Dodaj do ulubionych

Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę...

04.02.14, 00:39
Piszę tego maila, płaczę i mam ochotę dać komuś w mordę... Tak raz fizycznie ulżyć sobie.
Mój pierwszoklasista już śpi. To jeden z takich momentów, kiedy matka wcześniaka łapię doła i może poryczeć sama do monitora, bo nikt lepiej jej nie zrozumie jak inne matki, które od początku walczyły o wszytko i modliły się o wszytko. O wszystkie najzwyczajniejsze sprawy - o każdy milimetr strawionego pokarmu, o każdy samodzielny oddech i o każde puk-puk serduszka.
Mój Wojtuś urodził się 8 lat temu jako wcześniak z 29 tyg. ciąży z wagą 880g. Doskonale wiecie, jakie były początki - oboje umieraliśmy i oboje walczyliśmy na początku o życie. On bo taka kruszynka ur z zamartwicy, a ja bo miałam HELLP. Przez to więź między nami jest silna.
Po wyjściu ze szpitala ścieżka przez specjalistów i walka o wszytko i zapobieganie wszystkiemu, czemu mogłam zapobiec. Nieustanne myślenie, co jeszcze można zrobić, co pomoże itp. Nieustanne wyprzedzanie faktów - terapia SI, praca z logopedą, moja praca, aby zmniejszyć potencjalne zagrożenie dysleksji, poprawić mowę i inne sprawności.
Wojtek pracuje też z panią psycholog, aby usprawniać to co można. O lekarzach nie wspomnę, bo to same doskonale znacie - te wizyty, ćwiczenia, kontrole... Generalnie nie jest źle, bo Wojtek wyrasta na mądrego chłopca, ale są takie momenty, że.... W przedszkolu jakoś udało mu się wejść w grupę, po bojach ale wreszcie zaskoczyło... zerówka w szkole była ok - zdecydowałam się na to, by powtórzył ją (raz był w przedszkolu a potem w szkole i to była dobra decyzja)... dorósł, dojrzał, nabrał jeszcze sił. Niestety szkoła tak podzieliła potem zerówki, że do jego pierwszej klasy trafiło tylko 3 dzieci z jego zerówki, w której miał kolegów i było nieźle. Niestety w nowej klasie nie potrafi się odnaleźć, bo spora część grupy izoluje go i mu dokucza. Tak, wiem - jest troszkę inny niż oni... tak ma pępek wystający, tak czasem choruje... tak potrafi mieć własne zdanie i sporo wie o świecie... tak, jest wrażliwy i trudno mu pogodzić się z porażką i nie zawsze zapanuje nad emocjami (potrafi okazać złość albo popłakać się). 7-latki potrafią być okrutne i dotknąć do żywego... Dziś wrócił do szkoły po 1,5 tyg. chorowania i znowu mu dokuczali. Siedzę, ryczę, jestem zła i obmyślam plan... Wiecie przychodzą czasem takie momenty, że człowiek musi się wypłakać albo dać komuś w mordę, aby dalej walczyć. Czasem myślę sobie, że kupię na Dzień Matki taki worek do boksowania i powieszę na strychu... a może tarcza z rzutkami będzie lepsza? Niestety nie mam osobowości kaczki i emocje nie spływają po mnie...

Mama Wojtusia lat 8 (29 tydz.), Karolci lat 4 (37 tydz.), Adasia Aniołka (24 tydz.) i Michałka 4 mc. (32 tydz - skubany zaplątał się w pępowinie, to chyba jakieś fatumsmile
Obserwuj wątek
    • melancho_lia Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 07:32
      Przytulam, mam syna w szkole (obecnie druga klasa), nie wczesniak, ale tez mu dokuczają. Po paru akcjach jakie odstawili jego koledzy tez miałam ochotę komuś natłuc. Na razie pomogła ostra reakcja nasza i szkoły oraz groźba powiadomienia policji następnym razem (to nie były takie"zwykłe" rówieśnicze przepychanki). Niestety jak już zdążyłam się przekonać, rodzice największych klasowych agresorów mają w dooopie co ich dziecko robi w szkole albo jawnie stwierdzają, ze "no przeciez nic takiego się nie stało". I to jest najsmutniejsze.
      Wspieraj syna, a jak dokuczanie się nie skończy powiadom nauczyciela, nawet dyrekcję, jesli reakcja nauczycielki nie wystarczy.
    • anias2000 Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 07:40
      Edyta, ja sama jestem nauczycielką młodszych dzieci i wiem dokładnie o czym piszesz. Szkoła to nie przedszkole, gdzie dzieciaki godzą się i kłócą non stop. Jeśli już upodobały sobie kogoś do dokuczania zwykle nie popuszczą. Samo nie minnie. Do tego dochodzi subiektywne odczucie dziecka, które takich "napaści " doświadcza i odbór nawet potencjalnie nautralnych komunikatów jako wrogich.
      Trzeba iść najzwyczajniej w świecie do wychowawcy, przedstawić sytuację - jak babsko nie widzi problemu to do pedagoga szkolnego.
      Ja jestem bardzo wdzięczna, kiedy rodzice przychodzą szybko z takimi problememi, bo tu trzeba kuć żelazo póki gorące. Takich wartości jak koleżeństwo i klasowa solidarność samemu się nie nabywa - ktoś musi ukierunkować.
      Trzeba szybko znaleść lidera całego zamieszania i działać indywidualnie. Dużo też będzie zależało od reakcji Twojego dziecka.
      Życzę powodzenia


      • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 08:00
        Aniu, fajna nauczycielka z Ciebie, aż miło czytać smile

        Autorko wątku: ja bym pogadała najpierw z psycholog dziecka, potem z psycholog/pedagog i wychowawczynia w szkole i ustaliła plan działania
    • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 12:12
      Dziewczyny - ja działam w tej sprawie i nie odpuszczam. Nauczycielkę ma bardzo fajną i mądrą. Niestety przez ostatni miesiąc chorowała. Wojtek pracuje z panią pedagog i panią reedukator w szkole raz w tyg., czyli w sumie 2 godz. Do tego moja stała praca (z wykszt. jestem polonistką) + 2 godz. z logopedą + metoda Johansena + 2 godz. z psychologiem w tyg. (prywatnie). Uparłam się, że sama nauczę moje dziecko czytać, że nie dopuszczę, aby zagrożenie dysleksją stało się realnym potworem - zwalczam w zarodkusmile Wcześniej woziłam go na inne indywid. zajęcia, jak np. SI. Znalazłam cudowne przedszkole i też woziliśmy go codziennie, tracąc w sumie na dojazdy czas, ale było warto. Postawiłam sobie za cel wyciągnięcie Wojtka z problemów wcześniaczych, że pokażę mu świat i opowiem mu o nim (studiowałam też weterynarię). Dużo z nim pracuję (oczywiście w formie zabawy) i dużo staram się rozmawiać. Tylko czasem po takim boksowaniu się z życiem, jak dostaję takiego plaskacza na twarz to muszę się wykrzyczeć i wywalić to wszystko z siebie, bo inaczej dam komuś wreszcie w mordęsmile Na szczęście Wojtek ma kilku kolegów spoza swojej obecnej klasy i staramy się, aby utrzymywał z nimi kontakt. Rozmawiam z nim też o tym, jakie jego zachowania mogą kogoś denerwować, zrazić itp. Zrealizuję swój plan i może sytuacja się poprawi. Postanowiłam zaprosić na ur. Wojtka całą klasę. Każdy dostanie indywidualne zaproszenie przygotowane przez nas. Tak zrobiłam w przedszkolu i zerówce i efekt był pozytywny. Mam nadzieję, że teraz takie sposoby też zadziałają. Zapraszam też do domu kolegów, których lubi Wojtek oraz on do nich też chodzi. Dziś dałam mu do szkoły taki breloczek z miśkiem, aby miał co ścisnąć w łapce i pomyśleć o czymś pozytywnym, jak będzie mu bardzo źle. Muszę myśleć do przodu, wyprzedzać trochę pewne fakty, np. nie dałam mu zwykłej malutkiej maskotki, bo by się z niego zapewne śmiali. Dostał breloczek z odblaskowym miśkiem. Wiecie, jak przyszedł na bal karnawałowy w stroju Rzymianina, to te sk…. zaczęły się chichrać, że elementem jego stroju jest coś w rodzaju sukienki czy spódnicy. Szlak mnie trafił w środku, ale zachowałam na zewnątrz spokój i dałam im delikatny wygawor, bo żeby się z czegoś śmiać, trzeba mieć większe pojęcie o świecie. Zapytałam się więc delikwentów, co jest w tym takiego śmiesznego, że tak wygląda męski strój rzymski? Zapyt. się ich, czy wiedzą, w czym chodziła kiedyś polska szlachta, w czym chodzi ksiądz, jaki jest narodowy strój Szkota i jak ubierają się Arabowie? Wiecie, że pomogło i raptem okazało się, że odkryli Amerykę. Eureka! I przestali się śmiać, tylko potraktowali to jak coś normalnego. Zapytałam się też jednego rechoczącego delikwenta (rycerza), czy wie, co ma na sobie? To była taka niby kolczuga w formie tuniki… Też przestał rechotać, jak popatrzył na swój strój
      Czytałam gdzieś kiedyś, że matki dzieci z ADHD są tak wyczerpane, że po jakimś czasie same wymagają terapii. Pomyślałam sobie wtedy, że my matki wcześniaków też czasem możemy być w takim stanie. Bo wcześniactwo i pewne zagrożenia z niego wynikające ciągną się dość długo. Co roku może być coś nowego. Te dzieci tak dostały po dupie na starcie (wszystkie ich układy), że ciągle trzeba czuwać i walczyć z nowymi przeciwnościami losu.
      Jakiś rok temu wkurzyło mnie zachowanie jednego tatusia sportsmena. Wojtek – moje chucherko, astmatyk, walczący z nawracającymi zapaleniami górnych dróg oddechowych itp. – wychodził ze szkoły i nie mógł otworzyć szybko takich dużych szklanych drzwi z metalową rurką (był zmęczony). I tak pomału je otwierał… A ja słyszę za plecami taki komentarz: O słabiutko coś słabiutko, oj cieniutko… jakby piorun we mnie strzelił. Nie miałam czasu, bo się spieszyliśmy, a Wojtek tego nie słyszał… Ale obiecałam sobie, że jak następnym razem tatulek puści takie coś w eter pod adresem mojego dziecka, to cofnę się i powiem delikwentowi w paru żołnierskich słowach, że oprócz byczków to są też dzieci, które walczą z przeciwnościami losu, choćby czekają na przeszczep (a co walnę mu tak z grubej rurysmile i takie komentarze nie są nikomu ani pomocne, ani potrzebne.
      Napisałam to wszystko, aby inne matki wcześniaków wiedziały, że nie są same z problemami. Jest gdzieś ktoś na świecie, który ma też takie problemy, niezależnie czy wcześniak ma dopiero 4 mc, 5 lat czy 13smile Oj wygadałam się dziewczyny i trochę mi pomogłosmile
    • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 12:19
      Nasze doły - ja pierwszego miałam po urodzeniu Wojtka. Drugiego jak szukałam przedszkola i okazywało się, że zasadniczo państwo polskie ma nas w dupie i spora część nauczycieli też. Łatwiej jest mieć w grupie dzieci świetnie mówiące itp. niż jedno dziecko z opóźnioną mową i problemami z tego wynikającymi (relacje z rówieśnikami). Wtedy siedziałam w domu na schodach i po raz drugi ryczałam i pamiętam, że przemknęło mi przez myśl, że po co ja walczyłam o to wszytko i po co go ratowali, skoro teraz po 3 latach wszyscy mają nas w dupie. Trzeciego doła miałam właśnie wczoraj, jak usłyszałam, co się działo w szkole pierwszego dnia po powrocie Wojtka z choroby... Jak ktoś potrzebuje się wygadać, to ja chętnie pomogę. Mogę posłuchać i przytulićsmile
      • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 15:44
        Wiesz, czytam to wszystko, czytam, i... nie obraź sie, ale może Ty nadopiekuńcza jesteś i lekko przesadzasz na punkcie kontroli?
        Dziecko w końcu musi wejść w grupę rówieśniczą, i czywiście na mobbing trzeba reagować, ale generalnie tak jest, ze w pewnym momencie dojrzewania człowiek sie dowiaduje, że nie jest pępkiem świata i ten świat ma go w sporym stopniu w dupie. I musi się nauczyć z tym żyć.

        Weź może odpuść mu to torturowanie go czytaniem i terapią dysleksji na wszelki wypadek, kup mu atrakcyjne fanty (np. konsolę), niech pozaprasza kolegów, wypraw urodziny z przytupem i niech zaprosi całą klasę, niech tata weźmie jego i innych na sanki, nawiąż kontakt z innymi rodzicami, zapraszaj ich dzieci np. do kina... Niech innym się nie opłaca mu dokuczać, niech opłaca im się z nim przyjaźnić albo przynajmniej go tolerować.
      • anias2000 Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 18:41
        Edyta.irka....
        Nie wiem co lubisz: kabaret, łaskotki, wieczór z psiapsiółkami i butlą wina.
        Owszem potrzebujez terapii - najlepiej śmiechem - żeby nabrać dystansu do życia.
        Walczysz i walczysz. Odpusć.
        Czytając z boku, jako zupełnie obca osoba mam wrażenie, że musisz wyluzować, bo jak nie to jakaś sprężyna pęknie...

    • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 15:49
      Acha, nie doczytałam, ze on 8-latek. No dobra, to czytania mu nie odpuszczaj, ale po prostu połóż większy nacisk na zwiększaniu jego atrakcyjności towarzyskiej, żeby skompensować jakieś tam drobne deficyty.

      A jeśli te deficyty nie są drobne, to może jednak warto zmienić szkołę na taką, w której nauczyciele będą wyspecjalizowani w pomaganiu dzieciom z problemami.
      • verdana Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 17:26
        Po pieewsze - też się nie obraź, ale trzeba mieć wyczucie - nie przebiera sie dziecko, które słabo wchodzi w grupę za Rzymianina, bo dziecko rzeczywiście w tym stroju wygląda zabawnie. W przypadku takiego dziecka należy wybrać strój konwencjonalny.
        Po drugie - facet nic takiego nie powiedział, jesteś przewrazliwiona.
        Po trzecie - dysleksja to inne działanie mozgu. Jesli dziecko ja ma, to ucząc go czytać domowymi metodami tulko zaszkodzisz. Dyslektyk potrzebuje fachowej pomocy.
      • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 16:20
        Ach, moja Droga... zmiana przedszkola, szkoły to temat rzeka w naszych polskich warunkach. Wiem, co mówię z doświadczenia.
        • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 17:47
          Chodziło mi o szkołę integracyjną lub specjalną.
    • tabaluga0 Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 04.02.14, 20:59
      Jestem matka i wczesniaka (25tC) i zarazem adhd-owcasad
      wiem o czym piszesz, bo mojemu tez dokuczaja, codziennie przychodzi ze szkoły i opowiada ze ten powiedział to, a tamtem zrobił tamto.
      Najgorsze ze nauczycielka i rodzice tych łobuzów maja to gdzies. Jakis czas był spokój, bylismy tez miesiąc w sanatorium , synek odpoczał od tamtych chłopaków, ale znów sie zaczeło.
      Dodam ze to szkoła i klasa integracyjna, a jakby nie było w niej nauki ze ktos moze byc inny i słabszy (te chłopaki wiedza wcale nie przewyższaja, a raczej sa gorsi w nauce i nie odrabiają lekcji, bo rodzice maja gdzieś-więc nie maja powodu aby smiac sie np z braku wiedzy mojego dziecka).
      Powiedziałam dziecku ze ma byc soba, nie dawać się itd, i to twoje przebranie rzymianina -nic w tym złego-oni nie maja prawa sie smiać. Moje dziecko w zeszłym roku było pingwinem i się bało wysmiania, ale o dziwo dziewczynki były zachwycone, a tamci nie przebrali sie wcale, wiec powiedziałam ze jak ktos nie przebrał się wcale , to nie ma prawa oceniac innych.

      Co do nauki czytania, w 1 klasie strasznie to nam szło-płacz mój i dziecka przez kilka miesiecy, myslalam ze nigdy nie nauczy sie pisać i czytac. Miałam takie czarne mysli , ze moze go cofnac do zerówki itd. Teraz jest w 3 klasie, cwiczymy nadal czytanie, jest dobrze-prawie płynnie, pisanie ok, nawet bez błedów ort. Na wszystko widocznie musi przyjśc czas, Gorzej z matmąsad ale widocznie musimy jeszcze poczekac.

      powodzenia i trzymam kciuki za małegosmile


      • misiekjasiek Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 13:59
        edyta.irka

        Wszystko fajnie, tylko jako nauczyciel i rodzic niby walczący z dyskryminacją sama używasz słów "skur...." (-wiele? -wysyny?) w odniesieniu do 8-letnich DZIECI!
        Może trzeba trochę popatrzeć na siebie, zanim zwróci się uwagę na zachowanie innych?

        Pytanie nr 1, do edyty.irki i tabalugi, czy posiadacie też inne dzieci, czy Wasze wcześniaki to równocześnie jedynaki?
        Dzieci śmieją się z siebie, śmieszy je dziwny ubiór, to jest naturalne. Może zamiast walczyć z wiatrakami lepiej po prostu wytłumaczyć dziecku, że nie warto przejmować się takimi rzeczami? Dziecko będzie zdrowsze, gdy pokażemy mu świat ale nie wtedy, gdy zaczniemy za nie żyć. Zanim rozpęta się burzę, warto najpierw pogadać z własnym dzieckiem i zapytać, czy było mu przykro, czy ma problem z tą sytuacją. Może się okazać, że to co my uważamy za koniec świata, dla dziecka nie ma większego znaczenia.
        edyta.irka
        Nie znam Cię, ale piszesz głównie o sobie "ja, ja ja", "ja walczę, ja to i tamto". Na siłę zapraszasz całą klasę, zapytaj syna, czy też ma takie marzenie, może wolałby bardziej kameralnie, zaprosić najlepszych kolegów? Chcesz dobrze, ok. 8-latek jest na tyle duży, że sam może decydować o takich sprawach.

        Przykład co do wyśmiewania:
        Rok temu po dłuższym czasie powróciliśmy do okularów i gdy założyliśmy je po raz pierwszy Jasiowi, Michał padł ze śmiechu. Tarzał się po podłodze i co wstał, spojrzał na Jaśka, znowu trząsł się ze śmiechu. Założyliśmy jemu - Jasiek leżał i płakał ze śmiechu.
        Czy powinnam w tej sytuacji nazwać jedno z moich dzieci sk......, bo śmieje się z wyglądu drugiego? Powinnam zrobić wykład, że NIE WOLNO śmiać się z kogoś, bla bla.
        Tak, było to śmieszne, wyglądali śmiesznie i trzeba się było do tego przyzwyczaić. Prawdopodobnie w szkole usłyszą wiele razy komentarze pod adresem swoich okularów, ale nie będę latać z siekierą za ich kolegami czy ciągać na terapię psychologiczną, wytłumaczę synom, że dla kogoś mogą wyglądać śmiesznie ale okulary noszą po to, żeby lepiej widzieć. Jeśli ktoś się śmieje, to jest tylko jego problem. Nie wszyscy muszą się kochać, nikogo nie można do tego zmusić.

        Wypluj te słowa o przeszczepie, ugryź się 10 razy w język, zanim otworzysz buzię. Raczej nie chciałabyś, aby Twoje dziecko faktycznie miało taki problem. Chcąc dać popalić innym nie zapominaj, że Ciebie też obowiązują pewne granice.
        • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 16:17
          Nie do końca rozumiesz problem. Co innego, jak ktoś czasem zaśmieje się z ciebie, a co innego, jak codziennie i kilka razy w ciągu dnia, przy każdej nadarzającej się okazji wyzwie cię od zarazy i innych i wszytko mu się mu nie podoba. Rozmawiam z Wojtkiem i omawiamy różne sprawy, ale czasem anioł też nie wytrzyma. Co do zaproszenia. Tak to jest marzenie mojego dziecka, tak konsultowałam to i mam pewność, że to dobre posunięcie. Nie chodzi o to, kto przyjdzie, ale że WSZYSCY dostaną zaproszenie, że ci wszyscy poczują się tak samo wartościowi i ważni. Były już ur w klasie i zaproszenie dostało kilku chłopców (akurat Wojtek dostał, bo to kolega z zerówki z poprzedniego roku), ale nawet nie wiesz, co czuła ta reszta i jak prosiła - czy mogę przyjść, itp. Tak, zaproszenie wszystkich (raptem 22 osoby) to lekcja tolerancji, koleżeńskości itp. To posunięcie pozwoliło Wojtkowi wejść w grupę przedszkolną i zerówkową. Same nauczycielki wtedy mówiły, że to było najlepsze posunięcie z naszej strony. Nieważne, że przyjdzie połowa dzieciaków (tak zwykle jest), ważne, że nikt nie poczuje się odtrącony i niedoceniony przez Wojtka. Na resztę nie mam wpływu i ryba musi nauczyć się sama pływać w wodzie, ale na tyle, na ile mogę jej pokazać, jak to zrobić, to zrobię to. Moje działania mogą polegać tylko na rozmowach i tłumaczeniu, na pokazywaniu i uświadamianiu pewnych zależności, na współpracy z wychowawcą i terapeutami, bo socjalizować trzeba nie tylko Wojtka, ale i klasę jako całość. Moim zdaniem lepiej widzieć problem i starać się go jakoś rozwiązać, niż zamknąć oczy i udać, że nic się nie dzieje. Dzieci muszą dogadać się w pewien sposób same, ale my dorośli możemy im to ułatwić, stwarzając pewne możliwości i dając im wędki. Co do rodzeństwa - Wojtek ma siostrę 4l i brata 4mc. Nigdy nie był planowany jako jedynak. Nie postrzegam też Wojtka jako aniołka, doskonale znam jego wady, dlatego też pracujemy nad tym w różny sposób. Dążę do rozwiązania problemu jakby całościowo, tzn. grupa może zaakceptuje Wojtka a on grupę.
          A co do ja, ja, ja - Tak JA, bo ja jestem jego matką i ja odpowiadam za jego wychowanie i resztę spraw. Jeśli mi się nie będzie chciało, to sorry nikt inny mu ręki nie poda. Co do zapraszania kolegów - paru już było i tych paru chciałoby jeszcze raz przyjść lub zaprosić Wojtka. Inni może jak też kiedyś skorzystają z zaproszenia, to też może lepiej poznają Wojtka, a Wojtek ich i spojrzą na siebie inaczej. Może wtedy obie strony lepiej będą się rozumieć i łatwiej im będzie panować nad sobą. Nikogo do niczego nie zmuszam, nie mam nawet takiego zamiaru. Stwarzam możliwości - ja chcesz to skorzystasz, jak nie to trudno.

          Co do skur... - z rozmysłem napisałam tak, aby najnormalniej sobie ulżyć, bo czasem jakoś trzeba. Czasem i święty nie wytrzyma. Rozumiem, że Ty jesteś święta i zawsze zachowujesz się 100% poprawnie, nigdy nie miałaś doła i nigdy nie potrzebowałaś rozładować jakoś swoich emocji w cywilizowany sposób, np. przez wygadanie się.

          Tak na serio to problem, moją potrzebę wygadania się i rozważania o działaniach, jakie można podjąć, zrozumieją chyba najlepiej matki dzieci z podobnymi problemami. Wcześniactwo u niektórych dzieci nie kończy się na wyleczeniu z retinopatii. U niektórych to bardziej skomplikowany problem, który uwidacznia się w różnych formach na różnych etapach życia dziecka. Wierzę, że są matki, które wiedzą o czym teraz mówię.
          • misiekjasiek Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 18:34
            > Co do skur... - z rozmysłem napisałam tak, aby najnormalniej sobie ulżyć, bo cz
            > asem jakoś trzeba. Czasem i święty nie wytrzyma. Rozumiem, że Ty jesteś święta
            > i zawsze zachowujesz się 100% poprawnie, nigdy nie miałaś doła i nigdy nie potr
            > zebowałaś rozładować jakoś swoich emocji w cywilizowany sposób, np. przez wygad
            > anie się.

            indifferent
            Jeśli nazwałaś 8-letnie dzieci w taki sposób Z ROZMYSŁEM i nazywasz to rozładowaniem emocji w cywilizowany sposób i nie widzisz w tym nic złego, to ja przepraszam, ale nie będę z Tobą dyskutować.
            Nie epatuj tak wykształceniem pedagogicznym, mnie takich rzeczy na studiach nie uczono - wręcz przeciwnie.
        • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 16:49
          A i jeszcze jedno. Wiem co to przeszczep i jak się na niego czeka itp. Wiem, bo mój tata był zakw. do p. serca. Jednak czasem do niektórych nie dotrze zwykła argumentacja - przepraszam, pana, ale czy mógłby pan itp itd. Czasem trzeba powiedzieć krótko i na temat. To ja byłam w tej sytuacji, a nie ty. Tu niestety trafiłaby taka dosadna argumentacja, niestety.
          Bo tak jest są dzieci, które czekają na przeszczep, są inne, które mają inne problemy i są też takie, które mogą być najzwyczajniej zmęczone po zajęciach w szkole i jużsmile
          • misiekjasiek Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 18:40
            Rany, kobieto, przeżywasz sytuację, która miała miejsce rok temu. Przeżywasz słowa, które ugodziły tylko Ciebie a nie Twojego syna, bo nawet ich nie słyszał.
            "Jakiś rok temu wkurzyło mnie zachowanie jednego tatusia sportsmena."
    • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 16:23
      Być może z moich wpisów ktoś może odczytać, że jestem przewrażliwiona, ale to raczej opinia kogoś, kto nie ma obrazu całej sytuacjismile Po pierwsze mam wykształcenie pedagogiczne, więc wiem, na jakim etapie rozwoju dziecko teoretycznie powinno posiadać pewne umiejętności. Po drugie zapobieganie i wyprzedzanie pewnych faktów, jest dużo tańsze i przynosi dziecku mniej stresu. To teraz jest czas na reakcję, dopóki mózg jest plastyczny. Potem będę mogła se tylko pogwizdać. Ja go do niczego nie zmuszam, tylko świadomie wybieram takie metody, które mu pomogą, a wszystko jest w formie zabawy. Jeśli dziecko w wieku 3 lat mówi na poziomie baba i dada, to nie ma na co czekać, weszła więc wtedy profesjonalna pomoc logopedy. Na początku była to dalej forma zabawy (dmuchanie, kląskanie, puszczanie bąbelków itp., czyli to co do tej pory i po trochu wchodziły elementy innych ćwiczeń). Jak miał 4 lata i był już gotowy na 15 min zajęcia, to zaczęła się praca nad udźwięcznieniem mowy - rozróżnianiem dźwięków pal - bal itp. Potem po dobrym roku pracowaliśmy nad szumkami sz, cz itp. Teraz zaś nad r (wiek 8 lat). Jeśli zostawisz dziecko same sobie to potem potencjalna dysleksja się rozwinie, bo dlaczego niby ma napisać szafa, skoro mówi safa, co za różnica rak czy lak. Wojtek jest zagrożony dysl. i dysgr. nie tylko jako skrajny wcześniak, ale również genetycznie - ma to jego ojciec i 2 dziadków! Konieczna jest więc praca (profilaktyka i obserwacja), ale w formie zabawy. Skoro tradycyjne (szkolne) metody nauki czytania nie przynoszą rezultatów, to trzeba znaleźć taką metodę w pracy indywidualnej, która zaskoczy. I poszło, odkąd zaczęłam pracować z nim metodą prof. Cieszyńskiej po lekkiej modyfikacji. Nadal jako zabawa, np. wyścigi samochodowe, gdzie auta miały przyczepione sylaby, np. BA, BE, BI, BO, BU/BÓ, BY, bingo z sylabami lub karcianka, gry plaszowe, gra w kapsle z wklejonymi sylabami, nawlekajki, naklejanki czy lepienie. Dysleksja daje objawy wcześniej niż 6 czy 7 lat. Jeśli nie nauczysz dziecka schematu ciała, różnicowania wzrokowego (wyszukiwania różnic i podobieństw), nie wyłapiesz, czy ma problemy z orientacją w przestrzeni czy nie i całej masy rzeczy to dopiero potem jest problem. Po to też była potrzebna terapia SI. W zabawach zawsze pobudzaliśmy zmysły, na ile się tylko da. Np. aby opanował rozróżnianie 6 i 9 wymyśliłam śmieszny, rymowany wierszyk i zrobiliśmy miniprzedstawienie. Lepiliśmy też 6 i 9 z plasteliny i układaliśmy w liniaturze (dużej - całość ok 10-15 cm), pamiętając wierszyk. Potem któregoś dnia bawiliśmy się w podkładanie sobie do macania tych 6 i 9 - trzeba było rozpoznać bez podglądania czy to plastelinowa 6 czy 9. Kiedyś na zajęciach wzięłam świeczki urodzinowe z cyferkami i ja mówiłam cyfrę, a on musiał zdmuchnąć odpowiednią świeczkę i na odwrót. Nawet nie wiecie, jak się wtedy cieszył, zwłaszcza jak ja się pomyliłam. Te nasze zabawy trwały 3, 5 czy maksymalnie 10 min. Za każdym razem coś nowego. Np. w ciągu dnia: 5 min wyścig kolarski kapslowy z jakimiś sylabami, potem za jakiś czas szliśmy poskakać na trampolinie i pobawić się w łapanie piłki, czy pojeździć na rowerze, a wieczorem zupełnie inna zabawa i też krótka. Wojtkowi się tak to spodobało, że to on łazikował za mną i mówił: Mamo, choć pobawimy się w te nasze zabawy. Czasem ja coś proponowałam, a czasem on. I ruszyło. Nawet panie w zerówce były w szoku, że Wojtek zaczął czytać proste wyrazy i nie literuje MY-A-MY-A , a czyta MA-MA. Tak wygląda ta nasza praca. Zgodnie z zasadą, narząd nieużywany (czyt. mózg) zanika. Dopóki mózg jest plastyczny można osiągnąć na serio wiele, a wszytko może mieć formę zabawy. To wszytko jest tak poukładane, że on nie czuje, że to jakieś zajęcia i o Jezu znowu... Raz my gdzieś jeździliśmy, a innym razem ktoś do nas przychodził. Metoda Johansena to pobudzanie rejonów mózgu, które gorzej przetwarzają dane dźwięki. Słyszenie to nie tylko ucho, ale i mózg. 6 dni w tyg. przez 10 min Wojtek słucha konkretnego utworu muzycznego, który jest skomponowany tak, że dźwięki uderzają w tę część mózgu, która gorzej u niego pracuje. Ważne też, aby nie spowodować poczucia chaosu. Dlatego też wszytko było i jest poukładane i przemyślane. Nie można za dużo wymagać, bo mózg powie - Halo, czego ty ode mnie teraz chcesz? Jeśli więc na logopedii ćwiczył szereg BA, BE, BI, BO, BU/BÓ, BY - PA, PE, PI, PO, PU/PÓ, PY, to ja też "ucząc go czytać" trenowałam ten szereg. Wiem na ten temat bardzo dużo, ale pomimo to konsultowałam się też ze specjalistami, aby upewnić się, co do pewnych działań. Pamiętajcie też, że skoro dziecko ma jakąś dysfunkcję, np. opóźniona mowa, to rzutuje to i na inne sprawy, np. relacje z rówieśnikami. Bo skoro rówieśnik mówi już zrozumiale, a Wojtek nie, to się nie dogadają. Wojtek wtedy nie potrafił powiedzieć zrozumiale "oddaj mi to", więc wchodziły inne metody "komunikacyjne" - wyrywanie, czasem kogoś ugryzł, jak tamten chciał mu coś odebrać itp. Wcześniactwo to nie tylko problemy z narządami i układami. Po tyłku dostaje też mózg, a mózg to zmysły, mowa, uczucia, myślenie, przetwarzanie, emocje itd. Skoro ćwiczymy nogę, to dlaczego mam zapomnieć o mózgu? Właśnie teraz mogą wytworzyć się pewne połączenia między neuronami, które dostały w łeb przy takiej historii urodzin. To tak jak z Budzikiem. Dlaczego właśnie tam dzieci zaczęły się budzić? Bo wreszcie ktoś ćwiczy nie tylko nogę i rękę, ale dostarcza też w przemyślany sposób bodźców do mózgu. Zastanawiam się, czy nie warto stworzyć wątku na forum dotyczącego tak pojętej rehabilitacji i problemów starszych wcześniaków. Czy nie warto, aby te matki, które czasem muszą się wygadać, bo ADHD, bo nadpobudliwość, bo problem z emocjami u dziecka tak daje im w kość, że czasem same mają już dość wszystkich i wszystkiego. Wcześniactwo to nie tylko retinopatia itp. – dalej też jest czasem trudno i po co przecierać z każdym razem szlaki, które może ktoś już przetarł?
      Obok moich teściów mieszka chłopiec, który rocznikowo jest z 5 klasy. Nadal mówi safa, nadal nie potrafi pogodzić się z odmową i porażką i nadal ma wiele problemów, które my już mamy za sobą lub jesteśmy w trakcie terapii. Ja chcę tego uniknąć i na tyle pomóc swojemu dziecku, na ile tylko się da.
      Co do stroju Rzymianina – zawsze będzie powód, aby się z kogoś śmiać. Bo ma okulary, bo jest Rzymianinem, bo opakowanie chusteczek hig. ma pomarańczowe tło a nie niebieskie, bo masz wystający pępek (WF), bo nie lubisz buraczków, bo jesteś niższy, bo masz śmieszne nazwisko, bo krzywo piszesz, bo śmiesznie mówisz… Nie jesteś w stanie przewidzieć i zapobiec wszystkim sytuacjom, a dziecko ma też prawo do własnych decyzji. Nie przebrał się za przeproszeniem za pajacasmile, a nawet jeśli - wolno mu być pajacem, pingwinem, żołnierzem, księdzem w karnawalesmile
      • mamaduo Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 19:00
        Misiek ale Ty masz male dzieci. Szkola i takie dzieci 7 - 8 letnie to jest zupelnie inna bajka. Piszesz o wysmiewaniu, ale nie wiesz o czym piszesz.
        Porownujesz dwoch braci, ktorzy sie chwile posmieja z siebie z grupa rowiesnicza obcych dzieci, dwa razy starszych od Twoich.
        To nie jest to samo.
        Naprawde nie zycze Ci, zeby dzieci szkolne smialy sie z Twoich synow i zeby nie byly akceptowane w grupie - to jest bardzo trudne dla dziecka i jeszcze trudniejsze dla rodzicow.
        • t.tolka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 19:18
          Mimo, ze
          mam mnostwo wyksztalcenia kierunkowego (iles tam studiow)
          15 lat pracowalam w szkole integracyjnej
          10 lat pracowalam z dziecmi niepelnosprawnymi
          jestem terapeuta zaburzen emocji dzieci i mlodziezy
          znowu studiuje
          mam syna autyka i nie tylko autyka

          to nie umiem sie wypowiedziec w tej dyskusji.
          Irka robisz duzo dobrego, ale tez nie znam calego obrazu. I robisz strasznie duzo. Nie za duzo?
          Przebodzcowanie nawet w formie zabawy nie sprzyja rozwojowi. A zabawa zabawa, ale zabawa ukierunkowana glownie na bodzcowanie to ryzyko.

          W sumie robisz więc j niz ja z moim autykiem. A moj mimo zmiany kraju, jezyka, dwukrotnie szkoly, mimo deformacji twarzy i niskoroslosci jest lubiany i akceptowany. Ma przyjaciol i swietnie sobie radzi.

          Wiesz, ja jestem zwolennikiem terapii towarzyszacej. Owszem profilaktyka, rehabilitacja musza byc. Ale sa dysfunkcje jak chocby zagrozenie dysleksja, w ktorych lepiej towarzyszyc dziecku niz wyprzedzac. Bo wyprzedzajac najczescie nieswiadomie daje sie sygnaly: mozesz byc gorszy wiec cwicz, musisz bycnajlepszy, musisz byc w normie.

          Moj syn, czy moi pacjenci w normie nie sa.
          Zreszta mam w nosie normy. Ma sobie radzic, byc szczesliwym.

          A akceptajca grupy to rzecz trudna. Jako wychowawca bylam bardzo na to uwrazliwiona. Ale nigdy nie zmuszalam grupy do polubienia. Pracowalam z czlowiekiem, zeby w ta grupe potrafil wejsc, nie prowokowal, nie epatowal. I z grupa, zeby docenial wysilki i sama sie wysilila. Dzialalo jak diabli.

          Tak, ze nie wiem, conci poradzic.

          Ale nigdy nie uzylabym nawet w gniewie slowa skurwysyn, a tego ojca, co cie drazni ewentualnie zbylabym dowcipna i cieta riposta.
          Ale nie w taki sposob jak ty chcesz.
          Bo po co?

          No i powodzenia.
          Trojka dzieci i takie metody pracy to harowa niemal ponad sily.
          • t.tolka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 19:34
            A i takie ciekawe zadanie, ktore kiedys tam sobie wymyslilam: wypisz sobie wszystkie swoje dysfunkje. A potem pomysl jak jensobie kompensujesz. I uwierz, ze twoj syn sporo rzeczy sam sobie skompensuje. Naprawde.
            Poza tym szczesliwa wyluzowana matka to sukces na szczesliwe dziecko.
            • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 16:18
              Wiesz, to piękne zdanie, tylko że czasem trudno je zrealizować w naszej rzeczywistości. Zresztą co znaczy wyluzowana? Na, ile wyluzowana i jakimi metodami? Papier wszytko przyjmie.
              Gdyby państwo polskie wypełniało normalnie wszystkie swoje obowiązki i nie trzeba by walczyć niemal o wszystko, a czasem nawet zastępować je (np. płacąc za coś co teoretycznie powinnaś mieć za darmo w normalnym terminie), to zapewne jako matka byłabym bardziej wyluzowana. A nawet jeśli - to czy taka wyluzowana matka nie ma czasem prawa to złapania doła?
        • misiekjasiek Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 09:27
          mamaduo
          To, że mam 4,5-letnie dzieci, nie znaczy, że nie spotkały się już z wyśmiewaniem. Wręcz przeciwnie, sposób ich chodzenia wywołuje komentarze nawet u dorosłych, okulary to już dzisiaj powód do wyśmiewania przez inne dzieci - nie mieszkamy w buszu, mamy kontakt z ludźmi.
          Przykład moich chłopców podałam tylko po to, żeby odnieść się używania wobec dzieci wulgaryzmów na ich określenie.

          Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w zerówce mogą być (i pewnie będą) obiektem kpin.
          I nie, nie uważam, że prześladowanie trzeba zostawiać i nic z nim nie robić. To jest zadanie dla szkoły i nauczyciela, rodzic ma czuwać i zgłaszać problem a nie sam wymierza sprawiedliwość i robi to jeszcze w taki sposób...
      • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 19:22
        Ja raczej odczytałam egzaltowanie (choćby ten tekst o silniejszej więzi, bo razem umieraliście, to są fantazje, więź nie tak działa), nadwrażliwość (ruminacja tego, co jakiś pan powiedział) i pewną taką chyba odrobinę za daleko posuniętą roszczeniowość - Twoje dziecko ma prawo (no ma, i co z tego?) i inni mają się dostosować (nie dostosują się, trzeba to przyjąć do wiadomości i zastanowić się, co dalej)

        W przeciwieństwie do Miśkajaśka nie uważam, że prześladowania należy zostawić samym sobie i mówić dziecku, żeby się nie przejmowało. Jeśli faktycznie jest prześladowane, będzie się przejmować. Należy natomiast schować swoje uczucia do kieszeni i uważnie obserwować własne dziecko. Czy jemu naprawdę sprawił przykrość komentarz pana w drzwiach i czy odebrał go jak szydzenie, czy to były Twoje uczucia? Możliwe, że dzieciak zrobił z tego dramat, ale szczerze mówiąc wątpię, dzieci w tym wieku nie są jeszcze syczulone na "drugie dno" wypowiedzi.

        Druga sprawa, czy w ogóle próbujesz z nim o tym rozmawiać? Czy to on wybrał sobie strój Rzymianina? Jeśli nie, po co go "podstawiać"? Co z tego, że ma prawo być Rzymianinem na balu, skoro bardziej by mu się opłacało być kowbojem? Postaw na podobieństwo do innych.

        Muswisz się też pogodzić z faktem, że dopóki sytuacja nie będzie jakoś dramatycznie eskalowała, Twoją rolą nie jest wychowywanie innych dzieci, a skompensowanie "braków" towarzyskich swojego dziecka za pomocą atrakcji i fantów i nieinterweniowanie, jeśli to nie jest konieczne. I to działa, mogę Cię zapewnić jako matka dziecka nadpobudliwego i nauczycielka z wykształcenia (by the way, to żadne kwalifikacje w takiej sytuacji).

        Druga sprawa: dziecko odczytuje Twoje emocje i wzoruje na nich swoje postrzeganie świata. Ty zaś zakładając złe intencje otoczenia, dajesz mu przekaz, w którym świat jest nieżyczliwy i groźny. To nie jest dobry start w życie... Warto spróbować przestać tak przeżywać każdy moment, kiedy ktoś nie był dla Twojego syna wspierający, nauczyć dziecko, że nie wszyscy je będą lubili, że niektórzy ludzie są zwyczajnie durni, bezmyślni albo nietolerancyjni, ale że ważne dla niego osoby go cenią i wspierają, że akceptują i wspierają jego próby zaprzyjaźnienia się (poprzez zapraszanie kolegów i - co ważne- usuwanie sie z drogi). A jeśli nie potrafisz popatrzeć na świat inaczej, dla swojego i jego dobra powinnaś poszukać pomocy.
        • t.tolka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 19:39
          O to to.
          To jest bardzo wazne.
          Nie wszyscy beda go lubili. Takie zycie. Niektorzy beda zlosliwi bez powodu. A zadaniem rodzica jest nauczyc dziecko radzic sobie z tym.
          Bo jak rzekl Bill Gates na wykladzie w szkole sredniej:
          Zycie jest niesprawiedliwe. I jesli myslisz, ze twoj nauczyciel jest zly poczekaj az bedziesz miec szefa.
          • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 19:41
            Haha, dobre smile
          • misiekjasiek Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 09:43
            Dokładnie.
            O tym samym pisałam - nie wszyscy muszą się kochać. Dziecko trzeba uczyć prawdy o życiu, szkoła to nie jest miejsce, gdzie każdy każdego uwielbia i wszyscy się do siebie uśmiechają.
            Nie da się przed tym chronić dziecka, ale można je na to przygotować i pokazać, jak w zdrowy sposób sobie z tym radzić.
            Od nastawienia rodzica dużo zależy. Ja nie proponuję olewania tematu i zbywania dziecka tekstem, że nie warto się przejmować. Rodzic musi współpracować z nauczycielem, bo to nauczyciel zna grupę, widzi relacje między dziećmi i lepiej zna problem. Nie może histerycznie reagować na każde słowo skierowane do dziecka, przecież to już jest paranoja. Każde zdanie można interpretować na różne sposoby, w zależności od nastawienia. Jak rodzic jest przewrażliwiony i we wszystkich widzi złe intencje, to powinien zastanowić się nad swoim zachowaniem, bo stwarza większe zagrożenie dla własnego dziecka niż cała reszta.

            Jeszcze jedno do mamaduo:
            Posiadanie dzieci w odpowiednim wieku nie jest gwarantem tego, że rodzic wie, co robić. Nie zapominajmy, że my też byliśmy dziećmi/nastolatkami i każdy z nas wchodził w pewne relacje w szkole. Każdy z nas przyjął jakąś klasową rolę, każdy z nas miał problemy i radził sobie z nimi lub nie radził.
            • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 15:17
              Mi się cos pomyliło i wydawało mi się, że proponujesz olewanie smile Odszczekuję niniejszym.

              Swoją droga pamiętam, jak młoda miała okres "leżę na chodniku i wyję" i na każdym spacerze ktoś ją chciał wychowywać... Co bardziej krewkich sąsiadów proponujących swoje usługi w laniu pasem usadziłam (szczególnie takiego jednego, który już podnosił dziecię z ziemii, żeby przylać), ale świata nie zmienię i nie było co walczyć z wszystkimi komentarzami wokół. Granicą było tak naprawdę poczucie zagrożenia dziecka i moje - gdy ktoś proponował lanie, próbował na niby "zabrać ze sobą" albo gdy rzucał wyzwiskami, interweniowałam. Ale też nie oczekiwałam życzliwości wobec bachora tarzającego się po ziemii i wypluwającego migdałki.
        • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 19:40
          Acha, i to podnoszenie atrakcyjności dziecka poprzez zapraszanie (nie zaproszenie, tylko powtarzane akcje), a nawet poprzez jakąś atrakcję (np. konsolę) nie będzie działać wiecznie. Warto zawczasu, jak najszybciej zacząć inwestować w rozwijanie pasji syna tak, by mógł to robić w grupie - jakieś zajęcia z robotyki, kółko plastyczne, szkółka jazdy konnej... Coś, co pozwoli mu poczuć się kompetentnym i członkiem jakiejś grupy.
          • t.tolka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 05.02.14, 20:28
            I jeszcze jedno pytanie: ile czasu twoj syn spedza na podworku z kolegami/kolezankami z klasy?
            • mamaduo Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 14:46

              jasne Justyna chodziło mi bardziej o to ze nie znasz jeszcze szkolnego środowiska a twój post odebrałam jako olewajacy problem wyśmiewania. Widzę jednak ze zle odebrałam czytając twoje dalsze wypowiedzi. To tyle o wysmiewaniu. Co do reszty zgadzam się z tolka i mcm może trzeba małemu odpuścić i walczyć z problemem jak się pojawi a nie na zapas.
              • misiekjasiek Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 17:11
                Znam szkolne środowisko od tej drugiej strony, pracowałam przez pewien czas w świetlicy socjoterapeutycznej, gdzie uczęszczały dzieci wykluczone ze środowiska szkolnego. Ze swojego skromnego doświadczenia wiem, że obydwie postawy rodziców: nadopiekuńcza i olewająca, są złe. Dziecko potrzebuje wsparcia ale mądrego wsparcia, takie można spróbować zapewnić współpracą z nauczycielem na poziomie partnerskim a nie wszechwiedzącym lub zostawiającym pełne pole do działania, bo rodzic ma to gdzieś.
                Tak naprawdę problem można rozwiązać tylko i wyłącznie indywidualnie, nie ma jednej recepty dla każdego ale są mechanizmy, które są uniwersalne.

                Bywają rodzice, którzy nie widzą świata poza własnym dziećmi i przerzucają na nie swoje kompleksy, stąd często pojawia się postawa, którą prezentuje irka.edyta.
                Jak widać, nie ma sobie nic do zarzucenia i wszystko tłumaczy potrzebą wyżalenia się, oczywiście podczas wyżalania się daje sobie prawo do obrażania innych - nie widząc, że ponoć walczy o to, aby nikt nie obrażał jej dziecka. To się wszystko wyklucza.
          • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 15:50
            Zamiast mnie atakować i wylewać na mnie kubeł z brudną wodą... mogłabyś napisać chociaż - Przytulam i tyle. Nie podnoszeniu atrakcyjności konsolą - czy wspomniałam choć w jednym zdaniu o kompie, grach itp? Tak rozumiem, najlepiej zaprosić 8-latki na kulki w sali zabaw i mieć z głowy. Czy to źle, że jeśli chcę już kogoś zaprosić to się tym przejmuję i chcę zadbać o to, aby zabawa byłą dostosowana do wieku? Chciałam coś jeszcze napisać, ale znowu będę zła i...więc dam sobie spokój. Żyjmy w przekonaniu, że wcześniaki mają problemy maksymalnie do 3 roku życia. Myślmy, że matka nie ma prawa czasem coś z siebie wyrzucić, licząc na odrobinę zrozumienia i pogłaskania.
            • edyta.irka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 16:04
              Przepraszam, źle umieściłam wpis - to miało być skierowane do macumi.

              Korzystając jednak z okazji, że się jeszcze zalogowałam, chciałabym powiedzieć jedno.

              Tak, sam sobie wybrał takie przebranie, a my nie widzieliśmy w tym nic złego. Chodzi o to, że nie jesteś w stanie przewidzieć, co może spowodować kpiny. Nie mogę też za każdym razem mówić mu - to nie, bo będą się z ciebie śmiać czy co? Czy wobec tego wolno mu założyć czerwone trampki czy nie? Czy wolno mu jeszcze wierzyć w Mikołaja czy nie? Czy pomarańczowa bluzka dla chłopca jest ok czy nie? Jakie kupić mu chusteczki, aby opakowanie było ok... To tylko przykłady... nie można tak myśeć, bo to paranoja. Dlaczego więc w ogóle komuś przyszło do głowy, że to moja wina bo go tak przebrałam, dałam mu to czy tamto itp. Nie można stale patrzeć na wszystko przez pryzmat innych. Ten, kto spotyka się z podobnymi problemami wie, że matka też czasem może złapać dołek i tyle. Czasem musi się po prostu najnormalniej wyżalić i wyrzucić coś z siebie. Tolerancja jest generalnie zerowa, jak widzę. Mówisz coś szczerze- źle. Siedzisz cicho - źle. Masz jakąś wiedzę i doświadczenie w temacie - źle. Konsultujesz się ze specjalistami - tez źle bo coś tam. Olewasz też źle. Po prostu w poniedziałek poczułam się jak zbity pies lub ptak ze złamanym skrzydłem. Najwyraźniej na tym forum przytulenie należy się tylko matkom wcześniaków w pierwszym tyg. po ur. Potem jesteś zła, bo raz otwarcie coś powiesz i od razu trzeba wylać na ciebie wiadro z brudną wodą. Nie mam zamiaru nikogo do niczego zmuszać. Po prostu podaję wędkę i już. A że chce mi się to zrobić, czy to też jest źle? Napisałam wyżej o więzi, tak to czuję i już. I co tez jestem głupia, bo ktoś wie lepiej co my czujemy? Niczym się nie egzaltuję. Najwyraźniej cała jestem zła i odpowiadam za całą sytuację. Dlaczego ktoś w ogóle zakłada, że specjalnie wystawiłam własne dziecko? Z tego wniosek, że jestem też sadystką, masochistką, może nawet terrorystką i sam Bóg wie, kim jeszcze. Gdybym była alkoholiczką, narkomanką itp., to trzeba by było się nade mną pochylić. Ale niestety, jestem matką wcześniaka, która w pewnym momencie złapała dołek. Wcześniak zaś ma już m 8 lat. No cóż, szkoda mówić, bo znowu ktoś sobie coś tam dośpiewa i znowu dostanę kijem w łeb. Tym, którzy choć troszkę mnie przytulili - dzięki, wielkie dzięki.
              • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 16:50
                Mów za siebie, ja wcale nie uważam, że problemy wcześniaka kończą sie w 3 r.ż. Dlatego zresztą między innymi mimo swojego (aj waj) przygotowania pedagogicznego poszłam na psychologię.

                Nie mam ochoty pisać "przytulam" i w jakikolwiek sposób utwierdzać Cię w Twoim czarno-białym przekonaniu, że świat jest wrogi. Pozwól więc, że zrobię małe podsumowanie.

                Pytałaś o radę, dostałaś ją - właściwie dostałaś komplet sprawdzonych rad od kilku matek. Można w pewnej mierze przewidzieć, co wywoła kpiny i co sprawi, że kpin będzie mniej. Dlatego jednym z kierunków działania powinno być takie nakierowane na zmniejszanie różnic. Gdybyś była tego faktu świadoma, mogłabyś podzwonić po rodzicach kolegów syna i dać mu do wyboru stroje mniej narażające na wyśmianie (np. dać wybrać miedzy kowbojem a indianinem). Problem z bluzeczką czy trampkami też rozwiązałabym poprzez obserwację. Twoje dziecko wystarczająco się wyróżnia samo z siebie. Jeśli psycholodzy doradzają obcięcie włosów dziewczynkom, które koledzy notorycznie ciągną za włosy, to Ty możesz zrobić to samo z synem - zrobić wszystko, żeby dawać innym jak najmniej okazji do zaczepki. Traktuj konformizm w ubiorze jako rodzaj kompensacji, a nie jako ideologiczne "be" i "fe".

                Drugim sposobem jest podwyższanie atrakcyjności syna w innych dziedzinach. I tu konsola jest dobrym sposobem, zapewniam Cię. Nie wiem, co masz przeciwko grom w przypadku 8-latka, ale konsola bywa z powodzeniem używana jako narzędzie rehabilitacji wcześniaków. Figlogaj o tyle sie mniej sprawdzi, ze dzieci będą się bawić same, a Twojego syna oleją. Ale czasem i to się sprawdza. Ważne, żeby innym nie opłacało się z niego kpić, żeby mieli świadomosć, że będąc mili mogą coś zyskać.

                Trzeci sposób to zaaranżowanie sytuacji, w której dziecko nabiera wiary we własne kompetencje i w której wchodzi w jakąś tworzącą się grupę. Doskonałe są tu wszelkiego rodzaju zajęcia dodatkowe, a informacja o tym, że konstruuje roboty czy jeździ konno, może zaimponować kolegom. Znam dziecko z MPDZ, przedmiot kpin, które na robotach lego wyrobiło sobie w szkole szacunek i życzliwość kilku kolegów, a to wystarczyło, żeby reszta dała spokój.

                Powinnaś też ścisle współpracowac ze szkołą, nie oczekując jednak, ze całkowicie rozwiąże ona problem. Bo pewnie nie rozwiąże, niestety są przerwy, jest droga do domu, zajęcia WF, są lepsi nauczyciele i gorsi...

                Tyle rad odnośnie dziecka. Jeśli stosujesz już w jakimś zakresie te sposoby, to ok. My tego nie wiemy, bo wiemy tylko to, co piszesz, a resztę musimy sobie dopowiadać. Ale zamiast wpadać w dramatyczne tony warto się zastanowić, co jeszcze z rad, które padły w tym wątku możesz wykorzystać.

                Dodatkowo dostałaś radę odnośnie siebie - Twoje przeżywanie bywa nieadekwatne do sytuacji (np. przeżywanie tego, co jakiś pan rok temu w drzwiach powiedział) i niestety istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko je przejmuje. Twój przekaz dla niego powinien brzmieć "ważni dla Ciebie ludzie Cię lubią i cenią. Niestety nie wszyscy Cię w życiu polubią, ale zawsze pamiętaj, że liczy się tak naprawdę zdanie osób dla Ciebie ważnych".

                Teraz odnośnie dołka: Masz prawo załapać dołek. Nie ma też nic dziwnego w tym, że będąc matką dziecka gorzej sobie radzącego i stanowiącego kandydata na klasowego kozła ofiarnego, reagujesz przesadnie. Ale jednocześnie to nie jest zdrowe - uderzasz w złe struny, wysuwasz roszczenia nie do spełnienia, które mogą tylko rodzić opór, zamiast odsunąć emocje na bok i zastanowić się, co z fantem zrobić.
                Dodatkowo każdą reakcję odbiegająca od oczekiwanej przez Ciebie akceptacji odbierasz jako atak - tak się przynajmniej stało tutaj, gdzie dziewczyny odpowiedziały w moim odczuciu bardzo rzeczowo i życzliwie. Nie rad oczekiwałaś, tylko przytulenia? Trzeba było to wprost napisać.

                To, co napiszę teraz, pewnie też odbierzesz jako atak, ale moze w jakims zakresie weźmiesz to sobie do serca: urodzenie wcześniaka to bardzo trudne doświadczenie. Nie musisz się z nim zmagać sama, naprawdę psycholog przydaje się nie tylko problemowym dzieciom, ale i ich rodzicom, wykończonym walką z całym światem. Moze się okazać, ze walczysz z wiatrakami, a nie z olbrzymami smile.
              • misiekjasiek Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 17:22
                Nie zrzucaj wszystkich problemów na wcześniactwo, nie zasłaniaj się tym terminem.
                Nie wiem czy wiesz - powinnaś wiedzieć - dzieci urodzone o czasie również mają kłopoty szkolne, nie omija ich wykluczenie czy różnego rodzaju deficyty rozwojowe.
                Wcześniactwo to nie jest powód do wymówki, rodzice wcześniaków nie stanowią jednej wielkiej sekty, która obligatoryjnie musi się wspierać.
                Ode mnie na pewno nie usłyszysz słów "przytulam" po tym, jak w wulgarny sposób podsumowałaś kolegów Twojego syna. Pamiętaj, że teoretycznie dzieci, które nazywasz skur.w.i.e..l.a.m.i to równie dobrze mogą być wcześniaki a ich rodzice mogą odwiedzać to forum. Rozumiesz? Szanuj innych, inni będą szanować Ciebie.

                Jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy myślą logicznie i wcześniactwo dzieci nie determinuje sposobu patrzenia na świat.
                Dostałaś tutaj dużo mądrych rad, wystarczy zdjąć klapki z oczu i zejść z piedestału, porzucić martyrologiczne podejście do wcześniactwa i otrząsnąć się z myślenia, że pod płaszczykiem wyżalenia się masz prawo przy okazji zachować się wielce nieprofesjonalnie jak na osobę z wyższym wykształceniem pedagogicznym (to tak na marginesie).

                Problem ma raczej nie Twój syn, tylko Ty. Obruszając się na odpowiedzi, które nie są zgodne z Twoimi oczekiwaniami pokazałaś, że Ty masz problem z krytyką.
                Oczywiście masz jeszcze inne dzieci, nic o nich nie piszesz, widocznie nie mają problemów w szkole lub po prostu nie są wcześniakami. Mimo wszystko współczuję Twojemu przepracowanemu pierworodnemu, oby wytrzymał narzucone tempo i nie zawiódł w tej walce z własnymi słabościami na śmierć i życie indifferent
                • mamaduo Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 07.02.14, 19:48
                  mysle ze tu raczej wiekszosc mam wie, ze wczesniactwo nie koczny sie, lub zadko konczy sie na 3 roku zycia.
                  Ale jak slusznie zostalo napisane - donoszone dzieci tez miewaja problemy.
                  Jestem w stanie zrozumiec, ze my mamy wczesniakow jestesmy bardziej przeczulone na deficyty, zapobieganie, naprawianie i wyrownywanie, ale musi najdejsc moment kiedy trzeba powiedziec stop i wypuscic dziecko w swiat z tym co ma, i dzialac tylko w tych dziedzinach, w ktorych ma faktyczny problem. I dzialac z umiarem, a nie na wsyztskim mozliwych frontach.
                  Towarzyszc dziecku, jak napisala Tolka, a nie zamieniac kazda minute jego zycia w terapie.
                  Male dziecko traktuje rehabiitacje i terapie jak zabawe, ale dziecko w wieku szkolnym zacznie zadawac pytania i pytac dlaczego, czuc sie gorsze. Wazny jest sposob podania informacji, dlaczego ma cos cwiczyc i skupienie sie na tym, co jest naprawde istotne.
                  Powiem tak - mam na stanie czworke dzieci - najstarszy ma 16 lat, donoszone 4 kilo, nie raczkowal, pozno chodzil, ma obnizone napiecie miesniowe, dysleksje. Nie umie plywac, jezdzic na rowerze, jest wysoki i chudy - ale gra w pilke, jest wygadany, gra w gry na tej strasznej konsoli, mial problemy w szkole, ale oprocz wrogow ma tez kolegow, a teraz dostal sie do finalu ZdolnegoSlazaka (kiedys to byly olimipady szkolne wojewodzkie).
                  Nikt sie nim specjlanie nie przejmowal - nie cwiczyl nadmiernie i nie katowal go dodatkowaymi zadaniami wyrownawczymi, terapiami na dysleksje, przeciw niej itd. Co musial, to bylo robione i tyle. Przezyl, swietnie sobie radzi i jest bardzo fajnym, dojrzalym i malo wrednym nastolatkiem. Mysle, ze czasem jednak warto odpuscic. Bo z calym szacunkiem, ale dysleksja, czy mnejsze umiejetnosci w jakiejs dziedzinie to nie sa problemy nie wiadomo jakie, to jest wszystko do przejscia a przede wsyztskim w pozniejszym, doroslym zyciu traca bardzo na znaczeniu.
                  Oby przetrwac szkole z jak najmiejsza trauma dziecka.
                  Czy syn musi miec 5? nie moze miec nizsyzch ocen ale byc szczesciliwy a czas spedzony na terapiach poswiecic pasji??
                  Wybitnosc w szkole nie gwarantuje wcale dobrej pracy i dobrych zarobkow w przyszlosci. Za to wiara w siebie, pasja, umiejetnosc radzenia sobie w kazdej sytuacji - jak najbardziej.
            • macumi Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 06.02.14, 16:57
              > Nie podnoszeniu atrakcyjności konsolą - czy wspomn
              > iałam choć w jednym zdaniu o kompie, grach itp?
              Nie, a to błąd. Jest takie mądre żydowskie powiedzienie, że dzieci wychowuje się inaczej, niż samemu się zostało wychowanym, bo one będą żyły w innych czasch. W przypadku Twojego dziecka w czasach rzeczywistości rozszerzonej i wirtualnej. Nie musisz od razu kupować strzelanki.

              > Tak rozumiem, najlepiej zaprosi
              > ć 8-latki na kulki w sali zabaw i mieć z głowy.
              Nie, lepiej zaprosić do domu na zabawę konsolą albo seans kina domowego. Na kulkach Twojego syna oleją (chociaż efekt "opłacalnej znajomości" pozostanie). Dobrą alternatywą na tę porę roku jest też kino, a latem zoo, gokarty itd.

              > Czy to źle, że jeśli chcę już k
              > ogoś zaprosić to się tym przejmuję i chcę zadbać o to, aby zabawa byłą dostosow
              > ana do wieku?
              Źle, jesli usiłujesz być animatorką. Powinnaś wyłożyć żarcie i zabawki, a potem się usunąć i dyskretnie wkraczać tylko w wypadku konfliktów. 8-latkom nie będzie fajnie pod "opieką" dorosłego, i cały wysiłek będzie na nic. To nie Ty ich masz zapraszać, a Twój syn i on ma się czuc gospodarzem (zresztą nalezy z nim omówić dokładnie tę rolę i zasady).
              • anjazzielonego Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 08.02.14, 19:59
                Edyta,
                a ja zadam pytanie: jak ocenia umiejętności Twojego syna nauczyciel?
                Jak wypadł na podsumowanie półrocza? Jak radzi sobie z materiałem, jak współpracuje w grupie?

                Nie znam Cię, nie znam Twojego synka, ale z postów wyłania się obraz mamy, która strasznie boi się odrzucenia dziecka przez otoczenie, nietolerancji, wyśmiewania, boi się ewentualnych problemów z nauką - dlaczego? Problem z adaptacją w grupie jest TAK poważny, czy Ty tak go odbierasz, a Twój syn zupełnie inaczej? Jak ocenia dziecko nauczyciel, skoro Ty wyprzedzasz materiał i pracujesz z dzieckiem samodzielnie?
                Ilość zajęć dodatkowych/ terapii jest bardzo duża - kto Wam ułożył tak napięty program?



                • t.tolka Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 08.02.14, 20:25
                  A mnie autorka postu uswiadomila calkiem przypqdkiem jedna rzecz: moj maz jest dyslektykiem. A ja nigdy nie prowadzilam dzialan prewencyjnych ani u donoszonego ani u wczesniakow. Obserwowalam, wspieralam, ale nic na zapas.
                  I zadne dyslektykiem nie jest.
                  Poza tym (jako specjalista) mam swiadomosc, ze najwyrazniej w pewnych sprawach widza dziecko inni.
                  I dlatego edytairka nawet jak juz nie ch esz pisac to odpowiedz sobie na pytania z tego watku, szczegolnie na pytania z postu przed moim.
                • anjazzielonego Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 08.02.14, 20:26
                  Edyta,

                  reagujesz bardzo emocjonalnie na zachowanie innych dzieci - skąd pewność, że one WYŚMIEWAŁY strój Twojego syna, a nie po prostu wzbudził ich wesołość, zaciekawienie, zainteresowanie? Może nigdy wcześniej nie widziały nic podobnego, stąd wesołość.
                  To jeszcze małe dzieci - 7 latki są ciekawe świata, i raczej celowo chyba nie pastwią się nad Twoim dzieckiem?

                  Czy nie jest tak, że TY z racji doświadczeń wcześniaczych jesteś bardzo uwrażliwiona na ew. krytykę i widzisz ją wszędzie?
                  A czy pozwalasz dziecku na SAMODZIELNOŚĆ? Czy od razu TY stajesz w jego obronie, a on milczy?

                  Dzieci muszą nauczyć się współpracy w grupie, muszą umieć reagować na dobre i złe zdarzenia, BEZ pomocy rodzica - będąc rzecznikiem synka, nic nie wskórasz niestety, a będziesz odbierana jako mocno nadopiekuńcza mama - przez grupę, i przez własne dziecko.

                  Rozumiem, że chcesz dla synka jak najlepiej.
                  Sama mam dwie pierwszoklasistki, wcześniaki; oczywiście, że przed rozpoczęciem szkoły miałam jakieś tam obawy, JAK to będzie, jak sobie poradzą, jak wejdą w nowe środowisko - ale pozwoliliśmy dzieciom samodzielnie ustawiać sobie relacje rówieśnicze - oczywiście w momentach krytycznych czy trudnych rodzic MUSI reagować, ale dziecko, poprzez samodzielne interakcje z innymi uczy się, także tego, że nie jest najważniejsze na świecie, że będzie kogoś nie lubił, a ktoś nie będzie lubił jego.

                  O wielu rzeczach dziejących się w szkole, na przerwach lub na świetlicy po prostu nie wiemy - bo to już "tajemnice" szkolne dzieci, i tak ma byćsmile - czy Twój syn sam Ci opowiada, co się działo w szkole, czy go odpytujesz?

                  Mam wrażenie, że cały czas bardzo boisz się, że u synka "coś wyjdzie" po tym wcześniactwie, więc zapobiegasz, walczysz, wyprzedzasz, na wszelki wypadek -a skąd taka pewność?

                  • anjazzielonego Re: Czasem chyba trzeba dać komuś w mordę... 08.02.14, 20:38
                    Znowu jasmile
                    przepraszam, ale nie jestem w stanie w jednym poście się zmieścić.

                    Edyto,
                    czemu piszesz, że wiesz, że Twój syn jest INNY?
                    Jakie znaczenie ma, że trochę choruje (każde dziecko to przechodzi), że ma wystający pępek (u 80% dzieci pewnie znajdziesz jakieś drobnostki), że jest nadwrażliwy (wiele dzieci jest, oczywiście, że trzeba nad tym pracować), to, że sporo wie o świecie, to raczej komplement i pokazanie, że jest inny w sensie pozytywnym, bo wie więcej od rówieśników?

                    Twój syn nie jest inny, jest wyjątkowy, bo jedyny w swoim rodzaju dla swoich rodziców, jak KAŻDE dziecko.
                    Nie pielęgnuj w sobie tego "przeświadczenia", że jest inny, w sensie gorszy, bo przecież nie jest!!! Nie bój się na każdym kroku, że "coś wyjdzie" za rok, dwa, trzy - nie da się żyć w strachu, wcale nie jest powiedziane, że "coś" złego wyjdzie z czasem.

                    Czy ktoś prowadzi Twojego synka, poradnia, psycholog, pedagog?
    • zbiszkopcik A ja stane w obronie 10.02.14, 17:20
      Dziewczyny, po co udzielacie dobrych rad skoro autorka watku o nie nie prosi? Chce sie wyzalic i tyle. W zadnym zdaniu nie mowi, ze chce pomocy i nie pyta co zrobic, zeby bylo inaczej.
      • t.tolka Re: A ja stane w obronie 10.02.14, 17:26
        Pewnie dlatego, ze nie bardzo mozna zrozumiec co wywolalo u niej az tak silne wzburzenie. To raz.
        Dwa - nie mnie jedna zatchnal obraz, ktory nam zaserwowala. Mam nadzieje, ze niepelny. I ze jej syn gania codziennie po dworze I bawi sie jak mu sie tylko zamarzy. I jest szczesliwy. Mimo wszystko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka