Witajcie,
u nas nadszedł czas na ataki furii

Zaczęło się jakiś tydzień temu, kiedy mały jadąc w aucie chciał smoczkje,
ktorego nie było i zaczął się strasznie rzucać w krzesełku i walić głową,
probował nawet walnąc w szybę, darł się i wymuszał rzygi. Od tamtej pory
zdarza się to bardzo często przy byle okazji. W domu nie jest az tak
drastycznie, bo mozna mu szybko dac jakas zabawkę i go udobruchać.
Najgorsze ejst to, ze go wkurza kazda pierdoła, np. bawi się kluczami i mu
spadną, dostaje szału, rzuca sie po podłodze i piszczy, nie moze trafic
nakrętką na butelkę, to samo, pokazuje cos, ja nie wiem co on chce, a ten
juz nerwy i mnie kopie. Potrafi tak dosłownie co kilka minut. Do tej pory
byl dzieckiem, ktore prawie nie płakało. Wczoraj zrobil nam scene w
sklepie, wsadzilismy go do autka bujanego, a po wyciągnięciu dostał
takiego ataku, ze mąż nie mógł go utrzymac na rękach, wił sie i darł,
probowal rozbic sobie głowę, kaszlał i wymuszał rzyganie, nie wiedzielismy
jak zareagowac, ludziska sie gapili, wsadzilismy siłą w wozek i dyla do
domu, mały darl sie tak ok 15 min, dopiero jak go mąż wziął na ręce to po
ok 5 min sie uspokoił i jak gdyby nigdy nic. Co to jest, czy to bunt
dwulatka? Jak sie zachowac? Jutro mam kontrole u neurologa to podpytam,
ale nie chce sie jakos nakręcac i dolowac, bo i tak mam sporo na głowie,
wole wierzyc, ze to nie jest wynik wczesnictwa, tylko charakterek, a Wy
jak sądzicie?