Witajcie,
chcialam napisac kilka słów na temat mojego synka, który dziś konczy
roczek. Nasza przygoda zaczęła się na dobre w Wigilie, bo wtedy pierwszy
raz go zobaczyłam. Byłam chyba wtedy fizycznie i psychicznie słabsza od
niego..
Urodził sie na początku 31 tyg.z wagą 1720 i 4,3,6 punktami, wylewami 2
st., potem zapalenia pluc, sepsa, jakies problemy z trawieniem, z
nerkami..Płuca byly rozwinięte na 25 hbd, dlatego nie obeszło się bez tego
całego wspomagania oddechowego.
Lacznie w szpitalu był 5 tyg, wszyscy mi powtarzali, ze za rok bede miala
najpiekniejsze swieta..z synkiem. Dzis w jego urodziny niestety nabawilam
sie grypy jelitowej i powstrzymuje sie przed haftowaniem, mały zalicza
jakas mega alergie, ale jest, zyje..To byl najpiekniejszy i najtrudniejszy
rok w moim zyciu. Nigdy wczesniej nie płakałam tyle, co przez ten rok,
nigdy nie mialam depresji ani nerwicy..niestety to przyszło na mnie, bo
moja mała głowka nie radzi sobie z niektorymi problemikami Symeonka.
Jak wiecie Symis ma problem z jedzeniem, z brakiem apetytu, z przeczulica,
trafilismy w koncu do logopedy, ciezka praca przed nami..
Karmienie koszmar, maly w tym miesiacy schudł 100gr, zjada ok 500 kcal na
dobe a powinien dwa razy tyle..ciezko mi z tym..
ale są tez cudowne rzeczy..mały staje juz przy meblach, robi kroczki, mowi
tata i łała na mamę, cos tam po swojego nawija, jest kontaktowy,
usmiechniety, energia tryska z niego. I jest najpiekniejszy na swiecie

Duzo by pisac, ale jelitowka daje sie we znaki

Mam nadzieje, ze nowy rok przyniesie ulgę w temacie karmienia, ze moj
synek bedzie zdrowy neurologicznie, ze bede mogła w koncu cieszyc sie tym,
ze jest..
Kocham go bardzo!