Dodaj do ulubionych

chce mi sie wyc...

02.01.08, 14:54

AUUUUUUUUUUUUuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

wiec moze jak to tu ztobie wirtualnie bedzie mi choc troche lepiej..

a tak na powaznie. W rodzinie jakos niby sie cos zaczelo ukladac a
ja zaczynam chyba odreagowywac wszystko, po czasie. Caly najgorszy
okres przetrzymalam, bylam zpieta zeby nie pogarszac sytuacji, oni
zrobili nam wode z mozgu i choc juz teraz jakby po sprawie mi ta
woda zaczyna sie gdzies z srodka wylewac...a moze to wszystko razem
w koncu sie nazbieralo...

AUUUUUUUUUUUUUUUUUUuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

czemu tak musi byc???
Obserwuj wątek
    • poetkam Re: chce mi sie wyc... 02.01.08, 15:20
      >
      AUUUUUUUUUUUUUUUUUUuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      >
      > czemu tak musi byc???

      Wyj, wyj, powyjemy razem: auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

      A czemu musi? Nie musi, ale minie. Zobaczysz.

      Póki co, tulę Cię wirtualnie.
      • arkola Re: chce mi sie wyc... 02.01.08, 17:03

        "Wyj, wyj, powyjemy razem: auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu"

        wycie raze jest chyba o wiele lepsze niz wycie w samotnosci...

        Moze ktos jeszcze chce powyc z nami?????

        Oby starczylo sil zebvy nie dac sie temu( mam nadzieje
        chwilowemu!!!!!) nastrojowi zdominowac. Poki co planuje na zapas
        kazdy dzien, zeby nie bylo czasu na myslenie i zeby nie przytloczyla
        mnie zupelnie sytuacja. Ale chwilami wlasnie chce mi sie wyc i mi
        sie nie chce, bo po co i dlaczego...skoro. Takie myslenie...

        Wiec na koniec zawyje jeszcze raz zeby sie wyladowac

        AAAAAAAAAAAAAAAUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

        i pozdrawiam wszystkich wyjacych skrycie, wirtualnie i tych ktorzy
        maja odwage wyc glosno

        Mam nadzieje Poetkam ze minie. Dzieki. Kar.
    • beatrix-kiddo Re: chce mi sie wyc... 02.01.08, 20:02
      No jak, Arkola, lepiej? Trzymasz się jakoś?
      Czasem tak jest, że z człowieka wyłazi po czasie, dopiero jak się wszystko
      zacznie układać. Oby jak najszybciej z Ciebie wylazło i poszło precz i dało spokój.
      • arkola Re: chce mi sie wyc... 02.01.08, 21:34

        Beatrix

        oj wylazi, wylazi i konca nie widac. Tam gdzie troche poprawila sie
        sytuacja zwolnilo sie troche miejsca i wpadly nowe problemy. Wlasnie
        rozmawialam z chlopakiem (teraz kryzyzy u niego..), no i tak to juz
        jest ze to co i jego mnie tez dotyczy i odwrotnie. A ze on tak jak i
        ja ciagle jest w cos uwiklany(czyt. ma potrzebe, czy to moze raczej
        koniecznosc zbawiania swiata, troche moze przesadzilam, ale mam
        wrazenia ze jak tak dalej pojdzie to zupelnie nie bedziemy mieli
        czasu dla siebie, bo zawsze bedzie jeszcze ktos kto ma w tej chwili
        wieksze problemy, no i swoje trzeba wtedy odsunac na bok. Probowalam
        z nim wlasnie o tym pogadac, ze tak sie nie da, ze musimy tez myslec
        o sobie, on ma przed soba teraz egzaminy, ze nie musi byc tak ze to
        jest tylko na jego barkach, ze trzeba to jakos rozwiazac, no i w
        koncu ze czuje sie pominieta...moze powinnam zrozumiec, tak tez w
        sumie mi powiedzial, odsunac sie i swoje potrzeby na dalszy plan,
        ale ile mam tam robic i dlaczego. Staram sie rozumiec i wspierac,
        ale ja tez mam trudna sytuacje itp... i w sumie tez chcialabym w tym
        momencie zrobic cos dla siebie, bo jak to znowu odloze to pewnie
        zawsze bedzie akurat jakas niesprzyjajaca sytuacja. On mi
        przedstawil swoja sytuacje i jego punkt widzenia, ze on juz nie wie,
        ze chyba wszystko co robi wychodzi zle, bo zawsze jest ktos
        niezadowolony, ze nie wie kogo wybrac, ze jak stara sie pomoc
        rodzinie, bo taka jest potrzeba, to zaniedbuje mnie, a jak byl ze
        mna przez pol roku poza miastem to wychodzi na to ze cala rodzina mu
        sie posypala... Boje sie ze to wszystko w koncu odbije sie tez na
        jego zdrowiu(tez chad..)o swoim ju nie wspomne(a boje sie tak samo..)

        dlugo by pisac..

        i jak tu nie zwariowac?
        jak znalezc wyjscie?
        jak sprawic by nie byc tak uwiklanym?
        moze ma ktos jakies pomysly?

        ps
        Beatrix wiem ze tez masz nieciekawa sytuacje, czytalam twoj watek,
        wiec jestem z Taba wirtualnie, bardziej chwilowo nie moge Cie
        wesprzec, bo sama tone w problemach, ale pewnie kiedys nadejda
        czasy, ze bede mogla sie udzielac bardziej w innych watkach(na razie
        celowo tego unikam...)
        • beatrix-kiddo Re: chce mi sie wyc... 03.01.08, 06:58
          Faktycznie wychodzi, że i tak źle i tak niedobrze...
          A może zaproponuj mu, że usiądziecie i pogadacie po to, żeby spróbować razem
          znaleźć przynajmniej częściowe rozwiązanie problemów? Wiesz, bez pretensji tylko
          na zasadzie, że chcesz konstruktywnie pogadać. Może wtedy on zobaczy, że może na
          Tobie polegać, a z drugiej strony będzie okazja pokazać też swoje kłopoty.
          • arkola Re: chce mi sie wyc... 03.01.08, 15:04

            dzieki Beatrix za cenne rady i to o tak wczesnej porze!!!!

            tak chyba zrobie, musimy usiasc na spokojnie i pogadac, ale chyba
            zaczekam z tym do przyszlego tygodnia, zeby tak przed tymi
            egzaminami mu nie zaprzatac glowy. Co sie odwlecze, mam nadzieje ze
            w tym wypadku nie ucie.... A dzis u mnie poczatek dnia mily,
            spotkanie z kumpela, kawa, pogaduchy, zakupy ciuchowe. Dawno takich
            rzeczy nie robilam wiec podwojna przyjemnosc, troche sie oderwalam
            od wszystkiego przynajmniej...

            pozdrowka
            • beatrix-kiddo Re: chce mi sie wyc... 03.01.08, 19:22
              arkola napisała:

              >
              > dzieki Beatrix za cenne rady i to o tak wczesnej porze!!!!

              Szkoda, że samej sobie tak nie umiem, no ale najłatwiej to radzić innym wink

              >
              > tak chyba zrobie, musimy usiasc na spokojnie i pogadac, ale chyba
              > zaczekam z tym do przyszlego tygodnia, zeby tak przed tymi
              > egzaminami mu nie zaprzatac glowy.

              O, to na pewno, przed egzaminami to on pod ochroną jest!
              • arkola Re: chce mi sie wyc... 04.01.08, 00:06


                W sumie to fakt ze latwiej radzic innym sama sie na tym lapie i
                pozniej stwierdzam, ze mimo ze dobrze radze(chyba,.. tak mi sie
                przynajmniej wydaje) to u mnie samej stosowanie tych wzkazowek nie
                wychodzi...-to tak na marginesie..

                przeczekam egzaminy, okres ochronny chyba rzeczywiscie jest
                wskazany!!!(choc u mnie wszystko na chyba, niby itp i trzema
                kropkami..)

                poZDRÓWKA
                • asiuniaa36 Re: chce mi sie wyc... 04.01.08, 19:39

                  aaaaaaaaaauuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                  • arkola Re: chce mi sie wyc... 04.01.08, 20:34

                    smile
                    • poetkam Re: chce mi sie wyc... 04.01.08, 21:29
                      Aaauuu. Ja już mniej wyję
                      smile
                      Czego i Wam życzę.
                  • i_am_the_army Re: chce mi sie wyc... 04.01.08, 23:51
                    To się nazywa zawycie wink)
                    A ja prycham i syczę - jak wkurzony i bojowo nastawiony kot - taka moja alternatywa na wycie, bom na wycie zbyt opanowana wink)
                    <prycham i syczę>
                    wink
                    wrrrrrrrr
                    • asiuniaa36 Re: chce mi sie wyc... 05.01.08, 10:27
                      Gasieniczko-hihihihi posmialam sie z Twego sykania i prychania...Super,bo juz mialam tak sciagnieta twarz,ze zmiana mimiki wskazana.
                      • asiuniaa36 Re: chce mi sie wyc... 05.01.08, 10:35
                        Dodam jednak,ze ja powyc moge tylko wirtualnie...(ech i czym ja jestem bez
                        netu?).W realu nawet prychac i syczec nie moge...Jestem pod obserwacja.Jakis nie
                        wskazany schematycznie ruch i po mnie.Jestem obserwowana...Ale i tak wczoraj
                        wypilam 3/4 buteliki hydroxsyzyny-mmmmmmm....efekt extra,jak kiedys po
                        alko...mmmmmm.....tylko ze teraz zawsze bede tak chciala uciec przed
                        problemami...uciekac,uciekac,uciekac...A gdzie odpowiedzialnosc???Dlaczego nie
                        umiem zyc wedlug reguł?Zawsze sie wymiguje...A to to juz chyba nie choroba co?
                        • i_am_the_army Re: chce mi sie wyc... 05.01.08, 12:21
                          Od dziś bądźmy twarde i w miarę możliwości nie uciekajmy, mkey? (jak mawiał Pan Mkey z South Parku czyli Pan McKee, hahaha).
                          Gąsienica też by tylko uciekać i uciekać chciała. Pomyśl sobie, że nie jesteś sama w zmaganiu się z tym uciekaniemwink
                          Mkey?
                          big_grin
    • vinci28 Re: chce mi sie wyc... 05.01.08, 14:36
      ja nie mam juz checi do placzu pierdo.... to ,wylalem juz morze
      rozpaczy na ten cholerny swiat ,szukac i zanlezc wyjscie zeby
      korzystac calym soba i nie dac sie chad
      aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • arkola Re: chce mi sie wyc... 07.01.08, 13:48


        a dzis znowu mnie dopadla kur*ica

        Wiec wyje znowu


        aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

        AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAauuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

        Wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
        (zmalpuje moze tez pomoze..)

        cholera a wydawalo mi sie ze jest nawet ok
        jut ide do lekarki...
        moze cos doradzi...
        • poetkam Re: chce mi sie wyc... 07.01.08, 16:11
          A wyj sobie ile dusza zapragnie, komputer wszystko przyjmie...
          Jutro powyj u lekarza, nie ma jak osobiste wycie.
          P.S.A na kogo warczysz? smile (wrrr?)
          • arkola Re: chce mi sie wyc... 07.01.08, 22:38
            jak to pisalam to wylam ogolnie tak na wszystko, bo spora poprawa
            jest(hurrraaa!!!!) ale nie wszystko jest ok i zastanawiam sie czy to
            juz jest moje maksimum mozliwosci bycia lepiej czy jeszcze cos nie
            gra... i w sumie to nie wiem gdzie lezy problem??? zaczelam brac
            leki regularnie depakine + cypramil, ktory dziala na mnie naprawde
            dobrze, bo i nastroj skoczyl w gore i przepedzil leki, ktore nie
            dawaly mi normalnie zyc. Znow moge wychodzic z domu, po pol roku
            bylam nawet w centrum miasta, co wczesniej wydawalo mi sie
            niewykonalne, do tego doszlo.. wiadomo tlum i te sprawy, zgielk,
            wszyscy zadowoleni, zabiegani a ja zupelnie obca nie moglam sie
            wsrod tego wszystkiego znalezc. Pozniej juz jazda busem sprawiala mi
            klopot, a jedzilam wlasciwie tylko do chlopaka, no i oczywiscie bylo
            kombinowanie w jakich godzinach bedzie najmniejszych tlok, malo
            ludzi. pozniej tez kombinowalam w ktorej czesci busa stanac zeby byc
            jak najmniej widoczna - czyli czuc sie komfortowo... a jak juz nie
            moglam sie zmusic do normalnej komunikacji to byly taksowki, na
            ktore wydalam majatek i to najlepiej pozno wieczorem, bo malo
            ludzisk. Tylko ze taksowkarze mnie zaczeli zagadywac w stylu, a
            czemu pani taka smutna.???.. i juz nie bylo tak
            fajnie...............................................................
            ...i w koncu stwierdzilam ze trzeba cos z tym zrobic. Taka byla moja
            codziennosc jeszcze calkie calkiem nie tak dawno...

            No, zrobila sie duza dygresja, a nie o tym mialam pisac..
            Teraz naprawde jest generalnie(jedno z moich ulubionych slow, bo
            jest takie niezobowiazujace..) ok to znaczy z rzeczami o ktorych
            pisalam wczesniej nie mam juz zadnego problemu, a nawet chetnie
            wychodze, umawiam sie, angazuje, i mam troche planow na najblizsza
            przyszlosc ale wlasnie(i to jest maritum) caly czas czuje "noz na
            gardle" musisz jeszcze zrobic to, tamto, wykorzystaj to ze lepiej
            sie czujesz, uda sie, nie napewno nie, a moze, sprobuje, ale
            nie ..sie rozczaruje. I tak w kolko nie wiem juz sama czy to sa
            jakies natrectwa, czy te jakies glosy komenujace( bo o to mnie np.
            pytala lekarka). Nie wiem, ale cholernie mi to przeszkadza i jest
            wlasnie wkur*iace. Ale nie wiem czy narzekac, bo moze to juz jest to
            moje maksimum(bezpieczne zeby nie wpasc w manie!) i ...sama nie
            wiem...

            --
            a teraz druga sprawa, ktora powinna zostac "odwyta" pisalam o
            problemach z chlopakiem, mialem z nim pogadac po egzaminach, no i
            wlasnie dzis wypadlo to po egzaminach, no i.... kompletna klapa, bo
            przeciez zdal egzaminy i jest szczesliwy i mial taki dobry nastroj a
            ja z czyms takim... no i odbyla sie rozmowa horror. Ratunkuuuu!!!!!
            przed egz nie! bo egzaminy, a po egzaminach nie, bo przeciez
            byyyyllllyyyy egzaminy!!wink zalamalam sie ale nie bede wywlekac
            szczegolow bo chyba musz sie zdystansowac do tego...

            Mialo byc krotko, a wyszla litania...
            Mam nadzieje ze te moje wywody w ogole da sie czytac..
            pozdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka