ja wiem jak to działa. Z jednej strony chcesz przychylić nieba bliskim i robisz wszystko tylko dla nich. Mimo, że głośno nawet sama czasem się do tego nie przyznasz, to jednak też potrzebujesz jak każdy, żeby ktoś zajął się Tobą. Tylko uważasz, że skoro Tobie nikt nie musi mówić co masz robić, to oni też by się mogli domyślić czego Ty potrzebujesz. A oni się nie domyślają. Więc wbijasz szpilę i dziwisz się, że nie chcą słuchać. Może nawet są o to awantury.

                  Bo niestety prawda jest taka, że ludzie w większości nie są ratownikami. Tylko ratownicy odgadują potrzeby innych i zaspokajają je zanim ktoś w ogóle zdąży pomyśleć, że ma jakąś potrzebę. Inna sprawa, że często są to potrzeby wymyślone przez ratownika i z tego powodu "obdarowany" się wkurza, bo nie dość, że nie oczekiwał na coś, to jeszcze musi wysłuchiwać pretensji, że nie jest zadowolony z "podarunku" i ani myśli się odwdzięczyć.

                  Właśnie po to człowiek został obdarzony mową, żeby po prostu mówić innym czego potrzebuje, prosić o to, ale też powinien liczyć się z tym, że nie każda jego prośba zostanie spełniona. A już na pewno, że nie zostanie spełniona tu, teraz, natychmiast, w tej chwili.

                  Następnym razem zamiast lepić wiadro uszek zapytaj rodzinę co chce na obiad, bo może się okazać, że chcą pizzę albo zwykłego schabowego, którego się robi w parę minut. A na uszka już patrzeć nie mogą. Oczywiście to tylko przykład z tymi uszkami. Chcę Ci pokazać, że czasem bardzo się staramy, stajemy na głowie itp. A inni tego nie doceniają, bo w ogóle tego nie potrzebują. Może mąż lub córka woleliby się do Ciebie przytulić czy porozmawiać o czymkolwiek zamiast patrzeć jak robisz dla nich coś o co nie prosili.

                  Innymi słowy, to Tobie się wydaje, że wiesz czego oni chcą i nie przyjdzie Ci do głowy spytać czy to faktycznie potrzebne. A oni sami z siebie też nie powiedzą, bo wiedzą, że zrobią Ci przykrość. Albo próbowali ale Ty i tak wiedziałaś lepiej, więc przestali próbować.

                  Nie wiem czy tak jest, strzelam trochę na oślep. Ale na ile znam życie, to coś w tym na pewno jest. Tylko zamiast uszek, może być cotygodniowe wymiatanie kurzy ze wszystkich kątów i mycie podłóg 3 razy dziennie. Albo tysiąc innych rzeczy.

                  Jako dziecko zostałaś nauczona odgadywać potrzeby swojej chorej matki i tak Ci zostało. To zrozumiałe. Tylko chyba przyszła pora, żeby pewne rzeczy zweryfikować. Pytanie czy będziesz potrafiła udźwignąć to, że nie jesteś rodzinie aż tak potrzebna jak Ci się do tej pory wydawało.

                  Bo wtedy może okazać się, że masz mnóstwo czasu i brak pomysłów co z nim zrobić. Takie nadmiarowe zajmowanie się bliskimi jest po to, żeby nie zajmować się sobą, swoim życiem i swoimi potrzebami. Bo może nauczono Cię, że liczą się tylko inni. Że Twoje potrzeby nikogo nie interesują, bo inni mają większe. I tak z rozpędu z tą świadomością udało Ci się przeżyć 55 lat. Może czas to zweryfikować.
            • inwalidka Re: renta 02.09.16, 14:24
              Dziękuję jest to bardzo mile .
              • inwalidka Re: renta 02.09.16, 16:32
                Jedynie co przynosi mi radość to gra na pianinie i wtedy jestem spokojna
                • 39.a Re: renta 02.09.16, 16:38
                  Brawo! Graj w takim razie często.
                  • inwalidka Re: renta 02.09.16, 16:40
                    Gram ale czasem bola i drętwieją mi ręce wiec gra moja córka
              • biala_malpa Re: renta 03.09.16, 08:22
                Nie chodzi o to żeby było to "bardzo miłe". Wydaje mi się, że nie do końca rozumiesz. Zmiany są raczej dość bolesne, a Twoje odpowiedzi "miłe, bardzo miłe" świadczą o tym, że albo nie zrozumiałaś, albo wypierasz swoje prawdziwe uczucia. Miłe może być to, że jest taki duży odzew na Twój post, że ludziska odczytali i zainteresowali się Twoim problemem, natomiast to o czym pisze "dzedlajga" raczej miłe nie jest, bo uderza w Twój prawdopodobny, 55-letni sposób postępowania, a coś takiego zmienić, prze kierunkować wymaga sporej pracy i wglądu w siebie. Napisane to zostało bardzo fajnie i jeśli trafiło tam gdzie miało trafić, to raczej powinno Cię to ukłuć. Miłe to nie jest, ale daje szansę na lepsze jutro. Powodzenia.
                • dzedlajga Re: renta 03.09.16, 12:44
                  Wiesz Biała Małpo, dzedlajga stara się pisać tak, żeby dotarło ale żeby też jakoś specjalnie niemiłe nie było. Bo jak jest bardzo niemiłe to raczej jednak nie trafia tam gdzie trzeba tylko powoduje złość i bunt w najlepszym przypadku. A w najgorszym żal, smutek i przygnębienie, nawet depresję czy atak nerwicowy. A nawet poczucie winy. Innymi słowy napędza grę pt. ofiara-wybawca-prześladowca. A chodzi właśnie o to, żeby tę grę przerwać.

                  Choć czasem musi trochę postawić do pionu, ale stawianie do pionu było w wątku obok.
                  • inwalidka Re: renta 03.09.16, 19:47
                    Ja ci naprawde bardzo dziekuje twoje słowa docierają do mnie i naprawde mi pomagają nieważne czy sa slabe czy silne ważne to ze zastanawiam sie głęboko nad tym co piszesz i analizuje swoje życie i jest mi łatwiej . Dzieki tobie zaczelam znowu próbować cos ze sobą zrobić myśleć i nawet grać na pianinie czego juz od dawna nie robiłam dla mnie jesteś naprawde pomocna i za to chce ci serdecznie podziękować .
                  • biala_malpa Re: renta 05.09.16, 08:11
                    Moim zdaniem forma nie ma, aż tak wielkiego znaczenia, tzn. pomijając skrajności. Tak czy siak, nie można zmienić swojego postępowania bez poczucia żalu, złości, smutku. To jest koszt zmiany i na pewno trochę zaboli. Fajnie jeśli uda się to przeprowadzić jak najmniejszym kosztem. Nie wchodzi się w rolę prześladowcy, tylko chce dobra drugiej osoby. Wie i bierze się odpowiedzialność dokąd kieruje się drugą osobę. Nie w poczucie winy, depresję, choć poczucie smutku na pewno się pojawi. Ważne by druga osoba chciała się zmienić i pracować nad sobą, a to już nie jest takie łatwe i przyjemne.
                    BTW bardzo mi się podoba sposób w jaki się wypowiadasz. Do mnie to trafia i naprawdę jest to fajnie napisane. Rozumiem co chcesz przekazać. Pozdrawiam.
                    • dzedlajga Re: renta 05.09.16, 10:57
                      Małpo (wolałabym inaczej się co Ciebie zwracać, ale trudno), dziękuję za to co napisałaś bo czasem jest mi trudno z tym, że ktoś może poczuć się źle po moich słowach. Z drugiej strony, uwierz mi, nie wszyscy poczują smutek, żal czy złość. Po prostu każdy bierze tyle ile jest gotowy wziąć. To jak z moim psem na spacerze: ja mu daję pić, a on sam decyduje czy się napije i ile. Ale jeśli komuś pomaga to co piszę, to mogę się tylko cieszyć. Bez względu na to ile z tego weźmie.
                      • inwalidka Re: renta 05.09.16, 14:46
                        Mnie pomaga każdy wpis
                      • biala_malpa Re: renta 06.09.16, 19:56
                        Dzedlajgo! Mogę pisać za siebie, więc wiem co chciałaś przekazać. Technikę szantażu emocjonalnego znam, zapewne wzorowo umiem ją również stosować, ale mam już również tę świadomość, że jest to dziecinna technika. Chowa się za nią nieumiejętność wyrażania własnych uczuć i potrzeb jak również i nie umiejętność dostrzegania uczuć i potrzeb innych. Skrywa się za nią również nieśmiałość, brak pewności siebie, nieumiejętność podejmowania decyzji, a raczej wyręczanie się innymi, więc tylko współczuć tym co ją stosują. Sobie też współczuję, ale mam nadzieję, że się zmieniam.
                        Wyjście z tego, spojrzenie na siebie z drugiej strony lustra sporo kosztuje... jak każda zmiana. Jeśli chcesz stać się bardziej wartościowym, trzeba zobaczyć swoje mniej wartościowe zachowania, a z tym nie wiążą się zbyt przyjemne uczucia. Zgadzam się, że każdy weźmie tyle ile może, albo tyle ile będzie chciał wziąć, ile będzie chciał zrozumieć, czy tyle na ile będzie chciał się zmierzyć z samym sobą. Nie chcę osądzać czyjegoś postępowania, zresztą przez sieć nie jest to możliwe. Poza tym Krytyka i Sędziego każdy z nas ma indywidualnego w sobie i tylko my sami możemy ocenić swoje postępowanie, więc nie chcę oceniać "inwalidki" czy szantażuje, czy też jest to pochopnie wyrażona sugestia. Poza tym gdy pisze "mnie pomaga każdy wpis" to też mi się zapala żółta lampka, czy chodzi o treść wpisu, czy o sztucznie zrobione audytorium nad swoim problemem, szukania pocieszenia nad swoim losem, a nie szukania rozwiązań w sobie. Bo gdy pomaga każdy, to w sumie tak jakby żaden nie pomagał.
                        Dobrze czyta mi się Twoje wpisy, a tym, że boisz się kogoś urazić... nie ma w nich złośliwości, więc nawet jeśli urazisz, może kiedyś ktoś Ci za to nawet podziękuje.
                        • sensi47 Re: renta 07.09.16, 17:55
                          A ja tam nie rozeznaję się w tych nowych buźkach i nie wiem jakie intencje miała i...lidka wink
                          • inwalidka Re: renta 07.09.16, 20:40
                            Nigdy nie szukalam audytorium weszłam na forum ponieważ potrzebowałam porad rozmowy i wsparcia wcale nie chce litości tylko porad jak postępować co zmienić chciałam porozmawiać z ludźmi którzy przechodzą cos takiego jak ja którzy nie mogą sami sobie poradzić . Pomagają mi rozmowy z wami próbuje cos zmienić w swoim zyciu uważnie czytam kazda odpowiedz i analizuje również wprowadzam w życie . Nikogo nie szantażuję i nie mam takiego zamiaru również nie lituje sie nad sobą i nie chce żeby inni sie litowali ale forum jest chyba po to żeby wyrzucić z siebie to czego nie można wyrzucić w inny sposób wiem ze mocne słowa również pomagają sa jak zaczarowane i głęboko die je rozumie ale slowo SZANTAŻ to troche za mocno powiedziane to tak samo jak ktos mówi WEZ SIE W GARSC a to nie takie proste mysle ze na tym forum nie ma ludzi w prawdziwej nerwicy i depresji ludzi którzy cierpią widząc ze są nieudolni bo gdyby byly tutaj takie osoby to inaczej patrzyłyby na taki stan chorego mimo wszystko dziękuję za mile słowa stracony i syracony czas .Teraz moge napisać ze mam na imię Ewa ale dalej inwalidka .Dziekuje za wszystkie odpowiedzi które otrzymałam teraz spróbuje sama walczyć ze swoja choroba i slabosciami .
                            • sensi47 Re: renta 07.09.16, 23:30
                              Strzeliłaś focha? wink (mrugnięcie)
                              Czasami dyskusja nie toczy się po myśli twórcy wątku. Wszak to forum.
                              Jeżeli Ci w ogóle ktoś pomógł, to ciesz się, że trafił w sedno.
                              Pytasz w pierwszym poście czy powinnaś starać się o rentę? A dlaczego by nie?! Kolejnym pytaniem było czy Ci ją przyznają? Ja nie mam pojęcia. Zapewne słuchasz, czytasz-orzecznicy czasem dziwne decyzje podejmują.
                              Pozdrawiam Cię i...lidko smile (uśmiech)
                              PS: Nikt tu nie wymaga podawania swoich danych personalnych. I...lidka- tak się do Ciebie będę zwracać, bo ładnie wygląda. Nie doszukuj się uszczypliwości smile
                            • sensi47 Re: renta 08.09.16, 11:31
                              Inwalidka napisała:
                              "...mysle ze na tym forum nie ma ludzi w prawdziwej nerwicy i depresji ludzi którzy cierpią widząc ze są nieudolni bo gdyby byly tutaj takie osoby to inaczej patrzyłyby na taki stan chorego..."
                              Empatia wpisana jest w nasz zawód. Nie wszyscy są tu pielęgniarkami/rzami. Wszyscy za to jestesmy chorzy...Czy mniej prawdziwie niż Ty????
                        • dzedlajga Re: renta 08.09.16, 00:25
                          Bardzo ładnie to napisałaś. Fajnie jest myśleć o sobie, że jestem dobra, wrażliwa i w ogóle super, hiper i najlepsza. No bo każdy woli mieć o sobie dobre zdanie a nie złe.

                          Najłatwiej jest tak myśleć, gdy się żyje w izolacji od ludzi, jak ja przez wiele lat. Ale im bardziej do nich zaczęłam wychodzić tym bardziej wyłaziła moja ciemna strona. Z przerażeniem patrzyłam na siebie, bo chwilami widziałam swoją matkę. Na szczęście (mam nadzieję) nie w takiej skali jak ona no i widziałam co robię. Choć będąc sama, paradoksalnie miałam łatwiej niż ona i nie musiałam dbać o dzieci, zajmować się ich problemami, miałam więcej wolnego czasu tylko dla siebie i łatwiej dzięki temu było mi złapać dystans do siebie i tego co się dzieje.

                          Otrzeźwienie zwykle przychodzi(ło) tuż po wypowiedzeniu swojej kwestii. No ale świadomość swojego cienia oraz zrozumienie, że cień jest co prawda częścią mnie, ale ja nie jestem swoim cieniem, daje możliwość zmiany. Bo wielu ludzi nie widzi chyba tego, co robi źle ewentualnie znajduje 1000 powodów dlaczego tak postąpili. Czyli generalnie nie bierze odpowiedzialności za swoje postępowanie. Bo to przez kogoś zachowałem się tak a nie inaczej, ja tak naprawdę jestem dobry, a ktoś inny jest winny, ze tak się zachowałem.

                          I nadal mogą o sobie myśleć, że są ok. Ale nie biorąc odpowiedzialności nie dają sobie szansy na zmianę zachowania. Myślę, że podstawowy błąd tkwi w tym, że utożsamiamy nasze zachowanie ze sobą. To, że zrobiłam coś źle nie znaczy jeszcze, że ja jestem zła. Chyba, że zrobiłam to celowo i z premedytacją i zawsze krzywdzę innych z premedytacją. Ale to tylko psychopaci tak robią. Owszem, czasem w nerwach każdemu się chyba zdarzyło celowo komuś dopiec, zwłaszcza w odpowiedzi na krzywdę, którą nam wyrządził. Mnie też, żeby nie było, że jestem nadczłowiekiem. Ale to jeszcze nie świadczy o tym, że jestem zła. Ważne jest to, że pracuję nad tym, żeby zmieniać swoje zachowanie, bo moje intencje są na ogół dobre, tylko czasem nie wychodzi tak jakbyśmy chcieli.

                          A teraz najtrudniejsze. Skoro, ja, Ty, Ty, i Ty też mamy dobre intencje to z powodzeniem możemy założyć, że właśnie poza psychopatami wszyscy mamy dobre intencje. Przynajmniej do pewnego momentu, w którym przestaje nam zależeć albo zaczynamy nienawidzić. Tylko czasem, a czasem często wypluwamy z siebie jakieś głupie słowa zupełnie niechcący, którymi wyrządzamy innym przykrość.

                          Dotąd wszystko jest łatwe, bo dzieje się samo.

                          I teraz zaczynają się schody. Bo w odpowiedzi na ogół usłyszymy coś równie miłego ... i ciąg dalszy wszyscy dobrze znamy.

                          Ale jak się w końcu uda ochłonąć, to coś trzeba z tym zrobić. Bo po pierwsze, mówimy jak się poczuliśmy w danej sytuacji. Oczywiście mówię o bliskich relacjach a nie o szefie w pracy. Zabawne są te scenki na treningach asertywności, które każą mówić szefowi, że mi przykro czy coś w tym stylu. No ale z partnerem, matką, przyjacielem można a nawet należy, jeśli relacja ma trwać i być fajna. UWAGA! RÓWNIEŻ Z DZIECKIEM. Dziecko to też człowiek i ma takie samo prawo do szacunku jak wszyscy. Odbierając mu to prawo wyrządzamy mu ogromną krzywdę.

                          No więc już powiedzieliśmy co nas zabolało i teraz jest punkt kulminacyjny. Bo albo ta osoba stwierdzi, że faktycznie zachowała się nie w porządku. Oczywiście ma prawo dodać, że ją też zabolało jak powiedzieliśmy to czy tamto. Sprawa wyjaśniona. Następnym razem bardziej uważamy na słowa, dwa razy myślimy zanim coś powiemy. Można też zawczasu pomyśleć sobie jak powinienem się zachować w tej sytuacji, która wywołała ten konflikt, żeby go nie nakręcać. Można nawet zrobić to wspólnie. A może po prostu następnym razem jak kogoś coś zaboli czy zdenerwuje spróbować od razu powiedzieć, stop, nie podoba mi się to zamiast odpowiadać tym samym.

                          Wiem, wiem, łatwo mówić. Sama mam jedną relację, w której mi to wychodzi świetnie a jedną w której jest cholernie trudno. A jedną którą prawdopodobnie zniszczyłam.

                          W tej, w której jest łatwo po prostu obie z przyjaciółką dopuszczamy do siebie myśl, że nie jesteśmy idealne i że mimo, że nie miałyśmy złych intencji to zrobiłyśmy sobie przykrość. Wyjaśniamy to od razu i żadna nie ma do tej drugiej ani pretensji ani żalu. I wszystko jest super.

                          Ale czasem spotkamy osobę, która nie dopuszcza do siebie myśli, że ma swój cień, swoją ciemną stronę. No i wtedy usłyszymy: ja nic złego nie zrobiłem. Dla mnie nawet dodanie, że nie chciałem Cię zranić ale.... (wstaw dowolny argument) i to wszystko przez to. I choćby nawet przeprosił i było szczere to za mało. Bo znaczy tyle, że jak następnym razem znów wydarzy się coś trudnego, to ta osoba znów mnie zrani a ja mam się z tym godzić, bo on/ona nie chciała źle tylko tak wyszło. W sumie to ja nawet rozumiem, że komuś tak po prostu wychodzi, tylko nie widzę powodu, żeby się na to godzić. Zwłaszcza, że mam 100% gwarancji, że to będzie się mniej lub bardziej regularnie powtarzać. Oczywiście zawsze można dać szansę, nawet wypadałoby (tu biję się w piersi). Ale nie można dawać tej szansy w nieskończoność.

                          Bo jeśli biorę odpowiedzialność za to co mówię, to jednocześnie - jeśli chcę zachować dobre zdanie o sobie - muszę coś zrobić, żeby tego zachowania nie powtarzać. No ale jeśli zachowałam się tak, dlatego, że szef mnie opieprzył, albo jakiś dureń zajechał mi drogę i to nie moja wina, tylko byłem zdenerwowany i przepraszam. No to w sumie jutro ktoś mnie potrąci w sklepie, lub spojrzy krzywo a ja znów będę nieprzyjemna ale to przecież nie moja wina. Oczywiście można się na to godzić, tylko musimy mieć świadomość, że to nasza decyzja i że to my pozwalamy temu komuś tak nas traktować.

                          Powiecie, że to nie takie łatwe. Doskonale o tym wiem, że mamy mnóstwo zupełnie realnych i prawdziwych powodów dla których się na to godzimy. I doskonale zdaję sobie sprawę, że to nie jest takie proste powiedzieć sobie: od dziś się na to nie zgadzam i już. Zabieram swoje zabawki i idę do innej piaskownicy. Sama to przerabiałam i nie zapomniałam co człowiekiem kieruje, że się na to godzi. To jest bardzo dłuuugi proces, który czasem udaje się przejść samemu lub (częściej) z czyjąś pomocą (terapeuty) ale w końcu jesteśmy w stanie powiedzieć stop. Ciąg dalszy może być różny i wcale nie zawsze to nie musi być koniec znajomości, choć czasem tak będzie. Ale to już jest zbyt skomplikowane, żeby to streścić na forum, zwłaszcza, że historia każdego z nas jest inna a tu już się zaczyna bardzo indywidualna praca nad odbudowaniem poczucia własnej wartości i całym mnóstwem różnych rzeczy. Odkrywaniem co tak naprawdę spowodowało, że nie panowałam nad sobą (czytaj: jakie wspomnienia ta sytuacja wywołała, choć w daje chwili w ogóle nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy). No ale po czasie może udać się do tego dotrzeć.


                          Biała Małpo, jeśli chodzi o Ewę to moim zdaniem nie chodzi o audytorium. Ona faktycznie potrzebuje pomocy. Ale też potrzebuje tego, żeby ktoś w końcu dostrzegł JĄ. Nie kogoś, kto ciągle jest na zawołanie matki, ciotki, męża czy córki czy kogokolwiek kto tylko potrzebuje pomocy. Ona też potrzebuje tego, żeby ktoś jej pomógł, żeby mogła poczuć się zaopiekowana. Nie tylko potrzebna. I to bardzo ludzkie uczucie. I być może to, że każdy wpis jej pomaga, wynika po części z tego, że ktoś myśli o niej, zajmuje się jej problemem. I jestem przekonana, że wyciąga z tych wpisów jakieś wnioski.

                          Boże, jaka ja jestem mądra, żebym jeszcze to wszystko potrafiła przełożyć na relację z własną matką. Ale tym razem to ja muszę wam podziękować. I Ewie, i Małpie, bo to co piszecie było dla mnie punktem wyjścia do zastanowienia się nad paroma sprawami. I tak pomagając Ewie a korzystając z tego o czym przypomniała mi Małpa udało mi się stanąć obok siebie i spojrzeć na parę spraw z dystansu i mam nadzieję, że dzięki temu może uda mi się naprawić dwie bardzo trudne ale też bardzo ważne relacje w moim życiu.

                          DZIĘKUJĘ smile
                          • biala_malpa Re: renta 08.09.16, 09:01
                            Ewo! Mam do Ciebie prośbę, byś nie opuszczała forum i nie pozostawiała mnie z wyrzutami sumienia, że to przeze mnie je opuszczasz. Nie wiem co czujesz, bo nie chcesz się podzielić, tylko się wycofujesz. Pewnie jest coś we mnie z psychopaty wink, ponieważ trochę Cię sprowokowałem, ale nie było w tym złośliwości, a raczej chciałem byś zobaczyła swoją reakcję. Wydaje mi się, że jesteś wrażliwą osobą i łatwo Cię skrzywdzić i urazić. Myślę, że równie dobrze mogłabyś się na mnie zdenerwować i rozzłościć, opierdzielić i wtedy miałbym szansę zrozumieć, wytłumaczyć co mną kierowało. Masz prawo, jak każdy z nas, do odczuwania złości, nienawiści, sympatii, ale trzeba mieć odwagę przyznać się do swoich uczuć. Myślę, że pozostawienie kogoś bez odpowiedzi, zerwanie więzi, pozostawienie w domysłach jest najgorszą rzeczą jaką można zrobić drugiemu człowiekowi. To również najgorsza rzecz jaką człowiek może samemu sobie wyrządzić, ponieważ uniemożliwia mu to zobaczenie swojego postępowania. Tak czy siak ja tu zostaję, bo uważam, że tworzymy przydatne narzędzie służące do pracy nad sobą. Wierzę, że jest Ci trudno, ale forum nie podejmie za Ciebie żadnej decyzji, choć wesprze, wirtualnie przytuli, ale również da kopniaka, by zastanowić się nad sobą. By coś zrozumieć, zmienić nie uniknione są starcia.
                            Pisze się super, wymądrza się super, ale wiedz, że sam mam popalone kontakty z bliskimi i nie wiem jak to odbudować, jak wyjaśnić, jak pogodzić się z tymi uporami przeszłości. Sam mam olbrzymie skłonności wyniesione z domu rodzinnego do "szantażowania emocjonalnego" i przyznanie się do tego bez bicia. Zmiana schematów postępowania jest trudna, ale wierzę, że możliwa.
                            Wierzę, że każdy wpis Ci pomaga, ale nie w rozwiązaniu problemu renty, z którym się podzieliłaś, lecz w poczuciu ulgi, że ktoś się pochylił nad Twoim problemem, po prostu wirtualnej bliskości drugiej osoby, i nie ma w tym nic złego. Choć przyznanie się do tego już niekoniecznie, bo mamy przecież wolę by być nadludzko zaradnym w pokonywaniu swoich nadludzkich problemów. Dzedlajga, broni Cię, wspiera, daje mi do zrozumienia co mogłaś poczuć, ale co się dzieje tam w Tobie, to tylko Ty wiesz i jeśli zechcesz zastanowisz się nad tym, przemyślisz, napiszesz.
                            Dziękuję Ci za wątek, bo przy okazji Twoich starań o rentę wyszło kilka rzeczy do przemyśleń. Powracając do pierwotnego pytania jak najbardziej się o nią staraj i jak najbardziej idź. Zastanawiasz się czy iść czy nie? Renta to forma pomocy społecznej, a prosić o pomoc nie jest łatwo. Wiem. Do przemyśleń...
                            Ja również wszystkim dziękuję, życzę udanej pracy nad sobą i postępów.
                          • sensi47 Re: renta 08.09.16, 11:51
                            Wiesz Dzedlajgo czego nauczył mnie kikuletni pobyt na forum?.. Że nie zawsze gulaszczą tu po głowie. Szanuję to i doceniam. W waszej dyskusji nie doszukiwałam się złych intencji.
                            Od kiedy zaczęłam czytać wpisy inwalidki w oczy rzuciło mi się ostatnie zdanie: Wpisz swoją odpowiedź( czy jakoś tak). Nawet sprawdziłam, czy nie ma takiej stopki.
                            Nie zareagowałam na drugiego posta w tym wątku, bo widać ma ona taki styl bycia( brakowało mi tylko stukania palcem wskazującym w stół- znienawidzony przeze mnie gest mojej matki).
                            Po jej ostatnim poście widzę, że udało jej się(nieświadomie?) wywołać w nas poczucie winy.

                            • dzedlajga Re: renta 08.09.16, 14:52
                              Wzbudzanie poczucia winy niestety odbywa się w dużej mierze nieświadomie. Bo jak ktoś zaczyna sobie z tego zdawać sprawę, to odkrywa swój cień no i stara się robić coś, żeby jednak nie ranić. Pal licho forum, bo tu nie zawsze wszystkim musi zależeć na dobrych relacjach. Ale jest bardzo duża szansa, że jeśli ktoś stosuje szantaż tu to tym bardziej robi to w realu. Bo w realu, wśród bliskich emocje są o wiele silniejsze niż na jakimś forum. A wiadomo im silniejsze, niekontrolowane emocje tym bardziej toksyczne zachowania. Ludzie naprawdę na ogół nie mają złej woli, co najwyżej nierealistyczne oczekiwania. A najprościej jest się obrazić jeśli ktoś mi coś zarzuci, bo ja przecież nie miałam nic złego na myśli a w każdym bądź razie nie było moją intencją zranienie kogokolwiek

                              Jest też oczywiście spora grupa ludzi, którzy biorą wszystko do siebie i ci świetnie łapią się w pułapkę szantażu i wpadają w poczucie winy

                              Dobra wiadomość jest taka, że z poczucia winy można się wyleczyć. Zła jest taka, że nie potrafię powiedzieć jak to zrobiłam. Trochę obawiam się, że u każdego ten proces będzie wyglądał inaczej. Na pewno warto wyjść z założenia, że to nie ktoś wywołuje w nas poczucie winy, tylko my mu pozwalamy, żeby to zrobił.

                              Opowiem wam historię sprzed kilku lat. Rozmawiałam z koleżanką wieczorem i ta żaliła mi się, że ktoś rano coś jej przykrego powiedział a ona przez to cały dzień miała do d...

                              A ja sobie pomyślałam, że ktoś może wstał lewą nogą, albo na niego ktoś nakrzyczał i odreagował sobie, przerzucając złość na nią. On już od rana nawet pewnie nie pamięta całego zdarzenia a ona nadal to przeżywa. Chyba jej pomogło.

                              Może właśnie to jest sposób. Jeśli ktoś robi mi coś złego to zamiast myśleć jak bardzo mnie skrzywdził znaleźć inne wytłumaczenie - pewnie ma zły dzień, ktoś mu dokuczył i odreagowuje na prawo i lewo. Nie robi tego, żeby mnie skrzywdzić, tylko, żeby wyładować swoje emocje. Ma problem i próbuje przekazać go dalej. I tylko od nas zależy, czy weźmiemy sobie ten jego problem czy nie. Pewnie, że lepiej, gdyby sobie 3 razy walnął w worek treningowy zamiast odgrywać się na nas, ale na to co on robi nie mamy żadnego wpływu. Za to na to, co my zrobimy z tym co nam się przydarza już tak.

                              Uwielbiam scenę z pierwszej części Matrixa, kiedy agenci strzelają do Neo, on wyciąga rękę, a pociski po zetknięciu z jego otwartą dłonią po prostu spadają na ziemię. On nie walczy z nimi, nie uchyla się, nie odpowiada strzałem. Ale nie pozwala się zranić.

                              I to samo możemy zrobić z tym, co ludzie mówią do nas. Oczywiście im luźniejsza relacja nas z kimś łączy tym łatwiej to zrobić. Na początek to może być przypadkowo spotkana osoba, która będzie miała o coś do nas pretensje. Tylko nie chodzi o to, żeby tłumić w sobie emocje, które się pojawią. Ok, mam prawo się zdenerwować, nawet odpysknąć. Również mam prawo przyjąć to do siebie i się przejąć. Ważne, żeby nie nosić w sobie tej złości ani żalu przez tydzień, tylko złapać dystans i pomyśleć, że pewnie mu w łóżku nie wyszło albo facet ją rzucił i dlatego się wyżywa na innych. W ten sposób odbieramy moc czyimś słowom.

                              Przy okazji warto oddzielić formę od treści. Bo być może sens tego co ktoś mówi jest słuszny, tylko forma nieakceptowalna. Ale też nie ma co wpadać w poczucie winy tylko pomyśleć jak na przyszłość w podobnej sytuacji powiedzieć to, o co nam chodzi.

                              Ta metoda jest dobra zwłaszcza, jeśli z jakiegoś powodu nie możemy z kimś podjąć dyskusji jak równy z równym. Przykładem może być szef albo kierowca, który nam zajechał drogę i o mało go nie stuknęliśmy. Trudno wysiąść wtedy z samochodu i powiedzieć, że przestraszyłam się kiedy wykonał niebezpieczny manewr, bo mogłam w niego stuknąć i wszyscy mieliby problem. Ani nie ma na to czasu ani ten kierowca nie chciałby o tym z nami rozmawiać. Szef podejrzewam też nie byłby zachwycony a tu poza wyśmianiem grożą o wiele poważniejsze konsekwencje. Więc czasem lepiej wyciągnąć dłoń i zneutralizować pocisk.


                              • dzedlajga Re: renta 08.09.16, 14:58
                                Ja rozumiem, że I...lidka jest rozczarowana bo czego innego oczekiwała niż dostała.

                                Widziałam niedawno takiego mema: "Jeśli nie spełniam twoich oczekiwań - nie obrażaj się. Przecież to są twoje oczekiwania, nie moje obietnice."

                                A jeśli oczekujesz konkretnego zachowania z drugiej strony to może dobrym pomysłem by było napisać: oczekuję, żebyście mnie pogłaskali po główce, bo jestem biedna i nieszczęśliwa i cały świat jest przeciwko mnie a jeśli ktoś chce napisać coś innego to niech nie pisze nic.

                                W takich sytuacjach ludzie zazwyczaj proszą "niech mnie ktoś przytuli, bo mi źle". I wtedy wszyscy są mili.

                                Zresztą odnoszę wrażenie, że słowa "szantaż emocjonalny" były jedynie katalizatorem reakcji I...lidki. Bo ja pierwsza o tym wspomniałam a ona podziękowała za mój wpis. Coś się jej nie spodobało w wypowiedzi Białej Małpy i wybuchła. O co dokładnie chodziło to już sama musi się zastanowić.

                                Piszę o tym również dlatego, że dwa miesiące temu miałam podobną sytuację. Coś mnie wkurzyło, nawet zareagowałam na to tak jak powinnam, dostałam odpowiedź, która mnie rozwścieczyła, ale fala emocji wybuchła później, jak pojawiło się coś, czego mogłam się "czepnąć". W sumie na tamtą odpowiedź też mogłam zareagować, ale z jakiegoś powodu, wybrałam (oczywiście nieświadomie), że odwrócę problem i będę gadać o czym innym. Potrzebowałam dwóch miesięcy i dyskusji z I...lidką, żeby zrozumieć o co tak naprawdę mi chodziło. Bo, że nie chodziło mi o to, czego się czepnęłam to wiedziałam od początku. I myślę, że tu mamy identyczna sytuację.

                                Wiem, że ten fragment jest mocno enigmatyczny, ale nie chcę dokładnie pisać co takiego się wydarzyło.

                                Chyba, że I...lidce chodzi jeszcze o coś innego. Wkurzyła się już o ten szantaż na mnie, ale głupio jej było obrazić się na mnie, ponieważ tyle czasu jej poświęciłam i dobrze jej się ze mną rozmawiało. Ale wykorzystała fakt, że ktoś inny o tym wspomniał i złość w stosunku do mnie wyładowała na Małpie.

                                I....lidko, jeśli nas nadal czytasz - to były tylko Twoje oczekiwania, nie nasze obietnice.

                                A może chodziło o formę wypowiedzi mojej lub Małpy. A może o coś jeszcze innego. Na to pytanie jedynie I...lidka może sobie sama odpowiedzieć, jeśli oczywiście będzie miała na to ochotę.

                                I...lidka szybko zapomniała ile tu dostała wsparcia i obraziła się, gdy tylko ktoś wypowiedział się w innym tonie. Jakby wszystko dobre i za co była wdzięczna nagle przestało się liczyć, bo ktoś powiedział coś co sprawiło jej przykrość. A wystarczyło powiedzieć, że jest jej przykro kiedy mówię o szantażu, bo nie było jej zamiarem szantażować nikogo. I to zdanie otworzyłoby drzwi do dalszej rozmowy.

                                Może nawet pojawiłaby się refleksja - dlaczego oczekuję natychmiastowej odpowiedzi a w dodatku ironicznie dziękuję za odpowiedzi, które nie pojawiły się natychmiast po moim wpisie. Jakiej reakcji z drugiej strony oczekiwałam? I w tym momencie pojawia się praca nad sobą i rozwój. Niestety nie zawsze jest to przyjemny proces, bo odkrywamy, że mimo, iż chcemy dobrze to jednak nie zawsze jesteśmy w porządku wobec innych.

                                I możemy dojść do przykrych dla siebie wniosków, że faktycznie czekaliśmy na to, że druga strona się pokaja i przeprosi a może i wynagrodzi moją krzywdę (?). Tylko na czym polega ta krzywda? Na tym, że nie odpowiedzieliśmy natychmiast? Raczej nie. Wydaje mi się, że to może być przeniesiona złość z tego, że ja jestem zawsze dla wszystkich a inni nie. Czyli mieszamy dwa światy - realny z wirtualnym. Bo co prawda ona wysłuchuje żali innych, ale to się dzieje w realu właśnie a nie tutaj.

                                I...lidko, przepraszam, że pokazuję to na Twoim przykładzie, wiem, że to może być dla Ciebie przykre ale chciałam pokazać innym jak to działa, bo nie Ty jedna masz podobny problem. A z drugiej strony, może te moje przemyślenia jednak jakoś Ci pomogą.

                                Nie jest moim zamiarem krytykowanie Ciebie, że mogłaś zrobić tak czy inaczej - po prostu pokazuję różne rozwiązania, które nie przychodzą nam automatycznie do głowy, a są o wiele lepsze od tych, które przychodzą. Przy okazji znajduję odpowiedzi w jaki sposób sama mogłam się w paru sytuacjach zachować, a zachowałam się zupełnie inaczej, niestety.
    • awanturka Re: renta 08.09.16, 16:19
      Z moich doświadczeń i wiedzy jaką zdobyłam przeglądając fora wynika, że:

      1. To jak łatwo dostać rentę silnie zależy od województwa w jakim jest oddział Zus-u.
      Wydaje mi się, że istnieje zależność - mniejsze bezrobocie - łatwiej dostać rentę.
      Więc jeżeli mieszkasz w Warszawie jesteś w dobrej sytuacji.

      2. Jest ryzyko, że zostaniesz potraktowana źle. Ja tego doświadczam prawie zawsze
      gdy staram się o przedłużenie renty. Być może źle trafiam, być może wszyscy orzecznicy są tacy,
      nie wiem...

      3. Dobrze by było gdybyś zanim wystąpisz o rentę przeszła przez terapię grupową (jeżeli są wskazania)
      w trybie dziennym - i dostała z tego tytułu L-4. Inną opcją jest szpitalny oddział dzienny. To zwiększa Twoje szanse.

      4. Bardzo zwiększa Twoje szanse 6-miesięczne L-4 a potem wystąpienie o świadczenie rehabilitacyjne.
      Często zdarza się, że po pół roku świadczenia gdy występuje się o następne pól roku ZUS sam proponuje rentę.

      5. Czasem trzeba iść ze swoją sprawą do sądu (ja musiałam).

      Mam 53 lata, CHAD, gruczolak przysadki, poważna wada wzroku, z zawodu nauczyciel, od ośmiu lat na rencie.
      • inwalidka Re: renta 09.09.16, 07:02
        I dlatego bardzo boje się wystąpić o rentę poniewaz jezeli potraktują mnie zle to ponownie wpadne a domek psychiczny należę pod Czestochowe a z tego co wiem tam komisja jest straszna i prawie nikomu nie dają renty bylam tam kiedys z mężem i widziałam jakie bylo do niego podejscie maz wyszedł z tamtad blady i bardziej chory ale jakos z nimi wygral mimo wszystko kosztowalo go to wiele nerwów
        • inwalidka Re: renta 09.09.16, 08:01
          Do dziennego oddzialu psychiatrycznego mam 50 km w jedna stronę to raczej nie jest możliwe żebym codziennie dojezdzala chce iść na psychoterapie poproszę lekarza o skierowanie chociaż on ciągle mówi ze to niewiele pomoże
          • awanturka Re: renta 02.03.17, 13:33
            I jak z rentą. Występowałaś o nią? Dostałaś?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka