Dodaj do ulubionych

Ubezwłasnowolnienie mamy z ChAD

17.03.25, 18:54
Hej, to mój pierwszy wątek na tej grupie i chciałabym Wam trochę zobrazować sytuację i tym samym się wygadać.
Ja mam 23 lata, moja Mama ma 48 lat a w wieku 18 lat zdiagnozowano u niej ChAD. Bardzo ciężko przechodzi tą chorobę, chociaż od samego początku regularnie chodzi do lekarza psychiatry. O chorobie mamy dowiedziałam się jakoś mniej więcej 6 lat temu jak trafiła do szpitala psychiatrycznego. Do tego czasu oczywiście też wiele razy była hospitalizowana (ponad 20 razy), ale wiadomo za dzieciaka cała rodzina jakoś to próbowała przede mną ukryć, a ja nie byłam niczego świadoma, bo podczas epizodów wysyłano mnie np. na całe wakacje do cioci na wieś i takie tam. Więc jakoś tak to leciało. Do szpitala mama trafiała głównie podczas epizodów manii. Od tego momentu, w którym zorientowałam się, że mama jest chora oczywiście starałam sobie poukładać wszystko w głowie (miałam zaledwie kilkanaście lat i nagle wszystkie trupy wyszły z szafy, więc było ciężko). Nagle dowiedziałam się też, że mama jest po rozwodzie kościelnym z tatą właśnie przez chorobę (rozwód był daaawno, byli ze sobą zaledwie 5 lat, więc też nie pamiętam już taty z domu, ale mamy jakiś tam kontakt). Mieszkamy razem: ja, mama, moja siostra i jej trzyletni synek. No i babcia z dziadkiem w mieszkaniu nad naszym mieszkaniem. Dzielimy się w trójkę obowiązkami domowymi i finansowymi. Jak zaczynają się u mamy epizody manii to jestem osobą, która jako pierwsza zauważa w jej zachowaniu zmiany. Obserwuje ją, pilnuje, żeby brała leki, jestem w kontakcie z jej lekarzem. Ale najczęściej jak już coś się zaczyna dziać to jest za późno. Nie przesypia w ogóle nocy, wyrzuca rzeczy codziennego użytku z domu, ubrania, jedzenie, naczynia, sztućce, miski naszego pieska, no wszystko co jej wpadnie w ręce. Wychodzi w nocy na kilka godzin nie wiadomo gdzie, nie sposób jej upilnować. W dzień wyjeżdża na rowerze, wraca bez, albo wychodzi z psem na spacer i wraca bez niego, bo zapomina, że zostawiła go przy sklepie. Oczywiście też bierze ogromne pożyczki i chwilówki, które mocno nadszarpują jej budżet (jej jedynym źródłem przychodu jest renta ok. 1700 zł). Zawsze jak coś się zaczyna dziać to chowam jej dowód i zabezpieczam gotówkę, którą ma w domu. Mama notorycznie podczas choroby gubi portfele, karty, gotówkę i inne rzeczy. Dodatkowo mama ma też objawy psychotyczne (halucynacje i urojenia głównie religijne): zwiastuje koniec świata, robi ołtarzyki w całym domu, zapala świeczki w randomowych miejscach, dużo mówi o tym, że widzi piekło. Nie obwiniam jej, jestem świadoma, że jest wtedy chora i no tak niestety ta choroba działa. Bardzo mi jej szkoda, ale zawsze jestem w tym z nią. Podczas choroby mama nie może po prostu patrzeć np. na moją siostrę, babcię, dziadka. Tylko my dwie jesteśmy te "najlepsze, zajebiste". Przez to nawet jak się przeprowadziłam kilka lat temu z domu to przyjeżdżałam od razu jak siostra czy babcia dzwoniły do mnie, że coś się zaczyna dziać. Ostatecznie wróciłam na stałe do domu rodzinnego. W dużej mierze po to, żeby mieć mamę "na oku", ale też przez to, że po prostu lubię tu być, więc nie zwalam w żaden sposób winy na chorobę mamy. Podczas remisji jest najlepszą osobą na świecie, lepszej mamy nie mogłam sobie wymarzyć, przysięgam. Ale gdy tylko następuje epizod manii czuję na sobie ogromny obowiązek i ciężar bo wiem, że tylko ja jestem w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za mamę. Już jestem do tego trochę przyzwyczajona, bo gdy tylko dowiedziałam się o chorobie starałam się odkręcać wszystkie pożyczki, szperałam po śmietnikach żeby odzyskać wyrzucone rzeczy, jeździłam z nią do szpitali i gdy już została przyjęta to często ją odwiedzałam. Zazwyczaj podczas epizodów było tak, że nie słuchała się namów innych bliskich o pójściu do szpitala i nawet bywała agresywna w stosunku do nich, ale gdy ja jej zasugerowałam szpital to się zgadzała. Tym razem było inaczej (to sytuacja aktualna, mama jest teraz w epizodzie manii). Przez około tydzień próbowałam ją namówić, nie zgadzała się twierdząc, że "lubi być chora, nie jest osobą agresywną więc jej nie zamkną. Nie jest ubezwłasnowolniona, więc będzie sobie siedziała w domu i do żadnego szpitala nie pójdzie". Serce mi pęka jak patrzę na mamę w tym stanie. Wiem, że robi sobie ogromną krzywdę, staram się chodzić z nią wszędzie i jej pilnować, ale mam też obowiązki (praca). Przed i po pracy siedzę z nią cały czas, znajduję nam wspólne zajęcia byleby nie spuszczać z niej oka. Znacznie łatwiej byłoby, gdyby mama zgodziła się od razu na hospitalizację, ale sęk w tym, że do wczoraj nie chciała. Wczoraj jak wybiegła ze swojego pokoju przerażona krzycząc, że nie będzie tam spała, bo jest tam piekło. Wyczułam ten moment strachu i znowu zaproponowałam szpital, tym razem się zgodziła. Ale ten czas od początku do manii to był najgorszy tydzień w moim życiu. I zdecydowałam się na ubezwłasnowolnienie. Nie chce, żebyście myśleli, że to dla mojego "świętego spokoju", byleby ją zamknąć i mieć luz i wyrąbane. Boję się o nią samą, o mojego trzyletniego siostrzeńca, siostrę (co prawda starszą, ale jest straszną panikarą i zawsze wpada w jakąś histerię jak mama jest chorobie i się boi mamy i jej zachowań). Już podczas ostatniego epizodu pojawiła się myśl o ubezwłasnowolnieniu, ale chyba nie byłam jeszcze na tyle zdeterminowana i dojrzała, żeby się tego podjąć i jak powiedziałam wtedy mamie o tym pomyślę bardzo się przestraszyła i pogorszyło jej się samopoczucie. Także odpuściłam. Teraz jest inaczej, na prawdę jestem świadoma jaki to obowiązek dla mnie, ale skoro nikt przez tyle lat się tego nie podjął (babcia, dziadek czy mój tata), to czuję się zobowiązana, abym to ja była opiekunem prawnym dla mojej mamy. Chodzi o ubezwłasnowolnienie całkowite (jedyna szansa na to, aby mama w porę trafiła do szpitala, zanim wyrządzi krzywdę sobie lub bliskim). Jeśli chodzi o kwestie prawne, to dam sobie z tym radę, ale największy strach mam przed powiedzeniem o tym mamie. Na pewno będzie bardzo zła, na pewno się na mnie obrazi. Boję się, że tak jak odsuwa od siebie wszystkich podczas choroby, tak teraz mnie również odsunie jak jej powiem o ubezwłasnowolnieniu. Powiedzcie proszę, co myślicie, w jakim momencie powinnam jej powiedzieć o tym, że planuje jej ubezwłasnowolnienie (na pewno jeszcze podczas pobytu w szpitalu, ponieważ wiem, że tak duże emocje odbiją się na jej zdrowiu), ale czy powiedzieć o tym teraz, jak właściwie dopiero trafiła do szpitala, czy też poczekać kilka dni/tygodni? Jak jej to powiedzieć? Z góry dziękuję Wam za wszystkie rady, bardzo Was podziwiam ChAD owcy, trzymam za Was mocno kciuki. Dużo zdrówka i spokoju dla Was wszystkich smile
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka