Dodaj do ulubionych

czekam....

06.11.07, 10:14
byłam wczoraj u lekarza.
natychmiast chciał mnie na oddział, taka deprecha. popłakałam mu się w
gabinecie, wytłumaczyłam, że ja bym już nawet nie protestowała, ale mam 4
różne przedmioty i naprawdę kolegom nie mogę tego zwalić na łeb... kto za mnie
zajęcia weźmie...
dostałam podwójną dawkę anafranilu - czyli 150 mg SR na dobę no i jak w tytule
postu: czekam... czekam jak na zbawienie, żeby coś drgnęło, żebym wylazła z
tej oblepiającej mnie mazi...
No i mam się pokazać za 2,5 tygodnia lekarzowi.
Obserwuj wątek
    • poetkam Re: czekam.... 06.11.07, 10:45
      Uśmiecham się do Ciebie i czekam razem z Tobą...
      smile)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • obecna57 Re: czekam.... 06.11.07, 10:45
      Czekaj cierpliwie. Mnie Anafranil od grobu zawrócił. Jedynie trzęsły
      mi się bardzo ręce.Trzymam kciuki.
      • miriam11 Re: czekam.... 06.11.07, 10:48
        Mnie też już kiedyś bardzo pomógł. Obecna, jaką dawkę anafranilu największą brałaś?
    • poetkam Re: czekam.... 06.11.07, 10:55
      Zajrzyj do poczty, masz tam zabawną kartkę, uśmiejesz się!
      • miriam11 Re: czekam.... 06.11.07, 12:18
        zajrzałam i faktycznie się uśmiechnęłam, dzięki, Poetko, kochana jesteś!
    • laminowany Re: czekam.... 06.11.07, 17:17
      Twoja wypowiedź, choć dotyczy smutnego tematu, to widzę w niej sporo
      nadziei. Pewnie to dobry lekarz. Przekonał Cię dając alternatywę
      hospitalizacji. Oddział zamknięty? Zobaczyłaś, że jednak możesz
      (musisz) normalnie funkcjonować. Jednak przygotowanie do zajęć ze
      studentami i wykłady to spory wysiłek.
      Mój stan po pierwszej hospitalizacji (mania) skończył się depresją.
      Nie ruszałem się.
      Jakimś cudem znalazłem się u lekarza. Próbowałem coś powiedzieć o
      bólu, jaki z całego świata zassał się do mojej głowy i całkowicie
      pozbawił mnie woli, jak straszne jest życie i nie mam nawet siły,
      aby się od niego uwolnić. Wydaliłem z siebie tylko dwa zdania, że
      boli i mam straszną depresję. Spojrzała w kartę i stwierdziła - pan
      był w szpitalu to pan widział prawdziwą depresję - nic panu nie
      będzie, oto recepta.
      Teraz to jest śmieszne, ale wtedy byłem zdruzgotany.
      Jakoś wyszedłem z depresji (pewnie dla córeczki), ale od tej wizyty
      do następnej hospitalizacji nie brałem lekarstw.

      Wiem, że dla każdego jego cierpienie jest największe na świecie, ale
      naprawdę może być dużo gorzej. Wiem to nienajlepszy sposób
      pocieszania i nie jestem pewien, po co to wywalam z siebie. Może to
      sposób samopomocy? Źle mi się kojarzy to słowo. wink
      Gorąco pozdrawiam.

      Wszystko co złe mija, co dobre też.
      • miriam11 Re: czekam.... 06.11.07, 17:57
        Wiem, Laminowany, że może być gorzej.. pamiętam taką depresję gdzieś z
        maja,kiedy ja, tak obowiązkowa, błagałam lekarza o L4. Było mi wszystko jedno,
        co ze studentami i z zastępstwami, było mi wszystko jedno, że baby w kadrach
        zobaczą pieczątkę "psychiatra". On powiedział, że mam się "przełamać". No to się
        przełamywałam i skończyło się tym, że a) zawaliłam zajęcia, bo zapomniałam jak
        się obsługuje komputer oraz jak się czyta (!!! - patrzyłam w konspekt zajęć i
        nie rozumiałam!) oraz b) rozwaliłam samochód w garażu bo zapomniałam jak się
        wciska hamulec.
        Umowę z lekarzem mam taką, że jeśli mój stan się pogorszy do podobnych
        "atrakcji" to zgłoszę się jednak na oddział.
        Myślę, że gdyby wyjaśniła się moja sytuacja prywatna (osobista) to też by mi
        pomogło, no ale cóż, tutaj to już tylko mogę cierpliwie czekać.....
        • laminowany Re: czekam.... 06.11.07, 19:52
          Wiesz, ja się czasami cieszę z tej choroby. Tłumaczę sobie, że
          radość z zakresu doznań jest tego warta i nigdy tzw. grubo ciosany
          kołek nie poczuje tego. Momentami mu jednak zazdroszczę. smile
          Sinusoida mojego życia rozwala każdy związek.
          Lekarstwa stały się nadzieją na stabilne życie, na możliwość
          planowania. Tego mi brak strasznie. Czekam, czekam na wszystko. Nie
          przejmuję inicjatywy, nie planuję. Zostawiam to innym, losowi. To
          jakieś wyuczone paskudztwo.
          Ja też się boję, ale jakby trochę mniej.
          Mam nadzieję, że Ci się uda w związku. Jak nie w tym to w następnym.

          • miriam11 Re: czekam.... 06.11.07, 19:59
            A zrobisz coś dla mnie? Jeśli tak, to potrzymaj za mnie kciuki, za mnie i za ten
            związek.... o którym nie wiem, czy jeszcze istnieje, ale jakąś maleńką cząstką
            nadziei się wciąż czepiam myśli, że może jednak....
            Pomyśl o mnie ciepło, żeby się udało. Albo żeby chociaż się kurczę wyjaśniło, bo
            wiesz, na razie żyję w zawieszeniu, czytaj: luby przepadł. I ja nie wiem, czy
            odszedł, czy haruje. A depresja nie ułatwia mi oglądu rzeczywistości...
            Wolałabym już najgorszą prawdę od tej niepewności.....
            • laminowany Re: czekam.... 06.11.07, 20:39
              Będę trzymał kciuki i myśle o Tobie ciepło.
              • miriam11 Re: czekam.... 06.11.07, 21:15
                dziękuję...
    • musicforthemasses Re: czekam.... 08.11.07, 00:39
      Hej miriam, to na pewno przez tą pogode. Zwolnij troche tempo. To Ty
      i Twoje zdrowie jesteście najważniejsi. Trzymam kciuki i pozdrawiam
    • miriam11 Re: czekam.... 08.11.07, 14:18
      Boję się aż to napisać... chyba coś drgnęło. Boże, żeby to nie było chwilowe,
      żeby to był początek poprawy! Kochani, czy to możliwe, żeby 4 dni po zwiększeniu
      dawki zaczęło się poprawiać?
      • poetkam Re: czekam.... 08.11.07, 14:34
        Zaklinam Cię poprawo zdrowia Miriam, trwaj!!!
        Buźka, Marysiu, będzie dobrze, musi być.
        • miriam11 Re: czekam.... 08.11.07, 14:58
          smile))))
          Poetka, Ty jesteś po prostu bezbłędna!!!!
          • poetkam Re: czekam.... 08.11.07, 15:08
            A Ty kochana! Mail będzie później.
            Na razie ryczę na klawiaturę. Mam nadzieję, że wczorajszy atak
            paniki nie wróci. Czerwone oczy, z nosa kapie, a tu czytelnicy...
            • miriam11 Re: czekam.... 08.11.07, 17:02
              O Jezu, Magda, co się dzieje???? Zajrzałam w przerwie między zajęciami a tu taka
              informacja o Tobie! Kochana, nie płacz proszę.... Ściskam mocno i posyłam
              mnóstwo ciepła, no, nie daj się, błagam....
              • poetkam :-) 08.11.07, 19:40
                Marysiu, dziękuję za troskę. Cóż, lęk mnie zżera. Takie życie. Ale
                obiecuję walczyć. Jestem ponoć silna.
                • miriam11 Re: :-) 09.11.07, 06:51
                  Poetko, przepraszam za milczenie, to na prywatnej poczcie też - przyjechałam z
                  pracy o 20 i zaraz mnie wyciągnęli na imprezę (czyli jednak anafranil robi swoje
                  skoro się dałam skusić), jak wróciłam to padłam w pełnym makijażu do łóżka, tak
                  mi się spać chciało. Napiszę przed południem, jak tylko trochę się poogarniam.
                  Trzymaj się cieplutko.
                  • poetkam Re: :-) 09.11.07, 08:24
                    O, jak już na imprey chodzisz, to jest coraz lepiej! Super. Cieszę się. A
                    odezwiesz się, kiedy będziesz mogła. Dzięki. smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka