Dodaj do ulubionych

Na dobry początek

30.10.03, 12:27
Witam
Mam 33 lata, od 12 cierpię na CHAD. Miałem w tym czasie wiele nawrotów, 10
razy byłem hospitalizowany. Mam orzeczenie o częściowej niezdolności do
pracy, pracuję na stanowisku specjalnie przystosowanym (dla osoby
niepełnosprawnej).
Jestem żonaty, moja Żona również choruje na CHAD. Nie mamy dzieci.
To tyle. Czekam na wasze posty.
Miron17
Obserwuj wątek
    • blue_a uff.. 30.10.03, 15:06
      Trochę się naszukałam, ale znalazłam. Dzięki za to forum, miałam pomysł na
      założenie podobnego, ale - już nie muszę, super! Chcesz się uśmiechnąć? Na
      początku pomyślałam, że CHAD to pomyłkowo napisany "chat"..

      Czy ten skrót używany jest w lit. psych.?
      Co możesz polecić do przeczytania na ww. temat?

      Moja "kariera" to kilka m-cy. To znaczy, od tego czasu wiem. Nie mania, ale
      hypomania. Chciałabym o wiele rezczy zapytać, ale może na początek jedno
      pytanie.

      Czy istotnie rozpoznanie CHAD oznacza konieczność brania leków dożywotnio?
      Pozdrawiam.
      • merkuria Re: uff.. 30.10.03, 19:48
        heeej, 22lata, dwubiegunowa od 3 lat, ale leczę sie dopiero od kilku miesięcy
        (Cipramil i Depakine chrono). U mnie to raczej typ 2 czyli depresja i
        hipomania, są jednak stany psychotyczne (w manii - halucynacje, głosy, itp.).
        Brakowało mi takiego forum, dziękismile
        pozdrawiam serdecznie
        • ne.la Re: uff.. 31.10.03, 11:32
          Przede wszystkim: dzięki za link do książki Pużyńskiego smile

          Mam 23 lata, choruję od ośmiu, ale nie potrafię powiedzieć, czy od początku
          była to CHAD, po drodze różne bonusy w postaci na przykład anoreksji uncertain///
          Trafiłam do psychiatry na początku właśnie z aną. I póżniej, z depresją.
          Leczyłam się farmakologicznie tylko na depresję (mimo diagnozy CHAD, czyli, jak
          oczywiście usłyszałam, psychozy man.-dep.). Hipomania i lekarzowi (?) i mnie
          (?) wydała się stanem poniekąd pożądanym. Dopiero teraz się zastanawiam nad
          tym, czy faktycznie mam zamiar żyć z hipomanią, która może i się sprawdzała do
          tej pory jako sposób na życie, ale chyba już dosyć, stop sad

          Pierwszy raz napisałam tyle o sobie na forum, ale chyba pierwszy raz mam
          rzeczywiscie ochotę o tym pogadać.

          Dzięki.
          • miron17 hipomania 31.10.03, 11:50
            Wiesz, ja czasem też marzę o hipomanii. Brakuje mi pewności siebie,
            przebojowości itp. Ale u mnie to jest niemożliwe do osiągnięcia. już od dawna
            nie miałem "czystej" manii, tylko stany mieszane: huśtawka nastrojów,
            bezsenność, nadmiar energii, a do tego lęki...
            Co do Twojego stanu, to jeżeli lekarz uważa, że jest OK, a nie przeszkadza Ci
            to w życiu, to nie przejmuj się!!! Chyba, że objawy się nasilą...
            Ale a'propos: jeśli nie miałaś nigdy manii, to skąd to rozpoznanie?
            • ne.la Re: hipomania 31.10.03, 13:03
              Miałam, miałam. Na dużo przed rozpoznaniem; mania-depresja-mania-depresja
              (paroletnie, bez remisji): tu trafiłam do psy, leczenie na depresję (właściwie
              wyratowywanie od samobójstwa). Teraz niby nie ma manii, jest hipo.

              Nie wiem sama, czy mi to przeszkadza w życiu czy nie, to znaczy tak, na pewno.
              Mam coraz silniejsze wrażenie, że ta maniakalna osoba, którą się staję, jest
              odbierana jako ta, którą POWINNAM być: to wtedy wszystko się udaje, 250%
              normy, zawracające w głowie sucesy itd., ale płacę za to dosć drogo i już
              chyba nie mam siły. Nawrót depresji to od razu myśli samobójcze, na zasadzie
              lepiej umrzeć niż żeby ktokolwiek się dowiedział, jaka naprawdę jestem
              beznadziejna...

              Właściwie to wszystko co o sobie piszę to takie moje własne "diagnozy", wiec
              pewnie są w nich błędy uncertain/// No i trudno mi o tym pisać jednak. Proszę o
              cierpliwość smile
              • miron17 Re: hipomania 31.10.03, 13:19
                Na początke przepraszam: źle cię zrozumiałem.
                Ja też pierwsze trzy lata miałem całkiem wyjęte z życiorysu, mania-depresja-
                mania, próba samobójcza, elektrowstrząsy.
                Teraz od paru lat mam epizody depresyjne i - jak pisałem - mieszane.
                Gratuluję sukcesów, fascynują mnie ludzie, którzy mimo choroby świetnie radzą
                sobie w życiu. Ale...jeśli ten stan zaczyna Cię męczyć, jeśli masz takie
                przemyślenia, to rzeczywiście musisz się skonsultować z lekarzem. Może to
                sygnał zmiany fazy?
                • ne.la Re: hipomania 31.10.03, 19:05
                  Wybieram się z tym do lekarza. Trochę się boję: że jeśli zacznę coś brać
                  podczas manii, to nagle przestanę sobie radzić - jako że pcham swoje życie do
                  przodu tylko tym występującym w tej fazie nadmiarem energii... Wiesz, ta cała
                  moja "performatywność" jest po prostu chorobowa; przymus działania, a
                  że "działanie" to w moim przypadku praca naukowa, to efekty też są, ale jakim
                  kosztem...

                  Jeszcze raz dziękuję za to forum, do napisania...
                  • miron17 Re: hipomania 31.10.03, 19:25
                    A może to Twój normalny stan? Może wystarczy wziąć urlop, odpocząć. Wiesz, że
                    bardzo trudno dostrzec granicę. Z depresją jest łatwiej, po prostu się wie, że
                    jest dół...Napisz, co Cię niepokoi, jakie konkretnie objawy: nadmiar planów,
                    nadzwyczajna jasność umysłu, bezsenność (czasem strasznie za tym tęsknię, choć
                    wiem, że to ma krótkie nogi - jak każde kłamstwo).
                    Ja cały czas jestem z kolei trochę "pod kreską". Teraz biorę depakine, zyprexę
                    i (od niedawna) asentrę. Może to mnie trochę podciągnie. Chciałbym bardzo, żeby
                    to już nie wróciło - obojętnie, w którą stronę...
                    Pozdrawiam
                    Trzymaj normę
                    Miron17
                    • ne.la Re: hipomania 31.10.03, 21:18
                      Masz rację, że depresja jest łatwiejsza do "zdiagnozowania"...

                      To nie jest mój normalny stan (pamiętam go jeszcze, było inaczej...).
                      Bezsenność, niejedzenie, praca 24h (prawie) na dobę, angażowanie się we
                      wszystko ("kto to może zrobić?" - "ja, nie ma problemu", skutkujące robieniem
                      tysiąca rzeczy na raz), nadmierny perfekcjonizm (jeśli mam się wypowiedzieć na
                      jakiś temat czytam wszystkie dotyczące go książki), poczucie, że ma się coś w
                      rodzaju "misji", że nie mam prawa odpuścić i zrobić na pół gwizdka....

                      A potem przychodzi zjazd, depresja, i jestem do niczego: zostaję z podjętymi
                      zobowiązaniami, oczekiwaniami innych ludzi co do mojej osoby...

                      A propos: czy potrafisz może powiedzieć, dlaczego cykle stają się - a
                      przynajmniej tak mi się wydaje - coraz krótsze???

                      Też jak najserdeczniej Ci życzę powrotu do stanu, który by Cię
                      satysfakcjonował. Trzymaj się

                      • miron17 Re: hipomania 01.11.03, 18:45
                        Cześć
                        Może przydałby się jakiś neuroleptyk?
                        Co masz na myśli mówiąc o coraz krótszych cyklach? Czy epizody chorobowe są
                        coraz krótsze, czy remisje?
                        Muszę Ci powiedzieć, że dla mnie istosna jest taka prawidłowość: mam nawroty o
                        coraz słabszym nasileniu objawów (może dlatego, że moja Żona też choruje i b.
                        pilnie się obserwujemy, co powoduje szybszą reakcję na nawrót, a może dlatego,
                        że staramy się od razu dostać do szpitala - tam to przebiega dużo szybciej), za
                        to coraz trudniej (paradoksalnie) jest mi pogodzić się z chorobą, jestem już
                        nią zmęczony...
                        Trochę świadomie, a trochę z przymusu zrezygnowałem też z pracy wymagającej
                        silniejszego zaangażowania. Pracowałem w Wydziale Promocji pewnego urzędu
                        samorządowego, poprosiłem o przeniesienie i teraz obsługuję kserokopiarkę. To
                        daje pewien komfort (nie zostawiam rozpoczętych spraw kiedy mam nawrót), ale
                        nie sprzyja podnoszeniu własnego "ego".
                        Pozdrawiam
                        Miron
    • zakulina Re: Na dobry początek 01.11.03, 12:50
      Witajcie,
      Jestem zona 36-letniego faceta, u ktorego 3 tygodnie temu zdiagnozowano zespol
      hipomaniaklny z elementami psychotycznymi. Dostal zyprexe, ale przestal brac po
      4 dniach. Powiedzial, ze woli umrzec niz zyc na takich lekach i wyprowadzil sie
      do ojca. Jestesmy malzenstwem od 10 lat, naprawde dobrym malzenstwem...
      Wszystko zaczelo sie latem, malo spal, angazowal sie w sto rzeczy na raz,
      postanowil przejac przedsiebiorstwo w ktorym pracuje, wygryzc prezesow, potem
      zaczal olewac prace bo dostal znak, ze wygra w lotto, byl tego absolutnie
      pewny.... Zakladal fundacje, pomagal calemu swiatu... w najwyzszej fazie manii
      postanowil odejsc ode mnie - bo poznal przez internet kobiete, ktora jest jego
      przeznaczeniem... Kobieta byla troche zaskoczona, ma meza i dziecko i nie
      zamierza sie wyprowadzic z domu, ani nawet byc jego kochanka, trzy czwarte
      romansu bylo wyssane z palca przez mojego meza... Teraz mieszka u swojego ojca,
      nie interesuje go ani ja ani tamta kobieta, leczyc sie nie zamierza... bylismy
      jeszcze u dwoch psychiatrow, kazdy potwierdzal diagnoze - jeden powiedzial, ze
      to za mocne na hipomanie i jest to normalna stuprocentowa mania... Jego wujek
      (brat matki) powiesil sie w tym wieku, wiec boje sie, ze i tutaj moze byc
      zle... Rodzina wspiera go totalnie, mowiac, ze nic mu nie jest (bo chory
      psychicznie to taki, ktory lata z siekiera). Pisze do Was, bo jestem
      bezradna... Bardzo go kocham... Ale nie chodzi tu o moje uczucia, martwie sie,
      co bedzie dalej. Czy mam czekac na epizod depresji, bo moze wtedy zechce sie
      leczyc? Czy jest cos, co moge zrobic? Chce przy nim stac, bez wzgledu na
      wszystko... Teraz, z tego co widze, mania nieco mija (choc tydzien temu zglosil
      sie do pracy na stanowisku sekretarza ambasadora, bez zadnego doswiadczenia,
      wyksztalcenia czy kwalifikacji w tym kierunku). Ale moze po prostu trudniej mi
      zauwazyc, co sie dzieje, bo jestem dalej i widuje go tylko co drugi dzien,
      godzine czy dwie? On chce rozwodu i jest z siebie bardzo dumny, ze podjal taka
      meska decyzje... Zachowuje sie troche jak 15-latek uciekajacy z domu. Nie pisze
      tego zeby go krytykowac, tylko zeby Wam pokazac, co sie dzieje... I zapytac, co
      mi radzicie. Na pewno znacie te chorobe lepiej niz ja!!!
      • miron17 Re: Na dobry początek 01.11.03, 17:53
        Droga Zakulino
        Naprawdę, nie wiem, co Ci doradzić. To, co opisałaś, to rzeczywiście wygląda na
        epizod manii, bardzo silny. Po nim należy się liczyć z adekwatnie silną
        depresją, być może długotrwałą. Wiem, bo sam przez to przeszedłem.
        Cieszę się, że piszesz, że chcesz trwać przy swoim mężu. On niedługo będzie
        tego bardzo potrzebował. Będzie rozpamiętywał to wszystko, czego "dokonał" w
        fazie manii i będzie mu z tym bardzo ciężko.
        Stan, który opisujesz, kwalifikuje się do leczenia szpitalnego. On może
        zagrażać sobie!
        Nie należy się obawiać szpitala, tylko postarać się nawiązać kontakt z dobrą
        kliniką (szpitale psychiatryczne bywają okropne). On teraz, sądząc z tego, co
        piszesz, na pewno się nie zgodzi. Trudno też doradzać Ci, abyś używała jakichś
        podstępów czy siły, bo później może mieć do Ciebie żal. Ale warto skontaktować
        się ze specjalistą z dobrej kliniki, żeby w momencie, kiedy to będzie możliwe,
        mógł od razu położyć się w szpitalu.
        Próbuj jakoś Go nakłaniać do zażywania leków, a najlepiej na szpital. Nie wiem,
        skąd piszesz ani jaka jest Twoja sytuacja materialna, ale staraj się za wszelką
        cenę znaleźć dobry szpital, taki, po którym nie będzie miał przykrych
        wspomnień. Są takie, uwierz mi!
        Nie wiem, na ile to, co napisałem, będzie Ci pomocne. W każdym razie życzę Ci
        wytrwałości.
        Jeszcze jedno: powinnaś i Ty skontaktować się z jakimś psychologiem-terapeutą,
        który najlepiej doradzi Ci, co zrobić w tej konkretnej sytuacji. I nie poddawaj
        się: skoro tak bardzo Go kochasz, jako zdrowy człowiek musi być wspaniałym
        facetem...
        Pozdrawiam
        Miron17
        • zakulina Re: Na dobry początek 01.11.03, 19:50
          Strasznie Ci dziekuje, Mironie, za wszystko co napisales. Poruszam sie calkiem
          po omacku, szukam nerwowo informacji i kazdy skrawek wiedzy jest na miare
          zlota. Dzieki!!! Pewnie jeszcze nie raz bede Ci zawracac glowe swoimi
          pytaniami. Jesli mozesz polecic jakas klinike, z ktora masz dobre
          doswiadczenia, albo dobrego lekarza, bede wdzieczna. Nie wiem oczywiscie, w
          jakiej czesci kraju mieszkasz... Ja jestem z Warszawy i naprawde pieniadze,
          oczywiscie do pewnego stopnia, nie graja tu roli. Nie w tym sensie, ze jestem
          milionerka, ale na szczescie zarabiam w miare dobrze i stac mnie na prywatne
          leczenie, dobre leki itp, oczywiscie kosztem pewnych wyrzeczen - ale chce
          zapewnic mojemu mezowi to, co najlepsze w tej sytuacji. Byle tylko chcial z
          tego skorzystac...
          Wczoraj bylam sama u lekarza, ktory jest jednoczesnie psychologiem i
          psychoterapeuta, doswiadczonym w pracy z ta choroba... Chcialam, zeby ktos
          spojrzal na to z obu perspektyw, bo maz odwiedzil tydzien temu znajoma ktora
          skonczyla psychologie i ktora kompletnie zbagatelizowala problem i powiedziala,
          ze to wszystko na pewno moj wymysl... Ten lekarz oczywiscie sprawy nie
          bagatelizowal, namawial mnie na zlozenie sprawy do sadu o przymusowe
          leczenie... poprzednia lekarka tez mnie na to namawiala... ale wciaz sie waham,
          bo wiem, ze to bedzie ciezka wojna, po ktorej moj maz pewnie mnie znienawidzi.
          Wolalabym, zeby sam jakims cudem zrozumial, ze jest chory... Ale pewnie
          faktycznie trzeba czekac na depresje... Bo na razie slysze caly czas, ze jest
          calkowicie zdrowy a ja chce "zabic jego psychike".
          Wiesz, bardzo wazne jest dla mnie Twoje "nie poddawaj sie" - wszyscy radza po
          prostu, zeby zapomniec, olac, ze skoro nie chce sie leczyc to jego problem, a
          ja jestem mloda i uloze sobie zycie, ze generalnie nalezy sie cieszyc, ze mam
          go z glowy... Ciesze sie, ze jest ktos, kto nie namawia mnie do tego samego,
          kto rozumie. Dzieki! Moj maz to naprawde cudowny facet i dlatego teraz, kiedy
          slysze, ze w ciagu minuty przestal mnie kochac, ze jestem dla niego "jak
          peknieta szyba", i ze nigdy nie byl szczesliwy, i mnostwo innych zlych slow,
          powtarzam sobie, ze to choroba... Ze potem, kiedy sobie z tym poradzimy,
          zajmiemy sie naszym malzenstwem, pewnie terapia... ale teraz najwazniejszy jest
          on i jego zdrowie. Wiem, ze nigdy juz nie bedzie tak samo, i ze zycie z ta
          choroba nie jest latwe, ale wiem tez, ze warto o niego walczyc...
          Dziekuje Ci, Mironie, i to bardzo!
          • miron17 Re: Na dobry początek 01.11.03, 20:30
            Witaj.
            Cieszę się, że mogłem być pomocny.
            Jeśli chodzi o szpital, to ja mam b. dobre doświadczenia z Kliniką Collegium
            Medicum UJ w krakowie. Kieruje nią prof. Andrzej Zięba. Ostatnio leczyłem się
            na oddziale dr Dominiki Dudek. Myślę jednak, że w Warszawie z pewnością
            znajdziesz świetnych specjalistów. Spróbuj też na forum gazety "depresje", tam
            ludzie wymieniają się uwagami na temat psychiatrów.
            Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście mąż znienawidziłby Cię po przymusowej
            hospitalizacji. Nigdy nikt nie zmuszał mnie do leczenia, więc nie wiem, jak to
            jest. Tę decyzję musisz podjąć sama, biorąc pod uwagę Jego charakter (ten z
            okresu zdrowia, rzecz jasna). Jeśli zdecydujesz się czekać na depresję, uważam,
            że powinienem Cię ostrzec: może się zdarzyć próba samobójcza. Staraj się nie
            zostawić Go samemu sobie, żeby wiedział, że może na Ciebie liczyć.
            Imponujesz mi swoją determinacją. Jak zapewne wiesz, moja żona również choruje
            i dzięki temu rozumie mnie doskonale (i vice versa). Myśleliśmy, że niemożliwy
            jest taki układ w sytuacji, kiedy jedno z małżonków jest chore, a drugie
            zdrowe. Pary, które spotykaliśmy do tej pory, miały problemy małżeńskie. Ludzie
            się rozwodzili, porzucali, szykanowali. Tym bardziej Cię podziwiam.
            Nie przejmuj się, że teraz On twierdzi, że Cię nie kocha. Jeśli nie mieliście
            wcześniej jakichś poważnych problemów, to zapewne wynik choroby.
            Powodzenia
            Miron17
            • zakulina dzieki! 02.11.03, 13:25
              I znowu musze Ci podziekowac. Czuje sie od wczoraj o wiele, wiele lepiej, od
              kiedy znalazlam to forum. Przez ostatnie tygodnie czulam sie jak na bezludnej
              wyspie, na ktorej wszyscy powtarzali "Ciesz sie, ze sobie poszedl, po co ci
              zycie z chorym" i robili co mogli, zeby zniechecic mnie do walki. Teraz czuje
              sie tak, jakbym znow zaczela oddychac. Tak sie ciesze, ze zalozyles to forum,
              naprawde. Tak sie ciesze, ze jest ktos, kto mnie wspiera w tej walce zamiast
              zniechecac. A z drugiej strony, czytanie Waszych postow pomaga mi zrozumiec,
              jak to jest, jak on sie czuje - i co moze sie stac potem. Wcale nie chce czekac
              na depresje, wiem, ze to moze sie tragicznie skonczyc, ze po glebokiej manii
              depresja moze byc rownie gleboka... W srode maz przeprowadza sie na kilka dni
              do mnie, bo moja mama wyjezdza i zostaje sama w duzym, pustym domu - wie, ze
              zawsze sie balam spac tu sama, wiec sam zaproponowal, ze sie wprowadzi. Uznalam
              to za dobry znak... Bedzie u mnie piec dni, postaram sie je dobrze
              wykorzystac... W tym czasie idziemy tez do psychiatry, ktory spodobal mu sie
              przy pierwszym spotkaniu (psychiatra wiedzial ode mnie, ze poprzednie wizyty u
              lekarzy skonczyly sie fiaskiem, odstawieniem lekow a przedtem chowaniem ich pod
              jezyk, no i wyprowadzka z domu, wiec nie namawial go za mocno na leki,
              sugerowal tylko ze "bylyby pomocne" i staral sie zdobyc jego zaufanie)... Moze
              to bedzie jakis krok w dobrym kierunku? Jesli nie, jesli wszystko zawiedzie,
              zamierzam go "zaszantazowac". Nie wiem, czy to dobry pomysl, ale zamierzam
              powiedziec, ze mam diagnozy czterech lekarzy, i ze wszyscy ci lekarze namawiaja
              mnie do zlozenia papierow do sadu, i mowia, ze mam wlasciwie sto procent
              pewnosci, ze sad wyda orzeczenie o przymusowym leczeniu... Ze nie chce tego
              robic, ale musze walczyc o jego zdrowie a moze i zycie, wiec - jesli chce tego
              uniknac - natychmiast zaczyna brac leki i wprowadza sie z powrotem do domu,
              zebym mogla to kontrolowac. Potem, gdy jego stan sie ustabilizuje i psychiatra
              uzna, ze juz na to czas, zajmiemy sie naszym malzenstwem i tym, co z nim
              zrobic, z pomoca psychoterapii. Ale na razie on musi zaczac sie leczyc. Jesli
              po tym wszystkim uzna, ze mnie nie kocha i chce odejsc, nie bede go
              zatrzymywac, nie mam przeciez takiej mocy. Ale na razie musi zaczac leczenie.
              Jesli nie, ide do sadu.
              Nie wiem, czy to dobry pomysl... Ale nie chce czekac, az sie powiesi, jak jego
              wujek. Jesli nie uda sie inaczej, sprobuje tak.
              A na razie, poki jest u swojego taty, staram sie po prostu miec z nim regularny
              kontakt... wymieniac sms-y, dzwonic, tak zeby nie czul za bardzo nacisku, ale
              zebym ja wiedziala, co sie dzieje... oczywiscie nie wiem wszystkiego, teraz
              latwiej mu ukrywac nastroje, ale mimo wszystko... Wychodze ze skory zeby
              znajdowac preteksty do spotkan, on na szczescie sie nie opiera, przyjezdza po
              mnie do pracy, odwozi do domu, dzis wieczorem odwiedzi mnie na dwie czy trzy
              godziny... Za kazdym razem mowie mu, ze tu jestem, i ze gdyby tylko
              potrzebowal... prosze, zeby o tym pamietal... Chce zeby wiedzial, tak jak
              napisales, ze ma we mnie wsparcie. Staram sie tez wyjsc poza "drapanie ran" i
              rozmowy o lekarzach i o tym, ze on mnie nie kocha (co bardzo lubi teraz
              powtarzac), staram sie zostac jego przyjacielem, w pewnym sensie od nowa,
              rozmawiac o tym, co lubi, co go cieszy, jakie ma plany... Tak jakbysmy sie
              zapoznawali po raz drugi. Jemu taki uklad poznawania sie i kumplowania dosc sie
              podoba i jest sklonny sie w to "bawic", a dla mnie to szansa na rozmowe i na
              zrozumienie chociaz troche jego emocji w danej chwili, tego w jakim jest
              nastroju danego dnia.
              Mam jeszcze jedno pytanie: jak wyglada przechodzenie z fazy manii do depresji?
              Wiem, ze pewnie u kazdego inaczej, i ze czasami po srodku jest remisja, ale
              chce to jakos choc troche zrozumiec... Czy to jest proces, stopniowy,
              wdzierania sie stanow depresyjnych w te maniakalne, czy jakos raptownie manii
              juz nie ma? Obserwuje go jak moge, manii jest chyba troche mniej niz bylo... i
              nie wiem, czego szukac, czym sie niepokoic, jak to zwykle przebiega...
              Dzieki jeszcze raz za to forum, i za wszystko, co do mnie napisales! To
              naprawde niesamowita ulga...
            • zakulina Re: Na dobry początek 02.11.03, 23:20
              Wlasnie mi sie troche odechcialo wszystkiego... Maz mnie odwiedzil wieczorem,
              przejrzalam mu komorke, wciaz pisze do tej dziewczyny poznanej przez internet.
              Wypisuje jej wyznania, marzenia o tym, jak beda razem zasypiali... Od niej byl
              tylko sms "Czy juz spisz kochanie?", od niego setka wyznan w jej kierunku. Ona
              ma swoja rodzine, z ktorej nie zamierza zrezygnowac... Wie zreszta ode mnie o
              jego chorobie, i od niego pewnie tez, ale uwaza, ze to moj wymysl. I wszystkie
              diagnozy sie nie licza. Tyle, ze ona z niczego nie rezygnuje, ma swoj maly
              romansik internetowo-sms'owy...
              Troche to nie na temat, wiem, ale to wszystko dzieje sie w fazie manii...
              Nic mu dzis nie powiedzialam, ze wiem, zacisnelam zeby... Mysle, zeby zadzwonic
              do jej meza... Ale wlasciwie sama nie wiem, dwie sprawy mi sie nakladaja,
              romans (w duzej mierze wymyslony ale jednak) i choroba...
              • miron17 Re: Na dobry początek 03.11.03, 10:01
                Naprawdeę, nie wiem, co Ci doradzić. Sama musisz rozwiązać ten problem. Pisz,
                co dalej z tego wyniknie. Postaram się wspierać Cię w tych trudnych chwilach.
                Pozdrawiam
                Miron
                • zakulina Re: Na dobry początek 03.11.03, 10:23
                  Dzieki... Chce poczekac do piatku, do spotkania z lekarzem, tym, ktoremu maz
                  ufa... skoro wciaz chce tam isc... Chce do piatku udawac, ze nie widzialam tych
                  sms-ow, chociaz nie wiem, czy mi sie uda. Przykro mi, bo ta kobieta wie o jego
                  chorobie i nie przejmuje sie tym zupelnie, nie przejmuje sie tez nim wlasciwie,
                  nie chce nawet romansu, tylko tych sms-ow i maili, dzieki ktorym jej nudna
                  codziennosc jest troche mniej nudna.
                  Po piatku, jesli wizyta u lekarza znow skonczy sie niczym, chyba jednak uciekne
                  sie do szantazu, o ktorym pisalam w poprzednim poscie. Albo zaczyna brac leki
                  albo ide do sadu. Nie widze innego wyjscia. Te jego sms-y do niej strasznie
                  bola, ale wiem, ze nie wolno mi uniesc sie ambicja i wypuscic go z rak... bo
                  moze sie to dla niego kiepsko skonczyc, niestety. gdyby to byl tylko romans,
                  sprawa bylaby prosta. Ale tu nie ma prawdziwego romansu, jest za to prawdziwa
                  choroba... Wiec sprawa prosta nie jest. I bede walczyc o jego leczenie, dopoki
                  starczy mi sily.
                  Dzieki za wsparcie.
                  • miron17 Re: Na dobry początek 03.11.03, 12:21
                    Trzymaj się!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka