Cześć, bardzo dawno temu (jakies trzy lata temu) trochę tu z Wami
pobyłam, ale mało się udzielałam i pewnie nikt mnie nie pamięta. Mam
jednak nadzieję, że nie odmówicie mi porady...
Mój syn poszedł we wrześniu do przedszkola. Do publicznego, jako
trzylatek. Urodził się w 35 tc, więc nie było to skrajne
wcześniactwo, ale miał hipotrofię, nie ominął nas respirator,
retinopatia, wylewy, wzmożone napięcie mięśniowe i program wczesnej
interwencji. Kiedy skończył rok, wypisano go z programu, "wyrównał
się" i wszystko było ok. No i niby nadal jest, ale właśnie to
przedszkole...
Problem nie w tym, że płacze - płakał przez pierwsze 2 miesiące,
potem wreszcie odkrył, że jednak przychodzę po niego, jak obiecuję,
i przestał robić poranne problemy. Po południu odbieram go
zadowolonego, rozgadanego, nauczył się wielu piosenek, wierszyków,
angielskich słówek, no trudno się do czegoś przyczepić. Problem w
tym, że Kacper gryzie dzieci. Kiedy się wkurzy, zestresuje, ktoś go
uderzy - on gryzie. To jakiś koszmar jest. Rodzice pogryzionych
dzieci się wściekają (i wcale im się nie dziwię

), nasza
wychowawczyni stara się być wyrozumiała i wspierać nas, ale ja już
nie wyrabiam psychicznie. Próbowaliśmy wszystkiego, ja najpierw
próbowałam tłumaczyć, bywało że puszczały mi nerwy i wyłam, doszło
do tego, że w drodze do przedszkola miałam ataki rzetelnej paniki -
bałam się tego, że znowu usłyszę "niestety dzisiaj znowu...".
Byliśmy u dwóch psychologów. Każda stwierdziła, że choć to
oczywiście mało akceptowane zachowanie, ale jednak zdarza się i że z
tego wyrośnie! Ale ja tego nie wytrzymam, boję się, że komuś w końcu
zrobi krzywdę, na razie kończy się na siniakach, ale kto wie?? Poza
tym okropnie się martwię, bo widzę, że jest jakiś problem, tylko nie
wiem, jaki! Bywa, że słyszę, że ugryzł bez powodu, ale potem w domu
jednak się okazuje, że powód był, tylko panie go nie dostrzegły. Mój
syn wie, że źle robi, zawsze potem płacze, jest skruszony,
przeprasza, obiecuje, że już nigdy, nawet ostatnio powiedział mi, że
może byśmy znowu poszli do pani psycholog, żeby już nie gryzł...
Widzę, że nad tym kompletnie nie panuje, a ja nie wiem, co robić!!
Teraz choruje, od końca grudnia jest w domu, bo najpierw miał
krztusiec, a teraz anginę, ale za tydzien prawdopodobnie wróci do
przedszkola, a ja nie śpię po nocach myśląc o tym, że znowu się
zacznie... Zastanawiałam się nad zmianą przedszkola na jakieś, gdzie
będą mniejsze grupy, bo rozważałam, czy przypadkiem ta agresja nie
wynika z nieumiejętności radzenia sobie w dużej grupie, w warunkach
hałasu itd., ale psycholożki twierdzą, że taka zmiana będzie dla
niego kolejnym stresem i żeby tego nie robić. Co robić? Nikt u niego
nie stwierdził nadpobudliwości, co mnie trochę dziwi, bo jest
straszliwie żywym dzieckiem, skaczącym, biegającym, dość nerwowym,
ale potrafi się skupić - uwielbia, jak mu się czyta, potrafi
siedzieć jak zaczarowany i słuchać bez końca. Panie psycholożki
powiedziały, że ma kłopoty z rozwojem społecznym, ale że musi
dojrzeć i najlepiej, jak dorośnie w grupie rówieśników właśnie, że
jeżeli będziemy go izolować, zabierając z przedszkola, te problemy
potem pojawią się w szkole... Tyle że to dorastanie wiąże się z
ogromnym stresem dla nas wszystkich, nie wyłączając tych
nieszczęsnych pogryzionych. Powiedzcie, może macie jakieś pomysły?
Bo ja szukam pomocy od dłuższego czasu i nic nie mogę znaleźć. Może
znacie jakieś terapie, jakieś zabawy, coś, co by przyspieszyło ten
rozwój społeczny i pomogło nam przestawić syna na jakąs inną formę
wyrażania złości?? Od razu powiem, że wszelkie próby tłumaczenia
typu "jak jesteś zły to tupnij nogą" albo "jak Ci ktoś coś zrobi to
powiedz Pani" na nic się zdały, w chwilach emocji on po prostu nad
tym nie panuje, a ja nie wiem co robić, jak mu pomóc.
Proszę, pomóżcie, ten problem mnie przerasta...