ladaco23
15.01.06, 18:43
piszę dopiero teraz, bo wcześniej nie miałem odwagi.Ktoś z moich bliskich
jest chory. W ubiegłym roku była próba samobójcza i potem było rozpoznanie.
Najpierw się ucieszyłem, będą leki, będzie ok. Zajrzałem do tego forum i
zrozumiałem, że to nie jest tak , jak z grypą. Jest to dla mnie trudne, bo
nie mogę uchwycić granicy, gdzie choroba, a gdzie zła wola chorego. Przeraża
mnie przyszłość tej osoby, jak będzie funkcjonować? Na tym etapie wydaje mi
się to utrudnione. Czy to jest normalne, że biorąc leki, nie można wybrać się
do szkoły, mimo indywidualnego toku? Czy może leki są źle dobrane, nie
działają i osoba ta jest nadal w ślepym zaułku ? Zagubienie nas - rodziny,
pomomo wizyt u psychologów jest duże i w zasadzie można mówić, że też
chorujemy.Tak, wiem, że nic tu nie jest stałe, że jedni z was w miarę
funkcjonują, a inni nie mogą pracować. Ale, jak mogę pomóc tej osobie, żeby
ją nie męczyć i jednocześnie namówić do jakiegoś wysiłku, sprawić, żeby
pomału ta osoba usamodzielniała się? Czy słyszeliście o stanie przejściowym w
okresie dojrzewania? Czy to może przejść, czy może przyzwyczaić się już do
tej choroby? Symptomy były takie, jak u wszystkich. Ja teraz przypominam
sobie wcześniejsze epizody, np. zapisywanie się na wszystkie możliwe kółka
zainteresowań, podkradanie pieniędzy, z czasem już coraz gorsze
wyskoki...Wydaje mi się ,że jest coraz gorzej, osoba zapada się we własny
świat, koledzy dawno odeszli, widzą dziwność i wycofują się. Zostały kontakty
intrnetowe i ..alkoholowe, do tgo zawsze można znaleźć kompanów.Smutny mój
post, ale podziwiam was serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.