Ale nam się ostatnio porobiło, szpital stał się naszym drugim domem (fujjjj)
ale od początku.
W zeszły czwartek Karolka opażyła sobie rączkę, ja przysnęłam a ona złapała za
żarówkę w lampce nocnej i nie puściła jej tyko trzymała ją. Obudził mnie
wrzask, złapałam małą biegiem do łazienki pod bieżącą wodę, kiedy zchłodziłam
rączkę i obejrzałam. Natychmiast w samochó i na ostry dyżur. Mała ma oparzenie
II stopnia, całej wewnętrznej strony dłoni.
Podem wyjechałyśmy na weekend, wydawało się że jest już dobrze, wszystko
ładnie się goiło. Ale w poniedziałek MAła przestała prawie wogóle pić, we
wtorek zmoczyła jedną pieluchę i żadne picie w żadnej formie było dla niej nie
do przyjęcia. we wtorek szpital, lekkie odwodnienie, próbować poić dalej. No
to próbowałam, całą noc co godzinę i następnego dnia znów szpital i
nawodnienie. Ale już wykombinowałam jak wmusić w nią picie

Przystawiam ją
do piersi i kiedy pogrążona w błogostanie zamyka oczka, strzykawką wpuszczam
jej w kącik ust picie. Mała sobie ssie pierś i jednocześnie pije

)))
Dzisiaj nawet napiła się z kubka, także zmierza ku dobremu

))) jutro idziemy
na kontrolę do chirurga i zobaczymy co dalej.