W związku z kolejnymi kiepskimi wynikami morfologii Misia, świadczącymi
prawdopodobnie o lekkim polekowym uszkodzeniu szpiku i wróżącymi nam słabą
odporność, liczne choróbska i inne plagi zdecydowaliśmy się w ramach
hartowania zabrać małą na początku sierpnia nad morze.
Ponieważ wiem, że jest tu kupę chustowych mam (oj, oberwało mi się swego
czasu, nie wiem, czy pamiętacie

, i chyba parę nosidełkowych, na których
zdaniu też mi bardzo zależy, mam takie pytanko:
W czym duży, stukilowy, lekko wypukły w pasie facet mógłby przenieść prawie
dziesięciokilowe dziecko z campingu na plażę, z samochodu do sklepu, etc,
czyli na krótkim dystansie, mając jednocześnie wolne ręce, żeby nosić resztę
niezbędnych klamotów? Facet stawia taki warunek, że ma się do tego dziecko
łatwo wkładać, więc nie może być motane ani skomplikowane, a ja mam mu takie
cudo znaleźć

.
Myśleliśmy o nosidełku Baby Bjorn, ale okazuje się, ze one są tylko do 10 kg,
a mała ma już 9300. Może ktoś zna coś, co posłuży nam trochę dłużej?
Acha, i facet zaznacza, że ma nie być różowe i w ogóle ma wyglądać męsko
(hmmm... może taczki?