morgen_stern
09.11.05, 10:37
Drugie podejście i oblałam. To była masakra, egzaminator patrzył na mnie jak
na kosmitkę. Znów manewry, jeszcze nie miałam przyjemności wyjechania na
miasto :-)
Nerwy mnie zżarły w całości, a potem wypluły :-)))) Zaczęła mi drżeć noga na
sprzęgle i to tak, że aż uderzałam nogą o podłogę (!) i tak było przez całe
manewry. Poprawiałam łuk, z którym wcześniej nie miałam problemów. W dodatku
zjechałam na prostym odcinku na lewą linię, takiego numeru jeszcze nie
widziałam ani nie zrobiłam. Natomiast poległam na równoległym, a właściwie na
korekcie, której po prostu nie umiałam zrobić. Kompletna porażka. Jak sobie
przypomnę ostatnie ostatnie jazdy doszkalające i instruktora, który
mówił: "No, z manewrami nie powinna mieć pani żadnych kłopotów"....
Boże, jak opanować nerwy, nie daję sobie już z tym rady. W dodatku zrobię
jeden błąd i całkiem sie sypię. Boję się jakichś tabletek uspokajających,
nigdy tego świństwa nie brałam.
Rozpisałam się, ale musiałam się wyżalić, wybaczcie :-((