titula999
22.07.06, 13:06
Pamiętacie mnie jeszcze? Jestem mamą Wojtusia (ur.34tc, 1780g gestoza,
dystrofia). Zaglądam tu regularnie, ale rzadko się udzielam. Teraz piszę, bo
muszę to wreszcie z siebie wyrzucić.
Wojtuś ma już 10 m-cy, a ja jestem w 17 tygodniu ciąży. Pierwszy raz
zaszłam w ciążę po długim leczeniu i badaniach, a lekarz stwierdził, że nie
jestem stworzona do rodzenia dzieci i bez kolejnego leczenia nigdy tego
wyczynu nie powtórzę. Mylił się bardzo. Moją drugą ciąże skomentował, że
natury nie da się do końca przewidzieć i zrozumieć.
Początkowo lekceważył moje obawy i cały czas podkreślał, że gestoza wcale
nie musi się powyórzyć i żebym nie myślała cały czas o najgorszym.
Przedwczoraj na wizycie przeżyłam szok. Nagle zupełnie zmienił stanowisko.
Oświadczył, że głupotą z mojej strony jest oczekiwanie,iż urodzę zdrowe,
donoszone dziecko. Ponieważ historia lubi się powtarzać, on jest przekonany,
że tak samo będzie w moim przypadku. Jedyne na co mogę mieć nadzieję, to że
gestoza zacznie ię na tyle póżno, by można było ratować dziecko. Powiedział
to w taki sposób, że nie wiem jak wyszłam z gabinetu. a ciśnienie miałam
chyba wyższe niż przy zatruciu.
Od tej pory nie mogę przestać płakać. Jak mogłam być taką idiotką . Nie
planowałam tak szybko kolejnej ciąży, ale kocham bardzo to maleństwo, które
we mnie rośnie i nie mogę sobie wybaczyć, żę skrzywdzę i je. Wojtuś przyszedł
na świat w ostatniej chwili, ale nie mam nadziei, że cuda zdarzają się tak
często. NIe wiem co mam robić. Lekarz dał mi do zrozumienia, że niczego nie
zmienię i właściwie mogę tylko czekać. Rodzina na mnie krzyczy, żę nie wolno
się załamywać, ale oni nawet nie wiedzą, jak bardzo czuję się winna, bo to
przecież moje ciało krzywdzi moje dzieci. Wojtuś jest uroczym, slicznym
maluchem, ale każdy kto go widzi, nie potrafi się powstrzymać od komentarza
na temat jego wagi. Zdarza się, żę na wizycie lekarze pytają mnie, dlaczego
on taki zamorzony? Pytanie bardzo głupie, ale pada bardzo często. Powoli
jednak wyłazimy ze wcześniaczych dolegliwości i nie przejmujemy się głupimi
komentarzami. Czy jednak mogę liczyć, że moje drugie malństwo, będze na tyle
silne, by przetrwać. Boże, po co on mi to powiedział? Przecież sama byłam
świadoma zagrożenia. Teraz załamałam się zupełnie.
CZy to kara za moją lekkomyślność? Ale dlaczego płaci ją moja dzidzia?