mercate
03.04.09, 23:03
Pewnei juz nikt mnie nie pamieta... sto lat temu cos napisalam, dla
przypomnienia moja Misia 25/26 tc 710 gram, wszystko co moze dopasc
wczesniaka przeszla i bylo dobrze, juz zaczynalam dochodzic do
siebie, ze nie skrzywdzilam dziecka tak bardzo jak sie wydawalo.
Tysiac razy robilysmy badania sluchu i nigdy nie wyszlo. Niedlugo
Misia skonczy 2 latka ale do tej pory nic nie mowi, porozumiewa sie
krzykami i pewnie dalej bym sluchala lekarza, ze trzeba jescze
poczekac, ze moze nastepnym razem uda sie przeprowadzic badanie, ALE
mam 8 miesieczna corke - i widze tak przepastna roznice w
komunikacji, ze sie zawzielam, to juz za pozno zeby znowu czekac na
wizyte i znowu uslyszec ze dziecko za nerwowe i prosze sprobowac za
miesiac...poszlam prywatnie (glupia jestem, ze dopiero teraz) i
oczywiscie Misia ma niedosluch jaki nie sa w stanie okreslic (nie
wykluczona gluchota) mamay skierowanie do szpitala na dalsza
diagnostyke (pacjent na pilne)a ja siedze i rycze, ze malo, ze to
dziecko tyle wycierpialo juz w swoim zyciu przeze mnie to jeszcze
przez moje glupie zaufanie do lekarzy po raz kolejny jej zaszkodzilam