Gość: kobieta
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.01.06, 10:17
Jak Wy byście zachowywali się w takiej sytuacji... Zdałam prawko jazdy, nie
miałam z tym żadnym problemów, nawet instruktor mnie pochwalił, ale jestem
osobą wrażliwą, nie czuję się dobrze będąc wyzywaną, krytykowaną... Jak
wsiadam do samochodu sama jest wszystko ok. Ale jak wsiada mój mąż, kończy
się to zawsze płaczem, moim. Bez przerwy dyryguje, poucza ostrym tonem,
klnie, wyzywa mnie od tumanów, jak popełniłabym jakiś błąd, wysiada z hukiem,
trzaska drzwiami... Dochodzi potem do tego, że jestem tak nerwowa, iż
zaczynam głupieć na drodze, i nie ręczę, że nie spowoduję wypadku, po prostu
jestem zdenerwowana, zdekoncentrowana itp. Ale co do tej krytyki, mąż widzi
moje najmniejsze uchybienie, natomiast sam... trzasnął, wnet po zrobieniu
prawa jazdy w czyjeś auto na parkingu, i odjechał, mając prawko już trochę
lat, uderzył na mieście w inne, bardzo drogie auto, bo nieumiejętnie
parkował, też zwiał. Zrobił niejedną niezbyt madrą rzecz, walnął nawet w wóz
ciągnięty przez konia, ale tego nie widzi, swoich błędów. Mało tego, jak
próbuję się bronić, słyszę cyniczne "tak, tak, tak, gadaj sobie",
albo "zamknij się, głupia jesteś". Wiem, że to nie miejsce na taki temat, ale
co zrobilibyście na moim miejsu, doszło do tego, że straciłam całkiem wiarę w
siebie, w swoje umiejętności, tak bardzo cieszyłam się z prawka jazdy, a
teraz boję się wszystkiego, zwątpiłam we wszystko. Żalę się tutaj, ale
naprawdę czasem pomaga zrzucenie ciężaru.