Jesteśmy juz z wami jakiś czas, ale w zasadzie sie nie przedstawiliśmy.
Opisywałam już naszą historię wcześniej i mam gotowy tekst, który pozwalam
sobie wam przytoczyć

))
łatwiej mi będzie wkleić tekst , niz wszystko od poczatku pisać.
Pozdrawiamy
Basia i Jaś26.05.2003
Jest piękna wiosna, właśnie otworzyliśmy swój pierwszy interes- maleńki bar
na wsi gdzie od niedawna mieszkamy. Jacy jesteśmy dorośli! Skończyliśmy
studia. Została tylko obrona pracy- juz niedługo. Dwoje bezrobotnych
magistrów inżynierów

Śmiesznie jakoś. Myslałam, że studia nigdy się nie
skończą a tu proszę- po wszystkim. Interes nawet nieźle idzie. Jestem trochę
przemęczona ale to normalne- nie dosypiam, nie dojadam, pracujemy pełną parą.
Okres mi się spóźnia już prawie dwa tygodnie ale to też pewnie konsekwencja
wariackiego trybu życia. Dla żartu robię test ciążowy i... dwie kreski to
chyba oznacza negatywny wynik testu? Matko Jedyna!!! Jestem w ciąży. Robię
drugi test (pewnie tamten był przeterminowany albo zepsuty)- to samo. Ale
niespodzianka w Dniu Matki! Kamil prawie siada gdy oznajmiam, że będzie
musiał sprzedać baaaardzo dużo tego piwa. Przecież dzieci kosztują.
Tego dnia wie już cała rodzina. A nam przez cały dzień towarzyszą okrzyki: No
nareszcie! Cieszymy się bardzo, choć chyba jeszcze do nas nie dotarło, że
bedziemy rodzicami.
01.06.2003
Dzień Dziecka a ja trafiam do szpitala z niewielkimi plamieniami. CHolera co
ja mam z tymi datami! Badający mnie lekarz, choć bardzo uprzejmy, nie daje
dzidzi szans. Takie wczesne poronienia często się zdarzają, proszę się nie
martwić to nic takiego-mówi. Nie martwić się??? Leżę w maleńkiej obskórnej
salce sama i wyję. Nie mogę się powstrzymać. Po prostu przez trzy dni zalewam
się łzami i nie mogę o niczym innym myśleć. Nawet słowa otuchy wypowiadane
przez mojego cudownego męża nie przynoszą żadnego efektu. Dostaję duphaston i
cyklonaminę. Jestem załamana.
Przepadł termin obrony pracy magisterskiej. Dziekan żąda dowodów, że jestem w
szpitalu. Kamil prawie płacze. Po interwencji promotora udaje się przełożyć
obronę na wrzesień. Swoją drogą, dlaczego tacy bezduszni ludzie pracują na
uczelni? Nic mnie to nie obchodzi, mam ważniejsze problemy. Mogę się nawet
nigdy nie obronić.
5 dni później
Wychodzę ze szpitala na przepustkę. Już tu nie wrócę. Proszę się zgłosić za 2
tygodnie-mówi lekarz- zobaczymy czy zarodek już obumarł. Nienawidzę go.
Naprawdę. Dwa tygodnie! Jak ja to wytrzymam. Boże pomóż mi.
Dwa tygodnie później
Siedzimy z Kamilem przed pracownią USG. Razem z nami czeka z dziesięć kobiet.
Jakie mają piękne brzuchy! Ogromne. Jak cudownie wygląda taki brzuch! Czy ja
też taki będę miała? Kobiet szybko ubywa. Wychodzą wzruszone, szczęśliwe i
szybko znikają przytulane przez szczęśliwych tatusiów. Kamil kurczowo ściska
moją dłoń. Nasza kolej. Kamil nie chce wejść ze mną. Idę. Nogi mam jak z
waty. A może nie pójdę? Ucieknę. W gabinecie ciemno. - Zobaczymy co my tu
mamy...
Prosze pani to jest żywy dzidziuś!!! Lekarz nie ukrywa zdziwienia. - No
proszę, udało się nam. WAM się udało??? Nam się udało! Jemu się udało!
Płaczę. Wychodzę nie mówiąc nawet \"Do widzenia\" bo najnormalniej wzruszenie
odebrało mi głos. Kamil czeka na korytarzu. Widzi moje łzy a ja widzę, że
gaśnie. Łamiącym się głosem mówię- On tam jest, widziałam serduszko! Kamil
też płacze. Śmiejemy się na przemian i zawodzimy. I tylko ludzie na korytarzu
jakoś dziwnie na nas patrzą.
Czerwiec
W zwązku z niezbyt miłymi doświadczeniami z pobliskiego szpitala postanawiam,
że moją ciążę będzie prowadził mój przyszywany wujek- ginekolog, znajomy
moich rodziców. Wiąże się to niestety z wizytami kontrolnymi 320 km od mojego
miejsca zamieszkania. Trudno, znajomy to zawsze znajomy. Robię rutynowe
badania - wszystko jest ok.
Ciągle chce mi się spać. Zasypiam w 5 sekund! Wszędzie. Po prostu czuję, że
wtej chwili muszę się położyć natychmiast. Zrezygnowałam z leków
przeciwalergicznych. Strasznie się męczę ale co mi tam - jakoś przeżyję.
Prawie wogóle nie wychodze z domu aby uniknąć spotkania z moimi \"
ukochanymi\" pyłkami. a Kamil pracuje biedaczek.
Lipec
Toaleta stała się moim najlepszym kumplem niestety. Mdli mnie ciągle- od rana
do wieczora. Chyba się przekręcę. Nie mogę nic jeść. Gdy sąsiedzi rozpalają
grilla ja ścigam się z czasem w biegu do ubikacji

Ile to jeszcze może trwać? Mam nie za dobre wyniki bo oczywiście mięska nie
miałam w ustach od 2 miesięcy. Muszę się zacząć zmuszać jakoś. Dalej
przeważnie w domu chociaż spać już tyle nie muszę. Schudłam 6 kilo!
Lekarz uspokaja , każe jeść na co mam ochotę a ja niestety mam ochotę jedynie
na czekoladę i owoce. No i jem tylko czekoladę i owoce. Zaczynam odrabiać
wagowe straty

A Kamil pracuje biedaczek.
Sierpień
Kilka dni nad jeziorem dobrze mi zrobiło, zmusiłam się nawet do prawie
normalnego jedzenia no i jakimś cudem przeszły mi mdłości! Jakie życie jest
piękne! Pływam kilometrami, mam mnóstwo siły. Brzucha prawie nie widać.
Ludzie przestają wierzyć, że jestem w ciąży

Wyniki badań - super. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwa. Chodzę czasami do
Kamila do pracy ale za dużo ludzi tam pali więc wchodzę i wychodzę.
Wrzesień
Nareszcie mamy trochę czasu dla siebie. Ruch w barze trochę zamarł więc
jeździmy na grzyby, dużo spacerujemy. Jest cudownie! Czuję, że to będzie
dziewczynka. Chciałabym, żeby miała na imię Jagna ale Kamil trochę marudzi.
Wyniki badań w porządku ale skróciła się szyjka macicy więc muszę na siebie
uważać. Zapowiada się znowu leżenie- straszne. Maluch rośnie jak na drożdżach
a ja mam w końcu brzuszek! Maleńki co prawda ale już widać.
Pażdziernik
Boli mnie kręgosłup i coraz ciężej mi się ruszać. Przy każdym gwałtownym
ruchu brzuch robi się strasznie twardy. Trochę sie boję więc staram się
takich ruchów nie wykonywać. Jedziemy na kolejne badania. Niestety wiadomości
nie są dobre.Mam za mały brzuch. Szyjka macicy dalej się skraca a maluch ma
dysproporcje pomiędzy główką a resztą ciałka. Wogóle jest za malutki. Bo to
chłopiec jak się okazało. Nazywamy go Kubusiem, ładnie co?
Coraz bardziej się martwię. Kazano mi przyjechać za 3 tygodnie na USG.
Listopad
Jedziemy na badania. Podróż jest dość męcząca. Trudno mi wysiedzieć 4 godziny
w jednej pozycji więc robimy przystanki. W szpitalu robię kontrolne USG.
Niedobrze. Dysproporcje się powiększyły. Kubuś jest stanowczo za malutki wazy
około 800 gr a to już 29 tydzień ciąży. Strasznie się wystraszyłam. Znowu
jestem załamana. Kamil(kochany mój)pociesza mnie, że może się pomylili w
terminie porodu, że wszystko będzie dobrze. Ale niestety nic nie pomaga.
Jedna nowina- Kubuś jest jednak dziewczynką więc wracamy do wersji \"Jagna\".
Wracamy do domu. Po przejechaniu ok. 100 km odbieram telefon. Mój lekarz. \"
Basia wracaj, położymy cię do szpitala i przebadamy. Po co masz się
martwić.\" Teraz to już wyję. Ja w szpitalu 320 km od domu. Kamil musi wracać
do pracy. Mam się zgłosić na izbę przyjęć o 7.30 jutro. Jedziemy na zakupy.
Nic przecież ze sobą nie mam. Śpimy u mojego brata w nastrojach strasznych.
Rano jedziemy do szpitala. Idę na izbę przyjęć, Kamil czeka na oddziale.
Strasznie długo to trwa. W poczekalni jednak czas upływa szybko na
pogawędkach z innymi pacjentkami. Niewiele jest tych zdrowych, do porodu.
Raczej co pacjentka to problem. Jestem w końcu na oddziale. Na patologii
ciąży nie ma miejsc, więc kładą mnie na ginekologii. Kamil jedzie w końcu do
domu. Znowu ryczę. Całe życie udało mi się spędzić bez \"usług\" szpitala.
Teraz, w przeciągu ostatnich kilku miesięcy już drugi raz.
Od wczoraj nic nie jadłam ale czekam powinni mi chyba zrobić jakieś badania
więc nie mogę nic jeść. Na sali leżą jeszcze dwie dziewczyny mniej więcej w
moim wieku. Muszą być ze sobą zżyte. Ja na razie się nie odzywam. Położna
woła na badanie- idę. Po badaniu za