tabaluga0
30.06.06, 11:22
Urlopem bym tego nie nazwala, bo wcale nie odpoczelam, bylismy na Mazurach, w
wynajetym domku ze znajomymi,
calymi dniami biegalismy za Szymkiem , bo on tylko na schody i do samochodu,
w domku tez na schody.Koszmar.
Do tego sie rozchorowal, bo zarazil sie od córki znajomych , która non stop
jest chora, musielismy jechac do lekarza w Giżycku i dotalismy
antybiotyk.Poza tym nic nie jadl.
W niedziele po powrocie spadl z huśtawki, tak go dziadek pilnował, myslałam
ze wyjde z siebie ale jakos sie opanowalam i nie powiedzialam słowa.Na
szczescie na trawe, troszke pplakal i ok, nic mu nie było.
Wczoraj wieczoram przerażliwie plakal, pomogl czopek przeciwbólowy, potem
znow to samo, dzis bylismy u lekarza, ale niby wszystko ok, ani ucho , ani
gardlo, moze brzuszek, moze zeby, bo ma spuchniete dziąsełka. Balam sie ze
moze głowka po tym upadku ale lekarz twierdzi ze jakby cos mialo byc to od
razu a nie po 5 dniach. Teraz mały spi, usnal mi na kolanach, nie wiem co mu
jest. Bedziemy obserwowac.