jak w temacie.
akceptujecie chorobę? a jeśli tak - ile czasu zajęło Wam jej zaakceptowanie? czy był to trudny proces?
ja jeszcze nie mam diagnozy. wiem tyle, że mam te same objawy i dostaję te same leki co w chad. cyklotymię mam na bank. a - kto wie - może i jakiś chad typu rapid cycling (tfu! tfu!).
i tak sobie myślę -
gdyby rok temu ktoś mi powiedział mi, że będę się leczyła u psychiatry, pewnie lekko bym się przeraziła.
gdyby pół roku temu ktoś mi zasugerował, że moje problemy z nastrojem mogą mieć podłoże endogenne, posłałabym go do wszystkich diabłów.
a dziś całkiem nieźle radzę sobie ze świadomością, że mam - co najmniej - cyklotymię. im lepszy mam nastrój, tym lepiej sobie z nią radzę

a kiedy przychodzą górki, nie oddałabym ich nikomu, nawet jeśli równocześnie odczuwam niezbyt przyjemne rozdrażnienie. moment refleksji przychodzi dopiero, kiedy dopadają mnie doły. wtedy z najwyższą chęcią zamieniłabym się z pierwszą lepszą napotkaną osobą. (jak widać, moim myśleniem rządzi dość prymitywny mechanizm: jest górka - nie ma problemu, jest dół - jest problem...)