Dodaj do ulubionych

Taki trochę inny temat...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 10:17
Jak Wy byście zachowywali się w takiej sytuacji... Zdałam prawko jazdy, nie
miałam z tym żadnym problemów, nawet instruktor mnie pochwalił, ale jestem
osobą wrażliwą, nie czuję się dobrze będąc wyzywaną, krytykowaną... Jak
wsiadam do samochodu sama jest wszystko ok. Ale jak wsiada mój mąż, kończy
się to zawsze płaczem, moim. Bez przerwy dyryguje, poucza ostrym tonem,
klnie, wyzywa mnie od tumanów, jak popełniłabym jakiś błąd, wysiada z hukiem,
trzaska drzwiami... Dochodzi potem do tego, że jestem tak nerwowa, iż
zaczynam głupieć na drodze, i nie ręczę, że nie spowoduję wypadku, po prostu
jestem zdenerwowana, zdekoncentrowana itp. Ale co do tej krytyki, mąż widzi
moje najmniejsze uchybienie, natomiast sam... trzasnął, wnet po zrobieniu
prawa jazdy w czyjeś auto na parkingu, i odjechał, mając prawko już trochę
lat, uderzył na mieście w inne, bardzo drogie auto, bo nieumiejętnie
parkował, też zwiał. Zrobił niejedną niezbyt madrą rzecz, walnął nawet w wóz
ciągnięty przez konia, ale tego nie widzi, swoich błędów. Mało tego, jak
próbuję się bronić, słyszę cyniczne "tak, tak, tak, gadaj sobie",
albo "zamknij się, głupia jesteś". Wiem, że to nie miejsce na taki temat, ale
co zrobilibyście na moim miejsu, doszło do tego, że straciłam całkiem wiarę w
siebie, w swoje umiejętności, tak bardzo cieszyłam się z prawka jazdy, a
teraz boję się wszystkiego, zwątpiłam we wszystko. Żalę się tutaj, ale
naprawdę czasem pomaga zrzucenie ciężaru.
Obserwuj wątek
    • Gość: Jacek Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 10:27
      A czym Ty się dziewczyno przejmujesz ?!?!?!?!?! W
    • marti64 Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 10:28
      Myślę,ze powinnaś podejść do sprawy trochę z dystansem.Zacznijmy od tego,że
      wypowiedziane przez męża słowa typu-(głupia jesteś,jesteś tumanem)oraz
      trzaskanie drzwiami nie świadczą na pewno za dobrze o nim samym(ale w sumie to
      Wasza sprawa).Uważam,ze powinnaś pogadać z mężem,iż jego zachowanie stresuje
      Cię jeszcze bardziej i odechciewa Ci się jeździć.Powiedz,że jeśli ma dalej byc
      taka atmosfera,to Ty nie bedziesz jeździła i już.Jako Twój mąż powinien Cię
      zrozumieć,okazać więcej Cierpliwośći,mniej nerwów,bo on jakiś strasznie nerwowy
      wydaje się być.Ja jeżdże ze swoim chłopakiem,też dorzuci swoje uwagi typu"
      jedź,jedź śmiałooooooo" albo"zwolnij bo nas zarzuci" lub"no,musimy jeszczce
      potrenować dynamike twojej jazdy",ale nigdy nie powiedziałby,że jestem głupia
      bo jakbym go czymś palnęła to by nie wiedział jak się nazywa!!!Po to siedzi z
      boku,żeby nadzorować jazdę a nie pruć gębę,nie???
      • Gość: Anetka Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 11:22
        Uważam,że jeśli tego nie zrobiłaś jeszcze powinnaś porozmawiać szczerze ze
        swoim mężem,powiedzieć,że to cię stresuje,takie jego zachowanie.Jeśli jest
        mądry zastanowi się nad sobą i zmieni postępowanie.Jeśli tego nie zrobi,to nie
        gniewaj się ale jest dziwnym typem.
    • fiokla Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 10:29
      Co zrobilabym na twoim miejscu? Mam chyba takie samo miejsce jak i ty, czyli meza mizogina. Cale zycie (dlugo) wmawial mi, ze sie nie nadaje do prowadzenia samochodu, nigdy mi nie pozwolil siac (nawet sobie posiedziec) za kierownica, kiedy o cos pytalam zwiazanego z samochodem lub jazda, zbywal mnie i wyzywal, zem glupia i nie zrozumiem. Teraz w tajemnicy poszlam na prawko i sie naucze. Potem kupie za grosiki wlasne autko jakies uzywane i luzik. Rada jest taka: powiedz zeby zamknal morde i sie nie odzywal, kiedy prowadzisz. Jezeli ma jakies zastrzezenia, niech powie w domu. Powiedz to tosc ostro, bo tacy nie maja wrazliwosci emocjonalnej, wiec trza kawe na lawe.
      I nie prowadz, kiedy jedziesz z nim, bo to ci szkodzi. Jego celem jest, abys zwatpila w siebie jako kierowce, i Pan nadal mialby nad toba te jedyna przewage,ze prowadzi, bo wystraszyl sie, ze juz stracil ostatnia.
      • Gość: laura Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 10:35
        Do Twojej Fioklo wypowiedzi wstawilabym jeszcze: daj mezowi w morde albo
        rozwiedz sie... Faceci po slubie mysla, ze im wszystko wolno lacznie z
        ponizaniem i pomiataniem swoja zona.
        Pozdrawiam.
        • fiokla Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 10:38
          Ja bym nie wstawila, bo jestem przeciwna przemocy. Ale asertywnosc, to cos zupelnie innego. Nawet ostro wypowiedziana, ale zawsze kontrolowana. Co do rozwodu? To chyba nie bylo tematem watku.
          • Gość: laura Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 10:44
            Niestety asertywnosc na pewnych mezczyzn nie dziala.Rozwod nie jest tematem
            watku tylko odpowiedzia na pytanie w nim zawarte...
            Pozdrawiam cieplo.
            • fiokla Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 10:48
              Gość portalu: laura napisał(a):

              > Niestety asertywnosc na pewnych mezczyzn nie dziala.Rozwod nie jest tematem
              > watku tylko odpowiedzia na pytanie w nim zawarte...
              > Pozdrawiam cieplo.
              _______
              To ma zadzialac na nas, nie na nich. Asertywnosc czyli. Ma poprawic nasza wizje siebie, wzmocnic swoja wiare w swoje mozliwosci, a jak sie zmienimy my same, to i oni beda musieli zmienic swoj stosunek do nas, bo czy bedzie chcial co chwila slyszec "zamknij morde" i zadnej reakcji innej na swoje slowa?
              • Gość: laura Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 11:05
                Tak mi sie przypomniala historia znajomych, ktorzy wychowywali dzieci
                korzystajac z fenomenu asertywnosci.Nie trudno zgadnac kto rzadzi w domu...A
                mezczyzni podobno nigdy nie dorastaja ;)Ale to na inny watek :)
    • Gość: olek Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 10:33
      Bez obrazy, ale wysłać faceta
      na leczenie psychiatryczne, bo do tego tylko się nadaje !!! Po co go bierzesz
      do samochodu? Wysadź go, jak mu się coś nie podoba, jak sam wysiądzie to super,
      odjedź, zostaw, niech pójdzie po rozum do głowy i nauczy się, że nie opłaca się
      być dyktatorem tyranem, a chyba ma takie zapędy.
      • tygrys7677 Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 10:37
        a moim zdaniem powinnas rozwiesc sie z mezem. zdecydowanie nie jest to partner
        dla Ciebie... natomiast JA to co innego: spokojny, cierpliwy ale zdecydowany,
        mily i zawsze sluzacy dobra rada:)
        czekam na mejla od Ciebie;)
        • fiokla Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 10:45
          I gdzie sie podziewaja na codzien takie tygryski? Spokojni ale zdecydowani? Chyba nie wtym buszu buszowalam:(((((((
          chlip
          • tygrys7677 Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 14:04
            fiokla napisała:

            > I gdzie sie podziewaja na codzien takie tygryski? Spokojni ale zdecydowani?
            Chy
            > ba nie wtym buszu buszowalam:(((((((
            > chlip

            spokojny, zdecydowany i samotny;-)!
        • marti64 Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 10:45
          Eeeeeeeeeeee,po co ma sie rozwodzić przez jazdę.Wystarczy,że mu powie-"Jak mi
          jeszcze raz tak powiesz to jak Cię gwizdnę to wylecisz na świńskie południe
          facet,albo jesteś tu po to żeby przekazac mi normalnie swoje uwagi albo nie
          jeżdżę z tobą i już". Jak ktoś trąbi na Ciebie z tyłu powiedz pod nosem
          głośno"Nie pie..tylko jedź".
      • Gość: kierowca Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 10:47
        W zyciu takiego się nie bierze ze soba. To co robi przyniesie odwrotny skutek,
        zamiast jezdzic coraz lepiej , bedziesz jezdziła coraz gorzej, zniechecenie to
        sprawi, zobaczysz, ze tak będzie. Dojdzie w koncu do tego, ze odstawisz prawko
        do lamusa, i po co bylo je robic ? Nie daj sie tyranizowac, badz stanowcza. A
        meza namow na wizyte u psychologa, bo tabletki na uspokojenie powinien brac,
        chyba jest nerwowy. Jezdze sam juz sporo lat, nie moge sie nadziwic nigdy
        chamstwu kierowcow w stosunku do tych poczatkujacych. Kazdy z nas musial
        jezdzenia się nauczyc, tylko juz nikt nie pamieta swoich pierwszych bledow.
        Bylem swiadkiem takiej sceny, jak mezczyzna bluzgal dziewczyne, ktora dopiero
        zrobila prawko, neumiejetnie parkowala, zachowal sie jak najgorszy cham, az mu
        ludzie uwage zwrocili. A chamstwo meza w stosunku do zony, to dla mnie jest
        wogole nie do pomyslenia.
        • instruktor47 Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 11:11
          Zawsze moim kursantom powtarzam, że jeśli już biorą ze sobą kogoś jako pilota,
          doradcę, nie powinny być to osoby nerwowe, absolutnie nie. Pochwała zdziała
          bardzo wiele, natomiast krytyka jest czymś bardzo dołującym, czymś co jedynie
          przeszkodzi w robieniu dalszych postępów. Takich osób należy unikać. I w takim
          wypadku lepiej jeździć samemu. Na początek skoro boimy się, nie czujemy się
          jeszcze zbyt pewnie za kółkiem, a po otrzymaniu prawa jazdy tak naprawdę każdy
          dopiero zacznie skołę jazdy, wybierajmy mniej uczęszczane trasy. I jeździjmy,
          dużo, wykorzystujmy każdą okazję, trenujmy, nie przestawajmy jeździć. Nie
          poddawaj się i posłuchaj mojej dobrej rady. Jeśli chcesz kierować, nie zabieraj
          ze sobą małżonka, ani nikogo, kto próbowałby dołować krytyką niekonstruktywną.
          Dobre rady, wypowiedziane spokojnym tonem naprawdę pomogą, natomiast krytyka
          dla krytyki, pokazująca wyższość krytykanta nad uczącym się to nic dobrego. Od
          tonu wypowiedzi bardzo wiele zależy, szczególnie jeśli jest się osobą wrażliwą.
          Można stracić całą wiarę w siebie i w swoje umiejętności. Głowa do góry !
          Pamiętaj, że ten, kto krytykuje teraz sam też kiedyś nic nie umiał.
          • Gość: mężczyzna do instruktora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 12:44
            fajnie napisane, fajne podsumowanie, a ty się kobieto nie zamartwiaj
    • Gość: efemeryda Re: Taki trochę inny temat... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.06, 11:23
      A czego się spodziewałaś kobieto? Wlazłas w męża działkę i oczekujesz
      wyrozumialości? To przecież ON był do tej pory guru od motoryzacji - Ty mogłaś
      jedynie podziwiać jak sprawnie zmienia biegi i dodaje gazu! I tak mialo być!!! A
      tu nagle baba siada za kierownicą i co najgorsze - ma szansę okazać sie lepszym
      kierowcą! To tego właśnie pan mąż nie może strawić! Co masz robić? Nie wiem -
      może pytaj go na każdym kroku czy wg niego dobrze wykonałaś ten manewr? Czy
      uważa że już powinnaś zmienić bieg? Podkreślaj, że Ty przy nim to jesteś żuczek
      marny...Albo wyślij go na drzewo, bo to on ma problem!!! Pozdrawiam!
    • swinka_morska Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 11:30
      ja bym kupila bardzo gruba i dobra jakosciowo tasme klejaca - zakleilabym go i
      po sprawie, a tak na powaznie to unikalabym sytuacji kiedy to on by siedzial w
      roli pasazera z tekstem "skoro nie podoba ci sie jak ja jezdze to sam pokaz jak
      jezdza mistrzowie" i zajelabym sie komentowaniem jego wyczynow z dogryzaniem np
      przy parkowaniu "uwazaj, uwazaj, za ciasno po prawej, uwazaj bo walniesz tak
      jak wedy w tamtego, etc" - ale to chyba w ostatecznosci jezeli rozmowa nie
      pomoze...
      • Gość: olej go Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 11:47
        Przywal mu,albo powiedz,ze sam jest tuman.Nie poskutkuje,to olej takiego
        faceta,sa inni lepsi na tym świecie.Tak z innej beczki.Mam kumpele,ktora jej
        facet zakompleksial bez przerwy,nie chcial z nia gadac bo uwazal,ze baba jest
        tylko do garow i nic madrego nie moze powiedziec.Ona jak miala inne zdanie niż
        jej facet,była wyzywana od glupkow,nie wolno jej bylo nic powedziec,bo zaraz ja
        uciszal,kazal sie zamknac.Wpadla w depresje,zaczela biegac do netu,wyzalala sie
        tam,szukala pocieszenia,szczerych rozmow z innymi facetami,robila to w
        rozpaczy.To potem zaczal cala wine zwalac na nia,ze to ona jest taka
        zepsuta,uzależniona od netu,wymagajaca leczenia,chora psychicznie,a on niby
        swiety.Tak sie poddala,zalamala,uwierzyla w to co on o niej gadal.I bylaby sie
        wykonczyla,gdyby nie zdecydowana pomoc przyjaciol.Teraz jest z innym
        facetem,zdobyla sie na odwage,ktorej jej po prostu brakowalo,a eks stale
        ponizal ja i udowadnial,ze kto by takiego tuymana jak ona chcial.Odeszla od
        tamtego razem z dwojka dzieci i wreszcie poczula sie wolna i szczesliwa.I to
        nie ona była glupia,tylko ten jej facet.Uwazaj wiec,zebys nie wpadla w sidla
        takie jak moja kumpela.Pozdrawiam goraco.Trzymaj sie.
        • Gość: ktoś w normie Re: Taki trochę inny temat... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.01.06, 12:03
          Jak ty wybierałaś kobieto sobie tego faceta.Albo miałaś wielkiego pecha albo faktycznie jesteś głupia.Może najwyższy czas zmądrzeć...chyba wziął Cie na litość jeśli jesteś wrażliwa :D Pozdrawiam i zrób coś z tym.
          • Gość: tromysza Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 12:11
            napisałam wyżej- ja też niedawno odebrałam prawo jazdy. i co? Walnęłam parkując
            w garażu? niezła jazda. Mąż- jęknął. Po chwili powiedział; No dobra, Mysza, nic
            się nie stało. a pamiętasz jak ja jeździłem. ja w domu płakałam, a on
            przypominał mi jak wyglądały jego wpadki.Pocieszał mnie, choć wiem, że był
            załamany, bo to nasz nowy samochód, na kredyt i choć zadraśnięcie małe, wygląda
            paskudnie.
            kochana, a czy on cię szanuje poza samochodem? Bo coś wydaje mi się, że nie. Tu
            fajnie napisał Instruktor. strasznie ważne jest to, czy ktoś daje nam wsparcie,
            uczy nas spokojnie. Po prostu przestań jeździć z mężem,myślę, że on ma stado
            kompleksów. Trzeba mu współczuć. Bądź dzielna.
    • spin_spin_sugar Re: Taki trochę inny temat... 20.01.06, 14:57
      miałam podobnie z ojcem;) tu chodzi o to by zaufać kierowcy, a do tego trzeba z
      nim trochę pojeździć i sie przyzwyczaić, może dobrym pomysłem by było mówienie
      dokładnie co masz zamiar zrobić, by osoba pouczająca Cię zrozumiała, że nie
      masz zamiaru zrobić czegoś głupiego i że wiesz jak masz jechać - ja tak teraz
      postanowiłam;) ale póki co zrobiłam sobie z tatą przerwę na jazdy w zimie:)
      hehehe wole się przyzwyczaić w "normalnych", a nie trudnych warunkach NAJPIERW,
      aż będzie pewność ze strony "tych najmądrzejszych" pasażerów , że jako kierowcy
      można mi zaufać i że wiem co kiedy jak mam robić, jak wybrąć z różnych
      sytuacji "nieprzewidywalnych", a potem wyjazd na śnieg:)
      myślę, że nawet dobrze zrobić sobie po paru "prywatnych" jazdach przerwę, jeśli
      sie nie musi jeździć codziennie - a to po to, by się "poukładało" w głowie,
      można sobie przypomnieć różne sytuacje itp.:) ale to tylko mój sposób - zamiast
      bezmyślnie się stresować codziennie:D
      powoli się objeździsz, ludzie wsiadający do samochodu muszą mieć pewność, że z
      Tobą, jako kierowcą, można wszędzie pojechać i w każdych warunkach - wtedy
      będziesz miała spokój - czego Ci życzę:)))
      pzdr
      • rf11 Sherlockiem Holmsem to ja nie jestem ale... 20.01.06, 15:24
        zaprzeczasz sama sobie (post do pani o nicku "kobieta")

        kilka postów niżej napisałaś tak:
        "Jechałam przedwczoraj w wielką śnieżycę. Mąż mówił, że jadę super, jest okey.
        Ale ja cała się trzęsłam. (...) Mówię do męża- nie dam rady. a on: dasz. I co?"

        więc jak to jest bo nie czaje bazy? a w dodatku to ja się trochę nawet nie
        dziwie męzowi że zrobił Ci awanturę bo czytając dalej twój post natyknąłem się
        na takie słowa:

        "za szybko skręciłam i walnęłam w słup... super, co? "

        więc jak to w końcu było?

        pozdrawiam!:)
        • Gość: też kobieta Re: Sherlockiem Holmsem to ja nie jestem ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 15:33
          Jakbyś nie zauważył to dwie osoby zbiegiem okoliczności mają ten sam nick,
          jedna to już wyjaśniała.
        • fiokla Re: Sherlockiem Holmsem to ja nie jestem ale... 20.01.06, 15:38
          rf11 napisał:

          > zaprzeczasz sama sobie (post do pani o nicku "kobieta")
          __________
          bo to inna kobieta byla:)
          • rf11 Re: Sherlockiem Holmsem to ja nie jestem ale... 20.01.06, 16:33
            aa no to zwracam honor, no ale jak napisałem w temacie Sherlockiem Holmsem nie
            jestem:D no i dawno nie zagladałem na forum wiec sorry:)

            pozdro
            • olkaaaa Re: Sherlockiem Holmsem to ja nie jestem ale... 20.01.06, 17:36
              ale maż niech go gęś kopnie teraz jak on będzie robiłkanapke też go powyzywaj
              • tromysza druga kobieta to ja ( 20.01.06, 19:11
                No właśnie...to ja jestem tą drugą kobietą i to ja walnęłam w słup!!!! Ale mój
                na mnie nie krzyczał. To fajny gość jest. Walnęlam to za dużo powiedziane-
                otarłam się.
                Ale nawet gdyby to ona otarła się o słup to i tak nikt nie powinien tak na nią
                krzyczeć.
                Mnie to Bóg pokarał- kilka lat temu jechałam z mężem, ówczesnym chłopakiem i on
                właśnie zrobił prawko- jechał jak ... no źle jechał. a ja? no ja nie wiem jak
                można tak jeździć po kursie- mądrzyłam się. I teraz mam. Oliwa sprawiedliwa :-
                ))))
    • Gość: mokka Re: Taki trochę inny temat... IP: *.torun.mm.pl 20.01.06, 23:15
      Prooponuje rozwod...
    • Gość: bbb Re: Taki trochę inny temat... IP: *.dolsat.pl / 85.219.248.* 21.01.06, 21:06
      wiesz co?
      powiedziałabym mu niech spada (jak to się kiedyś mówiło),
      i na pewno nie jeździłabym z takim chamem, bo to jest chamstwo tak się do
      kogokolwiek odnosić, a już do najbliższych to w ogóle...,
      sądzę, że Twój mąż boi się po prostu o swoją rolę pana i władcy, od którego
      byłaś pewnie do tej pory zależna,
      mój mąż, żebym nie wiem jaką głuptę na drodze zrobiła, nigdy mnie nie
      skrytykował nawet, ja sama nieraz mówię, że nigdy się nie nauczę jeździć a on
      powtarza, że bardzo dobrze mi idzie i każe mi jeździć i jeszcze raz jeździć...
      trzymaj się!

    • zamienswojastara Re: Taki trochę inny temat... 27.01.06, 21:03
      allegro.pl/show_item.php?item=83420578
    • Gość: 03730 Pierwsza zaszda szkolenia - nigdy mąż !!!! IP: *.chello.pl 28.01.06, 23:06
      Jak chcesz uczestniczyć w takich aferach to możesz kontynuować jazdy. Nigdy nie
      powinno się szkolić w układach mąż-żona bo nic z tego dobrego nie wychodzi. Czy
      możesz sobie kupić jakieś tanie auto i być samodzielną? Wtedy nie będzie się
      chłopisko martwiło o swoje techniczne cudeńko, ubezpieczenie itp. Rozpocznij od
      jazd na dobrze znanych trasach i pomalutku coraz więcej, więcej... Minie jakiś
      czas i mąż zobaczy, że nic się nie stało i będzie wszystko dobrze. Forma agresji
      nie zawsze musi być tak rozumiana jak przez większość uczestników forum, może on
      się boi o ciebie i nie potrafi działać inaczej.
      • bedorti Re: Pierwsza zaszda szkolenia - nigdy mąż !!!! 29.01.06, 10:06
        Nie poddawaj się.Jeżdzij sama bez niego lub kup jeżeli masz trochę kasy jakieś
        autko. Nie daj się zastraszyć , zgnębić - ja znam taki przypadek -moja mama od
        ok.25 lat trzyma prawko w szufladzie i tylko na nie czasem popatrzy z żalem że
        nie miała siły, nie umiała się przeciwstawić. Jeżeli w innych sytuacjach też
        tak się do ciebie odnosi i żle Ciebie traktuję to zastanów się nad swoim
        małżeństwem czy warto to ciągnąć.
    • Gość: ~ Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.06, 12:05
      ja na Twoim miejscu pomyslalabym o wychowaniu meza i o poradach
      psychologicznych w sprawie problemu malzenskiego a nie w sprawie problemu z
      prawem jazdy bo skoro zdalas za pierwszym razem nie masz zastraszajacych
      trudnosci z jazda. osobiscie nigdy nie pozwolilabym sobie na takie
      traktowanie... jesli mu nie pasuje niech nie jezdzi z Toba albo po prostu
      jezeli chcesz uniknac takich sytuacji niech on prowadzi kiedy jedziecie razem.
      poza tym musisz jezdzic sama... pozdrowienia i glowa do gory
      • Gość: femi Re: Taki trochę inny temat... IP: *.icpnet.pl 30.01.06, 00:43
        dlatego nie wychodzę za mąż... faceci wiedzą wszytsko najlepiej...
        • Gość: ~ Re: Taki trochę inny temat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 18:43
          sa wyjatki ale trudno na takie trafic:) nie nastawiaj sie tak pesymistycznie.
          pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka