Dodaj do ulubionych

cos optymistycznego

05.02.09, 16:29
Witam wszystkich piszacych,

Czytam to forum juz od dluzszego czasu i zauwazylam , ze wiekszosc
watkow jest dosc przygnebiajaca. Ja zachorowalam w wieku 19 lat, na
poczatku choroba nie zostala zdiagnozowana. Szybko jednak
depresja ‘przeszla’ w manie, a wtedy trafilam do szpitala.
Przebywalam tam 4 msc. Teraz z perspektywy czasu mysle, ze szpital
to bylo jedyne dobre wyjscie. Choroba zostala tam zdiagnozowana, a
leki dobrane, choc z tym tez byly problemy. Teraz mam juz 28 lat,
nigdy wiecej nie bylam w szpitalu, caly czas biore Topiramat
(Topamax). Nigdy wiecej od tamtego czasu nie czulam sie skrajnie
zle, ani nieziemsko dobrze. Nie mysle o sobie w kategorii osoby
chorej, w ogole o tym nie mysle, czasmi mam jakies ‘szpitalne
wspomnienia’ lub sny, albo przypominam sobie o wszystkich
szalenstwach ktore robilam w manii, depresjii nie wspominam. Teraz
juz to wszytsko akceptuje. Mysle, ze jestem szczesliwa, na pewno
bywamJ Mieszkam z osoba na ktorej mi zalezy, ktora akceptuje moja
chorobe. Czasem sie boje , ze ona znowu wroci, ale teraz juz wiem ,
jak sie przed nia bronic. Czego Wam wszystkim zycze. Pozdrawiam,
Magda
Obserwuj wątek
    • poetkam Re: cos optymistycznego 05.02.09, 16:55
      Bardzo Ci dziękuję za ten wpis...smile
      Wpadaj do nas częściej
    • beatrix-kiddo Re: cos optymistycznego 05.02.09, 16:57
      Ja też stabilizuję się Topamaxem (200 mg na dobę). Kiedyś wpadałam na
      "wspaniały" pomysł, że zupełnie mnie nie buja, więc stabilizator mi niepotrzebny
      i odstawiłam. Zaczęłam wtedy jeździć jak na karuzeli, od doła do hipomanii i to
      w rapid cycling. Upewniłam się dzięki temu, że jednak niestety mam ChAD. No i
      grzecznie wróciłam do Topamaxu.
      I serdecznie współczuję mojej przyjaciółce, która była zmuszona - kiedy byłam w
      hipo - wysłuchiwać moich produkcji wokalnych przez telefon - bo śpiewałam jej
      tzw. produkcje własne. Biedna kobieta, i ona to zniosła.... (o innych akcjach
      pozwolę sobie zmilczeć).
    • kobieta_prowincjonalna Re: cos optymistycznego 05.02.09, 19:39
      Jak miło. Dajesz Kobieto namacalną nadzieję smile

      Ja czasem sobie myślę, ile bym dała, by 20 lat temu – po mojej
      próbie samobójczej – rodzice zamiast załatwić mi uniknięcie
      spotkania z psychiatrą (bo wystarczającym wstydem dla rodziny było
      to co ośmieliłam się zrobić) – pomyśleli o leczeniu swojego jedynego
      dziecka… Tyle lat się męczyłam i myślałam , że jestem
      nieprzystosowana… Teraz też się jeszcze (!) męczę, ale już wiem, że
      jestem tylko (!) chora smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka