Dodaj do ulubionych

rodzice mojego narzeczonego...

16.07.08, 10:15
Oni domyślają się,że coś ze mną jest nie tak.Nie zdecydowałam się im powiedzieć,że choruję na Chad.Myślę że byliby przeciwni naszemu związkowi gdyby wiedzieli. Chciałabym im powiedzieć,że nie jestem leniwa i rozkapryszona tylko chora.Czuję się jak trędowata.
Obserwuj wątek
    • planasana Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 10:20
      A skad wiesz, ze sie domyslaja?

      Mysle, ze lepiej im nie mow.
      • meggi_gi Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 10:28
        bo wiedzieli,że byłam u psychiatry.Z jednej strony ich rozumiem,bo martwią się o syna.Raczej nie chcę im powiedzieć.A jak to wygląda u Ciebie?
        • planasana Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 10:44
          A, to pewnie nie czujesz sie teraz komfortowo skoro wiedza, ze bylas u
          psychiatry. Pewnie czujesz sie obserwowana i caly czas myslisz co oni mysla?

          Moj chlopak ma tylko Mame i ja jej nigdy w zyciu nie powiem, ze mam problemy
          psychiczne. Nie chce zeby sie martwila o syna myslac, ze mu niszcze zycie.
          Balabym sie jej oceny, jestem juz wystarczajaco niesmiala w jej towarzystwie,
          wiec pewnie i tak mysli, ze jestem dziwna. Poza tym jest z zawodu pielegniarka i
          pracowala kiedys przez krotki czas na oddziale psychiatrycznym
    • meggi_gi Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 10:55
      Tak,napewno się zastanawiają.Do tego mieszkają bardzo blisko nas,widzimy swoje okna.To nie jest dobre.
      • planasana Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 10:59
        Oj, to rzeczywiscie niedobrze sad Nie masz sie jak przed nimi schowac. Latwiej
        by bylo, gdybys widywala ich tylko od swieta. Musi byc Ci ciezko mobilizowac sie
        przed nimi.
    • singapurkaa Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 13:45
      Myślę, że najważniejsze jest to co mówi o Tobie rodzicom Twój narzeczony i jak
      się zachowuje kiedy jesteście razem w ich obecności. Dla jego rodziców istotne
      powinno byc tylko to czy jest z Tobą szczęśliwy.
      Ja zawsze kiedy mam doła unikam wizyt u rodziny męża. On jeździ sam, a kiedy
      pytają dlaczego mnie nie ma wymyśla różne wiarygodne usprawiedliwienia. w
      depresji czuję się właśnie gorsza, nie odzywam się i ogólnie sprawiam wrażenia
      dziwadła, więc po co pokazywac się w takim stanie...? Z drugiej strony wiem, że
      nie jest to na dłuższą metę dobra taktyka. Moim problemem jest myślenie jak
      odbiorą mnie inni, czy mnie zaakceptują itd. sad
      • meggi_gi Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 14:03
        Mój chłopak napewno przedstawia mnie w dobrym świetle.Pewnie sama wiesz jak to jest:ja sama często czuję się winna,ze go obciążam swoją chorobą.On sam mówi mi żebym nie przejmowała się jego rodzicami i tym co myślą a mnie to często dręczy,więc mam podobnie jak Ty.Cholerna depresja tez męczy
        • singapurkaa Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 14:12
          Ja również zawsze słyszę, że mam się nie przejmowac jego rodzicami i tym co
          myślą o mnie. Jednak nie potrafię zwalczyc w sobie tej skłonności, zapewnienia
          mojego męża, że jego rodzice nie odbierają mnie źle nic nie dają. Czuję się
          inna, gorsza dlatego unikam kontaktów kiedy mam depresję. Mój mąż mówi, że nie
          mam powodów żeby czuc się gorsza, czasem kiedy się zdenerwuje mówi, że sama się
          nakręcam, że to poczucie gorszości tkwi w mojej psychice(fakt bezsporny!) i
          jeśli chcę się tak czuc to właśnie będę się tak czuła. Z poczuciem gorszości nie
          da się sprawnie funkcjonowac wśród ludzi . Błędne koło!
      • planasana Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 18:08
        Tak samo jak Ty Singapurko, kiedy jestem w depresji unikam wszelkich rodzinnych
        wizyt itp. I moj chlopak tak jak Twoj maz musi mnie usprawiedliwiac wymyslajac
        wiarygodne powody. Zle mi z tym, ze musi tak klamac. I jemu tez z tym srednio,
        ale nie mamy czasem innego wyjscia.

        Tak bylo nawet wtedy kiedy mialam wyjsc z jego znajomymi. Wtedy bylam bez pracy
        i mialam depresje, wiec balam sie pytan w stylu "czym sie zajmujesz" i "co u
        Ciebie" bo nie mialam nic do powiedzenia, czulam sie bardzo speszona,
        przerazona, ze beda mnie oceniac i chcialam sie schowac i sie chowalam a on
        chodzil na imprezy sam. Czesto tlumaczyl mnie, klamiac, ze mam problemy
        hormonalne i bardzo zle sie czuje.
    • ka_an Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 15:32
      Ja ukrywam się nawet przed moimi rodzicami. Mój były uciekł ode
      mnie, prawie z krzykiem wink Jego rodzice są rozwiedzenie a on jest
      jedynakiem, oczkiem w głowie swojej mamy. Pomimo, że mieszka ona
      daleko to była częstym gościem. Strasznie mi to przeszkadzało, gdy
      byłam w takim depresyjnym zawieszeniu. Ona ciągle twierdziła, że
      jestem leniwym dziwadłem wink
      • meggi_gi Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 15:44
        No to ładnie z jej strony!Nie dosyć że jesteśmy chorzy to się jeszcze nas obraża róznymi epitetami.Ja mojej mamie też nie mogłam wytłumaczyć co to jest depresja,chyba myślała,że przesadzam.Dopiero jak sama na nią zachorowała,zrozumiała mnie.
      • planasana Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 18:14
        Ka_an, ja tez ukrywalam sie przed moimi rodzicami. I ucieklam od nich daleko.
        Mieszkam zagranica.Widujemy sie srednio raz na rok a w mailach do nich klamie
        jak z nut jak to mi sie swietnie zyje i jak sobie cudownie radze. Znaja mnie z
        czasow, kiedy mialam glebokie depresje, snulam sie po domu ogladajac calymi
        dniami telewizje, spiac po 14 godzin i tyjac do rozmiarow wieloryba. Byli przy
        mnie po mojej zalosnej probie samobojczej i kiedy mialam hipomanie i mi odbijalo
        rozmaicie. A bedac teraz daleko od nich mam swiety spokoj, nie musze sie
        stresowac, ze COS zauwazyli, ze pewnie znowu mam depresje. Sa przekonani, ze
        wyszlam z depresji na zawsze. I nie zamierzam ich wyprowadzac z bledu. Ciesze
        sie, ze zyja w blogiej nieswiadomosci, ze mnie teraz nie widza.
        • ka_an Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 21:56
          Ja mam stałą wymówkę w czasie depresji: migrena i zapalenie
          spojówek. I tak sobie myślę, że za to, że okłamuję rodziców jak
          kończy się depresja dostaję naprawdę migrenę smile
        • ka_an Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 21:57
          A jeśli chodzi o próby samobójcze też nic nie wiedzą. Byłam w
          szpitalu, bo się zatrułam.
          • planasana Re: rodzice mojego narzeczonego... 16.07.08, 22:06
            A nie, to moi o probie wiedza. Probowalam sie zapic na smierc i moj plan byl
            taki by po wypiciu duzych ilosci alkoholu i polknieciu kilkudziesieciu pigulek
            zamarznac na sniegu w lesie, jak bezdomni. Myslalam, ze sobie po prostu ladnie
            zasne na tym mrozie i bedzie spokoj swiety. Nie bylam jednak w stanie wypic tyle
            wodki ile sobie zaplanowalam i skonczylo sie na rzyganiu w lesie. I wrocilam
            zarzygana do domu. Nie zgodzilam sie na szpital. Poszlam tylko na grupowa na
            oddzial dzienny, ale to byla psychoterapia bez pigulek.
    • skam43 Re: rodzice mojego narzeczonego... 19.07.08, 18:17
      Powiedzieć nie powiedzieć jakie to ma znaczenie ważne jest, że twój
      chłopak kocha cię taką jaka jesteś. Decyzja do was należy a nie do
      nas starych to wy będziecie żyli razem wiem jedno, że prawdy nie
      można ukrywać przed partnerem a czy mówić prawdę przyszłym teściom
      to wszystko zależy jacy to ludzie. Pokochałaś jednak ich syna i
      jeżeli on kocha ciebie taką jaka jesteś to oni też cię pokochają.
      Piszecie, że ukrywacie prawdę przed własnymi rodzicami i tego nie
      rozumiem, tradycyjnie starzy dowiadują się na samym końcu o
      problemach własnych dzieci i to od obcych ludzi i to boli a nie Chad.
      • ka_an Re: rodzice mojego narzeczonego... 19.07.08, 19:20
        Jeśli chodzi o moich rodziców, to ja przede wszystkim boję się im
        powiedzieć. Nie mam pojęcia jak zachowałby się mój tata ale mama na
        pewno powiedziałaby, że depresją usprawiedliwiam swoje lenistwo. Co
        do mamy mojego eks, nie wiem czy by zrozumiała. Zresztą skoro mam
        obawy w stosunku do własnych rodziców to co mam pomyśleć o zupełnie
        obcej osobie.
        Ja nie raz przekonywałam samą siebie, że powinnam im powiedzieć, bo
        przecież ich oszukuję. Przygotowywałam sie na różne wariaty tej
        rozmowy. Ale ja się zwyczajnie boję, strasznie się boję...
        Wiele razy chciałam wykrzyczeć, że jest mi bardzo źle, że myślę o
        odebraniu sobie życia, że potrzebuję pomocy w takich zwykłych,
        codziennych sprawach, że chcę, żeby mnie przytulili i powiedzieli,
        że wszystko będzie dobrze.
        Z tego, co czytałam jesteś rodzicem. Jak się dowiedziałeś o chorobie
        syna, jak zareagowałeś, o czym myślałeś, co czułeś? Oczywiście nie
        musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz.
        • ditta12 Re: rodzice mojego narzeczonego... 19.07.08, 20:42
          Myślę że zerwij z ta jego rodziną a jak nie pomoże to z nim i
          poszukaj takiego ksęcia który zrozumie Twoje przypadłoścismile
        • skam43 Re: rodzice mojego narzeczonego... 19.07.08, 21:18
          Zapomniał wół jak cielęciem był, większość z nas zapomina jak to
          było kiedyś gdy było się synem córką tak samo baliśmy się powiedzieć
          o swoich problemach. Z własnego doświadczenia wiem, że to błąd tak
          samo jak ty chciałem wykrzyczeć, że jest mi bardzo źle. Ja nie
          myślałem o odebraniu sobie życia ja to zrobiłem mając 14 lat na
          szczęście mi się nie udało i dziś wiem, że nie ma takiej sytuacji z
          której nie można wyjść na prostą. Po latach dowiedziałem się, że
          rodzice wiedzieli, że ze mną dzieje coś nie tak ja milczałem wiec
          oni też. Dziś wiem, że intuicyjnie wyczuwamy co się dzieje w duszach
          naszych dzieci twoi rodzice też to czują tak samo jak ty boją się
          przyznać, że domyślają się prawdy wolą zwalić to na lenistwo i
          udawać, że nic się nie dzieje.Kochamy was takich jacy jesteście
          ważne , że jesteście. Chorobę nie zawsze da się ukryć i muszę
          przyznać się nie było to proste. Dziesięć lat temu leczyć się w
          psychiatryku to tragedia ale przy naszej pomocy i wsparciu stanął na
          nogi osiem lat w remisji. Powrót choroby i w kilka miesięcy diabli
          wzięli wszystko firmę dom żonę dziecko w tej chwili jest w szpitalu.
          Wierzę, że twoi starzy to zrozumią przytulą i powiedzą wszystko
          będzie dobrze.
          • ka_an Re: rodzice mojego narzeczonego... 19.07.08, 23:36
            Dziękuję Tobie za odpowiedź. Wyjawienie prawdy przed rodzicami jest
            jeszcze trudniejsze niż samoakceptacja choroby.
            • skam43 Re: rodzice mojego narzeczonego... 20.07.08, 12:44
              Ka-an z twojej odpowiedzi wynika, że czujesz się winną za to co się z
              tobą dzieje najważniejsze , że ty akceptujesz swoją "chorobę" jakie
              znaczenie ma co inni myślą a tak naprawdę nie tak diabeł straszny jak
              go malują kto jak kto ale ale od swoich staruszków zawsze otrzymasz
              wsparcie gdy dowiedzą się , ze to lenistwo jest twoim problemem tylko
              tam jakiś niedobór neuroprzekaźników. Gdy zdecydujesz się powiedzieć o
              swoich problemach rodzicom to sama będziesz zaskoczona ich reakcją bo
              przecież od tego jesteśmy aby razem cieszyć się z waszych sukcesów i
              razem przezywać wasze klęski.
              • ditta12 Re: rodzice mojego narzeczonego... 20.07.08, 17:56
                Czy Wy tylko polegacie na swoich staruszkach?Nie macie
                własnego "chcenia"?To tchórzostwo i nietolerancja ze strony
                wapniaków.To tyrania na wielkąskale!
    • poetkam To teraz ja 21.07.08, 11:28
      Sądzę, że już czas na mój głos.
      W piątek miałam rozwód orzeczony z winy męża.
      Pokrótce: ja mam zdiagnozowany ChAD od ubiegłego roku. Za mąż wyszłam 10 lat
      temu za człowieka, który nie przyznał mi się , że choruje psychicznie. Rodzice,
      znajomi ostrzegali: z nim jest coś nie tak. A ja...Cóż, było, minęło. W noc
      poślubną- cyrk nie z tej ziemi...Cięcie rąk, wieszanie, tłuczenie ręką szklanek,
      etc. Wiem, teraz już wiem- powinnam była unieważnić ten związek...Ale ja byłam
      strasznie miękka...Podczas tego związku bywały chwile dobre, ale przeważały
      tragiczne: wieszanie męża na oczach dziecka niespełna dwuletniego, popychanie,
      pchanie, bicie, etc.(diagnoza szpitalna: zaburzenia schizoafektywne)
      W końcu dzięki przyjacielowi wzięłam się w garść i podjęłam decyzję o rozwodzie.
      Nie żałuję. Dla sądu powodem nr jeden owego rozwodu było ZATAJENIE CHOROBY
      PSYCHICZNEJ PRZEZ MĘŻA.
      Wiem jedno: nie wolno taić niczego przed osobą, którą się kocha.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka