przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac!

IP: *.aster.pl 23.02.07, 14:54
Chyba zwariuje z tym prawkiem, czwarty raz zdawałam i pierwszy raz spokojna
byłam.Poszłam na pierwszy ogień , pierwsza z grupy i zawaliłam plac , to
niemożliwe, nie wiem jak to się stało. Wczesniejsze razy nie miałam z placem
żadnych problemów. Nie mam juz na to siły.
    • basia_11 Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! 23.02.07, 14:59
      Gość portalu: natalia napisał(a):

      > Chyba zwariuje z tym prawkiem, czwarty raz zdawałam i pierwszy raz spokojna
      > byłam.Poszłam na pierwszy ogień , pierwsza z grupy i zawaliłam plac , to
      > niemożliwe, nie wiem jak to się stało. Wczesniejsze razy nie miałam z placem
      > żadnych problemów. Nie mam juz na to siły.


      Współczuję:-( Musisz być jednocześnie wściekła i załamana...

      Najgorsze znowu to czekanie na kolejny termin...

      pozdrawiam serdecznie
      Basia
    • patrycja.ros trzymaj się dziewczyno!!!! 23.02.07, 22:17
      Nie daj się i nie załamuj. Uda się - musi. Będę za Ciebie trzymała kciuki:))))
      • Gość: natalia Re: trzymaj się dziewczyno!!!! IP: *.eranet.pl 24.02.07, 13:14
        Dziękuję choć za każdym razem coraz trudniej jest uwierzyć w swoje
        możliwości.Regularnie dwa razy w tygodniu jeżdżę od września i nie wiem co
        więcej mogę zrobić żeby zdać.
        • Gość: Mathieu Głowa do góry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.07, 18:52
          Ja miałem identyczną sytuację, tyle, ze to było moje trzecie podejście i nie
          byłem spokojny. Też byłem wyrwany jako pierwszy i oblałem łuk. NIe wiem jak to
          się stało. 2 poprzednie razy mi ładnie poszły. Ale we wtorek miałem 4 podejście
          i... zdałem. Chociaż sam w to jeszcze nie wierzę bo poszedłem taki
          zrezygnowany, jak zobaczyłem swojego egzaminatora, to już bylem pewien, ze nie
          zdam:) Ja zdawałem w Poznaniu, a tu są dość długie terminy... 1,5 miesiąca.
          Teraz mam to z fłowy i jakoś tak mi dziwnie, bo od kwietnia to było częścią
          mojego życia:) pozdrawiam
          • Gość: natalia Re: Głowa do góry IP: *.aster.pl 25.02.07, 11:03
            Dzięki za dobre słowa, wszystkim innym też dziękuję
    • Gość: Grzechu Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! IP: *.telpol.net.pl 24.02.07, 19:02
      Nie martw się, że teraz Ci nie poszło... :(( Ja zdałem za 5 razem a również
      zawaliłem ostatni plac... Trzeba mocno wierzyć i się uda! :))
      • Gość: pietia Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.07, 01:27
        nie trzeba wierzyć tylko trzeba się nauczyć jeździć
    • Gość: pietia Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.07, 01:24
      nie mogę zrozumieć jak można zawalić plac gdy tak mało obowiązkowych manewrów
      jest do wykonania i tak szeroko powiększono obowiązkowe manewry.wg.mnie trzeba
      być nogą żeby oblać
      • Gość: natalia do pieti IP: *.aster.pl 25.02.07, 10:58
        też nie wiem jak to się stało ale nie mądraluj się tak bo pewnie sam noga
        jesteś . Ja umiem jeździć i to nie moje zdanie ale także instruktora.Mi na tym
        bardzo zależy bo sama wychowuję dziecko i potrzebny mi samochód do pracy, po za
        tym pieniądze które idą cały czas na jazdy i egzaminy przydałyby mi się na inne
        również powazne sprawy chociażby pompę insulinową która kosztuje 8 tysięcy.
        • Gość: tez zdaję natalia, trzymaj się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.02.07, 20:12
          Niczym się nie przejmuj, zdawaj aż do skutku. Ja czekam też na swój 4.exam...z
          drżacym sercem:/ Zmieniłam już instruktora, bo ten, u ktorego wykupiłam cały
          kurs--beznadzieja - niczego nie nauczyl,od początku twierdził, ze świetnie
          jeżdzę...ciekawe (po 2godzinach ?? - co?jakis talent byłam?? - bo jakoś same nie
          uwazałam ze coś umiem, samochód sie do przodu kulał i tyle). Szkda tyle tej
          całej kasy... bo wiadomo, kazdy kolejny egzamin kosztuje, czasem dla zabicia
          ewentualnych wyrzutów sumienia - kupujemy dodatkowe godziny, znów $$$ :/
          A jesli chodzi o łuk:
          dziwna to sprawa, bo widziałam wielu dobrze jezdzących kursantów, którzy na
          jazdach nigdy nie mieli problemów z "łukiem", oblewali go własnie na egzaminie.
          To są nerwy, panie przemądrzały powyżej!!!
          Sama też zauważyłam na moich 3 dotychczasowych egzamiach, że nie wychodzi mi ten
          "łuk" jak ja bym sobie tego zyczyła...
          na koniec dodam, że ćwiczę jazdę w duzo trudniejszych warunkach niz te, ktore są
          na placu egzaminacyjnym, nigdy nie tracę kontroli nad pojazdem, niczego nie
          rozwaliłam, nikogo nie uszkodziłam.

          ~~
          PAni Natalio życzę wytrwałości i wsparcia bliskich - to pomoże w chwilach
          załamania:).
          Ma pani pełne wsparcie zdających forumowiczów (prawie wszystkich)
          ~pozdrawiam
          hania
          • Gość: zaliczone Re: natalia, trzymaj się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.07, 22:05
            Trzymaj się dziewczyno to jest do zrobienia. Ty panujesz nad sytuacja pamietaj!
            Wiem dokładnie co to nerwy, przez nie oblewalem egzamy.Powiedziałem sobie:stary
            ty nie jesteś kiep nigdy nie byłeś,a pozatym były osoby które mnie wspierały i
            wierzyły we mnie.Tak na marginesie na pierwszym egzaminie strzeliłem w słupek z
            przodu.Aż mi łzy pociekły poźniej z tej bezradności.Wygrasz to, ja w to wierzę.
            • Gość: natalia Re: natalia, trzymaj się IP: *.aster.pl 26.02.07, 09:32
              Dzięki wszystkim za wsparcie.
          • Gość: natalia Re: natalia, trzymaj się IP: *.aster.pl 26.02.07, 09:30
            Bardzo Ci dziękuję , to co napisałaś to bardzo miłe i dodaje otuchy, której
            rzeczywiscie zaczyna brakować. Wezmę kilka godzin u innego instruktora choć mój
            jest ok ale przy nowym człowieku też będzie mi się jeździć inaczej i może mi
            coś podpowie czego jeszcze nie wiem.Pozdrawiam.
            • Gość: linia frontu Re: natalia, trzymaj się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 05:35
              Natuś, nie przejmuj się! w 1/4 wiem, co czujesz, kurcze, flustrujące, jeszcze
              nic się nie zaczęło dziać, a już koniec:/. Też mam z tym problem, kompletnie
              nie mogę załapać, a jak załapię, to i tak, jak widać, nie dość dobrze. Wściekła
              jestem, maglowaliśmy ten łuk. Może panikujesz? Ja spanikowałam, zamiast się
              zatrzymać, zaczęłam się szamotać:). Ale to też jest do zrobienia, co??? Tylko,
              żeby jeszcze trochę poćwiczyć. Kurcze, jaka jestem wściekła, usiłuję Cię
              pocieszyć, ale chyba najpierw muszę się zdystansować.
              • Gość: natalia do linii frontu IP: *.aster.pl 27.02.07, 09:14
                U mnie było tak , że po raz pierwszy się nie denerwowałam, nie musiałam tez
                czekac bo wywołali mnie jako pierwszą. Znam dobrze technike robienia manewrów,
                patrzyłam w tylnia szybe i srodkowy pachołek był jak na moje oko posrodku. Żeby
                wyjechać po za linie musiałabym to widzieć że jest gdzieś z boku a ja byłam
                pewna , że jest ok. Nic z tego nie rozumiem. Zaskoczona byłam , że egzaminator
                pokazał mi ręką STOP. A ja pomyślałam o co mu kurde chodzi.Nie sprawdziłam
                nawet czy najechałam czy nie , wyszłam powiedziałam no trudno , prosze Pana ,
                dzięki i do widzenia.
                • linia.frontu Re: do linii frontu 27.02.07, 15:08
                  Będzie to brzmiało jak seria tłumaczeń, ale nie, to tylko seria błędów w
                  rozumowaniu. Na exam szłam mocno podminowana pracą i szybko postępującym
                  nawarstwianiem się rzeczy, których szybkie niewykonanie wiąże się z poważnymi
                  konsekwencjami i nikt się mnie nie będzie pytał, czy miałam exam, bałam się
                  nawału tego po powrocie, do tego stres samym examem, odpowiednikiem ustnego,
                  czyli sieki, jednej wielkiej sieki w głowie. Uświadomiłam sobie istnienie
                  śniegu, rozciapciującego się na bocznych szybach i leżącego na moim łuku:/,
                  kiepska widoczność, ale nie pamiętam nawet, gdzie patrzyłam, total mętlik,
                  pamiętam tylko, że za szeroko wyjechałam i spanikowałam, nie wiedziałam, co mam
                  zrobić z tym cholernym autkiem, a kurcze, łuk miałam opanowany i owszem miałam
                  problemy, ale z prostowaniem, a nie skręcaniem. No, ale cóż. Chciałabym to
                  rzucić w cholerę, muszę ze studiami nadgonić, bo jak tak dalej pójdzie... i mam
                  już dość tej lesery w pracy, całej nerwówy ze zwiewaniem na jazdy, i jeszcze
                  dosyć wydawania ostatniej kasy na jazdy, zamiast na kserówki, albo nawet głupi
                  ciuch. Musiałam się wygadać:/. Ale nie zostawię tak tego. Sama się w ten
                  problem wpakowałam, więc mam zamiar go rozwiązać, niech się wali, pali, ja to
                  prawko zrobię:). I Ty też je zrobisz! :) Zobaczysz, w końcu musi się udać i uda
                  nam się, tylko jeszcze trochę determinacji i trochę treningu:))).
                  Pozdrawiam, nie łam się (no, chyba, że na łuku:))))!!!
                  • basia_11 Re: do linii frontu 27.02.07, 18:35
                    linia.frontu napisała:

                    > Będzie to brzmiało jak seria tłumaczeń, ale nie, to tylko seria błędów w
                    > rozumowaniu. Na exam szłam mocno podminowana pracą i szybko postępującym
                    > nawarstwianiem się rzeczy, których szybkie niewykonanie wiąże się z poważnymi
                    > konsekwencjami i nikt się mnie nie będzie pytał, czy miałam exam, bałam się
                    > nawału tego po powrocie, do tego stres samym examem, odpowiednikiem ustnego,
                    > czyli sieki, jednej wielkiej sieki w głowie.


                    Linio, chyba każdy tak ma, w mniejszym czy większym stopniu...
                    Nie da się skupić na samym tylko prawku, bo jest praca, nauka, rodzina, różne
                    inne sprawy i jak egzamin źle pójdzie to normalne, że szuka się wyjaśnienia. Nie
                    chodzi o wykręty, zwalanie swoich braków na innych, po prostu nie da się ot tak,
                    uznać, że nie zdane i przestać myśleć. Jest wielka radość jak się zda i smutek
                    jak nie wyjdzie a z tym wiąże się rozpamiętywanie porażki. Jak mi nie pójdzie
                    też będę rozważać, co źle zrobiłam, dlaczego źle zrobiłam...

                    Życzę Ci, żebyś jak najszybciej miała za co kupić dodatkowe lekcje i zapłacić za
                    kolejny termin - oby ostatni.


                    pozdrawiam serdecznie
                    Basia
                    • linia.frontu Re: do linii frontu 27.02.07, 19:21
                      Dzięki, Basiu, takie posty pozwalają mi złapać odrobinę dystansu do samej
                      siebie i tych wszystkich "arcyważnych" spraw (ja jeszcze mamą nie jestem, tylko
                      w nieznacznym procencie mogę wyobrazić sobie, jaka to odpowiedzialność). Z
                      jednej strony odnoszę wrażenie, że podejrzanie mocno angażuję się w to prawko,
                      że wszystko inne zwalam na dalszy plan, z drugiej, że robię stanowczo za mało,
                      że np. nie rzucam palenia (drastycznie ograniczam, to brzęczenie Instruktora
                      jednak robi swoje:D), że czytam za mało PRD, etc. Staram się w miarę możliwości
                      robić dużo na własną rękę - w zakresie wiedzy teoretycznej, nielegalnie jeszcze
                      nie jeździłam, ale bez jazd niczego nie dokonam i coś wymyślę!!!:). Fajnie, że
                      rozumiesz tę potrzebę wytłumaczenia się, znalezienia przyczyny. Szkoda, że nie
                      można tych innych rzeczy tak po prostu wyłączyć, no ale się nie da i wszyscy
                      musimy jakoś z tym żyć:). Nie "jak" Ci nie pójdzie, co najwyżej "jeśli", ja tam
                      jestem przekonana, że będzie dobrze! Trzeba myśleć pozytywnie, nie ma problemu
                      nie do rozwiązania, a prawko to pikuś, ostatecznie świat się nie zawala, jak
                      nie zdajesz (wiem, bo sprawdziłam - wszystko na swoim miejscu:D), więc nie snuj
                      czarnych wizji, bo na pewno pójdzie śpiewająco!!!
                      Jeszcze raz dzięki:).
                      • basia_11 Re: do linii frontu 27.02.07, 20:19
                        Z
                        > jednej strony odnoszę wrażenie, że podejrzanie mocno angażuję się w to prawko,
                        > że wszystko inne zwalam na dalszy plan,


                        Gdybyś słyszała nasze rozmowy w domu - ja tylko o prawku, mąż o budowie (bo
                        kończymy dom), każde z nas ma głowę puchnąca od własnych myśli i raz ja mówię o
                        prawku, potem ślubny o kanalizie i chudym betonie:-)


                        Fajnie, że
                        > rozumiesz tę potrzebę wytłumaczenia się, znalezienia przyczyny. Szkoda, że nie
                        > można tych innych rzeczy tak po prostu wyłączyć, no ale się nie da i wszyscy
                        > musimy jakoś z tym żyć:).


                        Człowiek sobie na logikę tłumaczy, że prawko to nie koniec świata, że za którymś
                        razem się uda, że to jest dla ludzi i co z tego? Momentami aż mdli ze strachu a
                        z drugiej strony nie można się doczekać, kiedy się zda, dostanie dokument,
                        pierwszy raz samodzielnie wyjedzie na ulice...
                        Ja sama siebie nie poznaję, latami broniłam się przed tym krokiem, mąż
                        żartobliwie mówił, że prędzej dzieci zrobią prawo jazdy a teraz? Nie mogę
                        doczekać się jazd i za wszystkimi samochodami na ulicach się oglądam wyobrażając
                        sobie swój własny.


                        Nie "jak" Ci nie pójdzie, co najwyżej "jeśli", ja tam
                        > jestem przekonana, że będzie dobrze! Trzeba myśleć pozytywnie, nie ma problemu
                        > nie do rozwiązania, a prawko to pikuś, ostatecznie świat się nie zawala, jak
                        > nie zdajesz (wiem, bo sprawdziłam - wszystko na swoim miejscu:D), więc nie
                        snuj czarnych wizji, bo na pewno pójdzie śpiewająco!!!

                        Jesli nie strzelę jakiejś głupoty z nerwów...a jak strzelę, to będzie koszmarny
                        ból głowy (i tak będzie, bez względu na wynik:-), żal i złosć, analiza,
                        samokrytyka, kilka telefonów do bliskich, zapłacenie za kolejny termin,
                        zapłacenie za kilka dodatkowych godzin i do przodu!


                        pozdrawiam serdecznie
                        Basia
                        • linia.frontu Re: do linii frontu 27.02.07, 22:25
                          Oooo Basiu, jak to dobrze, bo myślałam, że tylko ja tak mam, i że coś tu jest
                          nie halo, znajomi już słuchać nie mogą, zwłaszcza, jak mi się zamarzy np.
                          obdukcja ich lusterek elektrycznych, kumpel się ostatnio z zajęć zerwał, żeby
                          tylko tego uniknąć;p. Hehe, ja też się bałam autka, myślałam, że jak wsiądę to
                          zaraz spowoduję wypadek, pierwsza jazda była jednym wielkim wrzaskiem, a teraz
                          jestem zakochana w "swoim" autku:). I z samochodami to samo... ah, on teraz
                          zmienia bieg, ciekawe, jaką ma skrzynię, ale bym się przejechała tym
                          cudem... :). Myślałam, żeby się naćpać jakimś ziołowym uspokajaczem, ale w
                          końcu poszłam "na trzeźwo" (tzn. nie, nie t y m "ziołowym", Valusedem jakimś,
                          czy czymś:P), ale teraz poważnie się namyślam, czy nie warto... Jeśli dla
                          Ciebie, a z tego co pamiętam, owszem, taki exam jest jak ustny, brrrr, to stres
                          bedzie podwójny, ale chyba lepiej mieć jasny umysł:). Byle do przodu! Cofać się
                          to tylko na łuku:)!
                          Ah, mam nadzieję, że gniazdko uwije się szybko i bez większych problemów:D
                          Pozdrawiam!!!
                          • basia_11 Re: do linii frontu 28.02.07, 07:32
                            linia.frontu napisała:

                            > Oooo Basiu, jak to dobrze, bo myślałam, że tylko ja tak mam, i że coś tu jest
                            > nie halo, znajomi już słuchać nie mogą, zwłaszcza, jak mi się zamarzy np.
                            > obdukcja ich lusterek elektrycznych, kumpel się ostatnio z zajęć zerwał, żeby
                            > tylko tego uniknąć;p.

                            :-))))))) Piękne:-) Z ta obdukcją:-))

                            Zapewniam Cię, że klapki na oczy padają dużej części jeśli nie większości
                            uczących się i przygotowująch do egzaminu, dobrze, że po zdanym egzaminie to
                            przechodzi, bo inaczej z większością dorosłej populacji rozmawiałoby się tylko o
                            samochodach:-)




                            Hehe, ja też się bałam autka, myślałam, że jak wsiądę to
                            > zaraz spowoduję wypadek, pierwsza jazda była jednym wielkim wrzaskiem, a teraz
                            > jestem zakochana w "swoim" autku:).

                            Moja jazda nie była z wrzaskiem, ale za to z tak koszmarnym bólem głowy, że
                            takiego 'globusa' z pewnością pozazdrościłaby mi pani Korczyńska z 'Nad Niemnem':-)



                            Jeśli dla
                            > Ciebie, a z tego co pamiętam, owszem, taki exam jest jak ustny, brrrr, to
                            stres bedzie podwójny, ale chyba lepiej mieć jasny umysł:). Byle do przodu!

                            Dobrze pamiętasz... nie wiem jak sobie przetłumaczyć, że nie warto aż tak się
                            stresować, że to tylko zaszkodzi.

                            > Ah, mam nadzieję, że gniazdko uwije się szybko i bez większych problemów:D

                            Dziękuję:-) Wije się już kaaaaaawał czasu, ale wreszcie jest światełko w tunelu
                            i stąd to prawo jazdy, może za około rok będziemy mogli opuścic mieszkanie
                            służbowe i wtedy zaczną się dojazdy do pracy, ok. 6 km, dowożenie dzieci do
                            szkoły, więc sie usamodzielniam:-)

                            Juz chyba koniec z tymi 'babskimi' pogaduchami, po nas z forum pogonią, chociaż
                            bardzo miło się rozmawia:-)


                            pozdrawiam serdecznie
                            Basia
                  • Gość: natalia Re: do linii frontu IP: *.aster.pl 27.02.07, 19:55
                    Wkurzam się na wszystko, wszystkich i samą siebie ale najgorsza porazką jest
                    dla mnie poddanie się więc na 100% tego nie zrobię bo nie mogłabym potem juz
                    nic dokonac, zrealizować- we wszystkim czułabym się kiepska a tak nie jest.
                    Pozdrawiam serdecznie.
                    • patrycja.ros Re: do linii frontu 27.02.07, 20:46
                      Witaj Linio!!! Trzymałam kciuki ale chyba niewystarczająco mocno:((( Nie łam
                      się,uda się - musi się udać.Łuk jest do zrobienia tylko nerwy uspokój i bądź
                      pewna tego co robisz. UDA się!!!! Pozdrawiam
                      • linia.frontu Re: do linii frontu 27.02.07, 22:32
                        Dzięki, Pat, za wsparcie, za pamięć i za wszystko, a zwłaszcza za trzymanie
                        kciuków! Kurcze, tyle osób we mnie wierzy, to już nie ma wyjścia, następny exam
                        i następny łuk - tym razem idealny, nie histeryczny :))).
                        Pozdrawiam!!!
                        • patrycja.ros Re: do linii frontu -Ważne:)))) 01.03.07, 04:21
                          he he!ha!! Mimo,że mam już to wszystko za sobą spać nie mogę (jest 04:17) .Tak
                          się zastanawiam Linio jak robisz ten łuk, bo jak mnie instruktor uczył na linie
                          a potem na obroty to spierdzieliłam prawie za każdym razem.W końcu ojciec ze mną
                          pojechał na plac pozasłaniał lusterka, ustawił odpowiednio ręce na kierownicy i
                          nauczył robić na wyczucie.Ten łuk chyba robiłam z 1000 razy,a ojciec coraz
                          bardziej mi to utrudniał.To mi pachołki poprzestawiał ,że miałam bardzo wąsko,
                          kolejnym razem kazał mi robić nie w prawo ale w lewo miałam dość- łuk mi się
                          śnił po nocach(koszmar), aż nabrałam pewności swoich ruchów.Kurs miałam na
                          punto,ćwiczyłam ojca volkswagenem polo, potem koleżanki renu talią i na końcu
                          fordem i tak mnie wyćwiczono,że robie na wyczucie nie liczę obrotów kierownicą
                          ani pachołków.Wiesz mimo, iż się nie znamy bardzo Cię polubiłam i życzę Ci jak
                          najlepiej.Będę trzymała kciuki a nawet jaką dziesiątkę zmówię jeśli to pomoże
                          :)))) Napisz kiedy kolejne podejście. Pozdrawiam :)
                          • linia.frontu Re: do linii frontu -Ważne:)))) 01.03.07, 12:10
                            Cholera, teraz wszyscy powiedzą, że mam złego Instruktora. Na sposób. Ale
                            dlaczego??? Bo pytałam, czy nie moglibyśmy tak na wyczucie, ale powiedział, że
                            to bez sensu, bo spędzimy na placu kolejne 50 godzin, może przy 50 załapię
                            cokolwiek, nie mam kasy na kolejne 50 na sam łuk, który ma nieznaczne, jeśli
                            nie żadne odniesienie do rzeczywistości i po stokroć miał rację, bo praktycznie
                            do końca maglowaliśmy łuk na sposób, a mi nie mógł wyjść i nie mógł, i dopiero
                            potem zaczął, a na tym egzaminie była 5drzwiowa i nie byłam pewna, gdzie
                            powinien być ten cholerny słupek, poczułam, że przejechałam i wpadłam w panikę,
                            a w ogóle to było tylko tak: o Boże, a jak zrobię łuk i górkę, to będzie miasto
                            i trzeba będzie wyjeżdżać i zmieniać pasy ruchu, ja się boję etc. i przez takie
                            głupie myślenie to zwaliłam, a nie mam z kim pojeździć, mama "nie czuje się
                            pewnie", teraz nagle zaczęła bąkać o jeżdżeniu, tak się nie mogłam doprosić, 30
                            wykrętów, na doszkalające mi nie chciała pożyczyć, no bo przecież szkoda kasy,
                            znajomi albo bez prawka, 17letni i pod "obstrzałem" prawa, albo autka rodziców,
                            albo kolejne 30 wykrętów, więc albo wygląda na to, że mam się nauczyć jeździć
                            bez jeżdżenia, bez instruktora, a najlepiej jeszcze bez samochodu, albo szybko
                            coś wymyślę i lecę na doszkalające:))). Też Cię polubiłam, w sumie mam już na
                            forum kilku "znajomych":). Termin będę znała jutro:). Ale zrobię to prawko, nie
                            wiwem jak, ale je zrobię:).
                            Musiałam się wyżalić... :/
                            • basia_11 Re: do linii frontu -Ważne:)))) 01.03.07, 12:29
                              linia.frontu napisała:

                              > Cholera, teraz wszyscy powiedzą, że mam złego Instruktora. Na sposób. Ale
                              > dlaczego??? Bo pytałam, czy nie moglibyśmy tak na wyczucie, ale powiedział, że
                              > to bez sensu, bo spędzimy na placu kolejne 50 godzin, może przy 50 załapię
                              > cokolwiek, nie mam kasy na kolejne 50 na sam łuk, który ma nieznaczne, jeśli
                              > nie żadne odniesienie do rzeczywistości i po stokroć miał rację, bo praktycznie
                              >
                              > do końca maglowaliśmy łuk na sposób, a mi nie mógł wyjść i nie mógł,


                              Mój instruktor był jeszcze lepszy, łuku nie ćwiczy prawie wcale, bo uważa, że
                              wyjdzie i skupia się na jeździe po mieście. Prawie musiałam go zmusić, żeby
                              pojechać na plac, pojeździliśmy po łuku, stwierdził, że marnujemy czas, bo
                              przecież wiem o co chodzi z łukiem i na egzaminie dam radę. Wielkie dzięki za
                              taki optymizm, ja wolałabym ćwiczyć manewr a nie zdać się na szczęście i wiarę w
                              słowa instruktora.
                              W przyszłym tygodniu, jak zacznę jazdy doszkalające, już u innego instruktora i
                              w innej szkole, to od razu poproszę o uwzględnienie łuku w doszkalaniu. Obawiam
                              się, że biedny człowiek załamie nade mną ręce...

                              pozdrawiam serdecznie
                              Basia
                              • Gość: linia frontu Mój instruktor jest dobry!!!Będę go bronić!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 14:22
                                Ale mój jest dobry!!! Już mi się nie chce po raz 50 pisać, dlaczego:), ale jest
                                dobry. Ten łuk m i nie wychodzi. I to nie jego wina. Robi biedak, co może.
                                Naprawdę, jakbym się miała nauczyć na wyczucie, to by to tyle zajęło:/ i ja się
                                z nim zgodziłam. To naprawdę jest kwestia mnie samej, nie braku jego
                                kopetencji. Zresztą on ze mną chce maglować łuk, eh, o ile bym wolała po
                                mieście pomykać, ale twardy jest, jak jest plan na łuk, to nie ma przeproś. Ja
                                nawalam. Naprawdę jestem noga z tego jeżdżenia, nikt już nie wierzy, że można
                                mnie czegoś nauczyć. Tylko on wierzy. Motywuje mnie, bo ja też już w to nie
                                wierzę. AAAAA, do Patrycji: Pat, Bóg już też we mnie nie wierzy:).
                                • patrycja.ros Linio!!!!!! 01.03.07, 18:33
                                  Linio kochana!!! Nie denerwuj się, nie irytuj tylko spokojnie podjedz do sprawy.
                                  Nie chodzi tu o to,że instruktor jest do dupy, tylko o to ,że może potrzeba jest
                                  innej osoby do tego byś opanowała ten łuk.Jak Ci już wcześniej pisałam mnie
                                  dopiero ojciec nauczył, choć instruktora miałam oki. I tłumaczył i wymagał ale
                                  jakoś nie wychodziło. Dziubie jestem z Tobą!!!!!!!
                                • patrycja.ros Re: Mój instruktor jest dobry!!!Będę go bronić!!! 01.03.07, 18:38
                                  Linio a jeśli chodzi o Boga to chciałabym Ci coś napisać, ale to nie do
                                  publicznej wiadomości, więc jeśli masz ochotę poczytać to podaj jakiś namiar na
                                  swoją pocztę.
                                  • linia.frontu Pat:) 01.03.07, 18:50
                                    Ufff:), a już prawie się zacietrzewiłam i miałam zamiar bronić go "do krwi
                                    ostatniej kropli z żył";p. Racja, Patrycjo, potrzeba przede wszystkim czasu,
                                    którego nam w eLce brak... pomyślałam, że pogadam z bratem (mmmmmm, beemka,
                                    mniam) i chociaż pomanewrujemy gdzieś, to może mi zacznie wchodzić:).
                                    Napisz mi na linia.frontu@gazeta.pl:)... fakt, ze Stwórcą mały konflikt
                                    pokoleniowy:), buńczuczna Linia Frontu musi sobie radzić sama! :P
                                • linia.frontu Obrona Sokratesa... 01.03.07, 18:45
                                  ... była może zbyt agresywna:(. Tak naprawdę metody "na metody", to jedyne,
                                  mikroskopijne "ale" wobec mojego Instruktora, ale nie mogę się zdecydować,
                                  gdzie leży prawda. Jak to obiektywnie rozgryźć. Bo z jednej strony, tej mojej,
                                  jeśli zdobywam wiedzę, chcę, by jej podstawa była prawdziwa - owszem, metoda,
                                  jak najbardziej, ale żeby była fundamentem dla wyczucia. Z drugiej strony,
                                  racje Instruktora są aż nadto przekonujące, bo raz, że kwestie finansowo-
                                  czasowe uniemożliwiają mi naukę na wyczucie; dwa, że Instruktor nie jest w
                                  stanie nauczyć mnie wszystkiego, wiadomo, że daje podstawę dla późniejszych
                                  autkowych dociekań i weryfikacji - a "sposób" jest jakąś podstawą (mam zamiar
                                  skorygować tę wiedzę prędzej, czy później, nawet już z prawkiem w łapce, jakimś
                                  cudem); trzy - wiem, że robi, co w jego mocy, zna mnie i moje predyspozycje,
                                  dlatego myślę, że podejmuje decyzje adekwatne do mojego poziomu. Robiąc łuk na
                                  wyczucie, nie nauczyłabym się niczego ze zwykłego braku czasu, bądź nauczyłabym
                                  się tylko łuku. Dlatego nie polemizuję ze sposobem jego nauczania:).
                    • linia.frontu Re: do linii frontu 27.02.07, 22:28
                      Mmmmmm, Natuś, mam to samo:). Jak to jest, że prawko zaczyna przekładać się na
                      wszystkie inne dziedziny życia??? No, ale właśnie dlatego nie ma wymiękania, bo
                      co, potem we wszystkim będziemy się czuły beznadziejne? Eeeee, nie dopuścimy do
                      tego:))))).
                      Pozdrawiam!!!
    • Gość: natalia Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! IP: *.aster.pl 28.02.07, 14:06
      Dziś jeździłam z nowym instruktorem choć mój poprzedni jest spoko i jeszcze
      pewnie z nim pojeżdżę.Ogólnie pełne dwie godziny po tych wszystkich małych
      bemowskich uliczkach, zmęczyłam się ale było ok.Czasem chyba warto pojeździć z
      innym instruktorem, trochę się postresować z nową osobą w aucie ale jestem na
      prawdę zadowolona. Łuk na wstepie zrobiłam parę razy bezproblemowo.
      • basia_11 Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! 28.02.07, 14:51
        Czasem chyba warto pojeździć z
        > innym instruktorem, trochę się postresować z nową osobą w aucie ale jestem na
        > prawdę zadowolona. Łuk na wstepie zrobiłam parę razy bezproblemowo.


        A czy do tej pory wszystkie jazdy - i na kursie i dodatkowe miałaś cały czas z
        tym samym instruktorem?
        Ja dodatkowe godziny biorę u innego instruktora, w ogóle w innej szkole. Licze
        na to, że ktoś spojrzy na mnie świeżym okiem i zwóci uwagę na rzeczy, które
        poprzedni instruktor lekceważył bądź nie uważał za istotne.

        pozdrawiam
        Basia
        • Gość: natalia Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! IP: *.aster.pl 28.02.07, 17:07
          Kurs dawno skończyłam, dodatkowe jakies po skończonym kursie 40 jazd biorę cały
          czas z tym samym instruktorem, jest w porządku , polecam , wysłałam do niego
          swoje kolezanki bo jest cierpliwy i dobrze tłumaczy ale ...już 4 razy oblałam i
          pomimo że instruktor twierdzi że zasłużyłam juz na to prawko chcę właśnie żeby
          ktoś spojrzał na mnie swieżym okiem.
          • patrycja.ros do natali 01.03.07, 04:30
            I tu cię całkowicie popieram. Ja uczyłam się jeździć w małej miejscowości, a
            przyszło mi zdawać w dużym mieście - pewna swych umiejętności szybko zostałam
            sprowadzona na ziemię.Po 2 niezdanych egzaminach stwierdziłam ,że warto aby
            pokierował mnie ktoś, kto jeździ w tym "wielkim" mieście i spojrzał na moje
            umiejętności pod katem egzaminatorów z "wielkiego miasta".I dziwo błędy były i
            to jak cholera. To było dobre posunięcie - zmiana instruktora !!!! Dziś już
            jestem prawie kierowcą :))))) Za kilka dni odbieram prawko i już będę śmigać
            autkiem :))))) Czego i Tobie życzę!!!!!!
            • Gość: natalia do Patrycji IP: *.aster.pl 01.03.07, 19:18
              W miom przypadku od początku jeżdżę właśnie w dużym miescie więc nie wiem czy
              właśnie nie lepiej zapisać się na egzamin w mniejszym. Mój brat choć posiada
              prawko od wielu lat ale nie jeździl bo nie miał auta , teraz kupił i powiedział
              że wymięka, po W-wie jeździ się z duszą na ramieniu. Mam nadzieje , że pomimo
              wszystkich nieprzychylnosci niedlugo będę cieszyć się prawkiem tak jak Ty.
              Pozdrawiam serdecznie.
              • patrycja.ros do natali 01.03.07, 21:10
                Tyko raz byłam w W-wie i to byłam pasażerem. Podziwiam wszystkich poruszających
                się po tym mieście, tym bardziej ukłony w Twoją stronę jako uczącej się w tym
                tłumie pojazdów. Po zdanym egzaminie to Zielona będzie dla Ciebie miłą
                przejażdżką :)))) Będę trzymała kciuki mocno :) Pozdrawiam
    • Gość: kateee Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! IP: 62.29.253.* 28.02.07, 15:03
      Nie przejmuj się- ja przy II podejściu nie podjechałam pod górkę:(
      Noga tak mi latała że nie byłam w stanie sie uspokoić:(
      A górka była dla mnie pryszczem...
      • niejako Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! 01.03.07, 11:11
        hm.
        ja zdalam we wtorek,
        za piatym razem.

        bylo mi juz naprawde wszystko jedno.
        dotad zjadal mnie stres.
        co mi po tym, ze chwalili, za dobra jazde
        jako taka, jak uwalali jak cos glupiego zrobilam.
        i, tak jak Tobie, nigdy wczesniej mi
        sie dana sytuacja nie zdarzala.

        dostalam ataku dusznosci po 25min egzaminu.
        noga mi zaczela latac, ale pomyslalm sobie, ze
        juz nic nie zrobie. ani nie pojade lepiej,
        a jesli juz w razie czego cos psuc, to na calego.

        podusilam sie jeszcze, pouzywalam automatycznych
        szyb, wrocilismy do osrodka.

        'wynik pozytywny, gratuluje'

        dlatego teraz juz wierze w to, ze cos jednak jest
        w stresowaniu sie i jak bardzo to moze pomoc i
        wrecz przeciwnie.

        brr.
        • Gość: natalia Re: przy 4 podejsciu 1 raz zwaliłam plac! IP: *.aster.pl 01.03.07, 19:22
          16-tego marca piąty raz, czy to sie w końcu skończy ? Juz się boje, bo teraz
          sie okazalo , że jeszcze pilniej musze miec to prawko, nie lubie takiej presji
          co sie ze mną dzieje?
          • Gość: kateee spokojnie!!! IP: 62.29.253.* 02.03.07, 10:46
            Natalia- jeśli chcesz czuć się pewniej dokup sobie trochę godzin, przed samym
            egzaminem też jest dobrze pojeździć. No i olać egzaminatora- uśmiechać się,
            odpowiadać na pytania, jak krzyczy przytaknąć ale olewać. Na mnie mój trszkę
            krzyczał, w ośrodku po skończonej jeździe też marudził ale powiedziała że
            oczywiście zalicza!!!
            I nie zaciskaj nerwowo kierownicy:)
            • Gość: natalia Re: spokojnie!!! IP: *.eranet.pl 02.03.07, 17:57
              Ja non stop dokupuje godziny, z tym nie mam problemu, jeżdżę w kazdym tygodniu
              od września, teraz to już na maksa przed egzaminem cały tydzień wezmę
              codziennie.To mnie martwi , że tyle pracy, tyle starań,pieniędzy.Nie wiem co
              mogę zrobić więcej ale będę dobrej myśli.Dzięki za wsparcie.Pozdrawiam.
              • Gość: htt od lipca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.07, 12:59
                a ja własnie od lipca robię prawko, jako,ze w naszych osrodkach na kolejny egz.
                trzeba czekac do 2 miesiecy, to za 3 tyg. bedzie moje 4 podejscie.

                Mam do Was wszystkich pytanie: czy jakis egzaminator czepiał się waszej
                "dynamiki jazdy"??????
                mialam takich jakis upierdliwych, ze czekajac na właczenie sie do ruchu, az
                przejada wszystkie samochody słyszałam" noo, w tę dziurę [miedy 2 samochodami na
                drodze z pierwszenstwem] to bysie pani zmiesciła"...
                podczas gdy ja wolałąm spokojnie poczekac, nei pchać się w "dziurę".
                co Wy na to?
                ~~~~~~~~~~~~
                Natalia, trzymaj się, Linia.F. ty też:)
                zwłaszcza prostej - na łuku ;-) [bez złośliwości]
                • Gość: natalia Re: od lipca IP: *.aster.pl 04.03.07, 17:40
                  Generalnie nie miałam jakis tragicznych egzaminatorów w ciągu tych czterech
                  podejść ale drugi to raczej mało przyjemny. Właśnie o to się też czepiał
                  tzw.dynamikę jazdy.Nie powiedzial prosze jechać szybciej albo czy dostosowuję
                  się odpowiednio do jazdy w ruchu tylko takie głupkowate uwagi z przekasem.
    • szalcia Kochane Dziewczyny!!!! Przeżywam coś podobnego! 06.03.07, 18:03
      Jutro zdaję 5 raz i chyba... do tego się wcale nie nadaję. Nie zrobiłam 2 razy
      łuku, jazda po mieście za każdym razem mnie przeraża. Przez to popełniam wiele
      błędów na skrzyżowaniach, boję się zmieniać pas, bo wciąż wydaję mi się, że
      auta są daleko itp. Wciąż dokupuję jazdy i mam wrażenie, że stoję w miejscu.
      Najgorsze jest to, że mąż wciąż we mnie wierzy... Chciałabym mieć prawko! Mam
      małego synka, więc zawsze by było łatwiej! Już sie nawet pogodziłam z tym, że
      go nie zdobędę, ale mam wrażenie, że po takiej decyzji nic już innego mi się w
      życiu nie uda i nie będzie wychodziło. Dla mnie to wielki dramat: zawiodę samą
      siebie, męża i synka, który kiedyś się zapyta: Mamo, dlaczego wozisz mnie na
      zajęcia autobusem? Jestem załamana, nie wiem czy sobie z tym poradzę...
      Pozdrawiam Was gorąco i życzę pomyślnego zdania egzaminu!!!!
      • Gość: natalia do Szalci IP: *.aster.pl 06.03.07, 18:30
        No to przybij piatke , czujemy sie identycznie. Tu juz nie chodzi o prawko ale
        o całe życie. Wszyscy w nas wierza a tu co ...ciagle trzeba sie
        przyznawać "oblałam, jestem kiepska" i wszystko przybiera czarne barwy.Ja
        mojemu osmioletniemu synowi juz nawet nie mowie o kolejnych egzaminach bo mi
        wstyd. Nie poddam się , w końcu musi się udać, poddanie byłoby porażką i
        przekreśleniem dalszego rozwoju, kariery zawodowej.Najgorzej że tyle kasy to
        kosztuje, jazdy ,egzaminy.Ja jestem chora i potrzebuje też środków na inne
        sprawy nie mniej ważne.Życze Ci wiary w siebie, powodzenia i w ogóle
        wszystkiego naj.
      • basia_11 Re: Kochane Dziewczyny!!!! Przeżywam coś podobneg 06.03.07, 18:31
        szalcia napisała:

        > Jutro zdaję 5 raz i chyba... do tego się wcale nie nadaję.



        Daj Szalciu znać jak poszło, będę trzymać kciuki!


        Wciąż dokupuję jazdy i mam wrażenie, że stoję w miejscu.
        > Najgorsze jest to, że mąż wciąż we mnie wierzy...


        Ależ to dobrze, że wierzy, wolałabyś, żeby mówił, że się nie nadajesz?
        Mój tez mnie wspiera i to jest ważne i budujące.
        Czy jazdy dokupujesz ciągle u tego samego instruktora? Jesli tak, to może warto
        pojeździć z kimś innym?
        Ja dziś byłam na pierwszej jeździe z polecanym tu na forum instruktorem (w
        Szczecinie) i jestem pod dużym wrażeniem kompetencji i spokoju tego pana. Z
        jednej strony uświadomiłam sobie gdzie są moje braki a z drugiej mam nadzieję,
        że z tym instruktorem poradzę sobie.


        > Już sie nawet pogodziłam z tym, że
        > go nie zdobędę, ale mam wrażenie, że po takiej decyzji nic już innego mi się w
        > życiu nie uda i nie będzie wychodziło. Dla mnie to wielki dramat: zawiodę samą
        > siebie, męża i synka,

        I z tego właśnie powodu nie można się poddać! Dla mnie nauka, egzamin a potem,
        jak zdam, samodzielna jazda to pokonanie własnych słabości, udowodnienie przede
        wszystkim sobie, że nie jestem nieudacznikiem.

        Przede mną dopiero pierwsze podejście a ile ich będzie? Oby jak najmniej:-))

        pozdrawiam serdeczni i trzymam jutro kciuki!
        Basia
      • linia.frontu Re: Kochane Dziewczyny!!!! Przeżywam coś podobneg 06.03.07, 19:20
        szalcia napisała:

        Już sie nawet pogodziłam z tym, że go nie zdobędę, ale mam wrażenie, że po
        takiej decyzji nic już innego mi się w życiu nie uda i nie będzie wychodziło.

        Nawet nie wiem, do którego fragmentu się odnieść, który zacytować, bo... Witaj
        w klubie:). Najbardziej mnie ta "najgorszość" wiary z nóg zwaliła... Ale chyba
        właśnie dlatego sobie z tym poradzisz, bo masz dla kogo to robić, bo ktoś na
        Ciebie liczy i tego nie będziesz umiała przeskoczyć i kiedy już powiesz sobie,
        że masz dość, że odpuszczasz, to właśnie ta wiara męża stanie Ci na drodze, bo
        tego już nie będziesz umiała sobie odpuścić:). Dasz radę! I to nieprawda, że
        stoisz w miejscu, z każdą wyjeżdżoną godzinką jesteś o krok bliżej celu, a
        choćby tylko o milimetr - ale bliżej:). Ten sukces będzie smakował, jak żaden
        inny, ze wględu na świadomość, ile emocji w to wpakowałaś, bo nawet nie o kasę,
        nie o czas chodzi, jak Cię czytam, myślę, że chyba chodzi o coś więcej. Tylko
        musisz do tego sukcesu dążyć, wykrzesać z siebie jeszcze troszkę determinacji,
        jeszcze troszkę wiary gdzieś z początku kursu, że potem będzie lepiej. Widzisz,
        i ta "najgorszość" jest właśnie najgorsza, o ile łatwiej byłoby bez niej, bo
        możnaby powiedzieć: nie nadaję się, i ok, nie każdy musi być kierowcą. Ale
        jeśli Mąż w Ciebie wierzy, to musi mieć po temu jakieś podstawy:), jestem
        przekonana, że będzie z Ciebie niezgorsza wymiataczka szos, że jeszcze tylko
        trochę...
        Jutro mnie w ogole w domu nie będzie, więc przy kompie też nie, ale będę z Tobą
        i oczywiście pojutrze zamierzam znaleźć tu rzetelną relację z przebiegu
        egzaminu!!! Spróbuj nie myśleć o tym, że znów zawalisz, że się nie uda, ani tym
        bardziej: o Boże, a jak zrobię łuk, to będę musiała wyjechać na miasto... nic z
        tych rzeczy:), tylko Ty, autko i kawałek drogi do pokonania:))). Wiem, jaka to
        presja, ta wiara właśnie, ale postaraj się o tym nie myśleć, a tak po cichu:
        może weź jakiegoś procha na uspokojenie, bo pewnie to właśnie stres Cię zżera:).
        Pozdrawiam i trzymam kciuki!!!!
    • szalcia kochane Dziewczyny!!! Dziękuję za wsparcie!!!!! 08.03.07, 10:19
      Jestem Wam okrutnie wdzięczna, że tak silnie mnie wsparłyście. Problem wczoraj
      zniknął, bo po prostu ZDAŁAM!!!! Szczegóły podam wieczorem, bo teraz jestem w
      pracy. Na pewno nie zniknę z forum, bo tak dużo Wam zawdzięczam.
      • linia.frontu Re: kochane Dziewczyny!!! Dziękuję za wsparcie!!! 08.03.07, 16:26
        Hihihi, no to elegancko, a widzisz!!!! GRATULACJE KIEROWCO!!!!!!! Mykaj szybko
        z pracy i leć oblewać:D, ale najpierw szczegółowa relacja!!! A z forum Cię nie
        wypuścimy, onienienienienie, nawet na to nie licz:D :D :D.
        Drogi Twoje:))))).
        • szalcia Re: kochane Dziewczyny!!! Dziękuję za wsparcie!!! 09.03.07, 09:31
          do tej pory nie mogę do siebie dojść ze szczęścia!!! Byłam już tak
          zrezygnowana,że nawet łuk robiłam w kurtce, bo czułam, że wkrótce wrócę do
          domu. Egzaminator okazał się cudownym człowiekiem, nie czepiał się małych
          błędów, a w aucie unosiły się jakieś niesamowite ,,fluidy dobroci i
          wyrozumiałości''. Jadąc, pamiętałam Wasze słowa wsparcia! A tak naprawdę jestem
          baaaaaaardzo mile zaskoczona, że są tak życzliwi ludzie, którzy poświęcają swój
          czas, aby kogoś wesprzeć, podtrzymać na duchu!! Do tej pory byłam tylko bierną
          czytelniczką forum, pisząc o swoim problemie nie myślałam, że ktoś może mi tak
          dodać otuchy. Teraz ja będę wspierać Was!!! Nie będę się mędrkować, że trzeba w
          siebie wierzyć, bo sama tej wiary nie miałam, ale wiem jedno : nie wolno
          rezygnować!!!!! To prawko mam w zasadzie dzięki kochanemu mężowi, bo gdyby nie
          on, już dawno był rzuciła to w diabły...Postaram sie jak najczęściej zaglądać
          do Was i piszcie, jak u Was, napiszcie też coś ogólnie o sobie. A tak wogóle to
          mam na imię Ania, jestem z Łodzi i mam 7 miesięcznego synka, więc po pracy
          pędzę do domku, zajmuję się szkrabem i czasami nie mam już sił, aby usiąść do
          kompa; czasami uda się w pracy. Trzymajcie się!! Pozdrawiam gorąco!!
          • basia_11 Re: kochane Dziewczyny!!! Dziękuję za wsparcie!!! 09.03.07, 09:39
            szalcia napisała:

            > do tej pory nie mogę do siebie dojść ze szczęścia!!! Byłam już tak
            > zrezygnowana,że nawet łuk robiłam w kurtce, bo czułam, że wkrótce wrócę do
            > domu. Egzaminator okazał się cudownym człowiekiem, nie czepiał się małych
            > błędów, a w aucie unosiły się jakieś niesamowite ,,fluidy dobroci i
            > wyrozumiałości''.



            Szalciu, ogromniaste gratulacje!!!!!!!!!!!!!
            Świetnie, że trafił Ci się ludzki egzaminator i że ten stres masz już za sobą.
            Teraz tylko odbiór dokumentu i samodzielna jazda:-)
            Pozdrowienia dla Ciebie i Twojego Męża, który Cię wspierał!!!


            pozdrawiam serdecznie
            Basia
          • Gość: natalia Re: kochane Dziewczyny!!! Dziękuję za wsparcie!!! IP: *.aster.pl 09.03.07, 14:24
            Serdecznie Ci gratuluję. W Łodzi będę w kwietniu przez cały tydzień, zwiedzę
            więc twoje miasto i bardzo bym chciała jeździć juz autem tam.Szansa dokładnie
            za tydzień, piate podejscie.
          • linia.frontu Re: kochane Dziewczyny!!! Dziękuję za wsparcie!!! 09.03.07, 21:14
            Zdecydowanie lepiej jest się "miło rozczarować", niż najpierw napalić, a potem
            ryczeć w poduszkę, także brak wiary w siebie nie jest tak do końca
            nieuzasadniony, a wiara innych, to chyba najlepszy dopalacz:). We mnie wierzy
            instruktor, to dzięki niemu i paru innym osobom (!) jestem w stanie wykrzesać z
            siebie jakąś dawkę poświęcenia dla sprawy, więc doskonale rozumiem rolę
            Małżonka w Twoim zdawaniu, i pozdrawiam "wierzącego":).
            Jak to jest, że wierzą wszyscy, tylko nie Ty... :)
            Takie wypracowane zwycięstwo to chyba największa radocha i może czasem dlatego
            się w to angażujemy, dopiero wtedy rzeczywiście zaczyna się coś robić naprawdę,
            nie na zasadzie kolejnego obowiązku, ale ponieważ po prostu warto w to prawko
            włożyć trochę kasy i trochę serducha, żeby po tych wszystkich kryzysach
            światopoglądowych wzeszło słoneczko w postaci: "zdała Pani!" :D
            Jeszcze raz gratuluję!!!! :)
            A ja się nazywam... Linia Frontu;), z Wawy; przede wszystkim studiuję na fajnym
            kierunku i w tym się spełniam, gdzieś obok robię prawko i pakuję w nie mnóstwo
            emocji, na marginesie pracuję w beznadziejnej pracy i przy okazji szukam innej:)
            3M SIĘ!!! Napisz, jak wrażenia z pierwszych samodzielnych jazd:D:D:D
Inne wątki na temat:
Pełna wersja