Dodaj do ulubionych

akceptacja chad...

04.04.07, 20:06
jak w temacie.
akceptujecie chorobę? a jeśli tak - ile czasu zajęło Wam jej zaakceptowanie? czy był to trudny proces?
ja jeszcze nie mam diagnozy. wiem tyle, że mam te same objawy i dostaję te same leki co w chad. cyklotymię mam na bank. a - kto wie - może i jakiś chad typu rapid cycling (tfu! tfu!).
i tak sobie myślę -
gdyby rok temu ktoś mi powiedział mi, że będę się leczyła u psychiatry, pewnie lekko bym się przeraziła.
gdyby pół roku temu ktoś mi zasugerował, że moje problemy z nastrojem mogą mieć podłoże endogenne, posłałabym go do wszystkich diabłów.
a dziś całkiem nieźle radzę sobie ze świadomością, że mam - co najmniej - cyklotymię. im lepszy mam nastrój, tym lepiej sobie z nią radzę wink a kiedy przychodzą górki, nie oddałabym ich nikomu, nawet jeśli równocześnie odczuwam niezbyt przyjemne rozdrażnienie. moment refleksji przychodzi dopiero, kiedy dopadają mnie doły. wtedy z najwyższą chęcią zamieniłabym się z pierwszą lepszą napotkaną osobą. (jak widać, moim myśleniem rządzi dość prymitywny mechanizm: jest górka - nie ma problemu, jest dół - jest problem...)
Obserwuj wątek
    • esowx1 Re: akceptacja chad... 04.04.07, 20:14
      I akceptuję, i nie.
      Nie akceptuję, bo nieźle miesza mi w życiu.
      Akceptuję w tym sensie, że absolutnie nie czuję się gorsza przez to, że choruję,
      na co choruję.
      Zdaje się, że to też niezbyt oryginalna wypowiedź...wink
    • comsui Re: akceptacja chad... 04.04.07, 20:50
      Ambiwalencja.
      Przyciągam ludzi, gdy tryskam energią, zostaję sama w depresji.
      Czy można jakoś "rozwałkować" na pół? wink

      Nie akceptuję...
    • insana Re: akceptacja chad... 04.04.07, 21:59
      Dla mnie to jest to sytuacja mocno pokręcona, bo
      - nie do końca przyjmuję ze mam chad
      - nawet jak mam, to poki jest dobrze, a jest ( a nawet bardzo) to mogę sobie miećsmile a co za tym idzie akceptuję
      - jak zacznę zjeżdzać w dół ( co mam nadzieję nie nastąpi tongue_out )zapewne przestanę akceptować
      Ole! smile
      • efam1 Re: akceptacja chad... 04.04.07, 22:20
        ja nie bardzo akceptuję...bo niby czemu skoro nie moge dalej rozwijać kariery
        zawodowej i nie umiem się cieszyć życiem a w związakach się tyle dzieje że nie
        każdy daje radę smile
        może jedynie ta kreatywność...chociaż nie wiem czy to z chadu wynika
        • lookfor84 Re: akceptacja chad... 04.04.07, 23:23
          Lecze sie od poltora roku, najwyrazniej leki byly i moze ciagle sa potrzebne.A
          ja wciaz sobie zadaje pytanie czy to jest chad, czy to chad nie jest i mysle
          nawet czasem, ze przeciez wcale nic mi nie jest.Nie akceptuje.
    • miriam11 Re: akceptacja chad... 05.04.07, 07:31
      Na początku był bunt, jak to, do końca życia prochy, myślałam o sobie per
      "wariatka". Ogólnie czułam się z tą diagnozą źle. Potem się jakoś pogodziłam.
      Teraz jest tak, że czasem zapominam o chorobie, oczywiście jak się lepiej
      miewam, nie myślę o niej. Ale co jakieś czas podłe myśli mnie dopadają w stylu,
      że przez to nie potrafię normalnego związku stworzyć.
      • comsui Re: akceptacja chad... 13.04.07, 00:19
        No tak. Ładnie. Wariatka...Kurczę blade, leki zaczęły mi działać,
        spać nie mogę i leżę, jakże by nie, ale przechadzam się po chałupie
        co pół godziny smile No i ponieważ działają, to optymizm jakoś mi
        oscyluje w stanach górnych i myślę, że związek z chaderską kobietą
        jest możliwy...
        Nie jest?
        Miriam, powiedz.

        smile
        • miriam11 Re: akceptacja chad... 13.04.07, 07:25
          comsui napisała:

          > jest możliwy...
          > Nie jest?
          > Miriam, powiedz.

          A co ja mogę na ten temat? Właśnie czytam w wątku gdzieś obok, jak mi ktoś
          pisze, że nie dziwi się, że faceci ode mnie spieprzali. I Ty się pytasz? No to
          może tak: związek z chaderską kobietą jest możliwy, pod warunkiem, że nie jest
          nią Miriam11.
          (to tak jak kiedyś z samochodem Ford T: można kupić w dowolnym kolorze, pod
          warunkiem, że będzie to kolor czarny)
          • comsui Re: akceptacja chad... 13.04.07, 07:27
            Opowiadasz głupoty.
            • miriam11 Re: akceptacja chad... 13.04.07, 07:28
              no to sobie kurde zajrzyj do wątku o głupich pomysłach.
              Sama zobaczysz sad
    • nevada_blue Re: akceptacja chad... 13.04.07, 05:00
      nie będę oryginalna:

      na początku bunt.
      w sumie - zalezy co uznać za początek, bo początki mojego chorowania to jakieś
      12 lat temu, a nazwano to lat temu 3.. i gdy nazwano - bunt :]
      potem różnie, a że ja natura buntownicza i impulsywna - to zalezy jak wiart
      powiał i czy akurat byłam na górce, czy w dole ;]
      (najtrudniej akceptować doły, traktować jako cześć siebie, wmawiać sobie, że
      przecież miną i to niedługo)

      ale tak naprawdę: czy akceptuję, czy nie - wielkiej różnicy nie ma.
      i tak się bujam smile
      więc chyba nie mam większego wyboru, jesli nie chcę, żeby mnie kiedyś szlag
      trafił suspicious

      ot.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka