Najpierw krótko o mnie-mam kryzys macierzyński, jestem bardzo znużona i
zniecierpliwiona absolutnym brakiem czasu dla siebie. I mniejsza ze mną, ale
niestety zaczyna sie to odbijać na moim stosunku do męża i syna. Szukam
sposobu, aby mieć kilka godzin dla siebie. Teraz o Rochu-syn ma lekkie MPD,
ale porusza sie samodzielnie, bawi z dziećmi. Zrobi wiekszośc rzeczy które
robią rówieśnicy, lecz niektóre, np.wymagajace precyzyjnej pracy rąk wolniej
albo w ogóle.Miesiąc temu Roch poszedł do integracyjnego żłobka, hmm.., trudno
powiedzieć poszedł bo siedzę tam razem z nim, inaczej ryczy.Niestey znów musze
rezygnować w fajnych zleceń, dzięki którym mogłabym wrócic na rynek pracy.Nie
powiem, że to pomaga mi w walce z narastającą frustracją

W tym żłobku
(montessori)nie zostawia sie płaczących dzieci, tylko jest metoda stopniowego
odstawiania od rodziców. Siedzi sie z dzieckiem, potem wychodzi na dłuzej i
dłużej az osiąga się te upragnione 5 godzin. Roch po dwóch tygodniach
siedzenia z nim zostawał już na 2 godz ale po chorobie absolutnie nie
chciał.Czy po kazdej chorobie bedę musiała z nim tam siedzieć? Cholera, ale on
bedzie często chory, wiec tak na prawde jawi mi sie to jako siedzenie z
dzieckiem w złobku albo w domu i płacenie za to 780 zł. miesięcznie.Nie wiecie
jak to jest? Czy mija?
I dalej-wydaje mi sie, że syn jest intelektualnie nieco bardziej rozwiniety od
dzieci ze swojej grupy. Nie ma z kim pogadać. Panie twierdzą że niektóre
dzieci jeszcze nie przyszły a sa na poziomie Rocha, ale jest ich dwoje, i jak
bedą chore to synek nadal nie bedzie mieć z kim rozmawiać, bo półtoraroczne
szkraby go nie interesują.I po trzecie-system montessorii jest genialny, ale
np. zabawki, czy jak to panie nazywaja "pomoce" zupełnie nie interesują Rocha.
To mądre i edukacyjne przedmioty, ale syn kocha samochody, zabawki
mechaniczne, a nie drewniane układanki czy drewniane domki.Niestety

I przez
to wszystko czasem mam wrażenie, że on się tam po prostu nudzi i niczym nie
zajety chce do mamy, bo w tym wypadku mama jest bardziej interesujaca.No i
ostatnie zapytanie-czy dziecko wychowywane w żłobku i potem przedszkolu
montessorii, czy innym dobrym, dbajacym o poszczególe osóbki miejscu radzi
sobie w zwykłej, państwowej podstawówce?
A czy posyłanie dziecko do żłobka czy przedszkola w wieku 2.5 roku to nie za
wcześnie? Babcie mi tu gadaja, że za wcześnie i gdzieś tam między słowami
czuje naganę, że jaka ze mnie mama, jeśli miewam dosyć własnego dziecka. One
niestety pomc nie mogą, jedna mieszka w Rzeszowie, druga ma dużo obowiązków i
może zajac się małym czasem, a mi chodzi o pewną systematyczność.O prace. A że
pracuje w domu niania przychodząca też odpada, bo synio i tak siedziałby mi na
głowie.
W przyszłym tygodniu mam umówione dwa spotkania w zwykłych przedszkolach,
niestety pryw. ale nie wiem, czy to ma sens.Jakoś mi sie wydaje, że tak, ale
już się wole na nic nie nastawiać.
Jestem podłamana, inaczej sobie wyobrażałam tą jesień.
Ratujcie