asiek1982_8
27.05.09, 21:30
Dziś stanął mi cały świat przed oczami, w jedenj chwili uzmysłowiłam sobie ze
mogę stracić Filipa. pojechaliśmy do neurologa na umówiona wizytę kontrolną
(ocena- neurolog na 6+)raczkowanie, pół siad wszystko super. W samochodzie
Filip usnął ponieważ nie spał do południa, kiedy przyjechaliśmy na miejsce mąż
wyjął go z fotelikiem aby go nie budzić (spał), ja szłam parę kroków za nimi
bo jeszcze zamykałam auto. kiedy doszłam (10m) zobaczyłam że Filip siedzi bez
ruchu w foteliku, jest czerwony, ma otwarte oczy ale tak jakby nie kontaktował
z otoczeniem , oddech był prawie nie wyczuwalny , gdy go złapałam za ręce był
całkowicie sztywny;-(nie reagował na mój głos . Szybko odpięłam szelki
fotelika i wyjęłam całkiem sztywne dziecko które nadal nie reagowało. Zaczęłam
nim potrząsać i dopiero po 10 s złapał kontakt.To były najgorsza chwila w moim
życiu , nigdy się tak nie wystraszyłam. Całą mnie roztrzęsło , podcięło mi
nogi na koniec się rozpłakałam z nerwów.Do tej pory chce mi się płakać jak
sobie o tym pomyślę. Nigdy mu sie coś takiego nie zdarzyło, tylko z 3 razy jak
się budził w wózku ( bo śpi w łóżeczku) był przerażony ale nie sztywny i można
było z nim złapać kontakt. Oczywiście opowiedziałam neurolog cała sytuację i
mamy mieć badanie w kierunku padaczki choć ją wykluczyła ponieważ była to
jednorazowa sytuacja . Czy wasze dzieciaki kiedyś coś takiego miały.