Dodaj do ulubionych

Ach ci instruktorzy....:)

IP: *.adsl.inetia.pl 04.12.07, 13:29
Drodzy instruktorzy potraficie zawrócic w glowie...czy tez macie
podobne problemy? czy zdaza sie ze to kursantka zawrocila wam w
glowie? i to porzadnie? czy poprostu traktujecie nas dziewczyny
tylko jako takie fajne maskotki w pracy, a po kursie zapominacie o
wszystkim? pytam poniewaz moj instruktor zawrocil mi w glowie...
(ukrywam to starannie) ja widze nie jestem mu obojetna, choc wiem ze
czesto dla instruktora to tylko jazda i mile spedzona godzina.Prosze
dajcie powod aby dziewczyny nie patrzyly na was przez pryzmat
babiarzy, podrywaczy na czas kursu itp :)
Obserwuj wątek
    • Gość: qba Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 15:39
      moja żona mi zawsze powtarza, że lepiej nie mogła trafić :) a jestem
      instruktorem - poznaliśmy sie na kursie.

      dobra rada: instruktorzy są mili bo muszą tacy być bo to wymaga ich
      zawód - w przeciwnym razie nie będzie się dobrym instruktorem.
      Więc myśląc o instruktrze wyłącz część "miły" i potem oceniaj.
      Pozdrawiam


      moja żona sama zaproponowała mi pierwsze spotkanie, ja się zgodziłem
      bo wiedziałem że jest wolna
      • jezzmam Re: Ach ci instruktorzy....:) 04.12.07, 16:08
        Ja mam super instruktora ,któremu bynajmniej nie romansidla w glowie,chociaż
        jest mily,fajny,przystojny,dowcipny,można z nim naprawde fajnie pogadać i o
        pie..ch i poważnie.
        Taki instruktor to instruktor przez duże I.
        Chce mnie (i pewnie nie tylko mnie) NAUCZYĆ jazdy autem,a nie.......zawracać
        glowę romansidlami tak naprawde nikomu niepotrezbnymi.
        • uuuaa popieram 05.12.07, 13:56
          podzielam zdanie jezzmam...mój instruktorek jest fajnym facetem,ale
          widze że stara sie nas przedewszystkim uczyć ,a nie zawracać sobie i
          nam d... bzdurami...pozdrawiam mojego instruktora :))
        • uuuaa popieram 05.12.07, 13:56
          podzielam zdanie jezzmam...mój instruktorek jest fajnym facetem,ale
          widze że stara sie nas przedewszystkim uczyć ,a nie zawracać sobie i
          nam d... bzdurami...pozdrawiam mojego instruktora :))
      • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 04.12.07, 16:55
        mi by bylo ciezko zaproponowac pierwszej spotkanie, taka juz
        jestem...jakbym miala wiecej odwagi to kto wie:) tak naprawde to
        niewiem juz co mam myslec...robic...facte zawrocil mi w
        glowie...moze i jestem mloda, naiwna no coz niec na to nie
        poradze...kazda jazde traktuje jak mozliwosc spotkania.chcialam
        tylko poznac jak wy instruktorzy do tego podchodzicie? czy wasze
        komplementy to tylko zabawa?

        do qba---skad wiedziales ze jest wolna?poprostu pytales ja? moj
        instr. wiele mnie wypytuje, mowi prawi komplementy,itp takze dal mi
        do zrozumienia iz jest wolny...ale to chyba o niczym nie swiadczy
        • Gość: uska Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.07, 10:07
          a moze kazdej co ładniejszej mowi ze jest wolny, badz ostrozna, a pozatym 30 h z
          mężczyzną sam na sam, dzieląc metr na metr ciepło i ciasno co za tym idzie miło
          hmm no mozna sie zakochać
          • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 05.12.07, 11:47
            uska------widze ze rozumiesz moja sytuacje,a mozna mozna.
            nie wyobrazam sobie konca kursu.
            ja nie chce byc jedna z ladniejszych, jedna z wielu...ale niestety
            rzeczywistosc bywa okrutna, postaram sie gleboko ukryc to co czuje,
            nie dac poznac po sobie jak bardzo zawrocil mi w glowie, nie jest to
            starszy pan, bron Boze, jest kilka lat starszy.chyba nie warto sie w
            tym zaglebiac, z tego co widze to dla was drodzy instruktorzy to
            tylko zabawa. drodzy instruktorzy jak wy to robicie?dlaczego
            jestescie tacy okrutni? badzcie ludzmi :-) halo jest tu jakis
            instruktor?
            • Gość: mario Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.07, 12:59
              no i jestem instruktorem pracuje już od kilku lat w tym zawodzie i
              jakos do tej pory nie miałem z tym problemów z wyjatkiem jednej
              kursantki do której miałem słabość, ale to nie jest tak jak to
              opisujecie na forum bo to tak działa w obie strony
              • Gość: Inesss Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: 212.126.28.* 12.12.07, 22:32
                No i co sie wydarzylo z ta kursantka?bylo cos wiecej miedzy Wami
                niz "stopa sluzbowa"?:)
              • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 15.12.07, 13:18
                Moj instruktor twierdzi ze jestem jadyna kursantka do ktorj ma
                wlasnie taka slabosc, ale cos mi sie w to wierzyc nie chce:)
                wiadomo.wydaje mis ie za ja mam wieksza slabosc do niego niz on do
                mnie, lecz nie okazuje tego, wiadomo bo po co? mam jazdy dziennie a
                nawet po dwie godz.
            • Gość: instruktor Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.ds2-s.us.edu.pl 27.10.10, 09:07
              jestem instruktorem nauki jazdy i nie moge powiedziec ze kazdy instruktor ma uczciwe zamiary sa tacy ktorzy sie bawia kursantkami ale niestety same sa sobie winne gro dziewczyn cierpi na syndrom lekarz pacjent. Instruktor musi i powinien byc mily i uprzejmy bo jak taki nie jest biada mu tak go obsmaruja, kursantki czesto myslnie odbieraja intencje instruktora,zadurzają sie wmawiaja rzeczy których tak naprawde nie ma. niektore dziewczyny wrecz przychodza na kurs z mysla o goracym romansie z instruktorem. 30h sam na sam napewno zbilza ale to wy drogie kursantki powinnyscie sobie za kazdym razem powtarzać po co w ogóle poszłyście na kurs wtedy unikniecie problemów byle byście nie zapomniały ze jestescie w tym aucie z tym facetem tylko po to zeby nauczyc sie jezdzic,pozdrawiam
        • Gość: Instruktor Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 13.05.09, 22:16
          To nie jest tylko zabawa, natomiast nie traktuj komplementów jako
          zachęta do czegoś więcej. Każdy rozsądny instruktor prawi
          komplementy, gdyż ułatwiają uczenie. Kiedy kursant czy kursantka
          usłyszy jakiś komplement wówczas automatycznie się relaksuje i nie
          myśli o stresie związanym z nauką, a co za tym idzie lepiej jeździ,
          a instruktor ma mniej stresu :)))
          • Gość: instruktor-C,D Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.05.09, 22:59
            Pracuję w branży od 11 lat.Szkolę kierowców zawodowych,czasem są nimi kobiety.Gdzie kolega się szkolił w temacie komplementów.Nie spotkałem się z taką "nauką" na żadnym kursie,szkoleniu,choć mam ich wiele.Profesjonalnie prowadzone zajęcia,nie mogą być stresujące. Grupka panów instruktorów,psuje opinię całej reszcie.Zajmuja się komplementami,a zdawalność? DRAMAT, to oni są odpowiedzialni.Nie ponoszą żadnej odpowiedzialności,tylko następna proszę.Poraża mnie to forum,szanowne panie.Im się płaci za waszą naukę,a wy patrzycie na nich jak na bożków i płacicie za kolejny,niezdany egzamin.
      • Gość: sieklik Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.acn.waw.pl 06.04.09, 13:44
        Nie wszyscy są tacy naj... Zapraszam na www.lewojazdy.pl
      • Gość: prawo jazdy UA ********prawo jazdy na UA bez stresow*********** IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 21.09.09, 19:46
        MASZ DOSYĆ STRESU JAKI TOWARZYSZY KAŻDEMU EGZAMINOWI,PLACU
        MANEWROWEGO,NIEPRZYJEMNYCH EGZAMINATORÓW TYLKO CZEKAJĄCYCH NA TWÓJ
        BLĄD DRŻĄCYCH NÓG,ORAZ PŁACENIA WCIĄŻ ZA EGAZAMINY.TERAZ NIE MUSISZ
        TEGO PRZEŻYWAĆ,CZEKAĆ TYGODNIAMI NA KOLEJNY EGZAMIN,GDYŻ MOŻESZ
        ZAŁATWIĆ SOBIE PEWNY EGZAMIN BEZ KONIECZNOŚCI UDZIAŁU W NIM. EGZAMIN
        NA UKRAINIE.
        ****************************************
        ****************************************
        ********************************
        Załatwimy prawo jazdy z UA legalnie z wpisem.SOLIDNIE,DYSKRECJA
        prawojazdyua@gmail.com

        ****************************************
        ****************************************
        ********************************
        • Gość: SAMO Re: ********prawo jazdy na UA bez stresow******** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.09, 09:06
          JAK EGZAMIN NA PRAWKO MOŻE ODBYĆ SIĘ BEZ UDZIAŁU OSOBY ZDAJĄCEJ?! NA PEWNO TO
          NIE JEST LEGALNE.
        • Gość: kjj Re: ********prawo jazdy na UA bez stresow******** IP: *.tktelekom.pl 30.10.09, 09:33
          Załatwiam prowo jazdy w Anglii prosze o kontakt prawkoanglia@gmail.com
    • Gość: Luzaczka Ostatnio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.07, 14:23
      Ostatnio przechodzilam kolo mojej szkolki jazdy-obok budynku
      stala "eLeczka",a w niej siedzial moj instruktor-pewnie czekal na
      kursanta-mialam ochote podejsc,zapukac w szybe i powiedziec:"Witam
      pana!Zdalam!Oto moje prawko"i pokazac plastik,ale tego nie
      zrobilam :P Powod?Sama nie wiem...to byla chyba chwila slabosci,po
      ktorej nastala zimna obojetnosc i przeszlam obok niezauwazona...
      • studentka_lub Re: Ostatnio 05.12.07, 14:39
        jestem prawie dwa lata po zdaniu egzaminu. Mialam genialnego instruktora i do
        tej pory rozmawiamy, zawsze mi macha jak gdzies na ulicy sie mijamy:)
        • Gość: :P Re: Ostatnio IP: 83.18.239.* 05.12.07, 20:02
          Mania Mania jak ci na nim zalezy, to zaproponuj mu takie cos: ze jak zdasz
          egzamin to w nagrodę zapraszasz go na piwo. I wtedy mozna sobie pogadać na tym
          piwie o tym i tamtym. W pracy to nie ma szans, bo zawsze można instruktora
          oskarżyć o tamto, siamto(dlatego tez sie pewnie boi), a tak on po pracy, ty po
          kursie - prywatnie i spokojnie. Sam, bo jestem instruktorem zaproponowalem to
          kursantce po zdanym egzaminie no i juz jestem z nią 5 lat :) Pozdrawiam
          • Gość: maniamania Re: Ostatnio IP: *.adsl.inetia.pl 06.12.07, 12:43
            dziekuje za odpowiedzi, ehh rozumiem, postaram sie wlasnie tak
            zrobic...jak oczywiscie odwagi mi nie zabraknie:) na ogol nie
            potrafie szarpnac sie na taki krok. Bylo raz tak ze to instruktor
            tak dyskretnie proponowal mi kawke...wtedy jakos to tak szczerze
            powiem olalam...wiadomo, w myslach mialam instruktor=babiarz, na
            kawke z kazda chodzi, teraz zaluje...moglam poprostu powiedziec
            czemu nie, chetnie.jestem glupia,facet chcial dobrze, to bardzo
            fajny wartosciowy chlopak, ale gdzies tam jednak w glebi duszy nie
            mam zaufania de tego oto zawodu:)choc nie zmienia to tego co czuje.

            I can't stop thinking about him...
            • Gość: Luzaczka Re: Ostatnio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.07, 13:20
              Jezdzilam tez z takim jednym co machal jakiejs dziewczynie,ktora
              stala na przejsciu i mowi do mnie:"Moja kursantka,chyba mnie nie
              poznala",a za chwile,wyprzedza nas jakies auto,grozi mu palcem i
              mowi:"Anka!Ja ty jedziesz?Tak cie uczylem?"i znowu do mnie"Tez moja
              kursantka,widac jak swietnie wyszkolona"i puchnie z dumy.Zbaranialam
              bo nie widzialam kto siedzial za kierownica-skad wiedzial czy tam
              jest Anka,Baska,a moze jakis Robert???Machal starszemu panu
              twierdzac,ze to dziadek kursanta i kilku panienkom,bo to jego
              znajome tez kursantki-jak dla mnie sciema!Dobrze,ze nie utrzymuje
              kontaktow z OSK i ktoryms z tych pozal sie Boze instruktorow...
              • Gość: maniamania Re: Ostatnio IP: *.adsl.inetia.pl 07.12.07, 10:15
                luzaczka dobre to...:) taki ten swiat maly ze sie wszyscy znaja
                hehe.nie zartuje ale to jakis naprawde bajkopisarz musial byc.ehh sa
                i takie elementy:)jak ja ide miastem a jedzie eleczka to widze jak
                moj instr, gapi sie i nic nie moze3 zrobic...sytuacja mu nie
                pozwala, wkoncu w pracy jest hehe
    • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 22.12.07, 13:09
      jestem sttrasznie zalamana...nie bede sie widziec z moim
      insruktorkiem prawie dwa tyg.:( bedziemy sie widziec dop. po nowym
      roku:( te swieta nie beda mile...z powodu tesknoty.nie mam ochoty na
      nic, matko, ile bym dala aby juz byl styczen:(
      • Gość: eeee taaam Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: 82.146.225.* 22.12.07, 16:08
        głupoty gadacie
      • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 22.12.07, 17:37
        Gość portalu: maniamania napisał(a):

        > jestem sttrasznie zalamana...nie bede sie widziec z moim
        > insruktorkiem prawie dwa tyg.:( bedziemy sie widziec dop. po nowym
        > roku:( te swieta nie beda mile...z powodu tesknoty.nie mam ochoty
        > na nic, matko, ile bym dala aby juz byl styczen:(

        Ja też swojego zobaczę dopiero 7, i to jak dobrze pójdzie i nie
        narzekam - odpocznie wreszcie! Pomyśl też o tym, nie ma prawa w
        końcu odpocząć? Ja tam wcale nie chcę, żeby był styczeń, wolę, żeby
        ta sobota trwała przez najbliższy miesiąc... albo nie, albo drugi
        dzień świąt, zero gości, zero obowiązków:)
        Oni naprawdę mają eksploatującą pracę.
        • linia.frontu Nie mam już pary na to sprzątanie...:) 22.12.07, 18:28
          Gdzie są wszyscy? :D
          • Gość: maniamania Re: moj instruktor to swietny facet IP: *.adsl.inetia.pl 26.12.07, 12:11
            ehhh no tez fakt. ale ja juz nie umiem sie doczekac spotkania z moim
            instruktorkiem:)ehh to swietny facet, tesknia za nim strasznie, ale
            juz niedlugo...zaraz po nowym roku sie zobaczymy, w koncu jestem
            pierwsza kursantka po nowym roku zapisana;)
            • linia.frontu Re: moj instruktor to swietny facet 26.12.07, 12:36
              Gość portalu: maniamania napisał(a):

              > ehhh no tez fakt. ale ja juz nie umiem sie doczekac spotkania z
              moim instruktorkiem:)ehh to swietny facet, tesknia za nim strasznie,
              ale juz niedlugo...zaraz po nowym roku sie zobaczymy, w koncu jestem
              pierwsza kursantka po nowym roku zapisana;)

              Nie doceniasz tego, jakie to wspaniałe uczucie, kiedy masz na co
              czekać! Poza tym, dopiero będzie radocha, jak się w końcu doczekasz,
              jakbyś miała Instruktora na każde skinienie, nie byłby tak
              atrakcyjny:P
              Ja sobie 20 grudnia wzięlam jeszcze 2 godzinki, a potem miałam
              dopiero 12 lutego, jak ja tedy na to czekałam... zresztą było to
              widać na forum po nieprzytomnej ilości postów:)
              • linia.frontu Re: moj instruktor to swietny facet 26.12.07, 12:37
                A, mój Instruktor to też świetny facet!:)
                Dobrze, żeby o tym pamiętał.
            • linia.frontu Re: moj instruktor to swietny facet 28.12.07, 22:30
              Nie mogę znależć postu laski, która była załamana, że zobaczy
              instruktora dopiero za dwa tygodnie. Odpisałam jej, że ja swojego
              zobaczę grubo po nowym roku. I chyba kurde zaczynam odczuwać coś na
              kształt tęsknoty. Swoją drogą zastanawiam się, jakby to było, jakby
              go naprawdę nie było, zero kontaktu. Dziwnie chyba.
              Ja potrafię siedzieć i godzinami rozkminiać np jego sygnaturę. To
              nie jest normalne... oho, zaraz będą postanowienia noworoczne...:)
              • Gość: maniamania Re: moj instruktor to swietny facet IP: *.adsl.inetia.pl 29.12.07, 15:43
                ja takze odczuwam cos na ksztalt tesknoty, to dziwne ale tak jest!
                nie potrafie sobie wyobrazic momentu kiedy skoncze kurs, matko co to
                bedzie? ciekawe czy przez ten czas oczekiwania kiedy to ja cigle
                mysle o nim, ciagle odliczm dni do spotkania, czy on choc raz o mnie
                pomyslal? choc raz pomyslal ze o tej swojej kursantce?ktora to
                podobno jest taka fajna itp jak to z jego komplementow wynika!
                watpie! ale ciesze sie ze sobie odpoczal bo wiem ze ta robota jest
                meczaca widze jak niekiedy do bardzo pozna jezdzi. Fakt, jest to
                ekscytujace kiedy tak sie czeka na to spotkanie, moje zycie np
                nabralo kolorow kiedy zaczelam ten kurs, oczywiscie dzieki temu
                facetowi:) dlatego powtorze sie jeszcze raz...co ja zrobie jak
                skonczy sie kurs? czy nadal bedziemy znajomymi? czy moze kontakt sie
                urwie? albo bedziemy kims wiecej niz znajomymi?:) niewiem, zdaje sie
                na los, tymczasem oczekuje z niecierpliwoscia(troche z nerwami hehe)
                na zblizajace sie spotkanie...
                • Gość: joasia25 Re: moj instruktor to swietny facet IP: *.inowroclaw.mm.pl 29.12.07, 20:53
                  Skoro prawi Ci komplementy itp. to na pewno o Tobie ciepło myśli :)
                  Martwisz się, że skończysz kurs i kontakt się urwie? Pocieszę Cię - nie tak
                  łatwo jest zdać prawko. Będziesz miała zapewne okazje, aby wykupić jazdy
                  uzupełniające :)
                  A to, czy kontakt się urwie, czy nie, zależy już od Ciebie. Mój kontakt z
                  instruktorem ( też mam super Instruktora ) sie nie urwał :)
                  • Gość: joasia25 maniamania IP: *.inowroclaw.mm.pl 29.12.07, 21:01
                    Tak czytam Twoje wpisy i muszę Ci powiedzieć, że to wszystko zależy jakim kto
                    jest człowiekiem. Nie każdy instruktor jest podrywaczem, który uwodzi każdą
                    kursantkę. Sama zapewne najlepiej potrafisz ocenić, jakim facetem jest Twój
                    instruktor. Daje Ci wyraźny komunikat, że jest wolny i chciałby sie umówić.
                    Skoro Ty także jesteś zainteresowana, to może odważ się na jakiś krok ?
                • Gość: Andzia Re: moj instruktor to swietny facet IP: *.netcity.pl 13.08.09, 14:08
                  Masz to co ja!
                  A na dodatek...
                  moj instruktor ma ok.50 lat a ja 19, jestem w nim zakochana!!!
                  Czasami gdy ruszalam z recznego to specjalnie chcialam zeby mi gasl, gdyz on
                  kladl swoja reke na mojej lezacej na galce i pokazywal jak to robic!!!
                  Jak czulam jego dotyk, to bylam poprostu w siodmym niebie!!!
                  Jest starszym juz zonatym i dzieciatym facetem, milym, zabawnym.... i mogla bym
                  tak wypisywac do jutra jego zalety.
                  O takim mezu wlasnie marze, jakby nie jego rodzina to wiek by mi nie przeszkadzal!!!
                  Z nim nigdy nie moglam sie skupic, a jak mialam kiedys zastepstwo na drugiej
                  godzinie z innym panem to jezdzilam bardzo dobrze, nie wierzyl mi gdy mu mowilam
                  ze przed kursem nigdy nie siedzialam za kierownica!!! A z moim glownym panem
                  krzyskiem<ukochanym> nawet na ostatniej mi nic nie wychodzilo.
                  Zdalam za pierwszym razem i z tego powodu sie wcale nie ciesze, bo mialam
                  nadzieje ze bede jeszcze z nim jezdzic:-(
                  Jako instruktor bardzo dobrze uczyl, jedna rzecz robilo sie nawet 100
                  razy do poki sie jej nie nauczylo!!!
                  teraz staram sie przebywac jak najczesciej kolo miejsca z ktorego on odjezdza, i
                  na trasach na ktorych najczesciej bywa, zeby go tylko zobaczyc!!!
                  Naprzyklad gdy czekam na pzystanku, lub gdy tez ide po chodniku, rozgladam sie
                  tylko za nissanem micra w tym pieknym ....... blyszczacym kolorze!!!
                  Ja sie chyba zabije!
                  Ten kurs to byly najpiekniejsze chwile mojego zycia;-(
      • Gość: Maggie Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.xdsl.centertel.pl 08.11.09, 12:25
        Ty tam Mania, czy jak Ci tam. Kompletna z ciebie idiotka! Takie jak
        ty psuja opinie normalnym, zrownowazonym kobietom! Owszem, zadurzyc
        sie mozna, czasem nie ma sie na to wiekszego wplywu, ale jak czytam
        te twoje posty, to az mi ciebie zal. Ostatnia kretynka... Zenada!
        • Gość: wrrrr Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.09, 14:09
          wewal sie
      • dominia18 Re: Ach ci instruktorzy....:) 22.03.10, 21:03
        To co wy piszecie jest trochę śmieszne. Fakt instruktorzy może i są "alfonsami",
        "kobieciarzami" jak to się mówi, ale z pewnością nie wszyscy. Nie dawno zdałam
        prawko, a dużo razy nie mogłam zdać bo się stresowałam, ale również miałam
        swojego ulubionego instruktora, młodego instruktora. Wszyscy się z nas śmiali i
        w ogóle, że ja się w nim zakochałam on we mnie, że nie możemy bez siebie żyć,
        takie plotki powstały w ośrodku. Nie dodałam, że nie dość, że młody, to jeszcze
        żonaty, i inteligenty, ale nie przystojny, bynajmniej ja nie zwracałam na to
        uwagi, a jeździło mi się z nim dobrze, bo nie robił nic w tym kierunku bym
        pomyślała, że on coś ode mnie oczekuje, natomiast szef z którym jeździłam
        czasami i nawet ostatnio, ma taki zwyczaj, że jak każe dziewczynom gazu naciskać
        to kładzie rękę na kolano. Ale czy to coś znaczy? Ależ skąd. Po prostu ma taki
        styl, ja dla tego z nim nie chciałam jeździć i tylko z tym moim instruktorem nie
        bałam się w nocy jeździć, dużo mi mówił o sobie, ja też mu mówiłam parę rzeczy
        dlatego, że miałam do niego zaufanie i wiedziałam, że nikomu nie powie. On nie
        rozdawał swojego numeru, ale jego koleżanka z pracy, wiele razy mi chciała dawać
        jego numer, ale ja nie chciałam, bo na co mi jego numer? Przecież do niego bym
        nie dzwoniła, jedynie mogłabym wysłać życzenia, bo życzenia wysyłam każdemu.
        Ostatnio jak miałam egzamin to też włączam kierunkowskaz po swojemu, a szef jak
        szefowa do niego dzwoniła powiedział, że ja nie wiem co ona z tym panem..... w
        samochodzie robiła, bo włącza kierunkowskazy, tak jak by chłopaka obejmowała, a
        ja tak po prostu się nauczyłam bo jest mi wygodniej i powiedział, że on się nie
        ucieszył jak ja zdałam, a jeszcze wcześniej kazał mi iść z nim na randkę, to jak
        to mam w zwyczaju mówię do niego :,, podobno masz mnie na randkę zabrać", a on
        do mnie " jak zasłużysz" a szef " widzisz już mu podpadłaś", a my sobie po
        prostu jaja robimy, wiemy na co możemy sobie pozwolić w swoim towarzystwie. A
        potem szef mi jeździł, że on się nie ucieszył ten mój instruktor z którym sobie
        zażyczyłam jeździć, że jest mu smutno i przykro bo nie będzie chciał ze mną
        jeździć. I ostatnio na targu mi cześć powiedział bo ja go nie zauważyłam i się
        rozglądam i mówię, a cześć. I co wg was pewnie to znaczy, że się kochamy..., ale
        jesteście w błędzie my się lubimy jesteśmy po prostu znajomymi. On ma żonę i
        córeczkę jest w nie zapatrzony, to, że ktoś ma ze sobą dobry kontakt i się
        rozumie to nie znaczy, że się kochają, po prostu nie którzy się po prostu lubią
        tylko lubią i nic więcej. Jakoś za nim nie tęsknie, brakuje mi jazd czasami, ale
        nie dlatego, że on tam był, tylko dlatego, że dzięki tym jazdom poznałam wielu
        fantastycznych ludzi. Więc dla mnie to jest żenada, że kocham instruktora, i w
        ogóle. Ja jeżeli bym wiedziała, że facet, który ma żonę do mnie zarywa, to
        zagrała bym w otwarte karty i powiedziała bym co myślę, albo zmieniła
        instruktora. Dostałam nawet miano jego pupilki i cały czas mi jeździli, ale on o
        tym wiedział bo jemu jeździli, albo mu mówiłam i mieliśmy totalną zlewkę na to
        co mówią inni. Bo my wiedzieliśmy jak jest. Ja go nie kocham po prostu
        traktowałam go jak brata, bo jestem jedynaczką, a zawsze chciałam mieć brata i
        on wiedział kto mi się podoba..., a że jest młody to mieliśmy dużo wspólnych
        tematów, matura, studniówka itp. Dla was pewnie to już jakieś kochanie, ale ja
        wam mówię, że tak nie jest i mężczyzna jak jest dżentelmenem to powie jakiś
        komplement, otworzy drzwi czy nawet przytuli, ale to nic nie znaczy. Ostatnio
        cały czas się przytulałam z moim kumplem( nie instruktorem) i nie jesteśmy
        razem. A znajomi mogą nawet pocałować się na przywitanie w policzek, nawet
        przyjaciółki się tak witają. Czy to oznacza, że to są lesby? nie!. Więc powiem
        wam tak nie zawracajcie w głowie instruktorom, bo nie którym może wam się zrobić
        przykro i istnieją na tym świecie też dranie, którzy chcą się zabawić. Ale ja
        wiem jedno mój instruktor to świetny facet, dobrze uczył i jemu zależało by jak
        najwięcej mnie nauczyć i gdyby nie on to do tej pory bym nie umiała ruszać z
        ręcznego. A to, że miałam z nim świetny kontakt, to świadczy dobrze tylko o nim,
        ponieważ w pracy z ludźmi jest ważna komunikacja i dogadywanie się z ludźmi.
        Dużo osób z nim chciało jeździć, głównie dziewczyn, ale nie tylko, ale mnie to
        nie dziwi bo kobietom lepiej jeździ się z mężczyznami, a mężczyznom z kobietami
        i tak już to jest, a tylko o mnie plotki powstały i co mnie to obchodzi? Nic,
        ponieważ my się tylko lubimy i jesteśmy znajomymi. A chyba dobrze, że
        instruktor jest miły niż miałby być jakimś gburem nie? Więc ja się cieszę, że
        miałam tego instruktora, a nie innego i nie jeździłam tylko z nim i nie
        przeszkadzało mi to i nawet jak trzeba było się rozdzielić, a on nas podwoził to
        zawsze się mnie pytał z kim ja bym chciała, bo wiedział, że ja jestem w miarę
        ustępliwa, ale szefowa zdecydowała, że mam z nim jechać. A wiecie dlaczego nam
        się dobrze razem jeździło? Bo ani ja jego nie podrywałam, ani on mnie nie
        podrywał. I tylko dlatego. Pozdrawiam wszystkich.
        • dominia18 Re: Ach ci instruktorzy....:) 23.03.10, 15:24


          nie będzie już ze mną jeździł i mu smutno i przykro*

        • Gość: p7 Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.10, 18:51
          Hahaha, ja tam nie bardzo sądzę o tym waszym kochaniu niekochaniu,
          ale osk jest ostry...? Dżizzz... :D
          Tak, obiektywnie taka epistoła wygląda jak obrona sokratesa laski,
          która się zakochała, poszły ploty i wszyscy mieli zlewę.. choć to
          dziwne, bo raczej kursanci w ogóle nie są dopuszczani do ploteczek i
          wymysłów wszelkich;)
          • Gość: p7 Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.10, 18:54
            heh, ale może to dlatego, że ja tak miałam, przez jakieś 1645377
            postów pisałam, że mój instruktor jest swietnym kumplem i tylko
            kumplem, aż mnie ktoś raz a dobrze opierdolił i w końcu do mnie
            dotarło :D
          • Gość: eks qrsantka OMG :D IP: *.ssp.dialog.net.pl 23.03.10, 20:03
            p7, tak z ciekawości, bo widzę, że znasz dobrze to środowisko... Często jest
            tak, że idzie jakaś plota o jakiejś kursantce i wszyscy się nabijają? Dżizas to
            był mój największy koszmar. Kamuflowałam się jak mogłam, ale zawsze miałam to
            wrażenie, że wszyscy wokół wiedzą xD Obłędne to było.
            • Gość: p7 Re: OMG :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.10, 22:52
              neeee... w moim atmosfera była cholernie kumpelska, nawet z szefem
              bylo sie na Ty i gadało się jak z kumplem, natomiast głównym źrodłem
              chichów i podsmiewanek z powodu kursantów były nie romanse i
              miłostki, tylko to, jak kto jeździ i to też tylko i wyłącznie jakieś
              wybitne jednostki ;) ewentualnie gadało się o tym, jaki kto jest,
              czy miły, czy dojrzały do tematu, czy nie odwołuje raz po raz.
              Chłopaki zachowywali te rewele romansowe dla siebie, aczkolwiek była
              jedna taka legenda, która krążyła latami: do szefa przyszła kiedyś
              kursantka przed jazdą i zapytała o zdjecia instruktorów, zeby sobie
              jakiegos wybrać '- to ona instruktora szuka czy męża?"
              Chłopaki wyrażają swoje emocje najwyżej w kontekście ' niezła laska
              z tamtej' 'fajna dupa' 'a do Zenka to idą same lachony a mi dajesz
              ciągle facetów' i w ten deseń. Sama byłam zakochana w instruktorze,
              ale jeśli ktoś coś wiedział, to tylko przez moje maślane oczy ;p
              Jedynym takim przypadkiem był instruktor lat 50, który zarwał
              kursantkę lat 50 ;D ale potem się okazało, że się wcześniej znali
              Wbrew pozorom najdluzej i najintensywniej funkcjonują plotki o
              relacjach miedzy pracownikami, nie tylko tych 'romansowych' także
              spokojna głowa ;D
          • dominia18 Re: Ach ci instruktorzy....:) 24.03.10, 23:03
            Hm... Ja się nie bronie, a ten mój instruktor to po prostu mój dobry znajomy. Co
            z tego, że czasem mi pomacha czy powie cześć. Jest młody to chyba nie będziemy
            sobie mówić dzień dobry i na pan i pani. A szefowa też mi macha. I co też mnie
            podrywa? Bezsensu..., a szef każdemu swojemu byłemu kursantowi macha to co w
            każdym się zakochał? To jakaś żenada. A nas sobie upodobali bo ja młoda i on
            młody i żeby mieli o czym gadać, ale ani ja w nim się nie zakochałam, ani on we
            mnie. Ze swoją koleżanką z pracy(która już tam nie pracuje) też miał świetny
            kontakt i co zakochał się w niej, a ona w nim? Po prostu dla was wszystko co
            instruktor powie i zrobi to jest ach i och, ale ze mną tak nie było. Chyba nie
            znasz życia skoro uważasz, że kursanci nie są dopuszczani do plotek to się
            głęboko myślisz. Bo plotkuje każdy, choć nie każdy się do tego przyznaje, a ja
            się przed niczym nie bronię, tylko mówię jak was postrzegam i co o tym wszystkim
            myślę.
            • aniamamamarty Re: Ach ci instruktorzy....:) 30.03.10, 23:11
              no pomahać Ci mogą, dopóki ktos nie nadużywa Twojego numeru telefonu o róznej
              porze dnia i nocy ...
              • Gość: ktoś Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 31.03.10, 20:28
                pod warunkiem, że ty nie nadużywasz jego numeru w nocy i o kazdej porze
                • dominia18 Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.03.10, 22:23
                  My nawet nie mamy do siebie numeru telefonu:P. Bo nam jest nie potrzebny,
                  jesteśmy tylko znajomymi, a do szefa mam i szefowej, ale do nich nie dzwonie,
                  oni do mnie też nie. Tylko jak chodziłam na kurs i umawiałam się na jazdy z
                  szefowa to do niej dzwoniłam, albo ona do mnie:) Także co nadal to dla was
                  miłość? Bo ja uważam, że nie.
            • Gość: p7 Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.10, 20:10

              Tysiac pięćset pierwsza! ;D

              Chyba nie
              znasz życia skoro uważasz, że kursanci nie są dopuszczani do plotek
              to się
              głęboko myślisz.

              buahahaha zależy jakich ;D Jakie WAS? Do jakiego wora Ty mnie
              pakujesz odpowiadając na mój post? Heh i gdzie ja pisałam te
              zarzuty, na które odpowiadasz?

              • dominia18 Re: Ach ci instruktorzy....:) 06.04.10, 00:30
                Nie wiem jak było u was. Ale u nas się nie plotkowało za plecami, to były takie
                śmiechy chichy przy nas:P
    • Gość: Flora Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.noname.net.icm.edu.pl 30.12.07, 14:53
      Wszystkie jesteście stuknięte, a najbardziej LiniaFrontu.
      • Gość: joasia25 Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.inowroclaw.mm.pl 30.12.07, 15:01
        I prawidłowo. Kto powiedział, że chcemy być normalne ?
        • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 30.12.07, 16:39
          Gość portalu: joasia25 napisał(a):

          > I prawidłowo. Kto powiedział, że chcemy być normalne ?

          Nic dodać, nic ująć:)
          • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 31.12.07, 13:07
            wy normalne to nie wlazcie tu i nie czytajcie...po jaki
            ch...czytacie?
            kurna ktos tu napisal ze moj instr. daje mi wyrazne sygnaly ze jest
            wolny, no tak...ale ja zaczynam miec coraz wiecj watpliwosci co do
            tego:( niestety, boje sie ze ze moje obawy sie potwierdza, ze ma
            kogos(nie juz nie mowie o zonie) to bez sensu, bardzo by mnie to
            dotknelo. Co do jazd doszkalajacych kurde chyba bede celowo oblewac
            aby miec okazje wykupienia tych jazd:) w kazdym razie zrobie
            wszystko aby ta znajomosc przetrwala, czy to bajerant, klamca itp
            dla mnie jest swietnym facetem, mam nadzieje ze sie nie zawiode;)
            jazda coraz blizej...chyba sypne mu jakies noworoczne zyczonka
            (sms)...ale kurde zastanawiam sie czy nie bedzie to zbyt nachalne z
            mojej strony, nie chce go meczyc esami, w koncu jedne zyczonka juz
            poszly swiateczno-noworoczne, ale niewiem czy sie powstrzymam.mam
            nadzieje ze myslal o mnie przez ten czas...choc raz!
            • Gość: joasia25 Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.inowroclaw.mm.pl 31.12.07, 13:29
              Ja też miałam takie postanowienie, że będę specjalnie oblewać, aby móc wykupić
              jazdy dodatkowe, ale zdanie egzaminu to naprawdę ciężka sprawa :)
              Dlaczego sadzisz, że jednak ma kogoś?
              Życzenia jak najbardziej wyślij :)
              • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.12.07, 14:52
                Gość portalu: joasia25 napisał(a):

                > Ja też miałam takie postanowienie, że będę specjalnie oblewać, aby
                móc wykupić
                > jazdy dodatkowe, ale zdanie egzaminu to naprawdę ciężka sprawa :)
                > Dlaczego sadzisz, że jednak ma kogoś?
                > Życzenia jak najbardziej wyślij :)

                Już zostałam zakwalifikowana do największego jelonka na forum i też
                mi takie myśli biegały po głowie, ale były odrzucane jako cokolwiek
                lekkie przegięcie. :)
                Ej, nie poszłyśmy na prawko po to, żeby się ślinić do instruktorów!
                Szkoda kasy, naprawdę! I szkoda czasu.
            • linia.frontu Muszę się ujawnć.. 31.12.07, 14:50
              Ale jeszcze nie ma nowego roku!!!! :)

              Gość portalu: maniamania napisał(a):

              > Co do jazd doszkalajacych kurde chyba bede celowo oblewac
              > aby miec okazje wykupienia tych jazd:) w kazdym razie zrobie
              > wszystko aby ta znajomosc przetrwala, czy to bajerant, klamca itp
              > dla mnie jest swietnym facetem, mam nadzieje ze sie nie zawiode;)

              Nie popełniaj moich błędów! Ja chciałam zdać, ale jestem przekonana,
              że mam barierę psychiczną przed jeżdżeniem, że jak to MG ujął - ja
              nie chcę mieć prawa jazdy, tylko chcę robić kurs.
              I co, i sobie popatrz, ile czasu robię prawko:)
              I dla mnie też nie było ważne, czy to kłamca i bajerant:), miłość Ci
              wszystko wybaczy i w ten deseń i kurde nawet nie wiesz, jak żałuję,
              że nie pozostał tym słodkim chłopaczkiem z pierwszych 30, że miałam
              okazję poznać go od strony prywatnej, że on miał okazję poznać mnie,
              pewnie do tej pory siedziałabym na gronie i wyszukiwała jego
              wypowiedzi i byłabym szczęśliwa w tym swoim podtrzymywaniu mitu,
              samoupupiająca się w programowej jelonkowatości, bo mi się tak
              Ferdydurke przypomniało:), a teraz to jak Boga kocham Sara Kane &
              Drotkiewicz w czystym wydaniu (takie harlekiny dla porypanych
              polonistek - z całym ogromnym dla tychże szacunkiem), teraz, żeby to
              jakkolwiek zakończyć muszę przewalić równą połowę swojego życia, bo
              tylko studia są wyabstrahowane z wypisywania jego numeru po 30 razy
              w ciągu dnia, a tak w ogóle to wbijaj na linia.frontu@gazeta.pl

              No, ja to się żegnam, przed Sylwkiem już się pewnie nie zobaczymy,
              życzę forumowiczom pomyślnego 2008, obfitującego w jazdy i plastiki
              i nowe wypasione autka, nieobfitującego w egzaminy, szerokich dróg,
              gumowych drzew, i wszystkich tych rzeczy.
              Jelonkom szczególnie życzę!!! :)
      • Gość: kleopatra Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: 83.14.217.* 30.12.07, 17:58
        zgadzam się z Tobą co do lini jakby ktoś porządnie ją wy...chał to by sie
        uspokoiła z tą jej całą filozofią
        widocznie jest inaczej
        • yennyfer11 Re: Ach ci instruktorzy....:) 01.01.08, 04:36
          ...a ja normalnie nie moge sie doczekac kiedy w koncu zdam ten egzam...coz za
          ironia losu...smuuutnoo mi...ja nie chcem instruktora....ja chcem prawko ;((
    • Gość: gosz Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.08, 21:20
      ja tam nie kumam flirtowania na kursie ...
      nie wyobrażam sobie zauroczenia instruktorem bo zwyczajnie nie nauczyłabym się
      jezdzić!
      OK, może sobie być przystojny, inteligentny i zabawny, czy co tam jeszcze ale to
      nie jest spotkanie towarzyskie tylko jasny układ gdzie on mnie uczy, a ja go
      słucham i robię - zresztą jak jadę to się skupiam na drodze a nie na walorach
      instruktora
      wszelkie próby flirtowania by mnie dekoncentrowały i próbowałabym je uciąć
      oczywiście można trochę pogadać przy nauce jazdy, ale nie to jest najważniejsze
      mi tam zależy żeby załapać o co biega i wreszcie zdać egzamin;)
      • Gość: maniamaniax Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 02.01.08, 15:07
        to nie jest takie proste kiedy instruktor moze i jest przystojny ale
        nie w tym rzecz, on sam stworzyl taka sytuacje iz nasze kontakty sa
        takie a nie inne, czyli raczej prywatne(ja jestem raczej osoba zbyt
        niesmiala abym pierwsza zainicjowala takie stosunki) ale jakos nie
        ma problemu z nauka...on jest wrecz nachalny w tym co robi, tzn o
        jazde mi chodzi:) sam proponuje mi spotkania, to z jego strony
        plynie duzo komplementow, pytan interesuje sie wszystkim co robie,
        ja raczej malo o nim wiem staram sie nie byc uciazliwa wynika to tez
        z czystej niesmialosci,facet cholarnie zawrocil mi w glowie, nie
        chodzi mi o to ze on mi sie podoba fizycznie to tez ale ogolnie
        kiedy go nie ma czuje ze tesknie, mysle co robi...ale tez jestem
        ostrozna, przynajmniej staram sie bo wiadomo instruktorzy czesto
        wykorzystuja swoj zawod do bajerow zabaw. Zreszta tak bylo do tej
        pory, od kilku dni sytuacja sie zmienila...moje obawy sie
        potwierdzily, tak jak przypuszczalam...zona, dziecko. rece mi
        opadly.wydaje mi sie ze on wie ze ja juz wiem(od osoby ktora razem
        znamy).jak on mogl i moze tak dalej mnie wkrecac? bo nadal tak jest
        z jego str. nadal wychodza rozne propozycje spotkania! choc nigdy na
        jego palcu nie widzialam obraczki(co o niczym nie swiadczy) nie moge
        pozwolic na to aby nadal to tak wygladalo, co on sobie mysli? ze
        sobie znalazl lale na boku? postanowilam ze musze poprostu dac sobie
        spokoj, nie wdawac sie w ta idotyczna gierke. ale porazka.dol.faceci
        sa okrutni, instruktorzy co wy sobie myslicie? podrywacie mlode
        laski aby sie dowartosciowac?ale jestem zla i zarazem nieszczesliwa:
        ( ja juz niewiem czy to pech czy poprostu facet niewlasciwy, jedno
        mnie wku....a, ze ja nidgy sie nie myle, czemu ten raz nie moglo byc
        inaczej.czulam to i sie potwierdzilo.
        • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 02.01.08, 15:13
          linio gdzie jestes? poratuj mnie!!coz mam uczynic w takiej
          koszmarnej sytuacji?:((
          • Gość: joasia25 Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.inowroclaw.mm.pl 02.01.08, 16:58
            Zmienic instruktora. Na romansie z zonatym i dzieciatym facetem jeszcze nikt
            dobrze nie wyszedł.
        • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 02.01.08, 18:13
          Zmienić Instruktora.
          Będziesz się jeszcze bardziej wkręcać, wiem, co mówię. On ma
          rodzinę, nie bądź naiwna, na pewno nie będzie świrował z Tobą na
          poważnie, a jeśli jest aż takim dupkiem - to mogłabyś takiego dupka
          sznować? Ja nie bardzo.
          Wiesz co, mnie mój były na bezczela zarywał przy swojej lasce, stąd
          nie wierzę w uczciwość rodzaju męskiego:)
          • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 03.01.08, 13:48
            :( kurde ciezko teraz bedzie go zmienic, na pewno to bedzie dobre
            rozwiazanie? kurde niewiem juz sama co mam robic, niewiem po co
            wogole tam chodze na ten caly kurs...stracilam wszelkie nadzieje, ze
            cokolwiek ma sens. jestem taka zla,chyba tez na sama siebie ze dalam
            sie tak wciagnac w to! kurde chyba zglupialam na jego punkcie
            cholera ale to paskudne uczucie:(
            • Gość: gosz Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.08, 17:55
              skoro jest jak piszesz, to tym bardziej musisz zmienić instruktora.
              ty masz się uczyć jezdzić a nie cierpieć miłosne katusze ...
              po prostu urwij kontakt i wiadomo, że na początku będzie bolało ale minie:)
              innej drogi moim zdaniem niema
            • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 04.01.08, 00:04
              Gość portalu: maniamania napisał(a):

              > :( kurde ciezko teraz bedzie go zmienic, na pewno to bedzie dobre
              rozwiazanie? kurde niewiem juz sama co mam robic, niewiem po co
              wogole tam chodze na ten caly kurs...stracilam wszelkie nadzieje,
              ze cokolwiek ma sens. jestem taka zla,chyba tez na sama siebie ze
              dalam sie tak wciagnac w to! kurde chyba zglupialam na jego punkcie
              cholera ale to paskudne uczucie:(

              Musiałybyśmy się spotkać na bardzo dużym piwie i wtedy może
              opowiedziałabym Ci dlaczego. Już teraz raczej nie powiem Ci: on ma
              rodzinę. Chociaż nie, tak Ci właśnie powiem. Widzisz tu dla siebie
              miejsce?
              Setki razy to powtarzam: od tego się nie umiera:)
              Kwestia roku, nie wiem, może dwóch. Zajmij się pracą, studiami,
              czytaniem książek, albo wracaj po prostu tak zmeczona, żeby nie mieć
              siły myśleć o czymkolwiek.
              Nie, spokojnie, mój Instruktor był wolny, nie wiem, jak teraz, teraz
              już bym chciała go tylko nie spotykać. Ale się nie da na razie:)
              • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 04.01.08, 00:06
                linia.frontu napisała:

                > > :( kurde ciezko teraz bedzie go zmienic, na pewno to bedzie
                dobre rozwiazanie?

                Zawsze też możesz się w to jeszcze bardziej wkręcać i poczekać, aż
                facet Ci powie, ze sorry laska, ale za dużo sobie wyobrażałaś, że to
                żarty były,albo coś w ten deseń. Daj Boże żebyś mogła wtedy po
                prostu wychrzanić jego numer:)
                • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 04.01.08, 15:31
                  :( matko totalna zalamka, wiem wiem nie moge sie oszukiwac! choc ta
                  cala sprawa nie daje mi spokoju bo nie mam zadnej pewnosci ze to
                  prawda!to jestt takie dziwne wszystko, sama juz niewiem co robic.ale
                  dziekuje ze jestescie ze mna:)
                  • Gość: marta Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.08, 21:57
                    Zmień instruktora i to jak najszybciej. Posłuchaj kogoś kto tego nie zrobił i
                    męczy sie z tym uczuciem do dzisiaj.
                    • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 04.01.08, 23:36
                      Gość portalu: marta napisał(a):

                      > Zmień instruktora i to jak najszybciej. Posłuchaj kogoś kto tego
                      nie zrobił i męczy sie z tym uczuciem do dzisiaj.

                      Haha, ale to nie o mnie, co? (uderz w stół..)
                      Gdyby jednak było o mnie, spieszę donieść, że z uczuciem się
                      bynejmniej nie męczę. Męczę się tylko z instruktorem. :D
                  • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 04.01.08, 23:47
                    Gość portalu: maniamania napisał(a):

                    > :( matko totalna zalamka, wiem wiem nie moge sie oszukiwac! choc
                    ta cala sprawa nie daje mi spokoju bo nie mam zadnej pewnosci ze to
                    prawda!to jestt takie dziwne wszystko, sama juz niewiem co robic.ale
                    dziekuje ze jestescie ze mna:)

                    Ale wiesz, że ja tego nie rozumiem. No nie. Jeżeli facet ma rodzinę,
                    to dla mnie nie istnieje. Znam dwóch zabójczo przystojnych
                    instruktorów, mój się nie umywa, jeden z nich jest bardzo stanowczy
                    i na pewno nie dopuściłby do sytuacji, którą opisujesz, ale drugi
                    sam w sobie ma od cholery uroku, jest przesympatyczny i roześmiany,
                    ach i och, ale co z tego, skoro są zajęci. Zresztą nie potrafię o
                    nich tak myśleć. Zrobiłabyś to jakiejś kobiecie, ba i może jakiemuś
                    dzieciakowi? Eee.
                    Jeśli mu na Tobie zależy, to mógłby się ustawić na browara, czy
                    jakoś, ale Autko naprawdę nie jest dobrym miejscem na takie akcje.
                    Juz i tak naprawe dużo za dużo gadam:)
                    • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 04.01.08, 23:54
                      linia.frontu napisała:

                      Znam dwóch zabójczo przystojnych

                      Sorki, trzech! Lecę wkuwać :D
                      • Gość: jaaaa Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 05.01.08, 10:32
                        Powiem wam tak ja z instruktorem byłam ponad pięć lat mamy syna ,ale ja nie
                        wytrzymałam ciśnienia i nie jesteśmy w tej chwili razem najgorszy zawód jaki
                        moze być.instruktorem stał sie w trakcie bycia razem nie był instruktorem gdy
                        sie poznaliśmy
                        • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 05.01.08, 12:47
                          a wiec sprostuje...nie moglabym zrobic tego zadnej kobiecie ani
                          dzieciakowi, owszem facet sam sie klei, ja juz nie djae sie wciagac
                          w te gierki. nie jestem pewna czy sa razem czy tez nie, ale sam fakt
                          dzieciaty facet, moze i zonaty i tak sie zachowuje? to tylko o nim
                          swiadczy jakim tak naprawde jest czlowiekiem!inna sprawa jest mi
                          trudno z tego powodu ze naprawde zauroczylam sie tym czlowiekiem, w
                          jakis sposob przywiazalam do niego, chyba za bardzo sie w to
                          wkrecilam, nie jest to zalezne odemnie.Wiem ze dla niektorych z was
                          to jest proste, ze nie rozumiecie jak mozna wlasnie doprowadzic do
                          takiej sytuacji ze stosunki z instruktorem sa takie a nie
                          inne.Ciagle dawal do zrozumienia ze jest wolny, tak wiec nie
                          przuypuszczalam takiego faktu, wogole jego zachowanie mowilo samo za
                          siebie, tzn ze facet zonaty nigdy nie spoufalalby sie z kursantka w
                          taki sposob.Nie rozmawialam z nim na ten temat, dlatego ze
                          stwierdilam ze niema chyba sensu, moze tez dlatego zeby wlasnie nie
                          wyjsc na idiotke nie uslyszec slow: a co ty sobie dziewczyno
                          wyobrazalas? wlasciwie to dalam mu jasno do zrozumienia ze te jego
                          propozycje itp sa nie na miejscu bo chyba ma do kogo tak mowic.
                          temat sie urwal i kompletnie nie wiedzial o co mi chodzi, albo
                          poprostu zerznal glupa. no coz widocznie jest zbyt tempy aby skumac.
                          oczywiscie ze ten facet nie jest dla mnie, mam ta swiadomosc dlatego
                          tez wlasnie jest mi tak ciezko, ale jedno jest pewne instruktor to
                          nie kandydat na faceta.niestety szkoda ze tak dlugo do tego
                          dochodzilam, moze i nie kazdy jest taki sam, ale ten zawod taki juz
                          jest, ryzyko jest duze, a facet jast tylko facetem, ciezko mi
                          strasznie, a dla instruktora to tylko niezla zabawa nastepna glupia
                          kursantka dala sie wkrecic.Kurde ja chyba za bardzo ufam ludziom,
                          zbyt szybko sie przywiazuje, jestem taka glupia. Pocieszam sie
                          faktem iz czlowiek uczy sie na bledach. Boje sie tylko ze niektorych
                          bledow bede zalowac do konca zycia i szkoda ze te niektore bledy tak
                          cholrenie bolą.
                          • kochankapanainstruktora Re: Ach ci instruktorzy....:) 05.01.08, 15:35
                            Gość portalu: maniamania napisał(a):

                            > Kurde ja chyba za bardzo ufam ludziom, zbyt szybko sie
                            przywiazuje, jestem taka glupia.

                            Dobre.
                            Odrobinę cynizmu!
            • Gość: żona Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.08, 13:49
              czy wy wogóle myśkicie o żonach instruktorów wstyd
              • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 13:56
                Gość portalu: żona napisał(a):

                > czy wy wogóle myśkicie o żonach instruktorów wstyd

                Frapująca polszczyzna;) - ale rozumiem wkurzenie. Bo to faktycznie
                wstyd. Dla was, żon, że wasi mężczyźni idą na takie układziki,
                zupełnie nie wiem, jak można takiego człowieka potem szanować.

                Na szczęście mój instruktor był wolny, a ja byłam jego pełnoprawną
                kur... santką.
                • xadam30 Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 15:01
                  linia.frontu napisała:

                  > Na szczęście mój instruktor był wolny, a ja byłam jego pełnoprawną
                  > kur... santką.

                  Przez chwilę mnie przytkało! :DD

                  Prowokacja? ;)
                  • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 31.01.08, 15:28
                    xadam30 napisał:

                    > linia.frontu napisała:
                    >
                    > > Na szczęście mój instruktor był wolny, a ja byłam jego pełnoprawną
                    > > kur... santką.
                    >
                    > Przez chwilę mnie przytkało! :DD
                    >
                    > Prowokacja? ;)
                    >
                    >nieee, Ona tak zawsze....ale chyba za to ją lubie:)))
                    • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 22:34
                      Gość portalu: galadriel napisał(a):

                      > >nieee, Ona tak zawsze....ale chyba za to ją
                      lubie:)))

                      Heh, Linia jest chyba najbardziej antypatyczną personą na tym forum -
                      to niemożliwe!;)))
                  • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 15:29
                    xadam30 napisał:

                    > linia.frontu napisała:
                    >
                    > > Na szczęście mój instruktor był wolny, a ja byłam jego
                    pełnoprawną kur... santką.

                    > Przez chwilę mnie przytkało! :DD

                    > Prowokacja? ;)

                    Nazywaj to sobie, jak chcesz. Nazwa jest w tym wypadku obojętna. ;)
                    Tak, oczywiście, że prowokacja. Właśnie ją zepsułeś;)

                    Xadam, mówiłam Ci, jak było.
                    I powinieneś sam znać odpowiedź na to pytanie.


                    • xadam30 Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 15:36
                      linia.frontu napisała:

                      > Xadam, mówiłam Ci, jak było.
                      > I powinieneś sam znać odpowiedź na to pytanie.

                      Przypuszczam, że wszystkiego nie opowiedziałaś ;) (rozmawialiśmy
                      przecież tylko kilka minut)
                      • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 15:50
                        xadam30 napisał:

                        > linia.frontu napisała:
                        >
                        > > Xadam, mówiłam Ci, jak było.
                        > > I powinieneś sam znać odpowiedź na to pytanie.

                        > Przypuszczam, że wszystkiego nie opowiedziałaś ;) (rozmawialiśmy
                        > przecież tylko kilka minut)

                        Nie umiem ci powiedzieć tego tak, od razu. Musiałabym ci o tym
                        opowiadać przez dwadzieścia jeden lat, żebyś zrozumiał,
                        dlaczego... ;)
                        • xadam30 Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 16:33
                          linia.frontu napisała:

                          > Nie umiem ci powiedzieć tego tak, od razu. Musiałabym ci o tym
                          > opowiadać przez dwadzieścia jeden lat, żebyś zrozumiał,
                          > dlaczego... ;)

                          Pewnie masz rację
                          • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 16:48
                            xadam30 napisał:

                            > linia.frontu napisała:
                            >
                            > > Nie umiem ci powiedzieć tego tak, od razu. Musiałabym ci o tym
                            > > opowiadać przez dwadzieścia jeden lat, żebyś zrozumiał,
                            > > dlaczego... ;)
                            >
                            > Pewnie masz rację

                            Wcale jej nie mam. Ja ciągle zapominam, że musiałabym opowiadać Ci
                            to przez dwadzieścia dwa lata;)
                            • xadam30 Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 17:00
                              linia.frontu napisała:

                              > Ja ciągle zapominam, że musiałabym opowiadać Ci
                              > to przez dwadzieścia dwa lata;)

                              Ooo, latka lecą. Z pamięcią coś nie tak? hehehe
                              • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 22:50
                                xadam30 napisał:

                                > linia.frontu napisała:
                                >
                                > > Ja ciągle zapominam, że musiałabym opowiadać Ci
                                > > to przez dwadzieścia dwa lata;)

                                > Ooo, latka lecą. Z pamięcią coś nie tak? hehehe

                                I pomyślałem sobie, że to jest właśnie początek starości, która
                                przyszła zbyt szybko: dużo o niej wiedziałem, ona dużo umiała, a ja
                                nie myślałem o niej źle;)
                                • xadam30 Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 22:57



                                  • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 23:13
                                    xadam30 napisał:

                                    >
                                    >
                                    >
                                    • xadam30 Re: Ach ci instruktorzy....:) 01.02.08, 09:00




                    • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 31.01.08, 15:39
                      linia.frontu napisała:

                      Przepraszam za sygnaturę!!! Zapomniałam zupełnie, że takową
                      wstawiłam i chyba po raz pierwszy nie zwróciłam uwagi na to, co tam
                      pod spodem widnieje;)
                      To miała być sygnatura dla trolli :D
                • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 01.02.08, 10:51
                  ooo długo coś mnie nie było;) widze ze znów mój topic nabrał życia:D

                  > Gość portalu: żona napisał(a):
                  >
                  > > czy wy wogóle myśkicie o żonach instruktorów wstyd
                  >
                  > Frapująca polszczyzna;) - ale rozumiem wkurzenie. Bo to faktycznie
                  > wstyd. Dla was, żon, że wasi mężczyźni idą na takie układziki,
                  > zupełnie nie wiem, jak można takiego człowieka potem szanować.


                  hmmm linio...nic dodać nic ująć!
    • deeedeee A ja ostatnio przezylam szok... 05.01.08, 21:43
      Niektore z was jezeli przegladaly forum pewnie zauwazyly moje posty, i
      generalnie urywki mojej historii ;) Ostatnio juz wogole prawie sie nie
      kontaktowalam z 'moim' instruktorem. jedynie na swieta ja wyslalam mu zyczenia.
      w sylwestra dostalam taki glupi lancuszek smsem od kolezanki (costam dzis pijemy
      za facetow ktorzy nas zdobyli, debili ktorzy nas porzucili, szczesciarzy ktorzy
      nas poznali...blablabla, rozeslij do 5 osob, blablabla;)) i go przeslalam dalej.
      Tak sie zastanawialam 'mam pic za NIEGO a on nawet o mnie nie pomysli?'.
      Wieczorem siedzialam i sie zastanawialam czy on chociaz raz o mnie pomysli skoro
      za niego pije... Tyle chociaz, zeby pomyslal... ok godziny 22 dostalam od niego
      smsa! Bylam w szoku, bo sms jednoznacznie pokazywal jego zazdrosc (bo nie bylam
      sama w sylwestra, tak jak on, a on wiedzial gdzie ja bylam) i nieokreslone do
      konca uczucia (chcialby ale boi sie). Mial tego wiecej nie robic. zreszta
      myslalam ze po tym wszystkim co sie naklocilismy, po moich docinkach on poprostu
      mnie znienawidzi, ze bedzie mu niedobrze gdy tylko o mnie pomysli. a tu taki
      zonk.... nie wiem wogole jak mam to odbierac. Wiem ze napewno nie macie pojecia
      o tym, co ja czuje w tej chwili, bo nie znacie calej historii od A do Z, pewnie
      nie mozecie zrozumiec tego ze nie potrafie sie odniesc do tego smsa odpowiednio
      i nie potrafie tego okielznac.
      nie wiem czy jak go zobacze, powinnam cos napomknac o tym... nie wiem... :(
      jestem zakrecona...
      • Gość: maniamania Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.adsl.inetia.pl 07.01.08, 09:16
        hmmm, na temat zazdrosci ze strony instruktora tez cos wiem, zdazylo
        sie ze widzial mnie z kims nieraz i od tamtej pory slysze ciagle
        docinki, ale jakos to po mnie splywa, wydaje mi sie ze faktycznie
        jakby myslal o mnie powaznie to wygladalo by to calkiem inaczej.
        • linia.frontu Re: A ja ostatnio przezylam szok... 07.01.08, 09:25
          Gość portalu: maniamania napisał(a):

          > hmmm, na temat zazdrosci ze strony instruktora tez cos wiem,
          zdazylo
          > sie ze widzial mnie z kims nieraz i od tamtej pory slysze ciagle
          > docinki, ale jakos to po mnie splywa, wydaje mi sie ze faktycznie
          > jakby myslal o mnie powaznie to wygladalo by to calkiem inaczej.

          Mój miał okres, kiedy mu kompletnie odbiło, był zazdrosny nieomal o
          wszystko, co się rusza i jest płci męskiej, ciągle mnie wypytywał o
          jakieś głupoty i zjeżdżał, jak miałam bluzki z dekoltem: "Jak Ty
          wyglądasz!!! Tak to sobie możesz chodzić na imprezę!" Kretyn:)
          • Gość: maniamania Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.adsl.inetia.pl 07.01.08, 10:35
            moj to mial pretensje o brzuch odkryty nawet hehe "tak zimno
            zakrywaj ten brzuch" jezeli ciut mi cialka wyszlo, ale nie odpuscil
            zeby sobie czasem dotknac, ale z tym to sobie nie pozwolilam i sie
            skonczylo, choc z ta zazdroscia to roznie bywa, chocby o smsy
            przychodzace podczas jazdy itp wtedy pozwala sobie na przeglad
            telefonu, wiec teraz nie dopuszcam do takich sytuacji, bo takie
            rzeczy sa niesamczne.
            • Gość: żona instruktora Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.eranet.pl 07.01.08, 12:36
              Wiecie jak tak sobie czytam te wasze problemy z instruktorami to aż
              mi lepiej na duszy;-)
              Myślicie, że jak wam facet powie parę komplementów czy się
              uśmiechnie to zaraz jest wami zachwycony???!!!
              Ruszcie troszkę szarymi komórkami laski!!!!
              Przecież to czysta ściema nie dla tego, że to faceci i ich ego jest
              głodne uciech, ale dla kasy to robią dla kasy.!!!! A wy całe w
              skowronkach hahhaah
              A oni między sobą opowiadają jak to jedną czy drugą bajerują i maja
              dobra zabawę.
              Myślicie, że oni tacy chętni do tego, aby rozburzać swoje wygodne
              gniazdko???
              Skupcie się lepiej na nauce jazdy a nie na amorach!!!!
              • deeedeee Re: A ja ostatnio przezylam szok... 07.01.08, 14:42
                Gość portalu: żona instruktora napisał(a):
                > Przecież to czysta ściema nie dla tego, że to faceci i ich ego jest
                > głodne uciech, ale dla kasy to robią dla kasy.!!!!

                prawo jazdy mam od 2006 roku, wiec raczej dla kasy tego nie robi, bo na kurs juz
                daaaawno nie chodze. a pozatym jest rozwiedziony wiec tez tu nic nie rozbijam.
              • Gość: gość do naiwnej żony instruktora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 18:57
                A jak ja czytam Twoją wypowiedź to sie zastanawiam czy jestes naiwna czy taka
                głupia!!!
                Po pierwsze, może jak Tobie faceci powiedzą kilka komplementów to sie od razu
                podniecasz....
                Po drugie, dla jakiej kasy??? Instruktorzy często umawiają się po jazdach albo
                dają darmowe godziny...
                Po trzecie, pewnie wiekszość (NIE KAŻDY)wysmiewa sie potem ze swoich
                podbojów...."ale rusz trochę szarymi komórkami" bo najbardziej w tej sytuacji Ty
                wychodzisz na idiotkę i to Ciebie Twój mąż robi w balona i pewnie na prawie
                każdej godzinie podwala się do "niewinnych kursantek"!!! I może nie chce
                rozw3alać swojego gniazdka ale zabawić sie chce napewno!!!

                I TO INSTRUKTORZY POWINNI SKUPIĆ SIĘ NA UCZENIU KURSANTÓW A NIE NA
                AMORACH!!!!!!!!!!!!!
                • Gość: żona instruktora do gościa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 19:16
                  No cóz nie będę się zniżała do twojego poziomu gosciu!!!
                  Ty pewnie i tak wiesz swoje to zostań w tym przekonaniu i w nim
                  tkwij. Prawda zabolała hahahah



                  • Gość: gość Re: do gościa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 19:27
                    Prawda zabolala ale chyba Ciebie:)))) Zamiast siedzieć na forum lepiej pilnuj
                    męża:)))
                    • Gość: żona instruktora Re: do gościa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 20:10
                      hehe pozwolisz że to ja bede decydowała o tym czy mam pilnowac meża
                      czy nie !!!!!
                      Lepiej zastanów się nad soba gosciu
                    • yennyfer11 Re: do gościa 07.01.08, 20:17
                      > Prawda zabolala ale chyba Ciebie:)))) Zamiast siedzieć na forum lepiej pilnuj
                      > męża:)))

                      hahahaha-a co to on piesek jest żeby go pilnować?
                      • Gość: maniamania Re: do gościa IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.08, 09:56
                        ale sie narobilo:) az mi sie smiac chce, naprawde. Zono instruktora
                        jestes bez obrazy naiwna czy co? nie masz pojecia co sie dzieje w
                        elkach? jakie propozycje padaja? zeby tylko konczylo sie na
                        komplemantach...moj instruktor widocznie swoje gniazdko ma gleboko w
                        dupie, skoro zachowuje sie tak a nie inaczej(kurde najciekawsze jest
                        to ze on wogole sie z tym nie ukrywa) ale nie dziwie sie im skoro
                        maja takie wyrozumiale zony! to jest naprawde smieszne co tu
                        piszesz, ile ty zyjesz na tym swiecie? oni sie umawiaja po
                        godzinach, kursantki smigaja waszymi wspolnymi prywatnymi samochodami
                        (w moim przypadku tak jest oczywiscie nie w celach edukacyjnych)
                        czule slowka, propozycje, komplemanty ktorych wy zony chyba nie
                        znacie, macają, zapraszają, a ty kochana sie o tym byc moze nigdy
                        nie dowiesz, no moze jak cie zostawi dla jekiejs mlodej ladnej
                        kursantki(oj znam takie przypadki)to wtedy bedziesz miala pretensje
                        do calego swiata, a do niego pewnie nie, zwalisz to na kursantke
                        oczywiscie, hehe. Ja osobiscie nie potrafilabym wciąć sie w
                        gniazdko, jak sobie pomysle ze tak gdzies siedzi jakas naiwna zona
                        jak ty to az mi sie zal robi.
                        • Gość: maniamania Re: do gościa IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.08, 10:00
                          najlepsze sa jazdy poznymi wieczorkami...zono instruktora, pewnie
                          myslisz wtedy ze twoj mezunio biedny jest wymeczony pracą i mysli
                          tylko aby juz wrocic do ciebie? zastanowilabym sie nad tym, kurde
                          tak w sumie moze im czegos brakuje w tym calym gniazdku...hehe.
                          • Gość: maniamania Re: żono instruktora piszesz głupoty! IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.08, 11:09
                            "I TO INSTRUKTORZY POWINNI SKUPIĆ SIĘ NA UCZENIU KURSANTÓW A NIE NA
                            AMORACH!!!!!!!!!!!!!"


                            Święta racja!!! moj instruktor to b.mlody gość tak więc przypuszczam
                            ze jago "małżeństwo" to świeża sprawa, tak więc gdzie obrączka?
                            gdzie ta uczciwość małżeńska? chyba tam głęboko gdzie obrączka:)
                            żono instruktora nie chce cie w jakikolwiek sposób obrażać, czy coś
                            w tym stylu! mi ni jest łatwo bo zaufalam komuś w rodzaju twojego
                            meza(przepraszam za te porównanie), sama nie wiedziałam że ma żonę i
                            dzieciaka, inaczej chyba bym go popluła na samym początku(bo ta
                            sytuacja zaczeła sie na pierwszej jezdzie, teraz czuje sie troche
                            nieciekawie, bo facet poprostu mnie oszukał, i zawrócił mi w głowie,
                            nie ma żadnych barier, bo nadal to ciagnie, nadal sa propozycje, ja
                            juz nie dopuszczam do takich incydentów.Moze i powinnam stanowczo
                            wyrzucić to z siebie, powiedzieć mu co tak naprawdę o tym myslę to
                            byłoby inaczej, sama niewiem, stwierdziłam że to bez sensu, po co?To
                            już tylko kurs, zaraz się skonczy a ja i tak bede o nim myslec, to
                            wiem napewno!Ale...........kochanką instruktora nie zostanę:) nigdy!
                          • Gość: żona instruktora Re: do gościa IP: *.eranet.pl 08.01.08, 14:51
                            moze tobie brakuje piętej klepki kobieto .
                          • linia.frontu Re: do gościa 08.01.08, 16:45
                            Gość portalu: maniamania napisał(a):

                            > najlepsze sa jazdy poznymi wieczorkami...

                            Mmmmmmmmmmmmmmmmmmno :)
                            • yennyfer11 Re: do gościa 08.01.08, 17:01
                              ...no taaaak romantycznie w tej elce....tylko po prostu świec brakuje hehehe :D
                              • Gość: maniamania Re: do gościa IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.08, 17:26
                                romantycznie moze byc wszedzie, jak sie stworzy romantyczna
                                atmosfera to i w punciaku jest romantcznie a jak juz instruktor
                                zacznie z ta swoja oklepana romantyczna gadke to juz wogole nie ma
                                nic bardziej romantycznego, tylko swiec brakuje...hehe. moze
                                faktycznie troche sie rozpedzilam, fakt, nie kazdy jest taki sam. I
                                kurna wcale nie brakuje mi piatej klepki jak to ktos tak ladnie
                                nazwal, albo nie, moze i brakuje, wlasnie dlatego ze dalam sie
                                wciagnac w gierki zonatego instruktora, niewiedzac o tym ale
                                jednak!
                                • yennyfer11 Re: do gościa 08.01.08, 17:32
                                  ...znaczy sie, nie nosił obrączki?
                                  • Gość: maniamania Re: do gościa IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.08, 17:39
                                    napisalam wczesniej juz, nigdy nie mial obraczki, i nadal nie
                                    ma...nigdy nie widzialam, dlatego albo nie nosi albo poprostu nie
                                    jest zonaty, tylko jak to tak ladnie okreslic?...jest z kims
                                    zwiazany i ma dzieciaka. Nie bede sie rzucac na niego i wymiatac
                                    kieszeni w poszukiwaniu obraczki:) poprostu pewna osoba wlasnie nie
                                    tak dawno poinformowala mnie iz tan gosc ma zone.
                        • yennyfer11 Re: do gościa 08.01.08, 15:04
                          maniamania może zajęła byś się sobą a nie podpuszczała tutaj ludzi?

                          'Ja osobiscie nie potrafilabym wciąć sie w
                          > gniazdko,...'

                          Skoro nie potrafiłabyś to rozumiem, że nie próbowałaś i nie wiesz jak wygląda
                          życie prywatne instruktorów więc albo daruj sobie takie teksty (patrz niżej)
                          albo nie uogólniaj...

                          '...oni sie umawiaja po
                          > godzinach, kursantki smigaja waszymi wspolnymi prywatnymi samochodami
                          > (w moim przypadku tak jest oczywiscie nie w celach edukacyjnych)
                          > czule slowka, propozycje, komplemanty ktorych wy zony chyba nie...'
                          • Gość: maniamania Re: 8-/ IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.08, 16:26
                            nikogo nie podpuszczam pisze co mysle i jak jest, az sie gotuje jak
                            ktos mi wmawia ze to kursantki same sobie wmawiaja ze instruktor na
                            nie leci, tak same sobie wymyslamy to!naprawde!i ze wina jest tylko
                            w kursantkach!ok, kazdy zonaty i niezonaty instruktor to swietoszek
                            i trza normalnie im pomniki stawiac!
                            • yennyfer11 Re: 8-/ 08.01.08, 17:00
                              ...nikt nikomu pomników stawiać nie będzie:P tym bardziej nikomu nie będziemy
                              nic wmawiać...
                              ...a to czy tak jest-tego nie wiesz-nie znasz wszystkich instruktorów i kursantek...
                              ...i nie ma 'świętoszków' -ale też nie popadajmy w paranoje...

                              Może opisz jakiś bardziej konkretny przypadek (konkretna sytuacje) to wtedy
                              sobie pogdybamy...
              • Gość: a ja napisze tak.. ale jestes naiwna zono instruktora.. IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.09, 10:24
                az smiech bierze czytajac twoja wypowiedz, pelna frustracji;)

                tak moja droga..dla kasy to moze ty bys takie rzeczy robila, ale nie
                facet.

                Dziekuje za meza co bierze za raczke przy zmienianiu biegow, dotyka
                kolanka w rajstopkach..pyta "lubisz od przodu czy od tylu?"

                Tak, tego sie nasluchalam jezdząc z niejednym instruktorem, moi byli
                grzeczni, ale slyszalam jak przez glosnomowiacy gadali sobie ze
                swoimi kolesiami po fachu. testy o jakich pisze byly na porzadku
                dziennym.
                Nie badz naiwna zonko "instruktora", nezle cie bajerzy piszac
                ze "robi TO dla kasy" ;)
                w zyciu bym sie nie zgodzila by moj mąz pracowal jako instruktor,
                Jakas siksa sie zakocha i po zabawie.
                • permanentne_7_niebo Re: ale jestes naiwna zono instruktora.. 01.06.09, 22:04

                  > Nie badz naiwna zonko "instruktora", nezle cie bajerzy piszac
                  > ze "robi TO dla kasy" ;)

                  Buaaahahahahahaha :D
                  A o ileż cenniejsi są uczący...
              • dominia18 Re: A ja ostatnio przezylam szok... 26.07.10, 18:35
                Całkowicie Cię popieram też miałam koleżankę, która stwierdziła, że instruktor to zboczeniec, bo ona powiedziała, że gorąco, a on do niej to się rozbierz, a on do niej po chamsku tak powiedział, bo go denerwowała mi też tak instruktor powiedział, chodziłam z jego synem do klasy, a ja się zaczęłam śmiać i powiedziałam chciałby pan. I dziewczyny widzą to co chcą widzieć, choć są też instruktorzy chamy, ale ja na takich nie trafiłam Na szczęście!
            • linia.frontu Re: A ja ostatnio przezylam szok... 07.01.08, 13:47
              Gość portalu: maniamania napisał(a):

              > moj to mial pretensje o brzuch odkryty nawet hehe "tak zimno
              > zakrywaj ten brzuch"

              Haha, u mnie to samo, ale to jeszcze podczas kursu, zapomniałam
              dodać, że kazał mi się ubierać na czarno i pod szyję:)
              Widziałam się z nim dziś i jak ręką odjął, wolna, szczęliwa,
              oddycham:)
              Do Żony: laska, mój był wolny, żadnej ropdziny nie rozbiłam z racji
              małego bz.
              • Gość: zawieja Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 14:20
                żono instruktora -> dla kasy? w takim razie czemu ja jeżdżę za darmo :D :]
                • Gość: żona instruktora do zawieja IP: *.eranet.pl 07.01.08, 14:41
                  sam sobie odpowiedz na to pytanie !!!!
              • Gość: kolejna żona Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.244.153.198.debica153.tnp.pl 08.01.08, 19:28
                Po tym wszystkim co tutaj przeczytałam i po całej tej nagonce na
                zonę instruktora, wogóle nie wiem czy warto tu pisać. Mój mąż to tez
                instruktor. Oboje jestesmy młodzi, ciągle zakochani, ciągle
                szczęśliwi. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że może pojawiac
                sie taka sytuacja, że któras z jego 18-letnich kursantek odbierze
                jego sposob bycia (a lubi żartować, prawić komplementy i generalnie
                ma taki sposob bycia, ktory podoba się kobietom) jako propozycję
                czegoś więcej...

                I bardzo prosze nie rzucajcie się na mnie z tekstami, że nie wiem co
                on robi w elce i że macie więcej niż 18 lat, bo nie o to tu chodzi.
                Chodzi o to jakim kto jest człowiekiem. Babiarz i zwykły ku..arz
                wykorzysta okazję wszędzie. Nie ważne czy to będzie elka, karetka,
                radiowóz. Przeleci każda panienkę, która wpadnie mu w łapy. Nie
                przepuści okazji do darmowego bzykania. Natomiast człowiek uczciwy,
                trzeźwo myslący o życiu, pewnie zachowa się inaczej.

                Czytam te Wasze wypowiedzi (oczywiście zwracam się do zauroczonych
                instuktorami kursantek) i zastanawiam się skąd w was tyle pewności,
                że sytuacja jakie mają miejsce podczas nauki jazdy są przez was
                właściwie interpretowane. Jesli w samochodach dochodzi faktycznie do
                obmacywania i obściskiwania to oczywiście wina lezy po obu stronach.
                instruktor to zwykła świnia skoro w taki sposób przejawia
                zainteresowanie Wami,a Wy... cóż, trochę więcej szacunku dla siebie
                i swojej cielesności.

                Pozdrawiam wszystkich cieplutko, życzę zdanych egzamniów i mam
                nadzieję że nie zostanę zlinczowana ;-)
                • yennyfer11 Re: A ja ostatnio przezylam szok... 08.01.08, 19:33
                  ...nooo zgadzam sie z tą Panią :-)
                  • Gość: jaaaa Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.chello.pl 08.01.08, 19:55
                    CO jak CO ,ALE JA SIę JUż Z żADNYM INSTRUKTOREM NIE ZWIąZE NIE pRZYłAPAłAM GO NA
                    NICZYM POZA SMSAMI ,ale dla mnie już to jest podejżane faceta mam w nosie i 2
                    letnie dziecko a smsował właśnie z 18 a ja wiele więcej nie mam,i żona
                    instruktora też niech sie zastanowi co maż robi mój też taki niby cichociemny
                    był ach szkoda gadać.a miało być tak pięknie
                    • yennyfer11 Re: A ja ostatnio przezylam szok... 08.01.08, 19:58
                      Niektóre lasencje tutaj chyba trochę przesadzają :P
                      • Gość: Zula zły instruktor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 17:43
                        Nie polecam Instruktora Norberta P. z OSK 4 kółka w Wawie. W prawdzie nie moge
                        narzekac ze sie do mnie dobieral,wrecz przeciwnie,byla arogancki, ani ze mialam
                        1 lekcje na miesiac- bo w miare sie uwinelam. Niestety spoznial sie na jazdy,
                        badz zalatwial swoje sprawy a ja po 20 min czekalam w aucie, z 2pierwszych
                        godzin wyjezdzilam 30 min,bo reszte jezdzil on(zatankowac,a pozniej na parking i
                        z powrotem na pl bankowy).Na placu manewrowym bylam tlyko 2x(w dwa ostatnie
                        dni,kiedy nacisnelam go).Nie zrobilam z nim ani razu parkowania tylem,a przodem
                        prostopadle tlyko kilka razy. Koles po prostu nastawiony na dodatkowe jazdy. Nie
                        polecam
                    • Gość: maniamania Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.08, 20:08
                      No i wlasnie dlatego nie chcialabym by moj facet byl wlasnie
                      instruktorem:)
                • Gość: maniamania Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.adsl.inetia.pl 08.01.08, 20:04
                  oj nie martw sie:)twoje podejscie jest jak najbardziej w porzadku.
                  choc z nie wszystkim co napisalas bym sie zgodzila(macanie(!)wybacz,
                  alenie wygladalo to tak jak napisalas, interpretacja zachowania
                  instruktora), musze tez przyznac racje w tym, ze babiarz to babiarz,
                  nie zawsze musi byc instruktorem! myslalam nad tym dlugo i wiele, i
                  stwierdzilam ze kazdy ma prawo do zaufania, lecz ja nie nie
                  potrafilabym chyba miec faceta instruktora!zaufanie zaufaniem
                  ale...to tylko moje zdanie. Moze zbyt pochopnie wrzucilam wszystkich
                  do jednego wora:) nie bede juz patrzec przez pryzamt mojego
                  nauczyciela jazdy, tak wiec spokojnie, mozliwe ze nie kazdy tak
                  postepuje, uwazam jednak ten zawod za zawod podwyszonego ryzyka. Byc
                  moze dlatego ze nastala jakas epidemia romansow z instruktorami,ale
                  wierze gdzie tam gleboko ze miedzy nimi sa udane zwiazki:)
                  • Gość: kursantka Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.08, 20:10
                    udane zwiazki sa i to bardzo ;-)) trochę zaufania do siebie
                    Panienki które nadinterpretuja sobie różne zachowania - cóz taki
                    wiek i nic dodac nic ujać .
                    • Gość: anty głupia jestes kursantko IP: *.igloonet.pl 08.01.08, 20:28
                      w pełni podzielam zdanie maniamania, sama nie jestem gó..arą ,
                      jestem dobrze wykształcona a juz od pierwszej jazdy tak się zaczą do
                      mnie slinić że myslałam , że mu coś się stanie.... obroczka
                      oczywiście na paluszku świeciła dla ozdoby....
                      • Gość: kursantka do głupiej anty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.08, 21:00
                        jak jestes taka wykształcona to nie obrażaj innych !!!!
                        skoro widzisz ,ze się do ciebie slini to dlaczego nie zmienisz
                        instruktora ,lub szkoły ???!! ale ty nawet nie wiesz, że masz takie
                        prawo prawda !!!!!!???
                        • Gość: anty Re: do głupiej anty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.08, 07:38
                          a po co miałam niby zmieniać , skoro miałam taki niezły ubaw... ?
                    • Gość: anty Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.igloonet.pl 08.01.08, 20:38
                      tez przyszłam na kurs tylko i wyłącznie po to by nauczyć się jeździć
                      i ani przez chwile nie przyszłoby mi do głowy by podrywac czy
                      zaczepiac żonatego faceta.... Na początku myslałam, że to tylko
                      żarty ... teraz to trudno powiedzieć ... Można tylko podziwiać za
                      maksimum dwulicowości - obmawia żonę od jak najgorszej strony a
                      przez telefon jak z nią rozmawia to słodziutki aniołek
                      • linia.frontu Re: A ja ostatnio przezylam szok... 08.01.08, 22:03
                        Gość portalu: anty napisał(a):

                        > tez przyszłam na kurs tylko i wyłącznie po to by nauczyć się
                        jeździć i ani przez chwile nie przyszłoby mi do głowy by podrywac
                        czy zaczepiac żonatego faceta....

                        Ja jak przyszłam na kurs to byłam z moim słodkim małym kryminalistą
                        i nie w głowie mi był jakiś tam instruktor!!! Gdzie! Chyba zaaawsze
                        będzie mnie do niego ciągnąć. Ale, o święta naiwności, uwierzyłam,
                        że to facet nie dla mnie, że kryminalista, złodziej, zdemoralizowany
                        plapleple że po co ja się z nim ciągam; nie wiem, pewnie to i racja,
                        no w każdym razie zerwałam. Dawno po kursie. O tym jeszcze nie
                        mówiłam. Tąpnęło mnie, jak Instruktor chciał przestać uczyć, czyli
                        koło maja. Haha, instruktor się z deka przestraszył, bo uznał, że
                        to "przez niego", ale potem przestało mu przeszkadzać.
                        • Gość: kolejna zona Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: 195.47.201.* 09.01.08, 08:06
                          Do jaaaa
                          Nie mam zamiaru zastanawiac się nad tym co robi moj mąż w pracy
                          (oczywiście poza tym, że uczy jeździć ;-) Powód jest prosty
                          musiałabym chyba zacząć go śledzić. Ufam mu i dopóki tego zaufania
                          nie nadużyje, sytuacja nie ulegnie zmianie. Nie przeszkadza mi
                          również, że swoim kursantkom prawi komplementy i jest dla nich miły.
                          Jak same pewnie doskonale wiecie nauka jazdy samochodem to dosyć
                          stresujące przeżycie (jesli człowiek chce się czegoś nauczyć), więc
                          miły instruktor to swoisty amortyzator tego stresu. Sama kiedyś byłam
                          kursantką i mój instruktor równiez była bardzo fajnym człowiekiem.
                          a ty "jaaaa" kiedys też pewnie będziesz żoną i jesli to nastąpi
                          zrozumiesz te wszystkie uczucia, ktore mam w sobie czytając te twoje
                          brednie.

                          Do maniamania
                          Przeczystałam wszystkie Twoje wypowiedzi i jestem przekonana, że
                          jesteś bardzo inteligentną i bystrą dziewczyną. Proszę, nie
                          generalizuj, że nie chciałabyś aby Twój facet był instruktorem.
                          uwierz mi w Twoim mieście jest dziesiątki a może setki instruktorów.
                          Ilu z nich znasz? Ten zawód jest jak każdy inny, może i faktycznie w
                          grupie podwyższonego romansowego ryzyka, ale instruktorzy to tylko
                          ludzie. Ja pracuje jako przedstawiciel handlowy. Moi klienci to w
                          przeważającej części mężczyźni. Spoptykam się z nimi w róznych
                          miejscach: na zapleczu sklepu, w samochodzie a bywa że i na kawie.
                          Czy to oznacza, że mam bzykać się gdzie popadnie gdy tylko nadarzy
                          się okazja? Czy to, że klient jest miły i mówi do mnie że pięknie
                          wyglądam oznacza, że chce mnie poderwać? Pewnie w kilku przypadkach
                          tak jest, ale w większości jest to tylko wstęp do miłej rozmowy.

                          W zyciu trzeba sobie odpowiedziec na wiele pytań. A jedno z nich
                          brzmi "kim chce być?" Człowiek którym kierują pewne zasady nie jest
                          w stanie stracić głowy pod wpływem impulsów które są krótkotrwałe,
                          złudne i niepewne.

                          Dzieczywny pakując się w jakis romans juz z pozoru nie mający szans
                          na przerodzenie się w uczucie musicie być świadome wszystkich
                          konsekwencji które się z nim wiążą. Faceci wykorzystuja mlodość i
                          brak doświadczenie. I robią to w bardzo perfidny sposób. Ważne jest
                          aby w pore rozponać świnię i krętacza. I tego Wam życzę z całego
                          serca.
                          • Gość: fiona Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.08, 08:50
                            18 lat skończyłam daaaawno temu. Umiem odróżnić komplementy i flirt
                            od wyraźnej propozycji seksu, obłapywania, prób pocałunków na
                            ciemnych parkingach i propozycji 'jestem wieczorem sam, przyjdziesz
                            o 21.00?'. Prób ponawianych mimo wielokrotnego i wyraźnego 'nie' aż
                            do momentu kiedy po prostru zmieniłam instruktora, bo w takich
                            warunkach uczyć się nie dało.
                            Wielu facetów chyba kręci odmowa i lubią 'gonić króliczka'.
                            Oczywiście chodzi o propozycje chłopaka żonatego i ojca składanego
                            mężatce i matce.
                            Nikt mi nie powie, że instruktor to zawód jak każdy inny. Oczywiście
                            zdradzać może każdy i wszędzie, ale tu chodzi o 30 /a często
                            więcej/godzin spędzonych sam na sam, w mocno ograniczonej
                            przestrzeni, gdzie po jako takim opanowaniu auta i techniki jazdy
                            zaczyna się rozmawiać, najpierw o pierdołach, potem o rzeczach jakby
                            istotniejszych i szansa, że w takich warunkach i przy takiej ilości
                            czasu spędzanego razem narodzi się jakaś bliskość /nie tylko
                            fizyczna/ jest naprawdę duża.
                            Oczywiście, ze każdy człowiek jest inny, nie każdy instruktor
                            romansuje z kursantkami, nie każda kursantka daje się nabrać na
                            słodkie słówka, ale znam nieźle to środowisko i widzę co się dzieje.
                            W pracy też mam głównie kontakt z mężczyznami i chociaż zdarzają się
                            różne sytuacje to naprawdę to zupełnie co innego, skala zjawiska
                            jest nieporównywanie większa.
                            Za nic nie chciałabym, żeby mój mąż pracował w tym zawodzie.
                            Rozumiem wiarę żon instruktorów, młodych żon z krótkim stażem
                            małżeńskim, jak mniemam ;), bez zaufania żaden związek nie ma sensu.
                            Ale warto mieć świadomośc, że za ileś tam lat, kiedy pojawią się
                            powazniejsze kłopoty w małżeństwie znaleźć 'zrozumienie' u innej
                            kobiety będzie bardzo łatwo. Wystarczy, że trafi się na mniej oporny
                            materiał, żonie przecież wystarczy powiedzieć, że o 22 ma się
                            jeszcze klienta.
                            • Gość: kolejna zona Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: 195.47.201.* 09.01.08, 09:24
                              KIedy mój mąz zaczynał prace ustaliliśmy że pracuje tylko do 16:00.
                              Nie dlatego, żeby nie kusić losu, poprostu południe staramy się
                              spędzać poza pracą.
                              Mój staz wcale nie jest taki krótki, znamy sie już dosyć dobrze.
                              Kłopoty, kłótnie owszem są, to jdnak nie powód do
                              szukania "zrozumienia" u obcych osób. Poza tym 30 godzin spędzonych
                              w samochodzie to wcale nie tak duzo jak można przypuszczać.
                              Wkurza mnie przekonywanie, że jest wiernym męzczyzną. Oczywiście
                              pewności nigdy nie ma. Jest jednak kilka rzeczy, które moge zrobić i
                              robię. Jesli kobieta jest zadbana, troskliwa i pokazuje mężczyźnie,
                              że jest dla niej całym światem, ma duże szanse na to, aby dostac
                              jego miłość i wiernośc. Tylko głupiec zaryzykuje dobry związek dla
                              przygody, ktora niekoniecznie musi okazac się warta zachodu.

                              Mężczyźni sa inaczej skonstrułowani niż kobiety. To wzrokowcy i
                              łowcy. Lubię piękno, lubią zdobywac i wielu z nich robi to przy byle
                              okazji. Kobiety z kolei kuszą, bardziej lub mniej świadomie aranżują
                              pewne sytuacje. W elce kusic jest łatwo, udawac bezbronną, zagubioną
                              (bo to na nich chyba najbardziej działa). Tylko po co? w Nauce Jazdy
                              to chyba raczej nie pomoże. A po 30 godzinach trzeba się pożegnac i
                              zacząć swoja karierę kierowcy samodzielnie.
                              • Gość: fiona Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.08, 10:05
                                Ależ nie musisz przekonywać mnie do niczego, ja piszę o zjawisku i
                                przypadku mojego pierwszego instruktora, a nie Twoim mężu.
                                Dla większości instruktorów to jest ich druga praca, w której
                                dorabiają. A nawet jeśli nie, to do 16 ludzie najczęściej pracują
                                czy uczą się, w każdym razie mi zdarzało się jeździć przed 16 tylko
                                w soboty, siłą rzeczy jeździ się po południu czy wieczorami. Mi
                                wieczorami umawiać się na jazdę było o tyle wygodnie, że dzieci były
                                już w łożkach.
                                • Gość: kolejna żona Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: 195.47.201.* 09.01.08, 10:23
                                  Z tego co piszesz wynika, że elki przed 16 nie jeżdżą po mieście, bo
                                  każdemu jest wygodnie po 16. Spójrz na ulice, na których przez cały
                                  dzie aż roi sie od elek. Piszę tu tylko i wyłacznie dlatego, że
                                  wkurza mnie strasznie klimat na tym forum. Co druga zakochana w
                                  instruktorze, co trzeci w draniu bez serca. Po co wogóle wypisywac
                                  takie bzdury. Człowiek głupi, będzie głupi i na kursie nauki jazdy,
                                  i w szkole i w pracy.

                                  Poza tym ktos mu się bronić zawód instruktora, bo to zawód trudny
                                  męczący. Natomiast czystając te forum mozna odnieść wrażenie, że
                                  głowny wysiłek ludzi w nim preacujących skupia się wokół uwodzenia i
                                  flirtowania.
                                  • Gość: fiona Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.08, 10:57
                                    Oczywiście, że jeżdżą, chociaż większość znanych mi instruktorów
                                    jeździ zmianowo, z założeniem 'zawsze tylko do 16' się nie spotkałam.
                                    Nie ma co się wkurzać, każdy opisuje tu swoje doświadczenia - Ty
                                    piszesz o swoim mężu, do którego masz zaufanie, a inne o
                                    instuktorach, którzy podrywają kursantki. Wszyscy mają rację.
                                    Ale nawet jeśli męża jesteś pewna, to nie da się chyba ukryć, że to
                                    o czym piszemy też ma miejsce. A tego typu posty pojawiają się tak
                                    często, że skala zjawiska musi być duża i warto mieć tego
                                    świadomość, czy jest się kursantką czy żoną instruktora.
                                    Mój pierwszy instruktor ma młodą /sporo młodszą ode mnie/,
                                    atrakcyjną, zadbaną, sympatyczną, inteligentną i wykształconą żonę.
                                    Na tyle inteligentną, że sądząc po ilości wykonywanych do niego w
                                    ciągu godziny jazdy telefonów z powodw tak banalnych i mało pilnych,
                                    że szkoda by mi było pieniędzy na rachunek ;)- ma świadomość czego
                                    po mężu może się spodziewać. Może nawet wie, bo jeśli ja wiedziałam
                                    do czego był zdolny ucząc inne kursantki /mnie nawet pomijając/, to
                                    jakaś część tej wiedzy musiała dotrzeć i do niej.
                                    Tylko co z tego? On to wszystko robi przecież w godzinach pracy.
                                    Żeby go upilnować musiałaby jeździć za nim/z nim non stop
                                    samochodem, no dobra, przynajmniej po zmierzchu ;).
                                    Jest mi trochę szkoda tych dziewczyn. Są młode i zazwyczaj naiwne.
                                    Moze i niektóre pakują się w to z wyrachowaniem, mając gdzieś status
                                    cywilno-rodzinny delikwenta, ale jednak większość z nich się
                                    naprawdę zakochuje. Gdy się ma 18 lat wiele do tego nie trzeba.
                                    Pewnie, że to głupota, ale co to zmienia? To dorosły facet ze
                                    zobowiązaniami wobec rodziny może sobie romansować, bo dziewczyna
                                    młoda i naiwna?
                                    Że to trudny i odpowiedzialny zawód wiem doskonale. Ja bym raczej
                                    powiedziała, że z tego powodu niektórzy starają sobie go umilić ;).
                                  • Gość: maniamania Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.adsl.inetia.pl 09.01.08, 11:05
                                    oj ja zalozylam ten temat, opisujac w nim TYLKO MOJ PRZYPADEK! tak,
                                    w pewnym momencie stwierdzilam ze chyba cos czuje do tego faceta
                                    (jestem daleka od zakochiwania sie w byle przypadkowym facecie, oj
                                    naprawde)i nic na to nie poradze, nie jest to zalezne odemnie!nie
                                    atakujcie mnie za to! choc to byl wielki blad, bo facet ukryl jeden
                                    wazny szczegol! i naprawde, cala ta sytuacja nie wynika z tego ze
                                    byly tylko komplementy i zarciki, facet to dobry aktor! szkoda ze
                                    teraz dopiero to sobie uswiadomilam! zerwalam kilkuletni zwiazek, bo
                                    stwierdzilam ze jak czuje cos do kogos inego to nie ma sensu
                                    oszukiwac samej siebie a co dopiero kogos kto byl mi b. bliski! ale
                                    to inna sprawa, instruktor byl tylko jednym z wielu czynnikow ktore
                                    zmusily mnie do tego kroku, nie najwazniejszym, ale jednak! i
                                    niechce w jakikolwiek sposob burzyc zaufania zon do swoich mezow-
                                    instruktorow! moj instruktor dawal wyrazne sygnaly iz jest wolny,
                                    chetny, otwarty i naprawde dawal i daje sygnaly iz jest
                                    zainteresowany moja osoba, w pewnym momencie zaczal zachowywac sie
                                    jak...moj facet! zawsze wiedzial o mnie wszystko, niewiem skad! bywa
                                    zazdrosny, wszystkim kursantom opowiadal o mnie, nieraz przy mnie,
                                    smsy, telefony, jazdy co chwile, w pwnym momencie szef osrodka
                                    zaczal na mnie krzywo patrzec, bo dziennie widzial mnie w autku, co
                                    nie jest w zwyczaju tego osrodka! az tu nagle taka wiadomosc, zona
                                    dzieciak! jakbym w morde dostala! od tego momentu sytuacja sie
                                    ZMIENILA, z mojej strony jak najbardziej, moj instruktor albo nie
                                    wie jak wybrnac z tej sytuacj, bo wie ze wiem:) normalnie niewie o
                                    co chodzi, dalej odgrywa role wolnego, beztroskiego, otwartego
                                    chlopaka! ja jestem osoba nismiala raczej, tak wiec nigdy pierwsza
                                    nie dopuscialbym do takiej sytuacji spoufalania sie z instruktorem,
                                    juz przed pierwza jazda chyba sobie to zaplanowal, bo pamietam jak
                                    mu sie oczka zaswiecily na moja widok.Zawsze staralam sie sprawiac
                                    wrazenie ze nie interesuje mnie ta znajomosc, tylko jazda! I nadal
                                    tak jest! I nie moze byc inaczej! nie probowalam tez rozmawiac z nim
                                    na temat zony, on tego tematu nigdy nie poruszyl, nie ma sensu! to
                                    dobry aktor, nie chce poczuc sie zupelnie jak idiotka slyszac ze
                                    sobie chyba za duzo wyobrazalam i potem bedzie chwalil sie jak to
                                    kursantki na niego laca! a za mialam taki przypadek ze jego kumpel z
                                    innego osk mijajac nas napisal mu esa ze z taka "fajna dupa" jedzie
                                    (tylko to mi pokazal, co dalej bylo niechce wiedziec)i zobaczylam
                                    jego dumny usmieszek...wtedy juz cos mi zaswitalo, jak to wyglada w
                                    tym srodowisku. Nie chce uogolniac, nikogo obrazac, taki byl moj
                                    przypadek, choc znam tez inne w tym samym osrodku, wiec smiem
                                    przypuszcac ze ten zawod wlasnie zawod o podwyzszonym ryzyku.to
                                    streszczona do minimum historia, choc juz to pisalam!Teraz, kiedy
                                    jestem troche podlamana cala ta historia, stwierdzilam to juz tylko
                                    kurs szybko sie skonczy, jzdy doszkalajace napewno wybiore w innym
                                    osk! bylo to napewno jkies doswiadczenie w moim zyciu i jak juz
                                    wczesniej napisalam czlowiek uczy sie na bledach.jakos bedzie:)
                                    • mlody-kierowca Re: A ja ostatnio przezylam szok... 09.01.08, 11:14
                                      A mój mnie rozczarował... przemawia przeze mnie gorycz chciałabym napisać o nim
                                      jak najgorzej... ale nie mogę... uwielbiam go jest wspaniały i tak dalej, ale
                                      zostawił sama z tym wszystkim przed egzaminem. Teraz cisza nic się nie odzywa...
                                      chyba dał sobie spokój... może pomyślał, że jestem beznadziejnym przypadkiem...

                                      Eh bo za dużo napisze i będę żałować...
                                      • Gość: anty obłąkani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.01.08, 11:46
                                        A ja uważam, że to nie kursantki są naiwne ( pomijając te które dają sie
                                        zaciągnąc do łóżka) a instruktorzy obłąkani i niezrównoważeni emocjonalnie (
                                        oczywiście nie wszyscy bo wszystkich nie znam).
                                      • Gość: przemek Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.09, 14:36
                                        jeju dziewczyny nie wiedziałem ze sie w nas zakochujecie
                                        • aniamamamarty Re: A ja ostatnio przezylam szok... 22.10.09, 00:55
                                          Gość portalu: przemek napisał(a):

                                          > jeju dziewczyny nie wiedziałem ze sie w nas zakochujecie


                                          otóż, jesteś w błędzie ;), to Wy się w nas zakochujecie, my Was
                                          jedynie podziwiamy za umiejętności, które nam przekazujecie ( za
                                          niemałą kasę zresztą ;))a i Wam się czasami udziela małpi rozum, tak
                                          jak my nie potrafimy panować nad pojazdem, tak Wy Panowie
                                          instrktorzy niejednokrotnie nad sobą ;;;)))
                                    • Gość: kolejna żona Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: 195.47.201.* 09.01.08, 11:21
                                      maniamania, nikt Cię nie ocenia, nie to było moim zamiarem. Jestes
                                      młoda, pewnie ładna, podobasz się mężczynom. I bardzo dobrze,
                                      młodośc na tym przeciez polega. Każda z nas chce być atrakcyjna,
                                      adorowana. Cóż trafiłas na dupka i niestety nic tego nie zmieni. I
                                      teraz podczas kursu i w przyszłości takich sytuacji będziesz miała
                                      wiele. Więc już dziś dobrze by było spróbwac nabrać do wsystkiego
                                      odrobiny dystansu. To, że jemu się wydaje, że jest niewiadomo kim to
                                      jego problem. Szczeniackie ślinienie się do młodych dziewczyn, w
                                      sytuacji kiedy ma zonę i dziecko, no cóz świadcze tylko i wyłacznie
                                      o tym, że on do pewnych rzeczy jeszcze nie dorósł. Natomiast Ty
                                      jesli zechcesz możesz być mądrzejsza i od niego i od wielu
                                      dziewczyn, którym się wydaje, że ich młodośc uprawnia ich do
                                      robienia rzeczy wątpliwych etycznie i moralnie.

                                      Życzę ci powodzenia i wytrwałości.
                                      • yennyfer11 Niezly ubaw:) 09.01.08, 12:52
                                        ...taaa a Ci wszyscy instruktorzy siedzą sobie pewnie przed monitorami i boki
                                        zrywają czytając to wszystko :D:D:D póki co to tylko dwóch naliczyłam na forum
                                        :D:D:D
                                        • linia.frontu Re: Niezly ubaw:) 09.01.08, 21:45
                                          yennyfer11 napisała:

                                          > ...taaa a Ci wszyscy instruktorzy siedzą sobie pewnie przed
                                          monitorami i boki
                                          > zrywają czytając to wszystko :D:D:D póki co to tylko dwóch
                                          naliczyłam na forum
                                          > :D:D:D

                                          Część się z pewnością nie ujawnia :D
                                          • yennyfer11 Re: Niezly ubaw:) 09.01.08, 22:02
                                            ...no domyślam się:P
                                    • linia.frontu Re: A ja ostatnio przezylam szok... 09.01.08, 21:50
                                      Hej, Mania, olej, trafiłaś na dupka (nie wszyscy to dupki - pozdro
                                      dla P.), też trafiłam na dupka i to jest racja, że przecież nie
                                      opowie się na forum tego, co można, a nawet powinno się opowiedzieć.
                                      • Gość: :) Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.08, 22:02
                                        > Hej, Mania, olej, trafiłaś na dupka (nie wszyscy to dupki - pozdro
                                        > dla P.), też trafiłam na dupka i to jest racja, że przecież nie
                                        > opowie się na forum tego, co można, a nawet powinno się
                                        opowiedzieć.

                                        E, wiesz co, ja rozwaliłam tylko półtora roku znajomości, która
                                        faktycznie, stwierdzam z bólem, nie miała racji bytu. Ale powiem Ci
                                        szczerze, że A. - po podstawówce, sprawa za sprawą, kilka(set?)
                                        kradzieży etc, który przez mojego instruktora uważany był za
                                        kryminalistę, miał w sobie więcej uczciwości, i chyba ciepła, niż
                                        cały ten pożalsięboże.
                                        Zmień instruktora - są normalni! Znam normalnego: żonaty, kiedyś
                                        zadzwoniłam w jakiejś zupełnie technicznej sprawię i mówię: "muszę
                                        Cię pomolestować" - obruszył się strasznie, jak mu wyjaśniłam, to
                                        powiedział: "i to było to molestowanie? no, to miłe takie
                                        molestowanie:)". Od tej pory myślę o nim baaaardzo dobrze. A to, że
                                        jest żonaty nie znaczy, że jest zamknięty w sobie, czy nieprzyjemny -
                                        przeciwnie: rozgadany i przesympatyczny!
                                        Też powinnaś na takiego trafić. Jak się w końcu zmobilizuję, to
                                        chciałabym z nim jeździć, bo będę przynajmniej wiedzieć, że
                                        przychodzę na kurs i coś z niego wynoszę, poza tym facet podchodzi
                                        bardzo rzetelnie do sprawy (wbrew opiniom co poniektórych, dla
                                        których po prostu wszyscy źle uczą, poza, oczywiście, nimi samymi!).
                                        Kurde, muszę się wylogować, za dużo gadam:). Jeden normalny facet na
                                        wszystkich instruktorów, jakich znam. No, może przesadzam,
                                        naliczyłoby się ich więcej:) A nie znam ich znowuż tak dużo, kilku z
                                        ośrodka na cześć cześć, bo się "widujemy" na parkingu, czasem się
                                        zamieni parę słów, kilku znajomych instruktora:)
              • Gość: Renata Baranowska Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.09, 20:56
                Dziewczyny proponuję szkolić się w osrodkach, gdzie instruktorami
                nauki jazdy są kobiety.
                • aniamamamarty Re: Dlaczegi się tak zakochujecie... 24.01.09, 22:29
                  o nigdy w życiu tam gdzie są kobiety, podobnie jak nigdy dentysty i
                  ginekologa kobiety...Zart polega na tym, że Panowie są bardziej
                  delikatni i oczywiście szarmanccy...co ma wpływ na pewien komfort w
                  sytuacjach stresujących...tyle, że jak ktoś się od razu zakochuje w
                  kimś kto jest miły, serdeczny, kompetenty i płci przeciwnej ... no
                  właśnie, ale dlaczego się zakochujecie w Instuktorach ? Ja swoich
                  trzech uwielbiam bo mnie nauczyli jeźdić i zawsze możemy sobie
                  pogadać miło, mimo, że kurs już dawno się skończył i mam prawko i
                  się zastanawiam o co chodzi z tymi "L"miłościami"...
                  • permanentne_7_niebo Re: Dlaczegi się tak zakochujecie... 24.01.09, 22:49
                    A dlaczego zakochujemy się w elektrykach, instruktorach fitness,
                    kucharzach, biznesmenach...?
                    Więź intelektualna, o którą rozpaczliwie ciężko, facet na
                    poziomie... nie chce mi się analizować tego po raz setny. W każdym
                    razie był to 1 instruktor. Chyba, że się rozdwoił. Zapytam.
              • Gość: kasia Re: A ja ostatnio przezylam szok... IP: *.flash-net.pl 23.06.13, 21:56
                ja też miałam jednego takiego co do dziś dnia patrzeć nie mogę ,ale teraz jestem w dobrych rękach ;)
    • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 11.01.08, 11:34
      kurde dziwne rzeczy sie dzieje w elce, moj nstruktor widzac brak
      zainteresowania nim z mojej strony zachowuje sie dziwnie, zaczyna
      sie obrazac!...niewiem o co w tym wszystkim chodzi, matko nawet
      radia nie moge sobie przelaczyc w elce, stwierdzil ze jest tak wazny
      ze musze go o to ladnie prosic i pytac! coz to za taktyka hehe,
      smieszne to dla mnie dziecinne zachowanie(chyba nie zareagowalam na
      jego jakis glupi bajer bo cos mi swita, pochlonalela mnie jazda i
      czasem ciezko mi sie skupic nad jazda jak mi zaczyna cos mamrotac
      wiec chyba olalam jego gadke) bez przesady ale stal sie strasznie
      zlosliwy, i stwierdzil ze ja to jeszcze odczuje! czasem niewiem o co
      mu chodzi, nie rozgryze faceta, chyba urazilam jego meska dume
      hahahahahahaha przeciez kurde powinnam wogole byc wdzieczna ze
      ksiaze ze man jezdzi, a juz wogole taka super partia zwrocila na
      mnie uwage, a ja to mam gdzies, nie to nie do przyjecia, jak ja
      smiem!!!a tak powaznie to naprawde coraz gorzej mi sie z nim
      dogadac, nie na tym polega przeciez kurs aby zajmowac sie humorkami
      instruktora i jego duma! niestety nie moge go zmnienic, naprawde
      dowiadywalam sie i nie da rady!
      • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 11.01.08, 11:37
        przeciez nie moge na kazde jego zaproszenie itp leciec, szczegolnie
        gdy wiem ze prawdopodobnie ma zone i dzieciaka, wiec nie moge
        zaglebiac sie w ta znajomosc! on widocznie tego nie potrafi pojąć!
        • Gość: anty no jasne że tak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.08, 14:35
          Tak uraziłaś jego męska dumę... ja miałam to samo do momentu jak mnie nie
          zobaczył z chłopakiem był miły aż za bardzo , natomiast od tego dnia wyszedł z
          niego SUPER CHAM - cały czas złośliwe uwagi i komentarze nawet pewnego rodzaju
          wyzwiska , szkoda gadać
          • Gość: maniamania Re: no jasne że tak IP: *.adsl.inetia.pl 14.01.08, 12:15
            zlosliwe uwagi tez przerabialam, oczywiscie co do tego jak z kims
            mnie zobaczyl...ale teraz to zrobil sie zlosliwy na maksa.
            • Gość: anty Re: no jasne że tak IP: *.igloonet.pl 14.01.08, 20:01
              Może to ten sam instruktor:)
              • Gość: maniamania Re: no jasne że tak IP: *.adsl.inetia.pl 15.01.08, 09:25
                dobre:) mozliwe ze tak, ale mysle ze takich egzemlarzy jest znacznie
                wiecej, achhh ci instruktorzy...
                • Gość: maniamania Re: no jasne że tak IP: *.adsl.inetia.pl 16.01.08, 09:43
                  moj kurs zbliza sie ku koncowi,kwestia kilku dni i koniec, z jednej
                  strony szkoda...no ale coz, to tylko kurs jak kazdy inny. Wiem tylko
                  ze jakies wspomnienie pozostana,pewnie mile z poczatku kursu, moze
                  wykupie dodatkowe godzinki ale czy u niego? niewiem sama, chyba nie,
                  znow bedzie dumny chodzil! znajdzie sobie inne naiwne kursantki
                  ktore bedzie bajerowal i bedzie sie narzucal.a ja gdzies tam nadal
                  bede o nim myslec, niewiem czemu przeciez to, kretyn. Moze dodtkowe
                  godziny z innym instruktorem pozwola mi poczuc jak wyglada prawdziwa
                  nauka jazdy, moze tez zmnienie poglad na temat tego zawodu, wszystko
                  zalezy od tego kto sie trafi.Troche chodze przygaszona ze
                  swiadomoscia ze to tak naprawde koniec naszej znajomosci, tzn mojej
                  i instruktora, wkoncu facet nauczyl mnie jezdzic:)niepowiem dobry z
                  niego instruktor, musze przyznac. Cos mi sie smutno zrobilo:(
                  • Gość: maniamania Re: no jasne że tak IP: *.adsl.inetia.pl 16.01.08, 09:46
                    Ciekawe czy on bedzie pamietal o mnie, czy czasem pomysli o tej
                    swojej kursantce?
                    • deeedeee Re: no jasne że tak 16.01.08, 18:01
                      Gość portalu: maniamania napisał(a):

                      > Ciekawe czy on bedzie pamietal o mnie, czy czasem pomysli o tej
                      > swojej kursantce?

                      Jeszcze sie zdziwisz jaki pamietliwy bedzie. zaskoczy Cie w najmniej odpowiednim
                      momencie, moze jakims smsem, albo zatrabi za Toba na ulicy i pomacha. moze
                      sprawia wrazenie osoby niezainteresowanej, zapominalskiej, ale napewno czesto o
                      Tobie mysli, i to cieplo. przekonasz sie. ze mna tak bylo. z jednej strony
                      ciesze sie ze przezylam wspaniala przygode, mam super znajomego, ale z drugiej
                      strony zaluje i chcialabym cofnac czas...
                      • linia.frontu Re: no jasne że tak 16.01.08, 18:15
                        deeedeee napisała:

                        > strony zaluje i chcialabym cofnac czas...

                        No. Też tak nieraz mam. Chociaż mój instruktor jest ostatnio miły:)
                        Chyba wyszedł wreszcie z dołka. Prawie taki miły, jak kiedyś. A ja
                        odetchnęłam z ulgą, jest ok.
                        • yennyfer11 Re: no jasne że tak 16.01.08, 18:28
                          ...a ja chce juz zdac to prawko :(:(:( nawet jesli dalej mialabym jezdzic z
                          najprzystojniejszym i najmilszym facetem na Swiecie :((
                          • Gość: linia.frontu Re: no jasne że tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.08, 10:13
                            Ja z nim nie jeżdżę.
                            I nie jest przystojny. Jest niski.
                          • Gość: linia.frontu Re: no jasne że tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.08, 10:14
                            A, najmilszy też nie jest.
    • Gość: fiona Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.08, 18:36
      to nie sa babiarze ci instruktorzy. tak poznałam swojego męża na
      kursie. on byl instruktorem a ja kursantka. troche to trwało i nie
      powiem ze wkurzały mnie potem te jego jazdy wiec jezdziłam z nim ale
      nie potrzebnie. wiem że kocha mnie i tylko mnie
      • yennyfer11 Re: Ach ci instruktorzy....:) 16.01.08, 18:46
        ...naprawde z nim jezdzilas jak mial jazdy?? co on na to? co na to jego kursanci? oO
      • Gość: krycha Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.08, 11:08
        ha ha! Załóż w samochodzie kamerkę(albo przynajmniej podsłuch) bez Jego wiedzy,
        a prawda wyjdzie na jaw. Ale się uśmiałam :)))
    • nieziemska.istota Re: Ach ci instruktorzy....:) 17.01.08, 14:48
      ja tam nie miałam takich problemów, wręcz byłam pszeczulona na to, aby przypadkiem nie sprowokować dwuznacznej sytuacji i wystrzegać się instruktorów-podrywaczy (ostrożności nigdy za wiele:))

      na szczęście trafił mi się spoko instruktor, bez zapędów flirciarskich, choć sympatyczny (jak starszy brat)
      • nieziemska.istota Re: Ach ci instruktorzy....:) 17.01.08, 14:50
        poza tym moja postawa był adekwatna do sytuacji: przyszłam na kurs po przeszkolenie do jazdy, a nie na romanse:)
        • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 18.01.08, 10:18
          Chyba kazda z nas idac na kurs nie myslala o instruktorze, tak mi
          sie wydaje przynajmniej. Ja np bylam zafascynowana cala ta akcja z
          prawkiem, myslalam jak to bedzie, czy szybko zalapie, jaki to ze
          mnie kierowca bedzie:) owszem o instruktorze takze myslalam jaki
          bedzie, liczylam iz bedzie to jakis stary piernik:)trafil sie mlody,
          mily, blyskotliwy,dowcipny itd itp,a jak juz przyszlam na pierwsza
          jazde odrazu przeszlismy na "TY" wyczulam ze chyba mu sie spodobalam
          wizualnie, zreszta powiedzial mi o tym na wstepie. Ja tez z czasem
          zaczelam patrzec na niego z troche innej strony, nie jest on
          powalająco przystojny, nie jest mega wysoki, nie wyglada jak jakis
          ideal meskosci,nie jest tez nieciekawym facetem, poprostu przecietny
          (moze sie podobac) ale ma cos takiego w sobie co tak we mnie
          trafilo, nie potrafie tego wytlumaczyc bo sama nie potrafie
          zrozumiec. Ja nie zluje ze trafilam na niego jako instruktora,
          zaluje moze ze dalam sie wciagnac w te jego gierki, jest to jakies
          doswiadczenie napewno w moim zyciu. juz wiem ze nieraz o nim
          pomysle, moze i nie jest tego wart, no ale coz. I normalnie smutno
          mi strasznie z powodu konca kursu, ale taka kolej rzeczy. Sama
          niewiem co tak naprawde sie popsulo w naszych relacjach, teraz
          jestem przekonana iz bylam tylko jego "maskotka" podczas kursu i
          tyle:( ale czego tu sie spodziewac moglam, tak to juz bywa w tym
          srodowisku.
          • Gość: dobra wsród żon Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: 195.47.201.* 18.01.08, 10:33
            Manimania po raz kolejny prosze nie generalizuj. Czego sie mogłaś po
            środowisku instruktorów? Mogłaś się spodziewać, że nauczysz się
            jeździć w największym mozliwym dla Ciebie stopniu. I tyle!

            Inna kwestia, że ty najprawdopodobniej się spodziewałaś czegoś
            zupełnie innego. Ale to zostawmy.
            • Gość: Instruktor Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: 195.164.254.* 18.01.08, 12:56
              A tu znowu forum tych samych żon! Ehhh.....
              "Kobieta wierzy, że 2+2 zmieni się w 5, jeśli będzie długo płakać i zrobi awanturę".
              Święte słowa, choć nie moje, ale oddają pięknie obraz tego tematu.
              Pzdr!
              • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 18.01.08, 15:04
                Gość portalu: Instruktor napisał(a):

                > "Kobieta wierzy, że 2+2 zmieni się w 5, jeśli będzie długo płakać
                i zrobi awanturę".

                Świetne!!!!! :D
    • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 22.01.08, 12:12
      ja nadal troszke tesknie za moim instruktorem, choc niewiem moze
      tylko mysle o nim czesto:) choc to dupek niestety, nic tego nie
      zmieni tak samo jak faktu ze jest swietnym instruktorem
      i "aktorem" :P
      • Gość: jona Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.08, 12:41
        mój też nie był wiele wart. Ot, błazen taki i już. Zbyt wiele uwagi im
        poświęcacie. Błaznów znajdziesz wszędzie i tych wspaniałych także.
    • laryssa87 Re: Ach ci instruktorzy....:) 22.01.08, 13:18
      Ja także doświadczyłam romansiku z instruktorem, dziś cierpię i
      żałuję...nie, nie że go poznałam, tylko że byłąm taka głupia myśląc
      że nie każdy instruktor jest takim samym dupkiem.
      • laryssa87 Re: Ach ci instruktorzy....:) 22.01.08, 13:27
        szkoda słów wogóle, to tacy właśnie dobrzy aktorzy! Myślą że są
        superbohaterami i Bóg wie co jeszcze myślą.
        • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 22.01.08, 14:37
          No,a potem sie jeszcze obrażą i z miną znieważonego majestatu JWPIKN będą udawać że nas nie znają.Szkoda słów,skupmy sie raczej na robieniu prawka to sie nam przynajmniej przyda w życiu.:)
          • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 22.01.08, 17:39
            Gość portalu: galadriel napisał(a):

            > No,a potem sie jeszcze obrażą i z miną znieważonego majestatu
            JWPIKN będą udawa
            > ć że nas nie znają. Szkoda słów,skupmy sie raczej na robieniu
            prawka to sie nam
            > przynajmniej przyda w życiu.:)

            Hahaha! Albo ktoś zmęczył wątek żałosny, albo to nie ja pierwsza na
            to wpadłam! :D
            Fakt faktem, o dupków naprawdę nietrudno, nie trzeba ich szukać
            wyłącznie pośród instruktorów - można ich spotkać na pierwszym
            przystanku, więc bez sensu jest napalać się akurat na tych
            konkretnych - naprawdę nie są w tym wyjątkiem.
            • linia.frontu Już po wszystkim, miłe Panie ;) 22.01.08, 18:32

              • yennyfer11 Re: Już po wszystkim, miłe Panie ;) 22.01.08, 20:23
                ...czy to oznacza że masz już prawo jazdy?:)
                • Gość: galadriel Re: Już po wszystkim, miłe Panie ;) IP: *.chello.pl 22.01.08, 20:51
                  hej linia-co z tobą?wracaj tu zaraz na forum.!
                  • linia.frontu Re: Już po wszystkim, miłe Panie ;) 22.01.08, 21:14
                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                    > hej linia-co z tobą?wracaj tu zaraz na forum.!

                    Oooo, widzę, że przypadł Ci do gustu wątek żałosny :D
                    Ja też uważam, że jest uroczy, najbardziej leję się z kawałków ze
                    stycznia/lutego :D
                • linia.frontu Re: Już po wszystkim, miłe Panie ;) 22.01.08, 21:11
                  yennyfer11 napisała:

                  > ...czy to oznacza że masz już prawo jazdy?:)

                  Hahahaha!!! Tak się rodzą plotki :D
            • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 22.01.08, 21:21
              linia.frontu napisała:

              > Gość portalu: galadriel napisał(a):
              >
              > > No,a potem sie jeszcze obrażą i z miną znieważonego majestatu
              > JWPIKN będą udawać że nas nie znają.

              Nie no, w tym brak zmysłu literackiego - a za ten zmysł literacki
              kocham instruktora - muszą koniecznie zrobić coś mocniejszego!!!
              Coś jak w Następnym do raju, chociaż Hłaski w Następnym chyba nikt
              nie pobije...
              Jakieś propozycje??? :D
              • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 22.01.08, 22:25
                no!! i od razu się ciebie lepiej czyta...:))))
                • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 22.01.08, 22:34
                  Gość portalu: galadriel napisał(a):

                  > no!! i od razu się ciebie lepiej czyta...:))))

                  Nie no, spokojnie, stara dobra Linia jak zawsze w formie:D
                  Koniec końcem :D
                  • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 23.01.08, 09:48
                    hahaha sory linia bo ja w sumie nie z tej branży ale te akty mowy to mi sie troche inaczej skojarzyły.Chyba coś ze mną nie tak.Przeeeepracowana jestem!!!!:))))
                    • linia.frontu A jednak jeszcze trochę;) 23.01.08, 10:54
                      Jeśli komukolwiek jestem winna jakąś odrobinę uczciwości, to chyba
                      tylko temu człowiekowi. Więc jeszcze będzie trochę o eLkach i trochę
                      o Dzienniku Ustaw, i może jeszcze trochę o zimie i o słupkach na
                      placyku. Ale to już będzie wszystko. :)
                      Z tymi aktami to też można tak, choć aż tyle ich jednak nie było;)
                      Może nie wytrzymam, na pewno nie wytrzymam - i wtedy opowiem wam,
                      jak ja widzę takie zakończenie:)
                      • Gość: galadriel Re: A jednak jeszcze trochę;) IP: *.chello.pl 23.01.08, 11:05
                        :)
    • linia.frontu Jest taki instruuuktoooor........ ;) 23.01.08, 18:16
      Z którym mam kontakt tylko telefoniczny, na oczy go nie widziałam,
      ale koleś ma taką bajerę, że można się zakochać od samego słuchania
      (nie, Xadam, nie Ciebie mam na myśli:PPP), magia, miłe Panie, bez
      tendencji, samo tworzenie atmosfery, mmmmmmmmmmmm;)
      Ja, stara, doświadczona w tej materii baba, a znam to środowisko,
      chętnie bym się na to dała złapać, i tak sobie myślę, że
      kursanteczki to pewnie sznureczkiem do jego auuuutka, ach. A on tak
      do wszystkich. Sama siedzę cała uchachana od tej gadki.
      To tak ku przestroooodze;)
      • e-go Re: Jest taki instruuuktoooor........ ;) 24.01.08, 09:08
        no nareszcie jakiś głos rozsądku :))))
        dziewczyny nie mogą zrozumieć, że zawód instruktora w swoim
        charakterze generuje takie a nie inne zachowania mężczyzn
        nie jestem żoną instruktora, nie chcę ich tłumaczyć
        ale zobaczcie same:
        jak facet się nie odzywa (w sensie tylko mówi "na temat") - to my
        mówimy że mruk
        jak facet proponuje przejście na Ty i coś tam dla "podierżenia
        razgawora" powie, to my od razu myślimy: podobam mu się, o Boże! i
        się zakochyujemy
        a faceci - cóż, dla nich to jest tylko praca
        w większości przypadków oczywiście :/
        pozdr
        • Gość: maniamania Re: Jest taki instruuuktoooor........ ;) IP: *.adsl.inetia.pl 24.01.08, 13:04
          oj musze sie niezgodzic z tym ze my jako kursantki sobie za duzo
          wyobrazamy poprzez przejscie na ty itp, hmmm, napewno i sa takie
          przypadki ale jezeli chodzi o mnie to fakt moze i dalam sie zlapac
          chyba na bajera, ale napewno sobie nie wymyslilam niczego, moj
          instruktor ciagle sie kleil, nie zachowywal sie jak instruktor, ani
          tez jak zonaty facet, oj w zyciu!na wlasne uszy slyszalam i
          uswiadamialam sobie ze nie wygladalo to jak kurs, ale niepowiem z
          biegiem czasu zaczelo mnie to wkrecac, i tak mijal kurs, fajnie,
          bylismy happy uhahani itp az tu kubel zimnej wody, zona dzieciak
          niewiadomo czy jeden, ale sie wpakowalam, no i co? dalej o nim
          mysle, czesto nawet bardzo. Moze i sobie wyobrazalam niewiadomo
          co...ale tak to juz bywa,i nigdy przenigdy nie sama sie mu nie
          narzucalam nie dalam mu odczuc ze jestem nim zafascynowana itp,
          przeciwnie ukrywalam to ale na kazda jazde czekalam z
          utesknieniem,ten caly kurs nabral takiego znaczenia ze myslalam
          tylko o nim wydawalo mi sie ze nic nie istnieje poza moim "kursem"
          zreszta fakt nie tylko w tym srodowisku mozna spotkac takich dupkow,
          nie ja pierwsza nie ostatnia ktora trafi na niego badz
          trafila.Czasem mam ochotne dac namiary na forum jako ostrzezenie dla
          kursantek na tego oto instruktora, ale nie...nie ma sensu, trzeba
          poprostu kurs jazdy traktowac jak kurs i tyle, choc czasem to trudne
          ale nie ma sie co oszukiwac, jezeli instruktor naprawde bedzie
          zainteresowany znajomoscia z kursantka i bedzie szczery to oddzieli
          kurs od prywatnych spraw. Tak szczerze mowiac to na zadnej godzinie
          jazdy nie myslalam o jezdzie, tylko o nim, czasami tak pochlonieci
          bylismy rozmowa ze na drodze bylismy zagrozeniem!potem oczywiscie
          bylo na mnie ze to ja wiecznie nie potrafie sie skupic na jezdzie!!!
          niestety nie umiem podzielic uwagi zwlaszcza jak ktos barziej mnie
          interesowal od jazdy. ale jak nauczyl mnie jezdzic to sie okaze
          dopiero:)
          • yennyfer11 Re: Jest taki instruuuktoooor........ ;) 24.01.08, 17:43
            nie no jak ja tak pisze to nikt mnie nie slucha-a potem i tak ludzie
            pisza to co ja myslalam i do czego doszlam wczesniej

            Tak szczerze mowiac to na zadnej godzinie
            > jazdy nie myslalam o jezdzie, tylko o nim, czasami tak pochlonieci
            > bylismy rozmowa ze na drodze bylismy zagrozeniem!

            skad ja to znam -_-

            ale jak nauczyl mnie jezdzic to sie okaze
            > dopiero:)

            dwa tygodnie 4 podejscie :( -oczywiscie nic nie sugeruje...
      • Gość: galadriel Re: Jest taki instruuuktoooor........ ;) IP: *.chello.pl 24.01.08, 09:20
        hahaha-dobre(szkoda że dochodzimy do takich wniosków po fakcie).A te przestrogi są jak najbardziej super i bardzo na miejscu,tylko że my drogie panie wolimy najpierw sparzyć sobie tyłek niż przyznać komuś racje-bo a nuż się myli.A potem boli oj booliii...
        • linia.frontu Re: Jest taki instruuuktoooor........ ;) 24.01.08, 21:56
          Gość portalu: galadriel napisał(a):

          > tylko że my drogie panie wolimy najpierw sparzyć sobie tyłek niż
          przyznać komuś racje-bo a nuż się myli.A potem boli oj booliii...

          Powiem Ci coś fajnego:

          – Boję się, że trudno by mi było potem wierzyć ludziom – rzekł. –
          Widziałem w życiu wiele, ale nie chcę, żeby byle dziwka wyprała mnie
          do końca. – Podniósł ku niej wymazaną smarami twarz. – Chcę wierzyć
          ludziom – powiedział. – to jest w końcu najważniejsze. Do jasnej
          cholery, czy ty tego nie rozumiesz?

          On miał rację. Oczywiście, że musimy dać się zgnoić, ważne jest, co
          z tym zrobimy potem.
          I dlatego Marek miał rację.
          I to nie jest tak, że a nuż sie myli. Na tym właśnie polega
          paradoks - my chcemy wierzyć ludziom, Galadriel, i chcemy wierzyć
          sobie, i dlatego to wszystko.
      • xadam30 Re: Jest taki instruuuktoooor........ ;) 24.01.08, 09:57
        linia.frontu napisała:

        > Z którym mam kontakt tylko telefoniczny, na oczy go nie widziałam,
        > ale koleś ma taką bajerę, że można się zakochać od samego słuchania
        > (nie, Xadam, nie Ciebie mam na myśli:PPP)

        Nieee, a już myślałem, hehehe! Serce na chwilę się zatrzymało, a tu klops!
        Ta, grunt to dobra bajera i kilkadziesiąt godzin za kółkiem (nie mam na myśli
        Ciebie, tylko tak ogólnie). No cóż każdy z nas ma jakieś zalety... i wady,
        hehehe. Trzeba tylko mieć ich świadomość.
        • linia.frontu Re: Jest taki instruuuktoooor........ ;) 24.01.08, 18:23
          xadam30 napisał:

          > Nieee, a już myślałem, hehehe! Serce na chwilę się zatrzymało, a
          tu klops! Ta, grunt to dobra bajera i kilkadziesiąt godzin za
          kółkiem (nie mam na myśli Ciebie, tylko tak ogólnie). No cóż każdy z
          nas ma jakieś zalety... i wady, hehehe. Trzeba tylko mieć ich
          świadomość.

          Też masz bajerę! Ale taką przyjacielską, opiekuńczą: że mam się
          ochotę tak przykleić "cap! autorytet!" - ale bajerę aseksualną, a
          tammmmmmmmmmmmmten.... ummmmmmmmmm, wiesz, o co cho:D


          >
          • Gość: linia.frontu Zakończenie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.08, 09:00
            Myślałam, żeby się jakoś do tego przygotować - w końcu robimy tu
            kawałek prozy, ale teraz myślę, że nie ma takiej potrzeby - cała
            historia była banalna i zakończenie też będzie banalne. I nie będzie
            to kawałek dobrej prozy, na dobrą prozę będzie w życiu jeszcze
            niejedna okazja, a chociaż raz jeden trzeba napisać kiepskie
            opowiadanie, którego będziemy się potem wstydzić, koniecznie trzeba
            mieć na swoim koncie coś takiego.

            Będzie to historia dwojga ludzi, którzy spotkali się w złym miejscu
            życia. Chociaż, nie, chyba nawet nie tyle, będzie to Fordowska
            ekranizacja Ósmego dnia tygodnia, tandetna, śmieszna, niesmaczna;
            aczkolwiek nie może być w naszym opowiadaniu za dużo o seksie - nie
            robimy przecież harlekina, robimy Hłaskę.
            Nie wiem jeszcze tylko, kim są, muszą fiksować, ty rozumiesz? On
            musi być zwyczajny; ona chyba także, nie wiem zresztą… Przypuśćmy,
            że on jest jakiś sposób uczciwy, szlachetny typ bohatera, który mówi
            jej: "ja po prostu nie chce nikogo zranić swoim po..ym charakterem",
            albo coś w tym stylu, po czym oczywiście ją rani, oboje ciagle się
            ranią; musi dużo przeżyć, tak, musi być w jakiś sposób złamany przez
            życie. I powinien powiedzieć dziewczynie, jak się sprawy mają - i
            będzie to efekt dramatyczny, rozumiesz, bo ona od początku wchodzi w
            coś, co się skończyło zanim na dobre się zaczęło i ona wie o tym,
            czuję te tandetę, a jednak wchodzi w to. A ona... diabli wiedzą,
            jaka ma być. To wszystko jest ważne z punktu widzenia zakończenia,
            bo żeby osiągnąć ten efekt, musimy to zakonczyć jakimś nic nie
            znaczącym szczegółem, to sie musi rozpaść przez jakąś głupotę, to
            znaczy my musimy to tak poprowadzić. On na przykład mówi tak:
            - całujesz w usta tych których nie kochasz?
            Myślisz, że to może być? Ona powinna odpowiedzieć coś w stylu:
            - ja w ogóle nie mam zamiaru już kochać. Jak kochasz, to musisz
            ufać, a ja tego nie potrafię.
            Prześmieszne, ja myślę, że to wystarczy.
            Albo może coś takiego:
            - a co by było jak byśmy coś zaczęli a ja bym nagle znalazł kobietę,
            którą bym pokochał??
            - zostałbyś z nią i byś ją kochał.
            Ok, tyle wystarczy. Więc to opowiadanie się ciągnie i jest w tym
            dużo o jazdach, może nawet przede wszystkim, a ich historia jest
            spychana na bok, a ciągnie to opowiadanie się, jak flaki z olejem i
            czyta się je ciężko, ale nie można przerwać, mimo wszystko nęci nas,
            zeby dowiedzieć się, jak to się skończy. Oni przez cały czas
            prowadzą takie właśnie monologi, ale nie pada w nich ani jedno ważne
            słowo, i to też ważne z punktu widzenia opowiadania, wprowadza
            poczucie bezsensu. Musi być ten konflikt z jazdami, musi być jakiś
            dramatyzm, ze ona mu odbiera coś, w co on wierzy, do czego czuje się
            powołany, a ona to wszystko psuje. Ale to się jeszcze nie sypie, to
            między nimi, zostaje niedookreślone. Aż w końcu on nie mówi nic, ani
            to nawet nie jest tak, że nie chce jej znać, mimo, że nie mogą już
            na siebie patrzeć, on po prostu musi któregoś dnia przyjść do niej
            ze swoją dziewczyną, całując ją; to też trzeba będzie przeprowadzić
            dramatycznie; ale nigdy nie mówi ani słowa o tej sytuacji - bo nie
            będzie efektu. A ona... nie wiem, odnoszę wrażenie, że musi czuć
            ulgę, że w końcu po wszystkim, jak po kiepskim seksie. Nie może go
            kochać, ale nie może też go nienawidzić, to nic z tych rzeczy,
            żadnych skrajnych uczuć, ona wlaśnie wie o nim dużo, a mimo to nie
            potrafi myśleć o nim źle. Zupełnie nie mam pomyslu, co dalej z tym
            zrobić. Wiem tylko, że musimy coś zrobić, żeby nie wysło na
            harlekin, ona nie może teraz zacząć beczeć w poduszkę, to by była
            katastrofa z punktu widzenia literatury, więc albo zaczyna się
            zapijać - moim zdaniem niezłe, albo k..wić. Wiem. To się po prostu w
            ogóle nie kończy, kończy się nijak, a czytelnik jest wkurzony, że
            zmęczył to czekając na to cholerne zakończenie, a było ono tak
            nijakie, jak cały tekst - i w tym jest właśnie siła opowiadania. Na
            koniec może być coś takiego, że on jej mówi coś takiego, że ona...
            właśnie nie wiem, mówi jej coś tandetnego, co będzie ją prześladować
            przez lata, ha!, i na koniec jest, że po tym wszystkim nie umiała
            myśleć o nim inaczej, niż o piekielnie dobrym instruktorze.
            Jak myślisz?
            Albo rżniemy z Hlaski i robimy posłowie w stylu:
            • Gość: linia.frontu Re: Zakończenie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.08, 09:07
              Myślałam, żeby uwydatnić ten moment, który to wszystko kończy, że to
              ją jakoś łamie wewnętrznie i że ona już nic nie umie czuć, i
              chciałam zrobić z tego deus ex machinę, ale teraz myślę, że to też
              musi być takie nijakie i niewyeksponowane, żeby nikt tak naprawdę
              nie wiedział, po jaką cholerę to czytał, jak mój poprzedni post, i
              żeby w ogóle nie zwrócił uwagi na to, co jest najważniejsze.
            • linia.frontu To też rżnięte z Hlaski. 25.01.08, 23:00
              Grzegorz wypowiada takie monologi, kiedy się zapija, czekając na
              kobietę, która nigdy nie wróci. Fajny motyw.
              Ale ja tu nie o tym!
            • Gość: 4nkia Re: Zakończenie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.08, 23:10
              Nie zgodzę się z tym, że ja to wszystko nakręciłam, on to też
              nakręcał. Były z tym związane sprawy zawodowe, dużo macanki i
              odrobina seksu, łamanie conajmniej dwóch tabu społecznych, a potem
              nie mogliśmy już na siebie patrzeć. On się zachował nie w porządku,
              i trochę jak dzieciak, myślę, że musiał mieć swoje motywy. Taka sama
              historyjka, jak każdej z was; w niczym nie lepsza. Wspólna praca,
              czy dopijanie kawy, a może oblizywanie łyżeczki, jego ręka za twoim
              paskiem i w ten deseń, czy może jeszcze kilka innych spraw. Mogę o
              tym powiedzieć tyle więcej, że miałam go trochę bardziej od
              przeciętnej napalonej kursantki, że spędziłam z nim od cholery
              czasu, i że temat mi obrzydł. W nowy rok weszłam z facetem, którego
              zostawiłam dla swojego instruktora. Teraz skończę prawko, skończę
              studia, zmienię pracę i będę żyć dalej.
      • Gość: linia.frontu Jutro muszę do niego zadzwonić ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.08, 18:48
        Opowiem, jak było:P
        Wpadnę wieczorem.
        • linia.frontu Już :)))) 25.01.08, 12:17
          Oj ma bajerę:)
        • linia.frontu Jest niesamowity... jezu, jak on kadzi, mmmmmm;) 15.02.08, 11:12
          A ja lecę na to kadzenie jak rasowy napalony jeleń!!!
          I zachowuję się niestety też jak rasowy jeleń i to już nie jest
          fajne...

          Dziś się z nim widzę :DDDD
          • linia.frontu Re: Jest niesamowity... jezu, jak on kadzi, mmmmm 15.02.08, 11:17
            linia.frontu napisała:

            > Dziś się z nim widzę :DDDD

            Jak będę chciała z nim jeździć, to proszę mnie puknąć w łeb i
            przypomnieć, że ten program kursu już mam przerobiony i może warto
            byłoby dla odmiany przerobić ten zamieszczony w rozporządzeniu.
          • linia.frontu Re: Jest niesamowity... jezu, jak on kadzi, mmmmm 15.02.08, 11:20
            linia.frontu napisała:
            > Dziś się z nim widzę :DDDD

            A instruktor myśli: "Ale jeleń..."
            • Gość: XxX Re: Jest niesamowity... jezu, jak on kadzi, mmmmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.08, 12:07
              …ona jest jak morze. I kiedy bywałem czasem w kłopotach, kiedy piłem
              za dużo albo kiedy robiłem komuś krzywdę, to szedłem potem do niej i
              byłem z nią i znów czułem się jak ktoś, kto wyszedł z czystej wody.
              I to tylko było dla mnie ważne…
              ...The rest is silence...
              Miłego spotkania życzę...
              • linia.frontu Re: Jest niesamowity... jezu, jak on kadzi, mmmmm 15.02.08, 12:58
                Gość portalu: XxX napisał(a):

                > …ona jest jak morze. I kiedy bywałem czasem w kłopotach, kiedy
                piłem za dużo albo kiedy robiłem komuś krzywdę, to szedłem potem do
                niej i byłem z nią i znów czułem się jak ktoś, kto wyszedł z czystej
                wody. I to tylko było dla mnie ważne…
                > ...The rest is silence...

                Teraz powinno być coś z Drugiego zabicia, coś o tym, jak oni
                rozmawiają o tym, co on ma jej powiedzieć i że to będzie dobre pod
                względem psychologicznym, ale nie mam przy sobie Zabicia... albo z
                Sowy: A ona mówiła im podobne słowa, które mówiła mnie i ja mówiłem
                to samo....
                Trudno, będzie kiepski cytat odautorski, a wieczorem wpadnę i
                odpowiem porządnie:

                Jakoś w lato/jesień 2007.
                I myślę ,jeszcze o tych kobietach Hłaski, o tych, które pachną, jak
                morze, i w których chłód i zapach zanurzasz się, jak w morze, jak w
                cień drzewa, nie tego Jaffijskiego drzewa z brudnych czynów, nie w
                ten, który nie daje chłodu, tylko w takie polskie, wiosenne drzewo
                po deszczu, okryte świeżą zielenią, pośród pachnącej, świeżo
                skoszonej trawy, kiedy krople spadają Ci na twarz. I to są właśnie
                te kobiety Hłaski, w które zapadasz się i które dają Ci ukojenie i
                odpoczynek, które dają Ci sen, ten ciężki i głęboki, i które dają Ci
                zmęczenie, w które zapadasz się, jak w bezruch i jak w ciszę. I
                czego nauczyłam się w tamten poniedziałek, a wydaje mi się, że
                zapadał wieczór i że ostatnie promienie słońca pełzały po ziemi, że
                zmierzchało, a przecież to niemożliwe, bo musiał być dzień, więc nie
                wiem, dlaczego tak to pamiętam i nie umiem o tym inaczej myśleć, i
                właśnie wtedy nie nauczyłam się niczego o tym, że linii ciągłej się
                nie przekracza, a takie przekroczenie oznacza ni mniej, ni więcej,
                jak tylko koniec i zamianę miejsc, kiedy już wiesz, że przegrałeś i
                nie możesz nic z tym zrobić, i nie nauczyłam się niczego o tym, że
                żeby zmienić bieg na jedynkę, nie możesz się toczyć, że musisz
                stanąć w bezruchu, że nie można zacząć od początku jeszcze jadąc;
                nie nauczyłam się też tego, że wciąż popełniam te same błędy; i
                jeśli o czymś wtedy myślałam, to właśnie o Hłasce i o tym, że nie
                jestem kobietą, i że nigdy nią nie będę, bo nie daję ukojenia.


                > Miłego spotkania życzę...

                I tak nic z tego nie będzie ;)


                • Gość: XxX mmmmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.08, 13:20
                  ...Czuł ją ciągle przy sobie; aż po czubki włosów wypełniony był
                  owym dziwnym, cięższym od ołowiu, boleśniejszym od męki umierania,
                  słodszym od najpiękniejszych wierszy uczuciem, jakie daje noc z
                  kimś, na kogo czekało się przez tysiąc chwil, kogo pragnęło się
                  przez wiele bezsennych nocy, kogo widziało się w każdej na ulicy
                  spotkanej twarzy, kogo oczekiwało się przy każdym pukaniu do
                  własnych drzwi; przez kogo nienawidziło się nieba, ziemi i ludzi; i
                  przez kogo kochało się wszystko...
                  • linia.frontu Re: mmmmm 15.02.08, 17:51
                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                    > ...Czuł ją ciągle przy sobie; aż po czubki włosów wypełniony był
                    > owym dziwnym, cięższym od ołowiu, boleśniejszym od męki umierania,
                    > słodszym od najpiękniejszych wierszy uczuciem, jakie daje noc z
                    > kimś, na kogo czekało się przez tysiąc chwil, kogo pragnęło się
                    > przez wiele bezsennych nocy, kogo widziało się w każdej na ulicy
                    > spotkanej twarzy, kogo oczekiwało się przy każdym pukaniu do
                    > własnych drzwi; przez kogo nienawidziło się nieba, ziemi i ludzi;
                    i
                    > przez kogo kochało się wszystko...


                    Boże, wkurzył się. A ja naprawdę nie chciałam nic złego zrobić. To
                    znaczy ten mój Instruktor. Naprawdę nie chciałam, ostatnią rzeczą,
                    jakiej chcę, jest żeby coś nie było ok...
                    • linia.frontu Re: mmmmm 15.02.08, 18:30
                      linia.frontu napisała:

                      > Boże, wkurzył się. A ja naprawdę nie chciałam nic złego zrobić. To
                      > znaczy ten mój Instruktor. Naprawdę nie chciałam, ostatnią rzeczą,
                      > jakiej chcę, jest żeby coś nie było ok...

                      Zawsze wszystko sp.przę.
                      Odnoszę wrażenie, że szukał pretekstu.
                      Powiedz coś.


                    • Gość: linia.frontu Re: mmmmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 18:50
                      W zasadzie szukał pretekstu.
                      Nie chciałam tego, przepraszałam, a chodziło o to, że nie chciałam
                      załatwić czegoś o co mnie prosił, tylko nie zrobiłam tego złośliwie
                      jak Boga kocham, moje cholerne nierozgarnięcie i nieumiejętność
                      skupienia uwagi na dwóch rzeczach na raz, no i go przepraszałam już
                      kilka razy, nie odbiera telefonów, odpowiada na smsy, ale jest
                      wściekły. I w zasadzie nie wiem po jaką cholerę ja się tym
                      przejmuję, ile można człowieka przepraszać, nie umiem się z nim
                      dogadać. Ja naprawdę nie wiem jak ja mam BARDZIEJ cokolwiek, gdzieś
                      tam to już pisałam, starałam się, przecież ostatnią rzeczą, jakiej
                      chcę w stosunku do niego są kłótnie. Miałem tylko fanatyzm. Byłem
                      świnią we własnym zakresie.......
                      Powiedz coś....
                      jak walniesz cytat o miłości z Hłaski to ci zrobię krzywdę, tutaj
                      nie ma ani grama uczucia;)
                      Strasznie to trudne, wiesz?
                    • Gość: linia.frontu Re: mmmmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 18:52
                      Ja tak nie dam rady ani minuty dłużej.
                      • linia.frontu Re: mmmmm 15.02.08, 21:14
                        Gość portalu: linia.frontu napisał(a):

                        > Ja tak nie dam rady ani minuty dłużej.

                        Miałem tylko fanatyzm. Byłem świnia we własnym zakresie. Starałem
                        się jak mogłem, to też coś znaczy. Łatwiej oczyścić się z wielkich
                        omyłek, niż z drobnych świństw, przysięgam ci.

                        Widzisz, mój zasrany Werterze, tylko tyle. Czy zrobiłbyś to, gdybyś
                        wcześniej mógł przypuszczać, że tak to wygląda? (...) Czy pomyślałeś
                        o tym? Trochę plotek. Trochę wspomnień, w których zawsze będziesz
                        inny, niż byłeś naprawdę.
                        • Gość: XxX Re: mmmmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 22:09
                          ...Nie, nie możesz się domyślać, jak bardzo Cię kocham. Ciebie,
                          twoje włosy, kiść bzu w Twojej ręce. Czuje łagodne ciepło Twojego
                          ramienia, przytulam policzek do Twoich jasnych, miękkich włosów,
                          chłonę nozdrzami ich delikatny, cierpki zapach, w milczeniu ściskam
                          Twoją małą, ciepłą dłoń...
                          • Gość: XxX Re: mmmmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.08, 22:16
                            ...Nie ma większej nienawiści niż ninawiść mężczyzny do kobiety
                            kochanej wbrew swej woli...

                            • linia.frontu Re: mmmmm 16.02.08, 07:47
                              Gość portalu: XxX napisał(a):

                              > ...Nie ma większej nienawiści niż ninawiść mężczyzny do kobiety
                              > kochanej wbrew swej woli...

                              Nie znoszę Cię. Kocham Cię. Nie pocieszaj mnie. :)
                              Wpadnę po wykładach.






























                              "- Robert.
                              - No?
                              - Nie przychodzi ci czasem na myśl, że to są moje własne słowa?"
                              • Gość: XxX Re: mmmmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 09:51
                                Możesz mnie nienawidzić, byle byś mnie kochała.

                                • linia.frontu Re: mmmmm 16.02.08, 20:04
                                  Gość portalu: XxX napisał(a):

                                  > …ona jest jak morze. I kiedy bywałem czasem w kłopotach, kiedy
                                  piłem za dużo albo kiedy robiłem komuś krzywdę, to szedłem potem do
                                  niej i byłem z nią i znów czułem się jak ktoś, kto wyszedł z czystej
                                  wody. I to tylko było dla mnie ważne…
                                  > ...The rest is silence...

                                  Lubiłem na nią patrzeć, kiedy zrzuciła już z siebie te kolorowe
                                  szmaty i chodziła po kamiennej posadzce paląc papierosy - jednego za
                                  drugim. Była zgrabna jak kot i wiedziała o tym. Długie nogi, piersi
                                  jak u Murzynki i anielska twarzyczka. Tylko oczy miała ponure, złe;
                                  tak jakby przeklęła wszystko i wszystkich. Dobrze się przy tym
                                  nazywała: Ewa. Leżałem na czystym, szeleszczącym prześcieradle i
                                  patrzyłem na nią; byłem już dobrze zmęczony, a to dobrze świadczy na
                                  jej korzyść; niewiele kobiet potrafi człowieka zmęczyć przy
                                  czterdziestu stopniach upału, a w dodatku człowieka, który porządnie
                                  nie jadł od dwóch miesięcy.


                                  > ...Czuł ją ciągle przy sobie; aż po czubki włosów wypełniony był
                                  owym dziwnym, cięższym od ołowiu, boleśniejszym od męki umierania,
                                  słodszym od najpiękniejszych wierszy uczuciem, jakie daje noc z
                                  kimś, na kogo czekało się przez tysiąc chwil, kogo pragnęło się
                                  przez wiele bezsennych nocy, kogo widziało się w każdej na ulicy
                                  spotkanej twarzy, kogo oczekiwało się przy każdym pukaniu do
                                  własnych drzwi; przez kogo nienawidziło się nieba, ziemi i ludzi; i
                                  > przez kogo kochało się wszystko...

                                  Traktują to wszystko cynicznie, sportowo, gdyż tak sobie
                                  postanawiają, aby uniknąć komplikacji i rozczarowań. Lecz z czasem -
                                  przychodzi miłość. Wielka, obezwładniająca, rzucająca na kolana. Ale
                                  oni nie mogą w to uwierzyć; dręczy ich cyniczny początek.


                                  > ...Nie, nie możesz się domyślać, jak bardzo Cię kocham. Ciebie,
                                  twoje włosy, kiść bzu w Twojej ręce. Czuje łagodne ciepło Twojego
                                  ramienia, przytulam policzek do Twoich jasnych, miękkich włosów,
                                  chłonę nozdrzami ich delikatny, cierpki zapach, w milczeniu ściskam
                                  Twoją małą, ciepłą dłoń...

                                  I myślała, że jednak w końcu zostanie z tym człowiekiem, bo
                                  miłosierdzie, to tylko jeden ślepiec stojący naprzeciw drugiego;
                                  jedna starzejąca się dziwka obok drugiej i jeden pijak bełkoczący do
                                  drugiego, lub dwa fotele paralityków stojące gdzieś na końcu
                                  zakurzonego korytarza; i może właśnie jeszcze chore, zniszczone
                                  serce tego mężczyzny wyglądającego jak kondensat miliona mężczyzn
                                  reklamujących witaminy, podróże statkami turystycznej klasy i
                                  pieniące się najbardziej ze wszystkich mydła do golenia – ale nigdy
                                  nic innego, nic poza dwojgiem ludzi jednakowo złamanych lub
                                  znieważonych - a nie ci wszyscy dobrzy i wyciągający rękę w geście
                                  pocieszenia lub uspokojenia, wędrujący jakby krawędzią świata; bo
                                  wreszcie liczy się tylko strach przed lustrem i pragnienie, aby
                                  dojrzeć siebie w źrenicach drugiego.


                                  > ...Nie ma większej nienawiści niż nienawiść mężczyzny do kobiety
                                  kochanej wbrew swej woli...

                                  - Najgorsze jest to, że Cię kocham. Z innymi byłoby to wszystko
                                  takie proste.


                                  > Możesz mnie nienawidzić, byle byś mnie kochała.

                                  - Jesteś bardzo miły, wiesz? Lubię cię, wiesz?
                                  No więc tak to się zaczęło....
                                • linia.frontu ;( 17.02.08, 20:57
                                  Gość portalu: XxX napisał(a):

                                  > Możesz mnie nienawidzić, byle byś mnie kochała.

                                  To straszne; każdy dzień, kiedy jestem bez ciebie, jest ukradziony z
                                  mojego życia.
                                  • linia.frontu Re: ;( 18.02.08, 00:02
                                    Ty jesteś teraz jedyną rzeczą, w którą wierzę naprawdę. Ty, nic
                                    więcej. Mam chyba prawo tak myśleć.
                                    • linia.frontu Re: ;( 18.02.08, 01:24
                                      linia.frontu napisała:

                                      > Ty jesteś teraz jedyną rzeczą, w którą wierzę naprawdę. Ty, nic
                                      > więcej. Mam chyba prawo tak myśleć.

                                      „Zawsze będę o tobie pamiętać. Zawsze będę cię kochać i myśleć o
                                      tobie; będziesz najpiękniejszym snem mojego życia, które od dzisiaj
                                      stanie się puste i bez treści. Przeżyliśmy więcej niż inni ludzie.
                                      Moje życie będzie ustawiczną tęsknotą za tobą...” I tak dalej.
                                      Powiedzieć ci coś takiego?
                                      • Gość: XxX Re: ;( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.08, 13:30
                                        Dlaczego wszystko, co sprawia nam radość, wszystko, czemu
                                        przypisujemy urok piękna, wszystko, co odziewamy w szatę ideału,
                                        kończy się czymś brudnym, głupim, nędznym lub śmierdzącym, dlaczego
                                        nietrwałość jest cechą absolutu, a wzniosłość i triumf nie są jego
                                        finałem? Miłość kona w znudzeniu, upodleniu lub zazdrości, dobroć w
                                        spektakularnych filantropiach, książka w składzie makulatury, poezja
                                        w ocenach szkolnych belfrów, konie wyścigowe w jatkach rzeźników,
                                        demokracja w tłumie, wolność w ZOO, sława w megalomanii, wiedza w
                                        pysze, cacka na śmietniku?!?
                                      • Gość: XxX Re: ;( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.08, 13:35
                                        W miłości milczenie lepsze jest niż mowa. Dobrze jest być
                                        zmieszanym. Jest wymowa milczenia, która przenika bardziej niż
                                        zdołałyby to uczynić słowa...

                                        • Gość: maniamania Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.adsl.inetia.pl 18.02.08, 15:22
                                          Dzis znow poczulam na sobie ten wzrok...matko, pozerajacy!i
                                          zobaczylam znow ten cudowny usmiech, jakos ostatnio dol minol, ale
                                          wciaz mysle! i wiem ze znow przyjda takie dni kiedy lzy sie
                                          pojawia...ostatnio sama siebie nie poznaje, niewiem co sie ze mna
                                          dzieje, matko co ten facet ma takiego w sobie, czego nie ma nikt
                                          inny...? i nikt nigdy tak we mnie nie trafil:( nie chce zyc
                                          zludzeniami, przciez nic mi to nieda! juz czasem marze o tym aby go
                                          nie widywac, nie myslec, nie wchodzic tu...a jednak cos nie pozwala
                                          mi przestac.
                                          • Gość: maniamania Re: Ach ...ten uśmiech pana instruktora:) IP: *.adsl.inetia.pl 18.02.08, 15:37
                                          • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 18.02.08, 16:59
                                            Gość portalu: maniamania napisał(a):

                                            > Dzis znow poczulam na sobie ten wzrok...matko, pozerajacy!i
                                            > zobaczylam znow ten cudowny usmiech, jakos ostatnio dol minol, ale
                                            > wciaz mysle! i wiem ze znow przyjda takie dni kiedy lzy sie
                                            > pojawia...ostatnio sama siebie nie poznaje, niewiem co sie ze mna
                                            > dzieje, matko co ten facet ma takiego w sobie, czego nie ma nikt
                                            > inny...? i nikt nigdy tak we mnie nie trafil:( nie chce zyc
                                            > zludzeniami, przciez nic mi to nieda! juz czasem marze o tym aby
                                            > go nie widywac, nie myslec, nie wchodzic tu...a jednak cos nie
                                            > pozwala mi przestac.

                                            Nie ma jednego człowieka na świecie, który miałby w sobie coś, czego
                                            nie miałby żaden inny człowiek;).

                                            Ja swojemu przyznałam już rację: tak nie będzie.
                                          • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 18.02.08, 17:01
                                            - ... ja bym tego nie wytrzymał.
                                            - Wytrzymałby pan. Jakby pan musiał.

                                            Nawet nie wyobrażasz sobie, ile człowiek potrafi wytrzymać.
                                            • Gość: XxX Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.08, 19:12
                                              -Dlaczego mam zatem słuchać serca?
                                              - Bo nie uciszysz go nigdy. I nawet gdybyś udawał, że nie słyszysz,
                                              o czym mówi, nadal będzie biło w twojej piersi i nie przestanie
                                              powtarzać tego, co myśli...
                                              • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 18.02.08, 22:27
                                                Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                > -Dlaczego mam zatem słuchać serca?
                                                > - Bo nie uciszysz go nigdy. I nawet gdybyś udawał, że nie
                                                > słyszysz, o czym mówi, nadal będzie biło w twojej piersi i nie
                                                > przestanie powtarzać tego, co myśli...

                                                Ludzie nie wiedzą naprawdę, ile obojętności jest w nich i jak bardzo
                                                obojętne może się wszystko stać pewnego dnia; i dobrze, że nie
                                                wiedzą.




                                                Ja wiem, co Ty chcesz. Ty chcesz, żebym się kiedyś zapytała, skąd Ty
                                                bierzesz te wszystkie cholerne cytaty. A Ty wtedy powiesz, że z
                                                Hłaski;)

                                                Ile razy szedłem z Ewą, zawsze musiałem iść główną ulicą, chociaż
                                                tłumaczyłem jej, że o wiele przyjemniej iść bocznymi uliczkami i że
                                                rosnące tam palmy przypominają mi Palermo. Ale to jej zupełnie nie
                                                obchodziło, gdzie tam; uwieszona u mojego ramienia przepychała się
                                                wraz ze mną poprzez tłum; przystawała przy oknach wystawowych i
                                                czytała jadłospisy wywieszone przed restauracjami, tak żeby wszyscy
                                                widzieli, że i ona ma swojego i że pogarda świata jest czymś, z
                                                czego można się śmiać, jeśli się ma swojego Cyrenejczyka. A tym
                                                Cyrenejczykiem byłem ja. Powtarzam: to twardy chleb; trzeba mieć
                                                dobre zęby i krew.
                                          • Gość: maricia Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.08, 19:36
                                            ja swojego instruktora widziałam ostatnio kilka dni temu. jak go nie widze to czuję ogromna pustkę w środku, a jak go widzę to udaję, że go nie widzę. i bądź człowieku mądry. nie potrafię żyć normalnie, on zakłóca mi moją codzienność, wdziera się na siłę do moich myśli i nie pozwala mi przestać zapomnieć. gdyby on tylko wiedział co ja przeżywam... chyba nie pozwoliłby mi odejść. ale nigdy się tego nie dowie, lepiej jest tak jak jest, ale dla kogo? dla niego oczywiście...kiedyś i tak musielibyśmy się rozstać i byśmy obydwoje cierpieli, a tak...tylko ja.wytrzymam, ale ile jeszcze??
                                            • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 18.02.08, 22:42
                                              Gość portalu: maricia napisał(a):

                                              > ja swojego instruktora widziałam ostatnio kilka dni temu. jak go
                                              nie widze to czuję ogromna pustkę w środku, a jak go widzę to udaję,
                                              że go nie widzę. i bądź człowieku mądry.

                                              Ja swojego widziałam dziś. Choć i to za dużo powiedziane, bo ja już
                                              na niego nie patrzę, nie mogę więc powiedzieć, że go widziałam.

                                              > nie potrafię żyć normalnie, on zakłóca mi moją codzienność,
                                              wdziera się na siłę do moich myśli i nie pozwala mi przestać
                                              zapomnieć.

                                              A wiesz, że mój dokładnie to samo. Tylko jak już wspomniałam nie ma
                                              w tym za cholerę romantyzmu.

                                              > gdyby on tylko wiedział co ja przeżywam... chyba nie pozwoliłby mi
                                              odejść. ale nigdy się tego nie dowie, lepiej jest tak jak jest, ale
                                              dla kogo? dla niego oczywiście...

                                              Dla Ciebie lepiej. Nic tak nie odstrasza faceta, jak zakochana
                                              laska, on się wtedy czuje osaczony. Myślisz, że obudziłabyś w nim
                                              jakieś pokłady ludzkich uczuć? Hehe, dopiero miałby z Ciebie polewę,
                                              siksa się zakochała. Jasne, czułby się dowartościowany, ale nie
                                              zwbudziłabyś tym jego szacunku - i to mi mówi to moje gadatliwe
                                              serducho, którego się nie da zamknąć, a o którym pisał XxX.

                                              kiedyś i tak musielibyśmy się rozstać i byśmy obydwoje cierpieli, a
                                              tak...tylko ja. wytrzymam, ale ile jeszcze??

                                              Dziołchy moje, naprawdę - szkoda waszego życia!!!!

                                              Mańka - jak tam złamane serce tego Ziutka, co to się z nim miałaś
                                              spotkać w walentynki??? :D
                                            • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 18.02.08, 22:45
                                              Kiedyś się wyloguję i powiem Ci z kim jest mój instruktor. Uśmiejesz
                                              się :DDDD
                                              Będzie to jednak śmiech autoironiczny.
                                              • linia.frontu Sprostuję;) 18.02.08, 23:05
                                                linia.frontu napisała:

                                                > Kiedyś się wyloguję i powiem Ci z kim jest mój instruktor.
                                                Uśmiejesz się :DDDD
                                                > Będzie to jednak śmiech autoironiczny.

                                                Laski nie znam, ale na pierwszy rzut oka wszystko z nią w porządku,
                                                na pewno jest o lata świetlne fajniejsza ode mnie, jest też ładna i
                                                jest romantycznie i w ogóle. Ja do dziewczyny nic nie mam.
                                                Jednak te wszystkie święte słowa mojego Instruktora o
                                                profesjonaliźmie i etyce, bo nawet takie padły... zresztą, nic
                                                nowego nie napiszę, banał, o tym jest ten cały wątek, trzysta ileś
                                                postów.

                                                Ta kobieta myślała o panu, że chce pan uczynić coś strasznego, i
                                                jakoś zgodziła się z tym, chociaż człowiek, który wie o czymś takim,
                                                powinien zadzwonić po policję. Ale była to w końcu tylko kobieta i
                                                chciała mieć pana tylko dla siebie. A teraz nagle przestał pan być
                                                straszny. Zrobił się pan śmieszny. I tej śmieszności nie będzie
                                                mogła już znieść.

                                                I w tym pies pogrzebany. Może nawet ten z Drugiego Zabicia.
                                            • Gość: maniamania Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.adsl.inetia.pl 19.02.08, 08:57
                                              marcia, dokladnie czasem robie to samo, udaje ze go nie widze, ale
                                              czasem to nieuniknione kiedy juz nie mam mozliwosci go
                                              niewidziec...musze wtedy spojrzec w te oczy,wtedy nogi mi sie
                                              uginaja. No wlasnie gdyby wiedzial co przezywam pewnie zastanowilby
                                              sie na przyszlosc ze nie nalezy igrac z uczuciami innych, ale nie
                                              dowie sie, tzn mysle ze odczul(tak samo ja z jego str odczulam) ale
                                              nigdy nie powiedzialam tego.. Zawsze twierdzil tzn na poczatku ze u
                                              takiej dziwczyny nie mialby szans, ze zapewne nie spalnia kryteriow,
                                              i tak niekiedy pier....lil, ale to jego slowa, gdyby
                                              wiedzial....ehhh, tymvczasem musze usunac sie, wiem to i taktez
                                              zrobie, choc dalej kusza mnie jazdy z nim, i sam mi to
                                              proponowal,ale to tylko jazdy glupie smiganie elka. wiem tez ze
                                              ciezko bylo sie rozstac...tez mi to powiedzial, zawsze bylam na
                                              pierwszysm miejscu na kursie, co za satysfakcja:)tyle moglmi
                                              zaoferowac hehe. czasem od rana dzwonil, zaczynalam z nim prace,w
                                              osrodku to czasem szef sie dziwil bo rano w elce ja...potem wchodzi
                                              po ilku godz. i znow ja! hehe.niekiedy to dziwnie wygladalo z boku;)
                                              Chyba nadchodza dni kiedy bede miec wyrzuty do niego...juz to czuje,
                                              potem znow bede plakac, i takie bledne kolo:(, sama nie rozumiem
                                              czasem tej babskiej glupoty;)
                                              • Gość: maniamania Re: Liinia, Ziutek walentynkowy chyba ma sie ok:D IP: *.adsl.inetia.pl 19.02.08, 09:23
                                              • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 09:31
                                                Gość portalu: maniamania napisał(a):

                                                > Zawsze twierdzil tzn na poczatku ze u takiej dziwczyny nie mialby
                                                szans, ze zapewne nie spalnia kryteriow, i tak niekiedy pier....lil,

                                                Hahaha, a Ty lecisz na takie słowa. On o tym wie. Wiesz co mi mówił?
                                                Że jest paskudny - a ja go broniłam i mówiłam, że gdybym nie miała
                                                faceta, to by mi się bardzo podobał, ale podobał mi się już wówczas,
                                                wiedział, co powiedzieć; i mówię mu: człowieku, masz w domu lustro?
                                                To zrób coś dla mnie, pojedź do domu, przejrzyj się w nim, a potem
                                                powiedz to jeszcze raz.
                                                Albo: moja była uważa, że jestem dupkiem. Cooooo? Niemożliwe! Jakaś
                                                głupia musi być ta Twoja była, to niemożliwe, żebyś był dupkiem,
                                                przecież jesteś taki w porządku.
                                                Teraz przyznaję byłej rację - ona go znała już wówczas od strony
                                                prywatnej, ja tylko myślałam, że znam. Była jest w nim zakochana, z
                                                jego strony to też nie była jakaś wielka miłość, czasem się ze sobą
                                                schodzili, ona liczyła na to, że będą razem, a on - wiadomo.
                                                Ale jaki efekt!!! No byłam porażona faktem, że ktoś może tak myśleć.
                                                Okurde, jeszcze wtedy gadaliśmy, że ona na koniec zabrała go do
                                                kina, bo chciała, żeby z nią został, na co odparłam: phi! Do kina?
                                                Ale beznadzieja, już ja bym Cię na jej miejscu zatrzymała innymi
                                                sposobami (i myślałam wtedy, że gdybym JA miała takiego faceta, to
                                                nie pozwoliłabym mu odejść, byłabym w ogóle najlepszą laską na
                                                świecie, że to kwestia podejścia do tematu). I co????:(
                                                Teraz nie mogę wyjść z zadziwienia własną głupotą. Albo kobiecością,
                                                w końcu jestem tylko kobietą i chciałam go mieć całego dla siebie,
                                                nie wytrzymałam podejścia, które poza TYM było kumpelskie i ja się w
                                                ogóle nie czułam jak kobieta, nie wiem, jak to nazwać:D. Ja tak mogę
                                                jeszcze długo.
                                                Kurde, idę stąd.

                                                Ja Cię zapewniam, gdyby on tu nie daj Boże tfutfutfu wszedł i akurat
                                                trafił na takie posty gdzie 'cierpię' (;D) i w ogóle jak to ja go
                                                kocham, skrzywiłby się i pomyślał: o boże...
                                                Gorzej, jakby trafił na całą resztę postów, hm.

                                                Ich to naprawdę nie wzrusza.
                                                • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 09:35
                                                  Poza tym, miłe Panie, Marcia napisała tutaj coś takiego, że moze
                                                  dobrze, że tylko ją to boli, tylko dla kogo to lepiej, i że dla
                                                  niego.

                                                  Jak się kogoś kocha, to chce się przede wszystkim, żeby ON był
                                                  szczęśliwy i ro powinno być oczywiste. Ja tak miłość rozumiem.
                                                  Gdybym myślała w opisany wyżej sposób, że lepiej-gorzej, chciałabym,
                                                  żeby był spokojny i dla mnie TO by było lepiej.
                                                  • Gość: maricia Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 09:48
                                                    a macie cos takiego, że jak widzicie, że jedzie z jakąś laska to od razu coś w
                                                    Was się dzieje. ja to juz od razu sobie wyobrażam jak on zasupuje ja tekstami,
                                                    takimi jak mnie...że mam w sobie coś, co go bardzo przyciaga, że bardzo mnie
                                                    lubi, że ...że ...że... jak kobiety lubia tego słuchać, nie?a dopiero później
                                                    zdaja sobie sprawę jakie były głupie i naiwne. faceci wiedzą jak zbajerowac
                                                    dziewczynę, oj wiedzą bardzo dobrze. chociaz mój mówił mi, że to ja go bajeruję.
                                                    oczywiscie zgadzam sie z tym, że ich nasz ból wcale nie obchodzi, bo oni maja z
                                                    tego frajdę, że takie laski się w nich podkochują i własnie to ich
                                                    dowartosciowuje. ale chyba każda ma nadzieję, że może jej instruktor własnie
                                                    jest inny i że jego to obchodzi. ja chyba sobie chce to wmówić, żeby poczuć sie
                                                    lepiej. relacje damsko -męskie na zawsze pozostana zagadkowe.
                                                  • Gość: XxX Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.08, 10:43
                                                    ...Jeżeli miłość Twoja nie ma żadnych szans, powinnnaś zamilknąć...
                                                    Bo nie należy mieszać miłości z niewolnictwem serca. Miłość, która
                                                    prosi, jest piękna, ale ta, która błaga, jest uczuciem lokajskim...

                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 11:04
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > ...Jeżeli miłość Twoja nie ma żadnych szans, powinnnaś
                                                    zamilknąć...
                                                    > Bo nie należy mieszać miłości z niewolnictwem serca. Miłość, która
                                                    > prosi, jest piękna, ale ta, która błaga, jest uczuciem lokajskim...

                                                    :O

                                                    No wiesz co? Nie chcesz już ze mną gadać? Odpowiesz: mylisz
                                                    literaturę z życiem.
                                                    Miłość nie powinna prosić.
                                                  • linia.frontu Tego się nie robi: 19.02.08, 11:12
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > ...Jeżeli miłość Twoja nie ma żadnych szans, powinnnaś
                                                    zamilknąć... Bo nie należy mieszać miłości z niewolnictwem serca.
                                                    Miłość, która prosi, jest piękna, ale ta, która błaga, jest uczuciem
                                                    lokajskim...

                                                    na kogo czekało się przez tysiąc chwil, kogo pragnęło się
                                                    przez wiele bezsennych nocy, kogo widziało się w każdej na ulicy
                                                    spotkanej twarzy, kogo oczekiwało się przy każdym pukaniu do
                                                    własnych drzwi; przez kogo nienawidziło się nieba, ziemi i ludzi; i
                                                    przez kogo kochało się wszystko...

                                                    ... kogoś, kto mówi Twoim językiem.

                                                    No XxX. Mam szansę?
                                                    Bo na Ciebie czekałam przez pół swojego zasranego życia.

                                                    A teraz czekam tylko kiedy znikniesz. A zrobisz to, kiedy będę się
                                                    tego najmniej spodziewać i wtedy dopiero zacznę rozumieć Cię
                                                    naprawdę. Ale ani minuty wcześniej.

                                                    I nie mów mi: nie będę z Tobą nigdy, Judy.
                                                  • Gość: XxX Re: Tego się nie robi: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.08, 12:24
                                                    ...Zakochaj się, a każdy wszędzie, wszystkie rzeczy, wszystkie słowa
                                                    oznaczać będą „miłość”. To samo dzieje się, kiedy kogoś utracisz...

                                                  • linia.frontu Re: Tego się nie robi: 19.02.08, 12:47
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > ...Zakochaj się, a każdy wszędzie, wszystkie rzeczy, wszystkie
                                                    słowa oznaczać będą „miłość”. To samo dzieje się, kiedy kogoś
                                                    utracisz...

                                                    Każda miłość to test podwójnie ślepy, w którym nie tylko nie
                                                    wiadomo, kto dostaje lek, a kto placebo, ale nie wiadomo nawet, kto
                                                    jest pacjentem, a kto lekarzem. Jeśli się na nią zgodzisz z całą
                                                    pewnością nie raz, nie dwa, pożałujesz tego.

                                                    Ale zgódź się.
                                                    Pózniej zobaczysz, co z tym zrobisz...
                                                  • Gość: XxX Re: Tego się nie robi: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.08, 12:29
                                                    linia.frontu napisała:

                                                    > A teraz czekam tylko kiedy znikniesz. A zrobisz to, kiedy będę się
                                                    > tego najmniej spodziewać i wtedy dopiero zacznę rozumieć Cię
                                                    > naprawdę. Ale ani minuty wcześniej.

                                                    ...Urok miłości polega na naszej niewiedzy, że to się może kiedyś
                                                    skończyć...
                                                  • linia.frontu Re: Tego się nie robi: 19.02.08, 13:03
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > linia.frontu napisała:
                                                    > ...Urok miłości polega na naszej niewiedzy, że to się może kiedyś
                                                    > skończyć...

                                                    Już Ci mówiłam.

                                                    wtedy wiedziała już, iż przegrała, a jeśli nie, to
                                                    przegra i tego mężczyznę, ale przegra go inaczej jak tamtych
                                                    wszystkich
                                                  • Gość: XxX Re: Tego się nie robi: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.08, 13:35
                                                    ...Tak to już jest, że kobiety złoszczą się, denerwują lub są
                                                    rozczarowane mężczyznami z tego czy innego powodu. To nieuchronne.
                                                    Dajesz za mało albo za dużo. Zły kolor, zły czas, zły gest. Powiedz
                                                    komplement, a zbędą cię wzruszeniem ramion lub zimną uwagą
                                                    typu: „Już Ci mówiłam”...

                                                  • linia.frontu Re: Tego się nie robi: 19.02.08, 14:20
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > ...Tak to już jest, że kobiety złoszczą się, denerwują lub są
                                                    > rozczarowane mężczyznami z tego czy innego powodu. To nieuchronne.
                                                    > Dajesz za mało albo za dużo. Zły kolor, zły czas, zły gest.
                                                    > Powiedz komplement, a zbędą cię wzruszeniem ramion lub zimną uwagą
                                                    > typu: „Już Ci mówiłam”...

                                                    Tam był komplement?
                                                    Nie... tam było o tym, że to się może skończyć.
                                                    A ja nie chcę, żeby się skończyło. ;(

                                                    Bo wtedy nie wie-działem jeszcze, że jeśli mężczyzna i kobieta
                                                    spotykają się, aby kochać, to spotykają się w pustym miejscu, gdzieś
                                                    na samym środku wypalonej ziemi, gdzie nie dociera ani dźwięk, ani
                                                    hałas i gdzie nie wracają te wszystkie słowa, które ona powiedziała
                                                    innym i które ty powiedziałeś~ innym.
                                                  • Gość: XxX Do Ciebie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.08, 15:21
                                                    Tęsknie za Tobą - już nigdy panicznie, zachłannie, pożądliwie - to
                                                    tęsknota za obecnością, którą mogę wzbudzić w każdym momencie - bo
                                                    tęsknota i nostalgia mają to do siebie, że płyną obok naszego
                                                    właściwego życia i niejednokrotnie tam sięgamy, bo to równoległy
                                                    zbiór przeżyć i zakodowanych motywów które towarzyszą nam już
                                                    zawsze...Widzisz...każdego dnia mozemy stać się nieodłączalną
                                                    częścią czyjegoś świata...
                                                  • linia.frontu Re: Do Ciebie... 19.02.08, 16:16
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > Tęsknie za Tobą - już nigdy panicznie, zachłannie, pożądliwie - to
                                                    > tęsknota za obecnością, którą mogę wzbudzić w każdym momencie - bo
                                                    > tęsknota i nostalgia mają to do siebie, że płyną obok naszego
                                                    > właściwego życia i niejednokrotnie tam sięgamy, bo to równoległy
                                                    > zbiór przeżyć i zakodowanych motywów które towarzyszą nam już
                                                    > zawsze...Widzisz...każdego dnia mozemy stać się nieodłączalną
                                                    > częścią czyjegoś świata...

                                                    Będę sobie wyobrażać, że to do mnie:)

                                                    Że wszystko jest nasze chłodny asfalt ulicy, po którym idziemy,
                                                    niebo, które ma teraz kolor Twoich oczu, drzewo, z którego zerwałaś
                                                    przed chwilą gałązkę akacji i wróżysz z niej: "Kocha nie kocha..."
                                                    wyrywam ci ją z ręki - kocha, przecież kocha.
                                                  • Gość: W..ierna kursantka ...ja też tęsknię...... IP: *.izacom.pl 20.02.08, 20:37
                                                    ...każdego dnia, od TEGO!!! pamiętnego dnia...
                                                  • linia.frontu Re: ...ja też tęsknię...... 20.02.08, 21:24
                                                    Gość portalu: W..ierna kursantka napisał(a):

                                                    > ...każdego dnia, od TEGO!!! pamiętnego dnia...


                                                    To zbyt okrutne: wymagać od człowieka, by wspominał swoje święte
                                                    chwile.
                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 11:19
                                                    Gość portalu: maricia napisał(a):

                                                    > a macie cos takiego, że jak widzicie, że jedzie z jakąś laska to
                                                    od razu coś w
                                                    > Was się dzieje. ja to juz od razu sobie wyobrażam jak on zasupuje
                                                    ja tekstami,
                                                    > takimi jak mnie...że mam w sobie coś, co go bardzo przyciaga, że
                                                    bardzo mnie
                                                    > lubi, że ...że ...że... jak kobiety lubia tego słuchać, nie?a
                                                    dopiero później
                                                    > zdaja sobie sprawę jakie były głupie i naiwne. faceci wiedzą jak
                                                    zbajerowac
                                                    > dziewczynę, oj wiedzą bardzo dobrze. chociaz mój mówił mi, że to
                                                    ja go bajeruję.

                                                    Ja byłam od początku przystosowana: "Ale fajna d..a ze mną dziś
                                                    jeździła!" Jasne, że byłam zazdrosna i jasne, że on musiał o tym
                                                    wiedzieć. Ale zasada była taka, że się nie angażujemy i nie mogłam
                                                    się z tym zdradzić. Jednocześnie sam był upiornie zazdrosny, o
                                                    wszystkich facetów, kazał mi się ubierać na czarno i pod szyję,
                                                    zjeżdżał mnie za dekolty, robił wyrzuty i w ogóle był strasznie
                                                    głupi;)
                                                    I też uważał, że to ja go bajeruję.
                                                    I miał rację :D
                                                  • Gość: XxX Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.08, 12:45
                                                    linia.frontu napisała:
                                                    >Jasne, że byłam zazdrosna i jasne, że on musiał o tym
                                                    > wiedzieć. Ale zasada była taka, że się nie angażujemy i nie mogłam
                                                    > się z tym zdradzić.

                                                    ...Jednym z symptomów miłości jest rozmyślanie, ile i jakie kobiety
                                                    ukochany darzył uczuciem w przeszłości oraz niejasna zazdrość o
                                                    nie...

                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 12:57
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > linia.frontu napisała:
                                                    > > Jasne, że byłam zazdrosna i jasne, że on musiał o tym
                                                    > > wiedzieć. Ale zasada była taka, że się nie angażujemy i nie
                                                    > mogłam się z tym zdradzić.

                                                    > ...Jednym z symptomów miłości jest rozmyślanie, ile i jakie
                                                    kobiety ukochany darzył uczuciem w przeszłości oraz niejasna
                                                    zazdrość o nie...

                                                    Wiesz co? Tupię nogą!
                                                    Co żeś się tak uparł/a, że ja koniecznie muszę kochać faceta, z
                                                    którym już nic mnie nie łączy? Wkurzasz mnie!;)
                                                    Ciebie kocham, Idioto:)

                                                    On sobie musi znaleźć jakąś dziewczynę, żeby go pokochała, żeby mu
                                                    powiedziała coś dobrego, coś świętego. Jak Boga kocham, że mu jest
                                                    potrzebna taka dziewczyna. Pomóżcie mu. Jesteście jego kolegami czy
                                                    nie, do cholery?
                                                  • linia.frontu O! Widzisz? Czas przeszły!:) 19.02.08, 13:00

                                                    > linia.frontu napisała:
                                                    > Jasne, że byłam zazdrosna i jasne, że on musiał o tym
                                                    > wiedzieć. Ale zasada była taka, że się nie angażujemy i nie
                                                    > mogłam się z tym zdradzić.

                                                    - byłam zazdrosna
                                                    - on musiał
                                                    - zasada była
                                                    - nie mogłam

                                                    Oooo! :D
                                              • Gość: maricia Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 10:39
                                                mi juz ten okres minął kiedy miałam wyrzuty do niego.teraz to tylko boli, ale i
                                                to pewnie minie. no, ale jak byłam taka zła i wszystkie emocje we mnie
                                                eksplodowały to mu sie troche dostało. i zrobiłam dokładnie to, czego nie
                                                powinna robic żadna zakochana idiotka. nawrzucałam mu trochę. no i przez to on
                                                sie dowiedział, że jednak nie był mi obojetny. ale jak ja sobie później plułam w
                                                brode to chyba nikt tego sie nie dowie. dlatego maniamania radze Ci, żebys nigdy
                                                nie wyżywała sie na nim, bo to tylko go odstraszy, a Ty później będziesz mieć
                                                wyrzuty sumienia i będziesz czuc się jak idiotka. tylko, że kobieta czasami nie
                                                słucha sumienia i kieruje sie emocjami, nad którymi nie da sie zapanowac. teraz
                                                myślę, że te złe emocje minęły i on na szczęście przestał patrzec na mnie jak na
                                                idiotke i znowu sie usmiecha, jak tylko pozwole sobie spojrzec na niego.
                                                • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 11:00
                                                  Gość portalu: maricia napisał(a):

                                                  > mi juz ten okres minął kiedy miałam wyrzuty do niego.teraz to
                                                  tylko boli, ale i to pewnie minie.

                                                  Nie, mi nie minęło. Jestem wściekła. To zresztą widać. Ale tu - na
                                                  forum. On mi też po prostu parę razy dosrał tak, że zwątpiłam, ale
                                                  jemu o tym nie powiem, po co. W ogóle nie gadamy o tym, co było,
                                                  było minęło i oby ryjem do przodu.

                                                  > no, ale jak byłam taka zła i wszystkie emocje we mnie eksplodowały
                                                  to mu sie troche dostało. i zrobiłam dokładnie to, czego nie powinna
                                                  robic żadna zakochana idiotka. nawrzucałam mu trochę. no i przez to
                                                  on sie dowiedział, że jednak nie był mi obojetny.

                                                  Za to on potrafi mi nawrzucać, potrafi mi dosr.., potrafi się
                                                  powyżywać za swoje niespełnione jestestwo - i nawet nie wpadnie na
                                                  pomysł, że nie ma w tym ani odrobiny dramatyzmu, jest po prostu
                                                  śmieszny. Jak kochać faceta, który jest śmieszny?
                                                  No chocby ostatnio myślałam, że zejdę, jak wpadł do mnie ze swoją
                                                  laską (tak się dowiedziałam), mało jej nie przeleciał, żeby mi tylko
                                                  pokazać:). A nie ma nastu lat, jest przed trzydziestką :D
                                                  No nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać, bo z jednej strony
                                                  taka pokazówa, że tylko switować pobłażliwym uśmiechem, z drugiej
                                                  było mi przykro. A dziewczyna się z tym czuła trochę głupio.
                                                  Ciekawe, ile nad tym myślał :D

                                                  >ale jak ja sobie później plułam w brode to chyba nikt tego sie nie
                                                  dowie. dlatego maniamania radze Ci, żebys nigdy nie wyżywała sie na
                                                  nim, bo to tylko go odstraszy, a Ty później będziesz mieć wyrzuty
                                                  sumienia i będziesz czuc się jak idiotka.

                                                  Racja, to szczyt infantylizmu i potem człowiek czuje się jak idiota.
                                                  Trzeba mieć klasę. Jak już musisz, to wyżywaj się tu :D


                                                  > tylko, że kobieta czasami nie słucha sumienia i kieruje sie
                                                  emocjami, nad którymi nie da sie zapanowac. teraz myślę, że te złe
                                                  emocje minęły i on na szczęście przestał patrzec na mnie jak na
                                                  idiotke i znowu sie usmiecha, jak tylko pozwole sobie spojrzec na
                                                  niego.

                                                  Jak widać nie tylko kobiety;)
                                                • Gość: galadriel Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.chello.pl 19.02.08, 14:56
                                                  Gość portalu: maricia napisał(a):

                                                  > mi juz ten okres minął kiedy miałam wyrzuty do niego.teraz to tylko boli, ale i
                                                  > to pewnie minie. no, ale jak byłam taka zła i wszystkie emocje we mnie
                                                  > eksplodowały to mu sie troche dostało. i zrobiłam dokładnie to, czego nie
                                                  > powinna robic żadna zakochana idiotka. nawrzucałam mu trochę. no i przez to on
                                                  > sie dowiedział, że jednak nie był mi obojetny. ale jak ja sobie później plułam
                                                  > w
                                                  > brode to chyba nikt tego sie nie dowie. dlatego maniamania radze Ci, żebys nigd
                                                  > y
                                                  > nie wyżywała sie na nim, bo to tylko go odstraszy, a Ty później będziesz mieć
                                                  > wyrzuty sumienia i będziesz czuc się jak idiotka. tylko, że kobieta czasami nie
                                                  > słucha sumienia i kieruje sie emocjami, nad którymi nie da sie zapanowac. teraz
                                                  > myślę, że te złe emocje minęły i on na szczęście przestał patrzec na mnie jak n
                                                  > a
                                                  > idiotke i znowu sie usmiecha, jak tylko pozwole sobie spojrzec na niego.

                                                  No i się popłakałam-ale ze mnie ślimok.Dziewczyny kopnijcie Ich w cztery litery.Pobawili się?,fajnie było?,I WYSTARCZY.Będziecie cierpieć przez dupków?(bez obrazy)Wiem że boli,będzie bolało-mnie też boli.Ale, nie pozwólcie sobie na to żeby jakiś facet oglądał wasze łzy,nie pokazujcie że cierpicie.Popłakać można w poduszke,ale na litość nie dawajcie im tej satysfakcji-nie docenią tego. Większość z nich nie myśli o stałych związkach,tylko o tym jakby się tu zabawić.A potem chwalą się przed kolegami ile to lasek zaliczyli albo ile się w nich podkochuje,czy który z nich ma największe powodzenie wśród kobiet.O MĄDROŚCI GDZIEŻEŚ SIĘ PODZIAŁA.(cholera sama wiecznie jej szukam-a ona wciąż gdzieś mi umyka).
                                                  • Gość: maricia Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 15:25
                                                    no, ale jak tu olać takich dupków, w końcu to dzięki nim przeżywamy takie
                                                    emocje. jakby facet był nudny i nie dostarczał nam żadnych emocji (dobrych czy
                                                    złych) to bysmy sie nim w ogóle nie interesowały. my podświadomie kochamy drani,
                                                    facetów prawdziwych z krwi i kości, którym nie żal biednych idiotek. w moim
                                                    instruktorze naprawdę nie kocha sie wiele dziewczyn, gdybyście go
                                                    widziały...uuu. normalnie smiech na sali. sama sie sobie dziwię czasami. i
                                                    dlatego wydaje mi się, ze jak on zrozumiał co dla mnie znaczył to zaczął
                                                    żałować, że w porę nic nie zrobił, jakos wyczytałam to w jego oczach. no, ale to
                                                    tylko takie moje tłumaczenie bez sensu. proszę, nie odbierajcie mi tego.. ale ja
                                                    głupia jestem, normalnie nie mogę
                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 16:06
                                                    Gość portalu: maricia napisał(a):

                                                    > proszę, nie odbierajcie mi tego..

                                                    Ok.
                                                    Też mam kilka takich świętych spraw;)
                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 16:08
                                                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                                                    > No i się popłakałam-ale ze mnie ślimok.Dziewczyny kopnijcie Ich w
                                                    cztery litery .Pobawili się?,fajnie było?,I WYSTARCZY.Będziecie
                                                    cierpieć przez dupków?(bez obrazy)Wiem że boli,będzie bolało-mnie
                                                    też boli.Ale, nie pozwólcie sobie na to że by jakiś facet oglądał
                                                    wasze łzy,nie pokazujcie że cierpicie.Popłakać można w poduszke,ale
                                                    na litość nie dawajcie im tej satysfakcji-nie docenią tego. Większo
                                                    > ść z nich nie myśli o stałych związkach,tylko o tym jakby się tu
                                                    zabawić.A potem chwalą się przed kolegami ile to lasek zaliczyli
                                                    albo ile się w nich podkochuje,czy który z nich ma największe
                                                    powodzenie wśród kobiet.O MĄDROŚCI GDZIEŻEŚ SIĘ PODZIAŁA.(cholera
                                                    sama wiecznie jej szukam-a ona wciąż gdzieś mi umyka).

                                                    Amen amen amen amen!
                                                    Kobieca duma górą!!!!! :D
                                                  • Gość: maricia Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 18:47
                                                    dzisiaj siedzę sobie w pracy, wyjrzałam przez okno na chwilę, patrze a tam stoi, on w środku tej zasranej elki. serce mało co mi nie wyskoczyło. nie wiedziałam po co stoi przy wejściu do budynku, może miałam nadzieję, że do mnie przyjechał...naiwniaczka. z kims z pracy jeździ. tylko z kim...hmm trzeba to wybadac;)
                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 18:59
                                                    Gość portalu: maricia napisał(a):

                                                    > dzisiaj siedzę sobie w pracy, wyjrzałam przez okno na chwilę,
                                                    patrze a tam stoi
                                                    > , on w środku tej zasranej elki. serce mało co mi nie wyskoczyło.
                                                    nie wiedziała
                                                    > m po co stoi przy wejściu do budynku, może miałam nadzieję, że do
                                                    mnie przyjech
                                                    > ał...naiwniaczka. z kims z pracy jeździ. tylko z kim...hmm trzeba
                                                    to wybadac;)

                                                    Bidaku. Też tak nieraz mam. Wybijam na fajka i kto? Instruktor.
                                                    A najlepsze jest to, że to wcale żaden pech. Ja sobie zdawałam
                                                    sprawę z lokalizacji mojej pracy. :)
                                                  • Gość: maricia Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 20:08
                                                    ciągle przeżywam to, że był tak blisko mnie, na wyciągnięcie ręki. wystarczyło tylko, żeby wszedł przez te drzwi..nie pukając, jak to on:) łzy same lecą...nie mogę...
                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 19.02.08, 21:32
                                                    Gość portalu: maricia napisał(a):

                                                    > ciągle przeżywam to, że był tak blisko mnie, na wyciągnięcie ręki.
                                                    wystarczyło
                                                    > tylko, żeby wszedł przez te drzwi..nie pukając, jak to on:) łzy
                                                    same lecą...nie
                                                    > mogę...

                                                    Nieee no. Bez przesady:)
                                                    Ja ostatnio z tęsnkoty za nim płakałam... NC, kiedy ostatni raz
                                                    płakałam z tęsknoty? Mi się wydaje, że w lutym/marcu, wtedy, jak
                                                    powiedział, że już nie będzie instruktorem. No ale to nie, to było
                                                    wycie z miłości, bo sobie uświadomiłam, ze go kocham, więc nie wiem.
                                                    Za to wiem, kiedy wyłam, bo mi dokopał: w ostatni piątek. I wiem,
                                                    kiedy zrobię to znowu: jutro.
                                                    Ja to w ogóle beczę tylko, jak mi ktoś dowali, raczej za nikim nie
                                                    tęsknię na tyle, żeby zaraz wyć.

                                                    Tylko za XxX tęsknię! ;(

                                                    Enek, ono tutaj, ono!
                                                  • Gość: XxX Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.08, 09:01
                                                    linia.frontu napisała:

                                                    > Ja to w ogóle beczę tylko, jak mi ktoś dowali, raczej za nikim nie
                                                    > tęsknię na tyle, żeby zaraz wyć.
                                                    >
                                                    > Tylko za XxX tęsknię! ;(

                                                    Czym jest nasza przeszłość?
                                                    Gdzie są jej granice?
                                                    To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym?
                                                    Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co jednak minęło?
                                                    Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje
                                                    tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą.
                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 20.02.08, 09:11
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > linia.frontu napisała:

                                                    > > Tylko za XxX tęsknię! ;(

                                                    > Czym jest nasza przeszłość?
                                                    > Gdzie są jej granice?
                                                    > To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za
                                                    czym? Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co jednak minęło?
                                                    Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje
                                                    tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą.

                                                    A kto mi Marka cytował?????????????
                                                    Zresztą nic nie minęło. Prawda??? :)
                                                  • Gość: XxX Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.08, 11:25
                                                    .....nie widziałem jeszcze ludzi, którzy spotkaliby sie w dobrym
                                                    miejscu życia. Takiego miejsca w życiu nie ma i być nie może.
                                                    Zawsze zdaje się, że jest zbyt późno,czy zbyt wcześnie. Że zbyt
                                                    wiele doświadczenia, albo że zbyt mało. Zawsze coś stoi na
                                                    przeszkodzie. To nie może mieć znaczenia....
                                                  • Gość: maricia Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.08, 11:42
                                                    cholera, łapie sie na tym, że ciągle patrze przez okno w nadziei, że go tam
                                                    zobaczę... jak go nie widzę, to jeszcze sie jakos trzymam. czasami to nawet mi
                                                    sie wydaje, że juz mi mija powoli, ale wystarczy, że gdzies go zobaczę, albo po
                                                    prostu mam zły dzień i juz...dzisiaj byłoby dobrze, gdyby mi wczoraj nie
                                                    zakłócił mojego życia, znowu...
                                                  • linia.frontu Re: Tęsknie...wciąż...nie wytrzymam. 20.02.08, 12:26
                                                    Gość portalu: maricia napisał(a):

                                                    > cholera, łapie sie na tym, że ciągle patrze przez okno w nadziei,
                                                    że go tam
                                                    > zobaczę... jak go nie widzę, to jeszcze sie jakos trzymam. czasami
                                                    to nawet mi
                                                    > sie wydaje, że juz mi mija powoli, ale wystarczy, że gdzies go
                                                    zobaczę, albo p
                                                    > o
                                                    > prostu mam zły dzień i juz...dzisiaj byłoby dobrze, gdyby mi
                                                    wczoraj nie
                                                    > zakłócił mojego życia, znowu...

                                                    każesz mi żyć każesz mi żyć już tylko dla siebie czasem karmisz mnie
                                                    okruchem chwili tylko cudem wyrwanej calemu światu potem następny
                                                    dzień na przemian płacz i sen a gdy przestaję czuć powracasz znów
                                                  • linia.frontu Koniec Pszczoły.... 20.02.08, 12:18
                                                    Wymieniają ją na jakąś zakichaną dz... ;(

                                                    Mógłbym Ci powiedzieć, że jeżdżenie jest jak kobieta i jeśli się ją
                                                    kocha, to wtedy boisz się, że nie jesteś dosyć dobry dla niej i że
                                                    nie starczy Ci życia, aby się nią nacieszyć. Ale to czujesz tylko
                                                    wtedy, jak naprawdę kochasz, bo nie obchodzi Cię przecież, co powie,
                                                    czy pomyśli o Tobie dz.wka, z którą gdzieś tam śpisz, a rano
                                                    wychodzisz na palcach, żeby jej nie obudzić i żeby już z nią nie
                                                    gadać. Ja to wszystko wiem.
                                                  • Gość: XxX .......... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.08, 12:40
                                                    Gdybym nie miał ciebie, nie chciałoby mi się żyć. Ty jesteś teraz
                                                    jedyną rzeczą, w którą wierzę naprawdę. Ty, nic więcej. Mam chyba
                                                    prawo tak myśleć. Gdybym nie miał ciebie, zrobiłbym wszystko, aby
                                                    się zgnoić do końca, tak, żeby już nigdy nie kochać, nigdy nie
                                                    wierzyć i nigdy nie cierpieć. Bez ciebie ta strona krat nie ma dla
                                                    mnie sensu, tak samo jak i tamta. Rozumiesz?
                                                  • linia.frontu Re: .......... 20.02.08, 14:18
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > Gdybym nie miał ciebie, nie chciałoby mi się żyć. Ty jesteś teraz
                                                    > jedyną rzeczą, w którą wierzę naprawdę. Ty, nic więcej. Mam chyba
                                                    > prawo tak myśleć. Gdybym nie miał ciebie, zrobiłbym wszystko, aby
                                                    > się zgnoić do końca, tak, żeby już nigdy nie kochać, nigdy nie
                                                    > wierzyć i nigdy nie cierpieć. Bez ciebie ta strona krat nie ma dla
                                                    > mnie sensu, tak samo jak i tamta. Rozumiesz?


                                                    - Nowe wozy.

                                                    Patrzyli w milczeniu; a potem widzieli je, jak wyjeżdżają z szosy i
                                                    skręcają w dolinę.

                                                    - Jadą - powtórzył Zabawa.

                                                    - Tak - powiedział Warszawiak - widzę. Teraz jadą naprawdę. I
                                                    czerwony jest - ten dla Orsaczka. I dla Partyzanta także, na nim
                                                    mógłby przejechać przez piekło, nie przez zakręt. I dla Dziewiątki,
                                                    i dla Apostoła. Nowe, dobre samochody. Jadą. Teraz.


                                                    Ja się właśnie jutro będę gnoić do końca - i tym razem uda mi się to
                                                    chyba na pewno. Będzie impreza u Innego Instruktora, a potem już nie
                                                    będzie czego kochać, w co wierzyć, ani po co cierpieć...;)
                                                  • Gość: galadriel Re: .......... IP: *.chello.pl 20.02.08, 14:56
                                                    linia.frontu napisała:
                                                    > Ja się właśnie jutro będę gnoić do końca - i tym razem uda mi się to
                                                    > chyba na pewno. Będzie impreza u Innego Instruktora, a potem już nie
                                                    > będzie czego kochać, w co wierzyć, ani po co cierpieć...;)

                                                    ooooo co ja tu czytam...?Linia, czyżby nareszcie zmiana instruktora!
                                                    No co ty -nie dramatyzuj,teraz może być tylko lepiej.
                                                    I nie pisz mi tu że nie będzie kogo kochać,ani w co wierzyć-BĘDZIE-i to jeszcze nie raz!!tyle tylko że w ,,innym świecie,,i innych ludzi.
                                                    TYLKO UWAGA-historia uwielbia się powtarzać......
                                                  • linia.frontu Re: .......... 20.02.08, 15:42
                                                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                                                    > linia.frontu napisała:
                                                    > Ja się właśnie jutro będę gnoić do końca - i tym razem uda mi
                                                    > się to chyba na pewno. Będzie impreza u Innego Instruktora, a
                                                    > potem już nie będzie czego kochać, w co wierzyć, ani po co
                                                    > cierpieć...;)

                                                    ooooo co ja tu czytam...?Linia, czyżby nareszcie zmiana instruktora!

                                                    Tak, w pewnym sensie tak.

                                                    > No co ty -nie dramatyzuj,teraz może być tylko lepiej.

                                                    Nie dramatyzuję. Z pewnością będzie oooooostra jazda.
                                                    A o to przecież w końcu chodzi.

                                                    > I nie pisz mi tu że nie będzie kogo kochać,ani w co wierzyć-BĘDZIE-
                                                    > i to jeszcze nie raz!!tyle tylko że w ,,innym świecie,,i innych
                                                    > ludzi.

                                                    Akurat w tym wypadku to będzie kogo, hm, kochać;)

                                                    > TYLKO UWAGA-historia uwielbia się powtarzać......

                                                    W wersji formalnej - tak, ale na pewno nie w swerze emocjonalnej;)


                                                    My nie będziemy jeździć, tylko walić czystą:D
                                                  • Gość: galadriel Re: .......... IP: *.chello.pl 20.02.08, 18:43
                                                    linia.frontu napisała:

                                                    > My nie będziemy jeździć, tylko walić czystą:D

                                                    OOOOO matko!!!!
                                                  • jola.urbanska Re: .......... 20.02.08, 21:16
                                                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                                                    > linia.frontu napisała:
                                                    >
                                                    > > My nie będziemy jeździć, tylko walić czystą:D
                                                    >
                                                    > OOOOO matko!!!!

                                                    No co no...:)
                                                    Nie zbrodnia:)
                                                  • linia.frontu Re: .......... 20.02.08, 21:27
                                                    jola.urbanska napisała:

                                                    > No co no...:)
                                                    > Nie zbrodnia:)

                                                    Neeee. :DDD
                                                  • Gość: XxX Re: .......... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.08, 09:28
                                                    "Niech nie ośmielą się wydawać sądów o wódce ci, którym nie jest ona
                                                    potrzebna. Jeśli ludzkość osiągnęła dotychczas cokolwiek trwałego w
                                                    sensie ducha, to właśnie alkohol."
                                                  • Gość: galadriel Re: .......... IP: *.chello.pl 21.02.08, 12:00
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > "Niech nie ośmielą się wydawać sądów o wódce ci, którym nie jest ona
                                                    > potrzebna. Jeśli ludzkość osiągnęła dotychczas cokolwiek trwałego w
                                                    > sensie ducha, to właśnie alkohol."


                                                    witaj XxX.Nie wiem czy do mnie pijesz-ale ci coś napisze. Alkohol nie jest mi potrzebny do szczęścia.I napewno nie jest tym co tygryski lubią najbardziej.Ale wszystko jest dla ludzi i wcale go nie neguje.Mi też pomógł pare razy...zapomnieć.Tylko że potem miałam cholernego kaca a problem i tak pozostał.
                                                    A co do zapominania....wczoraj mój były instruktor omal nie przejechał mi po stopach... i nic...ani cześć ani pocałuj mnie w d...e.Popatrzył się, skręcił i pojechał.I co? czyja to wina? MOJA!!! bo zamiast uczyć sie jeżdzić jak kursant to szukałam niewiem czego? kumpla? Czasami mam już dość roboty, tego prawka i wszystkich wokoło.Nawet mój nowy instruktor powiedział mi dziś na lekcji że coś jest ze mną nie halo.Ale wiecie co? Nie poddam się- za żadne skarby.Choćbym miała paść pyskiem na ziemie.Kiedyś zrobie to prawko.A do JWPIKN i tak sie pierwsza nie odezwe- wkońcu to on kopnął mnie w dupe a nie na odwrót.A może już wogóle nie będziemy ze sobą rozmawiać....
                                                  • Gość: maricia Re: .......... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.08, 12:14
                                                    a ja juz mam prawko. juz w sumie od 4 miesiecy je mam i jak na złośc(hmm) udało
                                                    mi się za pierwszym razem. pochwały naleza sie mojemu instruktorowi(czyzby
                                                    tylko?). bardzo nie chciałam go zawieźć, no i sie udało. bardzo był szczęsliwy,
                                                    że tak mnie nauczył, pewnie piórka mu urosły z dumy. on szczęsliwy, a ja..no bez
                                                    przesady tak źle chyba ze mna nie jest. cholernie tęsknie tylko
                                                  • linia.frontu Re: .......... 21.02.08, 16:12
                                                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                                                    > Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > > "Niech nie ośmielą się wydawać sądów o wódce ci, którym nie jest
                                                    ona potrzebna. Jeśli ludzkość osiągnęła dotychczas cokolwiek
                                                    trwałego w sensie ducha, to właśnie alkohol."


                                                    > witaj XxX.Nie wiem czy do mnie pijesz-ale ci coś napisze. Alkohol
                                                    nie jest mi potrzebny do szczęścia.I napewno nie jest tym co
                                                    tygryski lubią najbardziej.Ale wszystko jest dla ludzi i wcale go
                                                    nie neguje.Mi też pomógł pare razy...zapomnieć.Tylko że potem miałam
                                                    cholernego kaca a problem i tak pozostał.

                                                    Nee, XxX do mnie pije, to z Hłaski, XxX mówi mi, że mnie rozumie, że
                                                    się idę... nazwę go Nieczesław, że się z Nieczesławem idziemy
                                                    wyrabiać dramatycznie. To znaczy to nie jest pewne, jak towarzystwo
                                                    nie dopisze, a jak się będziemy we dwójkę wyrabiać dramatycznie, to
                                                    wyjdzie ósmy dzień tygodnia, więc ustalamy.

                                                    > A co do zapominania....wczoraj mój były instruktor omal nie
                                                    przejechał mi po stopach... i nic...ani cześć ani pocałuj mnie w
                                                    d...e.Popatrzył się, skręcił i po jechał.I co? czyja to wina?
                                                    MOJA!!! bo zamiast uczyć sie jeżdzić jak kursant to szukałam
                                                    niewiem czego? kumpla?

                                                    Szczyt wszystkiego!!!! Chrzań typka!!! To właśnie pokazuje
                                                    doskonale, na jakim jest poziomie! :)


                                                    Czasami mam już dość roboty, tego prawka i wszystkich wokoło.

                                                    O, a to się ze sobą wiąże?:D
                                                    Ok, może nie będę wnikać.

                                                    Nawet mój nowy instruktor powiedział mi dziś na lekcji że coś jest
                                                    ze mną nie halo.Ale wiecie co? Nie poddam się- za żadne skarby.
                                                    Choćbym miała paść pyskiem na ziemie.Kiedyś zrobie to prawko.A do
                                                    JWPIKN i tak sie pierwsza nie odezwe- wkońcu to on kopnął mnie w
                                                    dupe a nie na odwrót.A może już wogóle nie będziemy ze sobą
                                                    rozmawiać....

                                                    Ja się boję, że mi mój INJ tak właśnie powie, ten nowy. Nie
                                                    Nieczesław, Nieczesław jest od wódki.
                                                    Ja też! I się zawzięłam! Pokażę gnojowi! Zdam tym razem! A jak nie
                                                    tym, to następnym! To jest najlepsza metoda - pojechać kobiecie po
                                                    ambicji, ja mu nie dam tej satysfakcji, muszę zdać!!! Nie wiem, jak
                                                    to zrobię, ale zrobię to!
                                                  • Gość: linia Re: .......... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.08, 18:48
                                                    się z Nieczesławem idziemy
                                                    > wyrabiać dramatycznie.

                                                    Na szczęście nie idziemy, pomysł padł, a mnie głowa boli i mam dość
                                                    wszystkiego po tej teorii, cały dzień bez szamy;(
                                                    I stres... kurde, naprawdę. Może wpadnę wieczorem i coś napiszę na
                                                    ten temat, trochę wreszcie o prawku pogadam, mam newsy z
                                                    Odlewniczej:)
                                                  • Gość: galadriel Re: .......... IP: *.chello.pl 22.02.08, 12:13
                                                    linia.frontu napisała:
                                                    > Ja się boję, że mi mój INJ tak właśnie powie, ten nowy. Nie
                                                    > Nieczesław, Nieczesław jest od wódki.
                                                    > Ja też! I się zawzięłam! Pokażę gnojowi! Zdam tym razem! A jak nie
                                                    > tym, to następnym! To jest najlepsza metoda - pojechać kobiecie po
                                                    > ambicji, ja mu nie dam tej satysfakcji, muszę zdać!!! Nie wiem, jak
                                                    > to zrobię, ale zrobię to!

                                                    LINIA....zróbmy to...
                                                  • linia.frontu O instruktorach słow kilka 23.02.08, 01:32
                                                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                                                    > LINIA....zróbmy to...

                                                    Cooo? ;p

                                                    Mój Instruktor zachował się ok - kiwnął wymownie głową na wieść o
                                                    moim doszkalaniu z innym, i koniec tematu. I jak się go zapytałam o
                                                    to, czy płynu hamulcowego nie powinno nigdy ubywać i
                                                    dlaczego, 'nigdy' wyjaśnił mi i powiedział, że spoko i wszystko
                                                    sobie przypomnę. Zachował się z klasą i w porządku - nie
                                                    spodziewałam się. Naprawdę z klasą.

                                                    Za to inny, którego też znam:

                                                    Ja: - pokaż mi, gdzie się ustawia lusterka w Yarisie?
                                                    Bekający instruktor: - Instruktor cię nauczy.
                                                    Ja: - Nie mozesz pokazać?
                                                    Bekający instruktor: - Wiesz ile kosztuje godzina doszkalania?...
                                                    Ja: - Masz rację. INSTRUKTOR mnie nauczy.

                                                    Fraker od trzymania sprzęgła i zapominania o przerobieniu
                                                    równoległego. I nawet Yaris mu nie pomoże. Pytam go kiedyś, dawno:
                                                    - nauczysz mnie?
                                                    - jak zapłacisz.

                                                    To się nazywa podejście, naprawdę polecam tego Pana, zaangażowanie w
                                                    pracę i chęć przekazania wiedzy!


                                                    XxX, gdzieś Ty??? ;/
                                                  • Gość: galadriel Re: O instruktorach słow kilka IP: *.chello.pl 23.02.08, 08:01
                                                    linia.frontu napisała:

                                                    > Gość portalu: galadriel napisał(a):
                                                    >
                                                    > > LINIA....zróbmy to...
                                                    >
                                                    > Cooo? ;p

                                                    zróbmy to cholerne prawko,żeby mi już NIKT nie musiał udowadniać,że jest miły bo mu za to płace.A jak przestane to już nie musi....
                                                    Tylko że u mnie godzina zero wybije za pare dni,i boje się że znowu szlag mnie trafi...a to będzie 4 raz.
                                                  • linia.frontu Re: O instruktorach słow kilka 23.02.08, 10:28
                                                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                                                    > linia.frontu napisała:
                                                    >
                                                    > > Gość portalu: galadriel napisał(a):
                                                    > >
                                                    > > > LINIA....zróbmy to...
                                                    > >
                                                    > > Cooo? ;p
                                                    >
                                                    > zróbmy to cholerne prawko,żeby mi już NIKT nie musiał
                                                    udowadniać,że jest miły b
                                                    > o mu za to płace.A jak przestane to już nie musi....
                                                    > Tylko że u mnie godzina zero wybije za pare dni,i boje się że
                                                    znowu szlag mnie
                                                    > trafi...a to będzie 4 raz.

                                                    Mój też za parę dni!!! I też 4 raz;)
                                                  • Gość: XxX Re: O instruktorach słow kilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.08, 13:38
                                                    linia.frontu napisała:

                                                    > XxX, gdzieś Ty??? ;/


                                                    ;)
                                                    ...Rozłąka osłabia mierne uczucie, a wzmaga wielkie,
                                                    jak wiatr gasi świecę, a rozpala ogień...

                                                  • Gość: maniamania Re: ostatnio widzialam sie... IP: *.adsl.inetia.pl 23.02.08, 19:13
                                                    ...z nim, zacze3pil mnie na miescie, juz myslalam ze udaje mi sie
                                                    jakos egzystowac w miare normalnie nie widujac go, ogolnie bez jazd
                                                    czuje sie jak palacz, ktoremu odcieto dostep do fajek...,
                                                    uswiadomilam sobie ze to facet ktory jest zajety, dotarlo do mnie to
                                                    na dobre, przyznam szczerze ze pozno ale jednak, juz myslalam ze nie
                                                    mysle o nim, ale podswiadomie gdzies tam tkwil, i znow musialam go
                                                    spotkac...pogadalam chwilke, tzn poczatkowo udawalam ze nie widze
                                                    przeciez nie bede leciec do niego, przechodze...i nagle...az mnie
                                                    sparalizowalo...odezwal sie, zapytal jak u mnie? spojrzalam na ten
                                                    usmiech i w te oczy...o matko nie moge...no coz mialam powiedziec?
                                                    ok! gdyby wiedzial...o matko nie moge, nie chce juz myslez o nim,
                                                    nie chce widziec tego usmiechu, nie chce.....nie chce, nie chce:( on
                                                    ma cos w sobie takiego, co nie pozwala zapomniec. Ehhh jakos to
                                                    bedzie, nie moge juz tak rozmyslac, przeciez to glupie! on tymczasem
                                                    jest szczesliwy, ciesze sie z tego, przynajmniej niech on jest,
                                                    dlatego ja musze odnalezc szczescie gdzies indziej:(
                                                  • Gość: :( Re: ostatnio widzialam sie... IP: *.173.27.161.tesatnet.pl 14.07.08, 00:09
                                                    Mój instruktor tez był cudowny miał to coś, ale miał także żone i
                                                    dwojke dzieci :( ale był troche dziwny czesto całował mnie po
                                                    policzku hihihi
                                                  • linia.frontu Re: O instruktorach słow kilka 24.02.08, 16:01
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > linia.frontu napisała:
                                                    >
                                                    > > XxX, gdzieś Ty??? ;/
                                                    >
                                                    >
                                                    > ;)
                                                    > ...Rozłąka osłabia mierne uczucie, a wzmaga wielkie,
                                                    > jak wiatr gasi świecę, a rozpala ogień...

                                                    Specjalnie dla Ciebie urwałam się z psycholingwistyki ;)

                                                    Dokąd teraz idziesz? Co czujesz, co myślisz? Gdzie cię znaleźć w tej
                                                    gmatwaninie pijaństwa, betonu, bredni i wygłupów? Żebym chociaż
                                                    mogła wiedzieć, jak wyglądasz w tej chwili? Czy spotkamy się jutro?
                                                    A jeśli tak, co powiemy sobie w pierwszej chwili?

                                                    Ty nie nastawiaj moich miernych uczuć na tak ciężkie próby, jak cały
                                                    dzień bez jednego posta!!!
                                                    W przyszłym tygodniu jeżdżę, to przyszłam sobie poczytam podręcznik
                                                    kierowcy, może w końcu zrobię ten opis Yarka - wieczór mój :DDD
                                                  • Gość: XxX Re: O instruktorach słow kilka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.08, 18:45
                                                    linia.frontu napisała:
                                                    >Dokąd teraz idziesz? Co czujesz, co myślisz? Gdzie cię znaleźć w
                                                    >tej
                                                    > gmatwaninie pijaństwa, betonu, bredni i wygłupów? Żebym chociaż
                                                    > mogła wiedzieć, jak wyglądasz w tej chwili? Czy spotkamy się
                                                    jutro?
                                                    > A jeśli tak, co powiemy sobie w pierwszej chwili?


                                                    ...Pytania są niebezpieczne,
                                                    Nie ruszaj ich, będą spały.
                                                    Zapytasz - zbudzisz, i znacznie więcej
                                                    Niż myślisz pytań powstanie...
                                                  • linia.frontu Re: O instruktorach słow kilka 24.02.08, 23:33
                                                    Gość portalu: XxX napisał(a):

                                                    > ...Pytania są niebezpieczne,
                                                    > Nie ruszaj ich, będą spały.
                                                    > Zapytasz - zbudzisz, i znacznie więcej
                                                    > Niż myślisz pytań powstanie...

                                                    - Przecież ja to wiem i bez ciebie – rzekł. – Ty nie wiesz czasem,
                                                    po jakiego diabła ja pytam? :)))

                                                    - Bardzo mnie nienawidzisz? - zapytałem. Odwróciła się.
                                                    - Jeśli kiedyś zajdę w ciążę, pójdę do najgorszej akuszerki w
                                                    mieście - powiedziała. - I dam jej się zepsuć. Tak, aby nic zostało
                                                    we mnie nawet wspomnienie mężczyzny. I dam jej się zepsuć tak, aby
                                                    nigdy nie urodzić innego mężczyzny, który będzie wlókł za sobą inną
                                                    kobietę w śmieszność. Do takiej akuszerki, która kładzie cię na
                                                    kanapie i rozkracza między dwoma krzesłami, i mówi przy tym: „Nic
                                                    się nie bój, aniołku, wszystko będzie dobrze.” Ale nigdy nie jest
                                                    dobrze. Chcę być pusta na zawsze i dla każdego.
                                                    - Ale przecież chcesz mnie pamiętać.
                                                    - Nie chcę, żeby pamięć o tobie żyła w innym człowieku. Nawet jeśli
                                                    miałabym dziecko z innym, myślałabym, iż to jest twoje. Nie
                                                    rozumiesz tego, idioto?
                                                    - To dlatego, iż nie umiałem się zabić - powiedziałem. - O to ci
                                                    chodzi, prawda? Nie umiałaś niczego zachować, więc chcesz wszystko
                                                    zniszczyć. Ale nie uda ci się nawet i to.
                                                  • linia.frontu Re: .......... 20.02.08, 21:27
                                                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                                                    > linia.frontu napisała:
                                                    >
                                                    > > My nie będziemy jeździć, tylko walić czystą:D
                                                    >
                                                    > OOOOO matko!!!!

                                                    Spoko, znamy się prywatnie, nie wyjeździłam z nim... no dobra,
                                                    jeździłam z nim 15 minut:D
                                                    Ale to nie następny romans.
                                        • linia.frontu Re: ;( 18.02.08, 16:31
                                          Dlaczego wszystko, co sprawia nam radość, wszystko, czemu
                                          przypisujemy urok piękna, wszystko, co odziewamy w szatę ideału,
                                          kończy się czymś brudnym, głupim, nędznym lub śmierdzącym, dlaczego
                                          nietrwałość jest cechą absolutu, a wzniosłość i triumf nie są jego
                                          finałem? Miłość kona w znudzeniu, upodleniu lub zazdrości, dobroć w
                                          spektakularnych filantropiach, książka w składzie makulatury, poezja
                                          w ocenach szkolnych belfrów, konie wyścigowe w jatkach rzeźników,
                                          demokracja w tłumie, wolność w ZOO, sława w megalomanii, wiedza w
                                          pysze, cacka na śmietniku?!?

                                          - Za bardzo kochała. Te właśnie psują wszystko najszybciej i
                                          najdokładniej. Chcą dostać tyle samo, ile dają, i pewnego dnia wali
                                          się wszystko. Wtedy odchodzą.


                                          W miłości milczenie lepsze jest niż mowa. Dobrze jest być
                                          zmieszanym. Jest wymowa milczenia, która przenika bardziej niż
                                          zdołałyby to uczynić słowa...

                                          Zawsze chciałem ci po¬wiedzieć, jak bardzo cię kocham, i nigdy tego
                                          nie umiałem. A teraz to już bez znaczenia.
    • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.08, 10:16
      Wyobrażam sobie jaki ten temat jest juz nijaki, oklepany, nudny,
      tandetny...ta cala historia tzn o instruktorze bo to wkoncu ja
      zalozylam ten glupiutki temat, to beznadziejne...wiem,ale jednak
      wiele osob to czyta(lo) wiadomo jakie zakonczenie bedzie
      przewidywalne...nudne, ale jednak,dla mnie ta cala historia jest
      przykra ale meczaca juz, tymczasem nadal tu wchodze i nie moge
      oprzec sie napisaniu czegos, pomimo ze ten temat nie pozwala mi
      zapomniec, nie pozwala mi przestac myslec o nim, ale jednak nie
      potrafie sie powstrzymac, obsesja:)
      • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.08, 10:22
        Zreszta sama wpakowalam sie w to, w co w podswiadomosci
        niewierzylam, wiedzialam ze niema sensu a jednak,wiedzac to teraz i
        tak nie potrafie myslec o nim zle:)
        • Gość: linia.frontu Zakończenie.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.08, 11:25
          Możemy też zrobić kawałek dobrej prozy. Możemy to zrobić tak, że z
          tego kawałka tekstu wyjdziemy wszystkie chore, zgnojone i tak dalej.
          Mam na to ochotę - uwielbiam takie teksty.

          A może jednak uwydatnić zakończenie?
          Mania, wkręciłam się w to opowiadanko, weź mi pomóż:)))
          • Gość: maniamania Re: Zakończenie.. IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.08, 12:15
            linio z niecierpliwoscia czekam na twojego autorstwa zakonczenie:)
            • Gość: maniamania Re: Zakończenie.. IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.08, 12:18
              oj fakt z tego wszystkiego wyszlaby niezla powiesc, nudna nijaka ale
              za to jaka prawdziwa...naprawde sietny material! linio do dziela! :))
      • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 25.01.08, 12:11
        Gość portalu: maniamania napisał(a):

        > Wyobrażam sobie jaki ten temat jest juz nijaki, oklepany, nudny,
        > tandetny...ta cala historia tzn o instruktorze bo to wkoncu ja
        > zalozylam ten glupiutki temat, to beznadziejne...wiem,ale jednak
        > wiele osob to czyta(lo) wiadomo jakie zakonczenie bedzie
        > przewidywalne...nudne, ale jednak,dla mnie ta cala historia jest
        > przykra ale meczaca juz, tymczasem nadal tu wchodze i nie moge
        > oprzec sie napisaniu czegos, pomimo ze ten temat nie pozwala mi
        > zapomniec, nie pozwala mi przestac myslec o nim, ale jednak nie
        > potrafie sie powstrzymac, obsesja:)

        Ale to nie o to chodzi - w tym tkwi właśnie cała siła opowiadania.
        Przeczytaj Ósmy - jak kończysz książkę, to Ci się chce wyć, a jej
        klimat najlepiej obrazują słowa Grzegorza: "To samobójstwo nie może
        się udać, Agnieszka, w tej historii nic nie może się udać" - i
        rzeczywiście, nie udaje im się nic. Jest cudowny, ciągle do niego
        wracam, a jest tam tak nijako, nudno, tandetnie, a temat jest tak
        oklepany: historia dwojga ludzi, którzy spotkali się..., że naprawdę
        chce płakać Ci się chce. I nie możesz przestać. Hłasko by zrobił z
        tego taką powieść, że naprawdę wyszłybyśmy chore. Ósmy kończy się
        tak, że nic się nie rozwiązuje, wszyscy są tylko trochę bardziej
        zgnojeni. On był najlepszy w te klocki, to od jego miłości ucieka
        się z rękami, jak od rozpalonego żelaza, ale Hłasko pisze prawdę, a
        prawda jest jaka? Nijaka, oklepana, nudna, tandetna, ale w tym tkwi
        właśnie jej siła. Ja Ci mówię, że te nasze macanki to świetny
        materiał na książkę, trzeba tylko wiedzieć, jak ją napisać, a Hłasko
        właśnie wiedział.
        • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 25.01.08, 22:03
          wiecie co dziewczyny-napiszcie tą powieść!!!Kurcze wyciepne wszystkie harleqiny.:))
          • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 25.01.08, 22:56
            Gość portalu: galadriel napisał(a):

            > wiecie co dziewczyny-napiszcie tą powieść!!!Kurcze wyciepne
            wszystkie harleqiny
            > .:))

            Co to znaczy "wyciepne"? I z jakiej to "gwary";) - bo szczerze
            mówiąc nie znam..
            Myśmy już z jedną forumowiczką napisały ponad dwustustronicową
            powieść o prawku, ale nie do użytku publicznego!
            A tak na poważnie - zaraz od powieści, może najpierw trochę krótsza
            forma literacka;). A tak naprawdę na poważnie - Hłasko kiedyś
            napisał, że jeśli zabierasz się za pisanie, przekraczasz ostatnią
            granicę wstydu, i że dla niego jest to rzecz bardziej intymna od
            łóżka, miał rację. Gdybym umiała to naprawdę dobrze napisać, a wiem,
            że nie potrafię, to byłoby o czym - bo ważne jest też to, żeby było
            o czym, naprawdę trzeba mieć co opowiedzieć. Tylko, że to zupełnie
            bez sensu:).
            • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 26.01.08, 00:03
              wyciepne tzn wyrzuce inaczej wychrzanie-jak to kiedyś komuś napisałaś o telefonie(podobało mi się)-jestem z Katowic.
              • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 27.01.08, 16:23
                Gość portalu: galadriel napisał(a):

                > wyciepne tzn wyrzuce inaczej wychrzanie-jak to kiedyś komuś
                napisałaś o telefonie(podobało mi się)-jestem z Katowic.

                Chodzi o ten motyw, że wyrzucam telefon, żeby do niego nie dzwonić,
                a i tak znam ten numer na pamięć? Gdybyś zobaczyła mój telefon,
                wcale nie uznałabyś tego, za mało prawdopodobne;)
                Możesz spokojnie przywłaszczać sobie moje złote myśli - nie pamiętam
                połowy z nich, więc i tak się nie zorientuję;)
                Jak chcesz poczytać kawałek dobrej prozy o kawałku gó..anej,
                trudnej miłości - polecam Marka, ja i tak nigdy nie napiszę niczego
                lepiej. NC właśnie czyta ósmy, dobre na początek, ale cmentarze i
                następnego powinna czytać na końcu - do tego trzeba dojrzeć, jeśli
                to teraz przeczyta, nie będzie mogła patrzeć na Marka.
                Polecam też Agnieszkę Drotkiewicz: Paris London Dachau - książka o
                miłości "patologicznej", dobra, w stylu Sary Kane, odrobinę naiwna,
                z poczuciem humoru.
                Rudnicki też doskonale oddaje w swej "Niekochanej" uzależnienie od
                faceta, który ma nas w głębokim poważaniu, aczkolwiek to się ciężko
                czyta.
                • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 27.01.08, 18:50
                  dokładnie-tym bardziej że sama też tak zrobiłam(z telefonem).A co do Hłaski- napewno przeczytam.Pozdrowionka.
                  • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 27.01.08, 19:02
                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                    > dokładnie-tym bardziej że sama też tak zrobiłam(z telefonem).

                    Hahaha, mój zawsze gdzieś "ląduje", ale renesans jego lotów przypadł
                    na czasy byłego. Teraz instruktor się ze mnie śmieje, że zrobi u
                    siebie w firmie zrzutkę dla potrzebujących i kupi mi chociaż
                    obudowę. Ale on nic nie rozumie: to jest telefon PO PRZEJŚCIACH, ot.
                    Więc zostaje. Zresztą, włączymy go do naszej powieści:)
    • Gość: mania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.08, 13:03
      ja widze scenariusz,mam ich wiele w mojej chorej wyobrazni,a nudne
      jak flaki w oleju ale jakie prawdziwe,choc tak sie nie stalo ale
      moglo... jakby to sie potoczylo...dziewczyna zostaje kochanka
      swojego nauczyciela jazdy:))) choc wie ze jego stan cywilny to jekas
      bariera, z czasem jednak bariery przestaja istniec, zostaje
      pozbawiona skrupulow kochanka...ze swiadomoscia ze nigdy nie bedzie
      ta jedyna,gdy na poczatku bronila sie rekami i nogami, bo gdzies tam
      jest dzieciak ktory czeka na tatusia... teraz pakuje sie w to chore
      gowno,ktore on zapoczatkowal,w ten chory egoistyczny zwiazek, choc
      wszyscy wiedza ze to jest nudne i nie ma sensu, chore, ona tez jest
      chora,zgnojona co pociaga sznurek innych wydarzen, wszystko jest tak
      nudne i chore, ale dalej w to brną i nie potrafia wyjsc...a w
      zakonczeniu nie ma nic ciekawego, bo bylo do przewidzenia, kurs sie
      konczy i tyle:D a on staje sie jej obsesja.To przyklad a przykladow
      jest wiele, w mojej chorej wyobrazni historii takich roznych klebilo
      sie naprawde wiele:)) ale tylko na to moge sobie pozwolic, na
      wyobraznie...w rzeczywistosci zdalam sie na rozum jednak i chybaaa
      nie zaluje bo wiem jakby tos ie skonczylo:) nie, no to jak
      harlekin :D linio where are youoooo?
      • Gość: mania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.08, 13:09
        ale mi sie nudzi:) to forum jest the best, tan temat jeszcze lepszy,
        taki nudny ale sie uzaleznilam:)
        • Gość: linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.08, 00:26
          Wiesz co, Mania - musisz to przemielić. Prawdopodobnie nie było
          między wami nic naprawdę, jesteś zafascynowana i masz przed oczami
          obraz idealnego faceta. Też to przerabiałam, przez pierwszych 50
          godzin, żeby Cię nie okłamać. Ale miałam też okazję poznać go nie
          tylko w eLce, od ładnych kilku miesięcy przrabiałam jego olewanie,
          jego nieprzyjemny ton, jego krzyki (ten którego 'nie da się
          wyprowadzić z równowagi' musi mieć poważny powód do krzyku - nie
          byłam święta, oj nie). Wiesz, dziś sobie wspomilaliśmy nasz kurs, i
          mówiłam mu coś w stylu:
          - Wiesz, no przyznasz przynajmniej, że jeśli mówiłam, że czegoś nie
          umiem, to było to na zasadzie "mój boski, wspaniały, cudowny
          instruktor" uczy mnie najlepiej na świecie, a tylko ja, glupia, nie
          mogę nic pojąć, miałeś autorytet..
          - A kiedy go straciłem? (...) - głupio mi się zrobiło, ale nie było
          już potrzeby ściemniać, on doskonale wiedział, że stracił go i miał
          rację, kiedy sam odpowiedział sobie na to pytanie. A stracił go na
          samym początku i dlatego nie mogło nic z tego wyjść, bo jeśli go coś
          we mnie kręciło, to właśnie moje zapatrzenie w Instruktora, czuł sie
          dowartościowany. Decyzja, która miała mnie do niego przybliżyć,
          oddaliła nas o lata świetlne, ale było to nieuniknione, kwestia
          czasu, w innych okolicznościach trwaloby po prostu trochę dłużej.
          Więc te kilka miesięcy, tak od lipca, tak myślę, bo od 3 podejścia,
          to był okres, kiedy poznawaliśmy te nasze niefajne strony i już
          miałam okazję przemielić to właśnie olewanie, nieprzyjemny ton,
          zbywanie, utrudnianie mi życia;); było to ewokowane stratą tegoż
          autorytetu, to dla mojego instruktora chyba gorsze od wszystkiego,
          ale nie bawimy się tu w zgłębianie przyczyn - to są jego sprawy,
          wypowiadam się za siebie. Potem były dwa moje świństwa, trzy - a z
          mojej perspektywy tak naprawdę jedno, którego żałuję, ale po tym
          wszystkim cały układ (celowo nie związek), był już spalony, już się
          nie dało nic z tym zrobić, oboje mamy w to swój wkład. Ostatnie dwa
          miesiące to było montowanie tej historii na siłę, przeważnie tu, na
          forum, bo tego już nie było, nasz układ zaczął się spektakularnie i
          był szeroko omawiany, a skończył się tak nie wiadomo jak, bez
          jednego słowa, chociaż pewnie oboje wiemy, kiedy to ostatecznie
          zdechło. Teraz jest zakochany, a dla mnie to był ten krok, który
          mnie ostaecznie zwolnił z wielu spraw. Jeśli teraz mnie coś boli, to
          parę jego świństw, nie myślałam, że mógłby postąpić w ten sposób. A
          najbardziej nie, nie ta pokazówa sprzed kilku dni, to było obliczone
          na efekt, ta sprawa sprzed miesiąca. I ok, jest mi przykro, że
          okazał się taki (a jemu, że ja okazałam się taka), chociaż, no,
          lubimy się, chyba dopiero teraz możemy się po prostu lubić i to jest
          ok. Ale prawdę powiedziawszy czuję ulgę, czuję, jakby ktoś zdjął ze
          mnie coś ciężkiego, i czuję się przede wszystkim zwolniona z wielu
          rzeczy, dopiero teraz mogłabym go krytykować, tylko już nie
          potrzebuję. Ale to wszystko dlatego, że już to dawno temu
          przemieliłam, było zresztą obrazowo pokazane na forum, że mielę:D
          I Ty też musisz to przemielić.

          Chociaż za cholerę pojąć nie mogę, jak można zakochać się w zajętym
          facecie. Nie akceptuję, ale też nie powiem, że jesteś taka a taka,
          myślę, że po prostu niedojrzała. Mogę się mylić, mogłabyś napisać
          książkę, a i tak mogłabym nie wiedzieć nic o Tobie. Ja jestem
          straszny dzieciak, ale lubię to w sobie;). Dawno temu zrobiłam
          podstawowe założenie: nie za rok, to za dwa lata minie; zawsze tak
          jest. Wiem, że to fajnie mówić. Ale mi z takim założeniem łatwiej.
          Nic, już mi się nie chce rozwodzić, poczytam jeszcze trochę i idę
          spać, bo jutro będzie męczący dzień i w dodatku muszę wstać bladym
          świtem, czego nie znoszę.
          Dobranoc :*
      • Gość: :) To nie moje słowa, ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.08, 13:53
        Chyba coś takiego masz na myśli..?
        Nie bzykałam się z nim:)
        Bzykałam się z innym instruktorem.

        Ale to jednak coś jest, jednak coś tam jest; w całej tej historii,
        gdzieś na siódmym dnie, musi być coś wartościowego, coś dobrego i
        oni chcą się jakoś do tego dogrzebać, za wszelką cenę dogrzebać.
        Ziemia jest paskudna, życie jest komicznym piekiełkiem, ale gdzieś w
        głębi tej skorupy płonie rozpalone żelazo. I oni tamtą historię
        montują na siłę; to rozpada się tysiąc razy w ciągu dnia i godziny,
        ale oni po tysiąc razy rozpoczynają od nowa.
      • yennyfer11 Re: Ach ci instruktorzy....:) 27.01.08, 15:04
        '...a w
        > zakonczeniu nie ma nic ciekawego, bo bylo do przewidzenia, kurs
        sie
        > konczy i tyle:D '


        ....ona konczy kurs a on jej daje na pamiatke tablice z
        napisem 'L' :D w przyszlosci rodzi dzieci i wszystkim nadaje imiona
        zaczynajace sie na 'L'...
        • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 27.01.08, 16:12
          yennyfer11 napisała:

          > ....ona konczy kurs a on jej daje na pamiatke tablice z
          > napisem 'L' :D w przyszlosci rodzi dzieci i wszystkim nadaje
          imiona zaczynajace sie na 'L'...

          Jestem jednak za tym, żeby się bzyknęli - z punktu widzenia
          literatury nada to historii poczucie sensu, jak w niebowstąpieniu
          Rudnickiego - ona zostaje z nim w czasie wojny, mimo, że jest
          obłąkanym żydem, który sprowadza swym zachowaniem śmierć nie tylko
          na nią, "zna wiele adresów"; i ratuje go nieustannie, narażając
          życie nie tylko własne, a wszystko to dlatego, że on był jej
          pierwszym - a było to wniebowstąpienie przez miłość - i jest to
          prawdziwe wniebowstąpienie, nie idzie o orgazm, tylko o ja wiem?,
          nie umiem tego wyrazić, ale chyba wiemy, o co cho;), ona wie,
          dlaczego żyje. Jeśli się nie bzykną, ona nie będzie miała do czego
          wracać, czym tak naprawdę żyć, bo uśmiechy i komplementy nie mogą
          być siłą decydującą o całym jej późniejszym życiu, byłoby to
          upiornie naiwne. Więc on na koniec kursu, na placyku manewrowym -
          jest jego ostatnią kursantką tego dnia, pakuje jej ręce za pasek,
          ona się peszy... Albo nie. Niech to będzie w zimę, w środku dnia,
          kompletnie pusty placyk, minus dwadzieścia, ona parkuje, wychodzą
          poprawić słupek, on łapie ją w pół, tak po bratersku, rozumiesz, z
          tym kompletnie białym placykiem, i wtedy się zaczyna. Nic nie robią,
          flirtują tylko, on ją łapie za stringi, w końcu wychodzi i mówi, że
          się nakręcił i musi ochłonąć; ale ona nie pozwala mu na to, nie
          mówi: ok i nie zaczyna parkować, tylko wychodzi za nim i dostępują
          wniebowstąpienia, ona znaczy się, bo on, jak w Hłasce, odpoczywa w
          niej, jak w rzece. :))))
          • yennyfer11 Re: Ach ci instruktorzy....:) 27.01.08, 16:54
            ...i zamarzaja jak na Titanicu w tej pozycji....a rano znajduje ich
            ciec:D
            • linia.frontu Mistrzostwo:DDDDD 27.01.08, 18:22
              yennyfer11 napisała:

              > ...i zamarzaja jak na Titanicu w tej pozycji....a rano znajduje
              ich ciec:D

              A w następnym rozdziale autor zapomina, że ich uśmiercił! :D
              Tylko w jakiej pozycji zamarzają? Ja proponuję względnie tradycyjną,
              ale i niestandardową: na pieska, hm??
              Ale skoro mamy juz pierwszą postać epizodyczną, to chyba z nią też
              trzeba coś zrobić... w ogóle to powinien być następny podrozdział,
              kończy się tak, że oni się tam bzykają, ona dostępuje
              wniebowstąpienia, on wchodzi w nią, jak w rzekę i te sprawy. I
              następny, że rano cieciu zbudził się z poprzerywanego majakami snu,
              opis ciecia, stary, złachmaniony, z przepitą twarzą i na kacu,
              brudna, szara kanciapa, jak co rano wychodzi na obchód... niczego
              się nie spodziewamy. Wiesz, co mi jeszcze przyszło do głowy... może
              niech znajdzie ich inny instruktor, który przyjechał z kursantem
              poćwiczyć łuk?
            • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 27.01.08, 18:44
              hahahiii,nie no yennyfer-ja sie tu rozmarzyłam czytając opowiadanko lini, a ty mi tu z takim tekstem.:)))
              • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 27.01.08, 18:51
                Gość portalu: galadriel napisał(a):

                > hahahiii,nie no yennyfer-ja sie tu rozmarzyłam czytając
                opowiadanko lini, a ty mi tu z takim tekstem.:)))

                Dlatego ona jest w tym dobra! Ja jeszcze niestety często wpadam w
                sentymentalny ton. Napiszemy to razem! Yennifer, ja nie wiem, co Ty
                czytujesz, ale Witkacy to pewnie przy tym wymięka.
                I nie rozmarzać się - to ma być opowiadanie tragiczne! :)))))
                • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 27.01.08, 19:12
                  linia.frontu napisała:> I nie rozmarzać się - to ma być opowiadanie tragiczne! :)))))
                  tragiczne? no w sumie jak przeczytałam o tych stringach w tym dwudziestostopniowym mrozie,to prędzej tej biednej kursantce tyłek zamarznie niż ten facet będzie miał z tego jakąś ucieche...:D
                  • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 27.01.08, 19:24
                    Gość portalu: galadriel napisał(a):

                    > tragiczne? no w sumie jak przeczytałam o tych stringach w tym
                    dwudziestostopniowym mrozie,to prędzej tej biednej kursantce tyłek
                    zamarznie niż ten facet będzie miał z tego jakąś ucieche...:D

                    Kursantka będzie miała długi, ciepły płaszcz, a macanka stringów
                    odbędzie się w eLce, a co byś chciała, żeby obmacywał jej barchanowe
                    gacie???! W końcu dla niego ona zawsze będzie wyglądać sexy, bez
                    wzgledu na mróz! [A tak w ogóle to dzięki!;)] W eLce będzie ciepło,
                    jak wyjdą i ją instruktor złapie w pół, to ona założy ten płaszcz.
                    Dla wzmocnienia efektu tragicznego kochać też się mogą, jak ona
                    będzie w płaszczu - opowiadanie będzie nosiło tytuł "Seks z
                    Batmanem". Ten płaszcz, to będzie jego fetysz. Opowiadanie o
                    nieszczęsliwej miłości musi być przecież tragiczne (niekoniecznie
                    pod względem artystycznym:))!
                    • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 27.01.08, 20:00
                      hahaha ale numer z(batmanem).Linia pisz dalej jesteś the best.
                      • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.08, 09:47
                        OOO widze ktos tu napisal ze jest z Katowic, wiec mam tu ziomali:D
                        Linio tak jak napisalas moze i jestem jak dzieciak, twoja historia
                        moze bradzo przypomina moja, a co do tego ze nie pojmujesz jak
                        mozna zakochac sie w zajetym facecie...hmmmm, poprostu wyobraz sobie
                        sytuacje, kiedy dowiadujac sie ze sprawa wyglada tak a nie inaczej,
                        tak naprawde jest juz za pozno bo ja wlasnie stracilam glowe,a ten
                        fakt przyszedl pozniej.Moj instruktor musze powiedziec to niezly
                        samiec, ukrywal taki maly szczegol ze ma zone, do samego konca,
                        gdyby nie ludzie typu uprzejmie donosze, niewiedzialabym. I moze
                        wdeplabym glebiej, tymczasem autoblokada! zreszta szkoda mi juz
                        slow, najgorsze jest to ze nie trace glowy za czesto dla byle
                        spotkanego chloptasia, oj nie! przeciwnie u mnie ciezko z tym aby
                        ktos tak utkwil mi gdzies gleniej...a tu taki dupek ale
                        jaki...ehhh.nie chce juz myslec o nim,niechce ale mysle tymczasem
                        te forum przyciaga mnie jak magnes, bledne kolo.Jedno jest pewne,
                        moj instruktor do dzis niewie jak bardzo byl dla mnie wazny, moze i
                        dobrze bo moglby sie dowartoscoiowac w jakis sposob, teraz tez wiem
                        ze cala ta chora sytuacja to nic innego jak zabawa, moj instruktor
                        szukal rozrywki w pracy.
                        • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 28.01.08, 11:23
                          Gość portalu: maniamania napisał(a):
                          > OOO widze ktos tu napisal ze jest z Katowic, wiec mam tu ziomali:D no prosze jaki swiat jest mały .A wracając do tematu czy można się zakochać w żonatym facecie?oj można!!nawet wiedząc o tym i z pełną swiadomością.W końcu to nie kaleka tylko <<żonaty facet>>,z tą różnicą że w tym wypadku ten<<facet>> nie powinien sie nigdy o tym dowiedzieć,bo albo usłyszymy gadkę o moralności,albo to wykorzysta do sobie tylko wiadomych niecnych celów.W obu tych przypadkach będzie nas tylko bolało i będziemy się kurcze wśiekać żę byłyśmy takie głupie i że dałyśmy się złapać na taki banalny haczyk.A to iż panowie instruktorzy bawią się nami podczas jazdy to prawda stara jak świat i myśle że po części wszystkie o tym wiemy .Tylko chcemy sprawdzić czy to rzeczywiście prawda.I tutaj nie ma wyjątków czy facet jest żonaty czy wolny(zabawa to zabawa-w końcu panowie instruktorzy muszą sobie jakoś umilić czas no nie?).Szkoda tylko że naszym kosztem.Chociaż myślę żę z tym zakochaniem się to troche za dużo powiedziane.Wydaje mi się że to raczej jakaś forma zauroczenia.Spędzasz z facetem 30 godzin w ciasym aucie,rozmawiacie.On cię uczy,jest twoim mózgiem i twoimi oczami na jezdni,a ty mu wierzysz,bo musisz,bo chcesz i tak to się zaczyna.A jak się kończy to wszystkie wiemy.Nie my pierwsze i nie ostatnie.Głowa do góry.Zapominamy i już.A teraz piszemy kśiążkę.Ku przeeeestrodzeee....ale się rozpisałam.
                          • Gość: galadriel Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.chello.pl 28.01.08, 11:52
                            A w końcu dziewczyny przyszłyśmy na kurs żeby zrobić prawko i śmigać autkami...więc zróbmy je do cho..ry.Damy rade???
                            • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.08, 12:32
                              galadriel, mnie zmartwilo jednak to co linia napisala, ze ja moze w
                              jakis sposob sobie to wymyslilam...kiedy szlam na kurs nie
                              wyobrazalam sobie tego, ze moglabym w jakis sposob spoufalac sie z
                              instruktorem, chocby byl mlody, zabawny itp przeciwnie, jestem osoba
                              z natury raczej niesmiala, musze to napisac bo nie daje mi to
                              spokoju! wszystko wychodzilo z jego inicjatywy, choc zonaty! moze w
                              pewnym momencie zaczelam sobie niewiadomo co wyobrazac, ale to
                              przeciez nie ja od pierwszej jazdy zaczelam sie umawiac, to kawka,
                              to to, zaczal dzwonic, z czasem stal sie zazdrosny o byle co,
                              dzwonil, domagal zie "buziakow" na dowidzenia,wiezial o mnie
                              wszystko, nie odemnie, poprostu niewiem skad! zaczel sobie pozwalac
                              na wiele, sprawdzac tel,z czasem ktos na kogo kiedys na ulicy nie
                              zwrocialbym wizualnie uwagi, zaczal mi sie cholernie podobac,byl
                              wlasnie moim mozgiem, w pewien sposob imponowalo mi to, nie powiem
                              czym mialam w tedy oczy zarosniete chyba!:) macanek tez probowal,ale
                              to zawsze obracal w glupie zarty,(oj na to to sobie noie moglam
                              pozwolic:)czasem jego zachowanie bylo naprawde szczczeniackie i
                              dziecinne, no przeciez kazdy zgodzi sie ze mna ze w taki sposob nie
                              zachowuje sie instruktor wobec kursantki, a zwlaszcza zonaty
                              facet!!! tak wiec przezylam szok kiedy dowiedzialam sie ze jest
                              zonaty!wlasnie wtedy kiedy nasze relacje wygladaly jak naprawde
                              coraz blizsze, wtedy nabralam dystansu do tego wszystkiego,
                              wiedzialam ze to wszytsko to wielkie gowno!zawsze gdzies tam ta moja
                              niesmialosc wychodzila, tymczasem on stwala sie coraz smielszy!
                              kiedy trafil we mnie fakt iz jest zona i dzieciak, urwalam kontakt
                              z tym czlowiekiem wszytsko zaczelo ograniczac sie do jazdy, z mojej
                              strony oczywiscie, wtedy wlasnie stal sie zlosliwy, obrazony i
                              niewiedomo co jeszcze!zaczelo mu przeszkadzac doslownie wszystko,
                              stwierdzil nawet ze ja sobie za duzo pozwalam przelanczajac radio
                              bez pytania!co on do cholery sobie myslal? przciez nie moglam sobie
                              tego wymyslec:( nie chce tez aby ktos tutaj ocenial mnie dlatego ze
                              w jakis sposob zauroczylam sie(zakochanie to fakt, za wielkie slowo)
                              w zonatym facecie! przeciez nic na to nie poradze! teraz znajac
                              prawde, majac swiadomosc ze nie ja pierwsza nie ostatnia, nadal
                              gdzies tak gleboko mysle o nim cieplo! i niegdy przenigdy nie
                              potrafilabym z kopytami wlezc w rodzine! zdrowy rozsadek jednak
                              wzialby gore!
                              • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.08, 12:37
                                i choc czasem pisze glupoty mozliwe, ciesze sie ze pewne osoby mnie
                                rozumia! Bo dla mnie ta cala sytuacja byla nowa i nielatwa, musze to
                                przyznac, czasem wydaje mi sie ze mam takiego cholernego pecha, ale
                                widze ze nie znalazlam sie sama w takiej sytuacji, ze kazdy czasem
                                gdzies tam jest naiwny:(
                                • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.08, 12:41
                                  to tyle, nie chce juz o nim pisac, bo moglabym w nieskonczonosc, az
                                  zaczelabym pisac takie glupoty ze wogole szkoda gadac:) kurde choc
                                  jeszcze pewnie nie raz cos wspomne o nim, to jak uzaleznienie ale
                                  bede sie starac! fakt nie my pierwsze nie ostatnie! nie chce sie juz
                                  tak przejmowac!
                                  • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.08, 12:47
                                    a musze wpomniec, bede go cieplo wspominac bo to wkoncu on nauczyl
                                    mnie smigac autkiem:) za co jestem wdzieczna :P
                                  • Gość: flow DZIEwczyny!chcialabym to przeczytac ale watki sa.! IP: *.adsl.inetia.pl 25.02.08, 18:24
                                    pomieszane,tzn datami i nie wiem co i jak....czemu tak jest?!musze
                                    ciagle szukac po datach ostatniego wpisu.....a ciezko!pozdro dla
                                    manimani....!!!i buziak za odwage!
                                    • Gość: maniamania Re: DZIEwczyny!chcialabym to przeczytac ale watki IP: *.adsl.inetia.pl 26.02.08, 11:56
                                      :) to znowu ja...

                                      Gość portalu: flow napisał(a):

                                      > pomieszane,tzn datami i nie wiem co i jak....czemu tak jest?!musze
                                      > ciagle szukac po datach ostatniego wpisu.....a ciezko

                                      jak wchodzisz w dany topic to pod postem masz sortuj, no i tam sobie
                                      ustwiasz: drzewko, od najstarszego, od najnowszego...i jak tam
                                      chcesz:) i gotowe!

                              • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 28.01.08, 14:06
                                Gość portalu: maniamania napisał(a):

                                > galadriel, mnie zmartwilo jednak to co linia napisala, ze ja moze
                                w jakis sposob sobie to wymyslilam...

                                Nie twierdzę, że wymyśliłaś, po prostu w tym momencie wszystkie
                                jesteśmy w tej samej sytuacji - możemy opisywać każdy szczegół, a i
                                tak nie znajdzie się nikt, kto by nam w to uwierzył i potraktował
                                poważnie. Zresztą, chcesz tego? Ja nie chcę. Ja się wolę bawić.
                                A więc? Bawmy się! :D
                                • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.08, 14:21
                                  linio droga, najwazniejsze ze wierzymy same sobie:) wiemy co to za
                                  gowno, a tak w zasadzie chrzanmy to czy ktos w to wierzy czy nie,
                                  najwazniejsze ze grono takich jak ja sie rozumie.

                                  Tak! nie mozna budowac swojego sczescia kosztem innych, ja to
                                  swietnie rozumiem i szanuje! ale sa i tacy, ktorzy uwazaja ze mozna
                                  sie swietnie zabawic kosztem innych i nie poniesc zadnych
                                  konsekwencji, szkoda ze tego sie nie potepia:( tylko ta druga
                                  strone.

                                  • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.08, 14:40
                                    z drugiej strony bawi mnie to, naprawde! bawi mnie moja naiwnosc, i
                                    bawi mnie tan moj caly instruktorek, za cholere nie potrafie
                                    wyobrazic sobie co on sobie wogole myslal! a ta obraczke to co on do
                                    cholery lakal czy jak? zycze mu i jego zonie naprawde wiele wiele
                                    szczescia, chyba przyda mu sie, bo pewnie(nie zycze,tfu tfu..:)) nie
                                    jestem pierwsza ani zapewne ostatnia, ja bym takiego meza chyba
                                    porąbła na śnie,wrrr! dzieciak tez niczemu winny, a tatus
                                    niedojrzaly i nieodpowiedzialny, kompletny pajac(!). ponioslo mnie
                                    troche ale nic mi innego nie zostalo jak wyladowac sie tu!powinnam
                                    byc zla sama na siebie, bo wiele sie slyszy o instruktorach,
                                    oczywiscie mialam to w swiadomosci, ale tak jak ktos tu juz napisal
                                    kiedy same sie nie sparzymy to...itd w kazdym razie pozdrawiam
                                    wszystkie kursantki:)
                                    • linia.frontu To Twój pierwszy dzień. 28.01.08, 15:06
                                      Ten drugi jest o wiele straszniejszy;)
                                      Usiądź w wolny week, wrzuć linia.frontu w wyszukiwarkę, pisałam
                                      podobnie;)
                              • xadam30 Re: Ach ci instruktorzy....:) 28.01.08, 14:11
                                Gość portalu: maniamania napisał(a):

                                > i niegdy przenigdy nie
                                > potrafilabym z kopytami wlezc w rodzine! zdrowy rozsadek jednak
                                > wzialby gore!

                                I tego się trzymaj, bo nie można zbudować swojego szczęścia na
                                cudzym nieszczęściu. Pozdrawiam.
                                • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 28.01.08, 21:14
                                  xadam30 napisał:

                                  > I tego się trzymaj, bo nie można zbudować swojego szczęścia na
                                  > cudzym nieszczęściu. Pozdrawiam.

                                  Zgoda. Nie należę do dziewcząt pruderyjnych, przeciwnie: im bardziej
                                  pokręcony układ, tym większe pole doświadczenia, trzeba się wyrabiać
                                  dramatycznie;). Jednak moje, jakkolwiek pokręcone związki, nigdy nie
                                  zakłócały niczyjego spokojnego snu, no, może poza moją Mamą :P
                                  Dlatego jestem przeciwna - łamać normy społeczne? Spoko. Byleby
                                  nikomu tym nie zrobić krzywdy.
            • linia.frontu Yennifer.. 27.01.08, 19:07
              W sumie, jakby się nam chciało pobawić, to mogę Ci dać hasło na
              swojego bloga i naprawdę to napiszemy, hmmmm?
    • Gość: mania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 25.01.08, 13:28
      wizaz.pl/forum/showthread.php?t=194787
      kurde na tym ww. forum tez dobra hstoria, nie jedna, a wszyscy
      czekali jak sie skonczy...
    • linia.frontu Wy wiecie, jaki on się teraz świetny zrobił??? :D 25.01.08, 16:14
      No dosłownie pierwsze trzydzieści - uśmiechnięty, żartujący, nawet
      żeśmy powspominali stare dobre czasy i powiedział mi, że nie lubi
      gadatliwych kursantów:DDD <- to o mnie było, i podogryzaliśmy sobie.
      Kurcze, świetnie.
    • Gość: maniamania Re: Martwi mnie tylko... IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.08, 16:07
      podejscie żon do takich kursantek jak ja!(obserwacja na forum) zony
      pisza ze jestesmy smarkate, glupie siksy, brzydkie, tempe itp itd
      ktore slinia sie do instruktorow, kiedy to oni tylko pracuja a my im
      zyc nie dajemy! tymczasem niech niektore sie zastanowia co pisza, (a
      niechce w zadnym wypadku nikogo obrazac,nie czynie takze z siebie
      pieknosci) bo rzeczywistosc moze okazac sie przykra. nie uogolniajac
      oczywiscie, bo zaraz mi sie oberwie pewnie od zon. Poprostu miejcie
      drogie zony ta swiadomosc ze sa pewni instruktorzy gdzies tam,
      ktorzy nie koniecznie sa swietoszkami, warto sie nad tym zastanowic
      a potem oceniac i zazarcie bronic wszystkich instruktorow, dlatego
      nie wrzucam wszystkich do jednego wora i prosze o to samo.
      • linia.frontu Re: Martwi mnie tylko... 28.01.08, 16:26
        Gość portalu: maniamania napisał(a):

        > podejscie żon do takich kursantek jak ja!(obserwacja na forum)
        zony pisza ze jestesmy smarkate, glupie siksy, brzydkie, tempe itp
        itd ktore slinia sie do instruktorow, kiedy to oni tylko pracuja a
        my im zyc nie dajemy!

        Jestem smarkata, głupia siksa, brzydka, tempa, tylko ślinię się na
        instruktora - więc wszystko pasi! Mój instruktor jest tego samego
        zdania, co żony. A mimo to go kręciłam:)))

        (po raz setny podkreślam: był wolny podczas naszego układu!!!)
    • linia.frontu Cholera, mamy problem. 28.01.08, 21:27
      Mój instruktor chyba zaczyna łysieć.
      • Gość: maniamania Re: Cholera, mamy problem. IP: *.adsl.inetia.pl 29.01.08, 09:30
        hehe, a moj instruktor zaczyna obrastać...







        "w piórka"!






        • Gość: galadriel Re: Cholera, mamy problem. IP: *.chello.pl 29.01.08, 14:03
          hahaha,a fruwa już czy tylko się pierzy??
    • Gość: Ania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.static.akk.net.pl 29.01.08, 15:07
      A ja musiałam zmienić instruktora bo sie do mnie dostawiał.. stary
      facet nie rozumiem czego ode mnie chciał ;) zapraszał mnie najpierw
      na piwko, potem do domu ale ja głupia nie jestem i zmieniłam sobie
      instruktora teraz nauczyłam się dużo więcej i przede wszystkim mogę
      swobodnie się czuć i rozmawiać. Bo co to za nauka kiedy po 20
      godzinach jazd on przy zmianie biegów łapię Cię za ręke (żebym
      dobrze zmieniła czy co? bo ja nie wiem o co chodzi.. biegi umiem
      zmieniać do cholery !!!) ;dd
      Ale ja wierze co możecie czuć, jeśli instruktor młody, przystojny
      itd to nie trudno o zauroczenie, w końcu to godziny spędzone razem
      obok ciasno, ciepło jak to któraś tu napisała ;-) jesli wolny to pół
      biedym, gorzej jeśli żonaty i dzieciaty - wtedy najlepiej zmienić i
      problem z głowy. ! POzdrawiam wszystkie zauroczone i te nie
      zauroczone tez ;*
      • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 29.01.08, 15:53
        Gość portalu: Ania napisał(a):

        > Ale ja wierze co możecie czuć, jeśli instruktor młody, przystojny

        Błahahahaha! Jaki młody? Jaki przystojny???? :D
        To jest właśnie niepojęte...
    • redd.s Re: Ach ci instruktorzy....:) 01.02.08, 14:29
      Nie no...co ja tu czytam...dziewczyny czy wy kompletnie zwariowałyście? Każdy facet , który wam nawinie jakiś bajer jest już wasz? Rany... Przecież wy kompletnie "łatwe" [bez urazy] do "urobienia" jesteście... A podrywaczom tylko w to graj:) Ehhh...
      • Gość: maniamania Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.adsl.inetia.pl 01.02.08, 14:56
        redd.s napisała:

        > Nie no...co ja tu czytam...dziewczyny czy wy kompletnie
        zwariowałyście? Każdy f
        > acet , który wam nawinie jakiś bajer jest już wasz? Rany...
        Przecież wy komplet
        > nie "łatwe" [bez urazy] do "urobienia" jesteście... A podrywaczom
        tylko w to gr
        > aj:) Ehhh...

        Ehhh...8-/
      • linia.frontu Re: Ach ci instruktorzy....:) 01.02.08, 21:37
        redd.s napisała:

        > Nie no...co ja tu czytam...dziewczyny czy wy kompletnie
        zwariowałyście?

        Uhm;)

        > Każdy facet , który wam nawinie jakiś bajer jest już wasz?

        A skąd zaraz wniosek, że każdy? Nie, ten jeden. Tylko, że ten jeden
        postawił sprawę jasno, więc to już nie była bajera.

        > Rany... Przecież wy kompletnie "łatwe" [bez urazy] do "urobienia"
        jesteście... A podrywaczom tylko w to graj:) Ehhh...

        Nie no, nie urażam się. Na tyle związków (w pełnym tego słowa
        znaczeniu), na ile mogłam wejść przez ten czas i nie weszłam, bez
        względu na bajerę, czy też jej brak, nie czuję się łatwa. Zresztą
        bycie łatwą jest upiornie trudne. Ja tego nie potrafię.
        Hłasko jest oczywiście strasznie mądry, kiedy wypowiada te wszystkie
        slowa w stylu: gdybym nie miał ciebie zrobiłbym wszystko, aby zgnoić
        się do konca tak, aby już nigdy nie kochać, nie wierzyć i nie
        cierpieć, ale chyba nie wpadl na to, że będą go przede wszystkim
        czytywać kobiety, które tego nie potrafią.
        Ale kobiety nie potrafią przede wszystkim jednego: przegrywać. Nie
        spotkałam jeszcze takiej, a znałam ich wiele. I o tym jest ten cały
        wątek.
    • Gość: W..IERNA KURSANTKA Ach TEN Instruktor!!!....:)))))))))) IP: *.izacom.pl 01.02.08, 17:50
      Coś wiem na ten temat...TEŻ TAKI JEDEN ;) ZAWRÓCIŁ MI W GŁOWIE I TO
      BARDZIEJ NIŻ PORZĄDNIE!!!
      ...ja nieco mniej ukrywałam...ale...jeszcze coś do odkrywania też by
      się znalazło ;) ...cóż, MĘŻCZYZNA (dla mnie!!!) IDEALNY!!!
      ...tylko o TAKIM pomarzyć...
    • Gość: W..ierna kursantka Ach TEN Instruktor...:) IP: *.izacom.pl 01.02.08, 18:19
      Coś wiem na ten temat...TEŻ TAKI JEDEN ;) ZAWRÓCIŁ MI W GŁOWIE I TO
      BARDZIEJ NIŻ PORZĄDNIE!!!
      ...ja nieco mniej ukrywałam...ale...jeszcze coś do odkrywania też by
      się znalazło ;) ...cóż, MĘŻCZYZNA (dla mnie!!!) IDEALNY!!!
      ...tylko o TAKIM pomarzyć...
      • Gość: kicia jesuuu ja tez mam problem IP: *.eranet.pl 01.02.08, 21:30
        a najwiekszy w tym ze jak czytam wasze wypowiedzi to tak jak bym
        czytała o moim instruktorze w którym sie zabujałam!!
        masakra on mi tak zawrócił w głowie ze mam ochote walnąc moj
        zwiazek...!
        ale normlanie te flirty waszych sa identyczne jak mojego..boje sie
        ze rzuce moj zwiazek a okaze sie ze moj ukochany instruktor robi tak
        z kazda kursantką! :-( pomozcie jak go sprawdzic??
        a robi ktoras z was kurs w poznaniu?
        • linia.frontu Re: jesuuu ja tez mam problem 01.02.08, 21:51
          Gość portalu: kicia napisał(a):

          > a najwiekszy w tym ze jak czytam wasze wypowiedzi to tak jak bym
          > czytała o moim instruktorze w którym sie zabujałam!!
          > masakra on mi tak zawrócił w głowie ze mam ochote walnąc moj
          > zwiazek...!

          Nie rzucaj, Mańka bodajże rzuciła i teraz się męczy.
          Ja też rzuciłam i żałuję. To było świństwo z mojej strony, n a j w i
          ę k s z e świństwo w tej całej historii. Ja też mówiłam, że
          dojrzalszy, że słucha, że to i że tamto, a okazał się większym
          dzieciakiem od mojego, nota bene 10 lat młodszego;)
          Dałam sobie wmówić, że mój Dzieciak jest kryminalistą, i że trzeba
          go rzucić. Pitu-pitu. A mnie dalej do Dzieciaka ciągnie i iskrzy za
          każdym razem, kiedy się widzimy.

          > ale normlanie te flirty waszych sa identyczne jak mojego..

          Haha, flirty.


          > boje sie ze rzuce moj zwiazek a okaze sie ze moj ukochany
          instruktor robi tak z kazda kursantką! :-( pomozcie jak go
          sprawdzic?? a robi ktoras z was kurs w poznaniu?

          Należy korzystać z doświadczenia starszych pierwszych naiwnych - z
          każdą, z każdą. To znaczy mój nie, mój to calkiem inna historia i
          całkiem inne świństwa, ale wychodzi na to samo;)
          Nie Ty się staraj o niego, tylko niech on się o Ciebie stara. I na
          pewno nie myśl, że on się nie chce z Tobą wiązać dlatego, że nie
          zerwałaś z tamtym. Glupota. I nie myśl, że raz kozie śmierć, i w
          ogóle nic nie myśl - nie warto, szkoda Twoich nerwów;)
        • Gość: maniamania Re: jesuuu ja tez mam problem IP: *.adsl.inetia.pl 04.02.08, 12:35
          Nie koncz zwiazku z kims z kim jestes dlugo, nie warto poswiecac
          stalego zwiazku dla takiego zauroczenia, a juz w szczegolnosci dla
          instruktora, nic pochopnie!!! kurde ja do dzis sie mecze(nie nie
          dlatego ze skonczylam zwiazek dla niego, bo na to zlozylo sie wiele
          czynnikow)ale zeby mojego instr. sobie wybic z glowy:) ale niestety
          poczatki byly piekne, a pozniej rzeczywistosc: zona, dzieciak,
          niewiadomo czy jeden, ale to juz nie w tym rzecz, oni czesto bawia
          sie naszym kosztem, a wiekszosci kursantek ktore im sie spodobaja
          gadaja takie same pierdoly(nic nie sugeruje, moze sie okazac ze twoj
          instruktor to super facet). Zdaj sie na los, jezeli zalezy mu na
          Tobie, to po kursie wasza znajomosc przetrwa, a wtedy macie szanse.
          Podczas kursu nie wdawaj sie w takie gierki, nie warto po pierwsze
          nic sie nie nauczysz(sprawdzone:)) po drugie, jezeli traktuje to
          jako zabawe to nie daj mu powodu do dumy! poprostu kurs to kurs,
          teraz dopiero to wiem ze pewne sprawy trza oddzielic:P szkoda ze
          pierw musialam sie sparzyc. Moja znajomosc z instruktorem hmmm nadal
          jakos tam trwa, ale co z tego to zonaty facet! a w tym wypadku
          rozsadek przewazyl. Kurde, nie bede rozpisywac, wszystko juz
          napisalam duzo wczesniej. Wiem jedno, ze jakby nie jego stan cywilny
          sprawy inaczej by sie potoczyly.


          Co do tego w jakim miescie robie kurs, hmmm nie podam miejscowosci,
          bo swiat jest bardzo malutki:)okolice katowic, kurde i tak chyba za
          duzo szczegolow:P

          UWAGA na instruktorów, w kazdym razie tyle dla poczatkujacych
          kursantek. Nie chce uogolniac oczywiscie bo znow sie ktos przyczepi,
          jaksa zona pewnie:P ale niestety, taki juz stereotyp sie przyjal a
          nie inny, wiec prawda w tym jest i to spora.
    • Gość: sarcia maniamania w jakim miescie robisz kurs??? IP: *.eranet.pl 01.02.08, 21:15
    • Gość: majster Re: Ach ci instruktorzy....:) IP: *.cust.tele2.pl 02.02.08, 11:00
      droga kursantko ja jestem instruktorem i czasem tak bywa ze sie dwie osoby
      zblizaja bardziej do siebie niz tylko w celu nauki jazdy ale uwierz ze ja mialem
      dosyc powazna sytuacje z kursanta, spotykalismy sie okolo roku i potem niestety
      sie rozpadlo ale... wszystko jest mozliwe!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka