Dodaj do ulubionych

Muszę się wypłakać... :(

27.08.04, 14:27
Tak mi przykro...
Wczoraj byliśmy u gastrologa - mały sporo wciąż ulewa (a to przecież 10-
miesięczny bobas), bo najwyraźniej ma alergię. Tego można się było
spodziewać, ale ja.. nie o tym.

Trochę poprzynudzam, ale zacznę od początku. Jestem sama w domu i muszę się
wypłakać.
Gdy Martynka urodziła się w 27 tyg. mówiono, że mam zatrzymać laktację, bo
jeśli "W OGÓLE (świetne wyczucie i takt) mała zacznie jeść" to za 2 miesiące.
Uparłam się i co trzy godziny w dzień i noc odciągałam pokarm. Tak
rozkręciłam laktację, że z laktatorem szłam... na jej pogrzeb... Do zapalenia
piersi było blisko.
Mleko miałam w piersiach jeszcze rok po jej urodzeniu...

Gdy w 29 tyg. ciązy przyszedł na świat Bartuś i zaczęto podawać mu już na
trzecią dobę sondą mój pokarm, byłam szczęśliwa i dumna. Już nie czułam się
tak bardzo do niczego - bo, owszem, urodziłam za wcześnie, moje ciało jest
beznadziejnie słabe, ale mam mleko, które pomoże dojrzeć układowi pokarmowemu.
Biegałam jak na skrzydłach do kuchni mlecznej i długie godziny w domu
spędzałam z laktatorem.
O mojej mozolnej walce z tym by mały nauczył się ssać i trawić mleko mamy
pisałam już w innym wątku ("Dlaczego nei karmicie piersią" czy jakoś tak).

Po siedmiu miesiącach nadziei i smutku powiedziałam: "Dość"! Przestałam go
męczyć moim mlekiem. Przeszliśmy ostatecznie na nutramigen i tak jest do dziś.

Jak po grudzie szło włączanie innych rzeczy - zupek i deserków. Mały nie może
do dziś strawić zupek z mięskiem, mimo, że są od 6-go miesiąca (a on ma
korygowanego wieku 7,5).

Wczoraj gastrolog poradziła bym zaczęła gotować mu sama. Mamy wrócić do
początku - to znaczy ziemniaczek z marchewką, po czterach dniach dodać
kolejne warzywo i tak dalej.
No i ok. Zabrałam się dziś do roboty. Ugotowaną marchewkę (działkową)
przetarłam przez sitko razem z ziemniaczkiem, dodałam wody i próbowałam
nakarmić małego. Dodałam też odrobinkę glukozy dla smaku. Baruś lubi jeść,
więc przeżyłam szok. Modliłam się w duchu by mu zasmakowało.
Miał straszne odruchy wymiotne, widać, że cierpiał. Dławił się, krztusił i
płakał. Płakałam razem z nim i ręce mi opadły do samej ziemi.

Tak bardzo chciałam by choć to, co sama zrobię dla niego, mu zasmakowało.
Może to błahe i banalne, ale zrozumcie. Nigdy nie nakarmię swojego dziecka
piersią!
Chciałam choć ugotować coś smacznego...

Walka o karmienie piersią Bartusia kosztowała mnie sporo. Do dziś jest to dla
mnie trudny temat, bo nie mogę się pogodzić z faktem, że pewnych rzeczy nie
da się przeskoczyć. Kolejny banał.

Tak mi źle. Nie ma obok mnie Martynki, a bycie mamą Bartusia to trudne
zadanie. Czuję się chora, zbędna, do niczego.
Wiecie, dla Bartka nie ma różnicy czy usypia go tata, czy mama. Nie czuję się
dla niego kimś wyjątkowym... sad

Usłyszałam kiedyś od mojej koleżanki piękną rzecz, gdy płakałam, że Bartuś
nie może pić mojego mleka, o które tak walczyłam po nocach (np. 1,5 godziny
po operacji usunięcia woreczka żółciowego, na pól przytomna, odciągałam mleko
by tylko nie zgubić pokarmu)...
Ona powiedziała:
"Karmisz Bartusia miłością - dlatego tak pięknie rośnie".
...Był to najpiękniejszy komplement, jaki usłyszałam. Naprawdę.
Tylko.. że już nie starcza.
Płaczę.

PS. Przepraszam,że taki długi post. Raz nie zawsze.
Obserwuj wątek
    • ania.silenter_exunruzanka Re: Muszę się wypłakać... :( 27.08.04, 14:30

    • ania.silenter_exunruzanka Re: Muszę się wypłakać... :( 27.08.04, 14:44
      Oczywiscie kliknelam za szybkosad.
      Zorko!
      Potrafie sobie wyobrazic jak bardzo jest Ci przykrosad((. Mysle, ze po prostu
      musisz byc cierpliwa (wiem jakie to trudne), ale w koncu Bartus zacznie
      normalnie jesc. Jego maly uklad pokarmowy musi sie przyzwyczaic do nowych
      wyzwan.
      Ale widze, ze obwiniasz sie za rzeczy, na ktore naprawde nie mialas wyplywu.
      Czy chcialas aby Twoj synek byl wczesniakiem? - na pewno nie! Zadna z nas nie
      chciala aby jej dziecko cierpialo. Powinnas byc szczesliwa i dumna, ze karmilas
      malego (ja karmilam Ole tylko 3 tygodniesad).
      A moze Bartus zaprotestowal przeciw nowemu smakowi? Pamietam jak pierwszy raz
      dalam Olence zupke miesna na lyzeczce - popatrzyla na mnie zdziwiona: "A co
      to?", powiedzialam jej, ze trzeba to zjesc i ona poslusznie wsunela 5
      lyzeczekwink.Rozumiem, ze chcialas mu nieba przychylic i teraz bardzo Ci smutno,
      ze sie nie udalo. Doskonale to rozumiem. Ale spojrz - jak bardzo sie starasz,
      jak bardzo kochasz Bartusia! Jestes WSPANIALA MATKA i jestem absolutnie pewna,
      ze Twoj synek tez tak uwazasmile)). I ze wcale nie jest mu wszystko jedno czy
      jestes czy Cie nie ma. Mysle, ze nie zdajemy sobie sprawy jak nasze dzieci nas
      kochaja.
      I nie pisz, ze jestes do niczego. To nieprawda - jestes do, a wlasciwie od
      kochania swojego synka.
      pozdrawiam
    • zorka7 Re: Muszę się wypłakać... :( 27.08.04, 15:38
      Bardzo ci dziekuję...
    • tiya Re: Muszę się wypłakać... :( 27.08.04, 15:38
      Zorko... Rozumiem Twój smutek, rezygnację... W samotności łzy mają do nas
      lepszy dostęp... Ale nie wolno Ci się obwiniać za nic! A już na pewno nie za
      to, że urodziłaś zbyt wcześnie. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu-nie
      podporządkują się naszej woli, niestety... Ja też często myślę- może, gdybym
      zrobiła to lub tamto, gdybym tego lub tamtego nie zrobiła, to... Tylko że te
      wyrzuty nie pomogą, wręcz przeciwnie.
      Wiedz i pamiętaj, że jesteś wspaniała mamą-pielęgnujesz pamięć o Martynce,
      wychowujesz Bartusia. Karmienie własnym mlekiem to nie synonim dobrego
      macierzyństwa. Najważniejsze to "karmić" dziecko miłością (bardzo mądre słowa
      Twojej koleżanki) i troską, a Twoje przecież tego doswiadcza.Reakcja Bartusia
      na zupkę to reakcja na produkty, a nie na serce, jakie włozyłaś w jej gotowanie.
      Nie jesteś zbędna, Twoja rodzina Cię potrzebuje. Jesteś wyjątkowa dla swojego
      dziecka-ma tylko jedną Mamę, jej nikt nie zastąpi. A póki jest bobasem nie
      róznicuje:mama i tata to ci, którzy go kochaja, czuje się przy nich
      bezpiecznie. Zobaczysz, niedługo oboje będziecie od innych "zadań specjalnych".
      Ściskam Cię mocno.
    • judytak Re: Muszę się wypłakać... :( 27.08.04, 15:39
      przepraszam, że tak krótko i tak praktycznie:

      nie przecieraj przez sitko, tylko zmiksuj mikserem
      będzie całkiem "gładkie", a takim dzieciom wszelkie "nierówności",
      mikroskopijne "grudkowości" mogą przeszkadzać (mojemu przeszkadzało, i to długo)

      nie słódź dla smaku, tylko posól trochę - wiem, że nie powinno się solić dla
      małych dzieci, ale oni przeważnie lubią (moje zawsze lubiły)

      jesteś dla dziecka kimś absolutnie wyjątkowym, nawet jeśli woli, żeby go
      usypiał tata
      nie wymagaj od dziecka, żeby umiał tego okazywać - nauczy się w swoim czasie :o)
      (i pozwól tacie też być wyjątkowym :o))

      popłacz sobie
      to pomaga
      potem wyjdź na spacer :o)

      miłego weekendu
      pozdrawiam
      Judyta
      • zorka7 Re: Muszę się wypłakać... :( 27.08.04, 16:10
        No to trochę się pośmiałam. smile
        Judyta - taka praktyczna mama. Poczułam się na chwilę małą dziewczynką - fajnie
        było. Bo przy mojej mamie trzymam fason super-ekstra-zaradnej córki. Żeby jej
        nie martwić - dość ma zmartwień.
    • hanti Re: Muszę się wypłakać... :( 27.08.04, 21:37
      Zorka, nie martw się takimi rzeczami, ja za swoją córką walczę już od dwóch
      miesięcy żeby jadła zupę. Nie ma mowy. Nie je ani tych gotowanych przeza mnie,
      ani tych słoiczkowych (przećwiczyłam już wszystkie firmysmile ). I nie płacz tylko
      uśmiechaj się do swojego synka, on już wystarczająco długo patrzył na płaczącą
      mamę w szpitalu, teraz potrzebna jest mu uśmiechnięta, szczęśliwa i dumna (ze
      swojego synka smile) mama.
    • asiaaa25 Re: Muszę się wypłakać... :( 27.08.04, 22:56
      Droga Zorko!
      Wpólczuję Ci bardzo, że układa się nie po Twojej myśli, ale tak to juz dziwnie
      bywa. Mi mąż cały czas powtarza głowa do góry, że trudne chwile przeminą i
      bedzie lepiej, ale mi również bardzo ciężko i prawie nie ma dnia bez moich łez.
      Ja nawet nie potrafie sobie wyobrazić jak to jest mieć swoje dziecko przy
      piersi, w sumie jeszcze może nie było by mi tak żal gdyby mały chciał jeść
      normalnie z butli.
      Nie wiem czy dla Ciebie jest to jakieś pocieszenie, bo np dla mnie jeżeli
      słysze, że ktoś też nie ma łatwo to łatwiej znosze swój trud.
      Jedno wiem napewno- nasze dzieciaczki to niewinne, kochane istotki, a my tez
      nie jesteśmy niczego winne i musimy byc twarde, mieć siłe, trwać w opiece i
      miłości.
      Życze dużo cierpliwości i samych pogodnych dni.
      Asia
    • agniesz76 Re: Muszę się wypłakać... :( 28.08.04, 19:35
      Droga Zorko , rozumiem Cię doskonale, mi też czasami płakać się chce jak młody
      nie chce jeść zwłaszcza jak się nagotuję. Jedna mama już radziła spróbuj
      zmiksować , będzie gładkie i bardziej jadalne(mniej pracy). Albo Bartuś ma
      uczulenie na marchewke, mój brat tak miał nie chciał jej jeść. Pozdrawiam
      Agnieszka
    • gosiasur Re: Muszę się wypłakać... :( 29.08.04, 08:27
      Chciałam wcześniej odpisać na Twój post, ale komputer mi się zbiesił. Zorka
      wiem że przychodzą chwile zwątpienia i mamy czasem wszystkiego dosyć, naprawdę
      nie smuć się powoli Twój synek wszystko opanuje co powinien. Cierpliwości. Mój
      pierwszy syn urodził się o czasie, a nie cierpiał zupek i wogóle był
      niejadkiem, wiecznie byłam zapluta w różnych kolorach tęczy wzależności od tego
      jakie warzywo przważało. Mój Jędruś też woli jak tata go usypia i ja jestem
      zadowolona mogę wtedy chwilę odpocząć, a między nimi robi się jakaś silniejsza
      więź. Gosia
    • mamaifilip Re: Muszę się wypłakać... :( 30.08.04, 15:33
      Zorka7, potrzebne takie długie posty, aby czuć przez co przeszłyśmy.
      Ja nie karmiłam piersią, choć chciałam, ale nie za wszelką cenę. I dlatego nie
      rozumiem twojego zaparcia, wierzę, że w trosce o Bartusia (wcześniej o
      Martynkę). Problemy zdrowotne Filipa (wada wrodzona układu moczowego,
      wcześniactwo), pobyt w szpitalu, spowodowały, że dość łatwo odstawiłam
      laktator, gdy miałam okazję (biegunki Filipa, mimo mojej rygorystycznej diety).
      Syn tylko miesiąc jadł moje mleko, potem mleko modyfikowane, które staraliśmy
      się z mężem podawać z jak największą dawką czułości.
      Aby Filip czuł wyjątkową więź ze mną, jestem na każde kwękniecie, gdy płacze na
      innych rękach zabieram w moje ramiona (teściowa ma mi to za złe (ale to ja
      jestem jego mamą))i zawsze usypiam go po kąpieli (na dużym łóżku wtuleni,
      śpiewam mu kolędy). Pewnie nieroztropne, ale syn tylko przy mnie tak szybko
      zasypia i tylko u mnie na rękach tak szybko powraca uśmiech na jego twarzy.
      Znajdziesz Zorka7 drogę, aby pokazać, że jesteś jedyna. Nie musi to być przez
      cycusia. Życzę ci tego z całego serca. I trzymam kciuki za układ pokarmowy
      Bartusia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka