Dodaj do ulubionych

bezradnosc bliskich

13.09.07, 17:55
Tak bardzo mi zal mojego chlopaka. Zdarza mu sie poplakac gdzies ukradkiem z
bezradnosci, ze nie moze mi w zaden konkretny sposob pomoc, ze nie moze
patrzec jak cierpie. Tak mi powiedzial. sad

Tylko dokladam mu problemow.
Obserwuj wątek
    • miriam11 Re: bezradnosc bliskich 14.09.07, 06:41
      Nie wiem czy Ci pomogę, ale Ci powiem tak: ostatnio plakali moi rodzice - lat
      74, kiedy slyszeli mnie ryczaca w telefonie i mowiaca to co mowie o moim stanie
      (mowilam mniej wiecej to co w watku o zmianie lekarza).
      Mam potworne poczucie winy, bo kiedy do nich dzwonilam, wydawalo mi sie ze sie
      swietnie trzymam i bede mogla podczas rozmowy udawac szczesliwe spokojne dziecko
      smile, ale jak tylko mama spytala, jak sie czuje, to fontanna lez i dalej juz bylo
      j.w......
    • aniol.co.rozki.ma Re: bezradnosc bliskich 14.09.07, 08:00
      Doskonale wiem co czujecie....crying To przykre takie... Ostatnio się dowiedziałam,
      ze mój brat...nie mógł sobie poradzić z tym, ze to tak wracam do mnie...Czytał
      szukał...chciał zrozumieć... I wiecie co?? To on czytał wasze forum na
      dłuuuuugo, dłuuuugo przede mnąwink i to go uspakajałosmile A gdy ja wróciłam do
      formy- 4 września pokazał mi to forum A ten strach rodziny..gdy w ostatniej hipo
      i manii...nie dało się mnie ujarzmić... Wychodziłam z domu po pracy...wraałam o
      2 w nocy.. I ten ostatni raz gdy pokłociłam się z nimi, bo starali się mnie
      przekonać...że to co robie nie jest zdrowe...Wyszłąm o 17... i już nie
      wróciłam... Ostatni kontakt mieli ze mną o 9 rano..Mmam prosiła Kasia wrócć...
      A ja ze jeszcze chce do kosciolka pojsc..Dalam sobie ukrasc tel sluzbowy
      ojca...i wkrećiłam sobie, że teraz juz nie mam po co do domu wracać..Wymyśliłam,
      że będę się tułać po świecie jak koziołek matołek, mały pilegrzym...Postanowiłam
      zamieszkać...na małej wypie nad stawem...W miezy czasie załamałam się...i
      próbowałam...topić...Potem świetnie się bawiłąm w gronie młodych ludzi..Potem
      znów pływałam..I w koncu POLICJA, POGOTOWIE... Ja csły czas traktowałam to jk
      zabawę... Do momentu gdy w szpitalu zobaczyłam rodziców...Boże...To było
      strasznę..coś w emnie pękło..Taki ból..Nagła świadomość... tego co się dzieje...
      A oni dzielnie to znoszą...BO NA TYM POLEGA PRAWDZIWA MIłOść
      Plonsana...pomyśl, gdybyś była na miejscu swojego chłopaka..zachowywałabyś sie
      pewnie tak samo... Ciesz się, że sie nie odwrocil...ze rozumie..Kocha...A
      smutno mu....bo Cię kocha...Ale gdy wrocisz do zdrowia..oboje bedziecie sie z
      tego cieszyc A wrocisz Jak my wszyscy, ktoregos dnia Moj eks...odsuwał się...
      Izolował...Bał....wstydził... aż w końcu odszedł...w trakcie hipomanii...Gdy
      naprawdę go potrzebowałam...Dowiedziała się póżniej,ze prawdopodobnie już od
      miesicą, kręci z koleżanką, która w tej chwili jest już jego żoną... Nie
      wiem...czy choć troszku pomogłam...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka