Nauczycie mnie? Poważnie proszę.
Poszłam sobie wczoraj na wagary. Na tyle niekonsekwentnie, że po
2 godz. jednak znalazłam się w pracy. [No i dobrze, bo w pracy dali
vouchery do kina za dobre wyniki, klaskali, porozmawiałam sobie
z kilkoma osobami, których nie znałam so on]
No i znalazłam się w centrum. Pracuję na peryferiach, a właściwie
prawie na fabrycznych suberbiach, więc miasto nie ma jednak
tego koloru i smaku. Brak powiewu wielkiego świata

Raz w tygodniu postanowiłam sobie niekonsekwentnie udawać się do centrum.
Co chwilę w duchu klęczałam przed niektórymi podkreślam
niektórymi ludźmi. Łaaał...kolorowy o miękkim kolorze karnacji,
ciemna kawa zbożowa, coś pięknego, ubrany w niemniej piękny
kapelusz (miękki?) i w płaszczu. Z kolegą. Później miękko tańczący
Peruwiańczycy, niziutcy, grubawi, jak niedźwiadki. Na placu koło
Metra Centrum, plac zwie się nieformalnie Patelnią. Poszłam dalej.
Uśmiechnięta, szczęśliwa, podniecona. Kolorowy z dredami. Chyba
leciutko oniemiał poczęstowany szerokim uśmiechem, ale jeju, jak
on się ucieszył. "Jeju, podobam się jej, fajnie"
Tu wtręt. Dygresyjny. W podziemiach dresiarz, którego trampki
wyprzedzały i uchwyciłam "Kurrwa, jak mnie ten smród wkurza",
mijaliśmy jakąś polską odmianę fish&chips... Tak wygląda maniak?
A potem pomyślałam, że muszę do Londynu. Tam będę mieć przegląd inności,
dziwactw z całego świata. Tygiel kulturowy Nowego Jorku zostawiam
sobie na później
Podsumujmy. Zachwycam się kolorowymi, choć zakocham się pewnie
nie nie w noiu albinoiu

ale w białym. Podnieca mnie okrutnie
śpiewny rosyjski/bułgarski wschodni akcent, kręci inność.
Jednego kolorowego przepuściłam zimą. Bałam się. Śmiałam się, bo
było mu "simno", tak się umawialiśmy, że się nie umówiliśmy.
Jak kogoś poderwać?
Jak dać się poderwać?
Już jest we mnie otwartość, patrzenie spode łba zgubiłam już dawno,
lubię być tym kim jestem, lubię bawić się konwencjami, dżinsy są
fajne, ale sierotka w sukience też. A moja koleżanka Z. do wczoraj
była przekonana, że mam 23 lata, YES!
Jak zdobyć miasto?