Witam,
mam synka z 33 tc, wylewy II stopnia (wchłonięte), przez pół roku walka z anemią i niedoczynnością tarczycy. Aktualnie ma prawie 3,5 roku. Od września chodzimy do logopedy ale postępy są znikome - może jeden wyraz na 2-3 tygodnie przy czym wyraz to "oko", "pupa" itp. Wszystko proste i krótkie, jednosylabowe. Co ciekawe próbuje łączyć wyrazy typu "mam coś", "ja mam", "chodź tu" (oczywiście sepleniąc) tylko, że zasób słów tak mały że na tych kilku połączeniach się kończy. Jest skrajnie uparty, nie chce ćwiczyć nawet jak staram się to obrócić w zabawę. Ale jest też "dziwna" rzecz - przykładowo mówię mu: powiedz kot". I on: "kot..... e nie, ja nie, ja nie". Czyli jakby się zapominał, że ma nie umieć powiedzieć, powie coś a potem się z tego wycofuje. Takich wyrazów powiedzianych raz w życiu (ale zawsze pasujących do okoliczności) jest z kilkadziesiąt. Czy myślicie, że nie mówi bo jest uparty?

Któremu logopedzie, psychologowi etc. to mówię, to mnie ignorują i nie komentują.
Co jeszcze można zrobić żeby mu pomóc (oprócz logopedy)? Co wpływa na decyzję o podaniu Nootropilu?
Dzięki wielkie za odpowiedzi. Zapewne rozumiecie mój strach i szukanie "pocieszenia, że wszystko będzie dobrze".