aleksandra1977
13.03.06, 12:56
25.03. mam zabieg. Przygotowania w pełni, zrobiłam większość badań. Przed
sobą mam jeszcze jedną wizytę u anestezjologa i uznam, że wszystko zapięte na
ostatni guzik.
Czytam wypowiedzi osób, które są już po zabiegach. Naprawdę działają na mnie
jak "balsam uspokajający", bo im bliżej terminu, tym bardziej się nakręcam.
Z drugiej strony nie mogę się doczekać chwili, gdy zdejmę opatrunek. Może
wówczas będę chciała zrobić sobie zdjęcie. Do tej pory raczej tego unikam.
Niezbyt komfortowo czuję się, gdy mój zez pokazuje co potrafi, gdy staram się
patrzeć prosto w obiektyw aparatu. Ciekawe, czy nadal będę nosiła okulary...?
Przez prawie 30 lat bardzo się do nich przywiązałam i jeśli nie będą mi
potrzebne, to na pewno zajmą honorowe miejsce w etui :-).
Ciekawe również, jak odbiorę sama siebie patrząc w lustro. W końcu nie znam
siebie bez zeza. Nie boję się bólu. Jestem przygotowana na to, że będzie
bolało. Liczy się dla mnie efekt i do tej całej sytuacji podchodzę
optymistycznie. Rozmawiałam z p. dr Zamłyńską i moim zdaniem, gdyby moja wada
była nieoperacyjna, to p. doktor powiedziałaby mi o tym. Zdaniem p. doktor
wszystko będzie dobrze i innego scenariusza nie biorę pod uwagę.