Dodaj do ulubionych

mam prawko, ale jazda to koszmar

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.07, 19:16
Zdalam za pierwszym razem. Zarowno na kursie jak i egzaminie czulam
sie dosyc niepewnie. Mimo wyraznych niedociagniec w technice jazdy
(nieumiejetna zmiana biegow, zle wychodzenie z zakretow, itp),
zdalam za pierwszym razem. W dwa m-ce po zdaniu egzaminu kupilam
wlasny samochod i w tym momencie zaczely sie "schody". Wiedzialam,
ze na poczatku jezdzic bede z "osoba towarzyszaca" (czyt. ojcem),
ktora okazala sie byc wyjatkowo niecierpliwa i krytyczna (delikatnie
mowiac). Najgorsze jest to, ze przed wejsciem do auta wszystko jest
ok, zacheca mnie, pociesza, ale jak tylko usiadzie obo kierowcy
zmienia sie w furiata (krzyczy, ponagla, wydaje polecenia).
Niestey rozmowa w niczym nie pomaga - On po prostu taki jest.
Pewnie poradzicie,abym zaczela jezdzic sama. Niestety ja nie czuje
sie na silach. Przed kazda jazda mam okropnego stracha. Zaliczylam
juz jedna stluczke w trakcie samodzielnej jazdy i od tego czasu
mam "traume" ;-). Jak na razie jestem niedzielnym kierowca, ktory po
kazdej jezdzie wysiada zadowolony z tego, ze nie spowodowal
wypadku ;-).
Szkoda mi samochodu, ktory stoi na parkingu i rdzewieje i
zastanawiam sie, czy nie rzucic tego wszystkiego w diabli.
Obserwuj wątek
    • Gość: wisienka Re: mam prawko, ale jazda to koszmar IP: 82.146.245.* 22.12.07, 19:25
      ja tez mam od niedawna prawo jazdy co prawda zdalam za drugim razem bo pierwszy
      raz to moja totalna glupota i tez kupilam sobie samochod po krotkim czasie od
      odebrania plasticzku(3 tygodnie) to nie mam takiego urazu,co prawda nie jestem w
      tym ekspertem,sama jeszcze czasami robie blad(jezdze od 2 miesiecy) to uwazam ze
      albo powinnas jezdzic z kims innym, albo poprostu sie przelamac i sprobowac
      sama. Rzecz jasna nie o 15 na najgorszym rondzie w miescie, wieczorami, najpierw
      po osiedlowych uliczkach i stoponiowo w coraz trudniejsze miejsca.Uwazam ze
      kierowca nie moze sie bac, trzeba byc zdecydowanym pewnym i umiec szybko
      podejmowac decyzje(nie zawsze proste).Jezeli jezdzilas z kims innym i nic to nie
      pomoglo to moze sproboj jeszcze isc do instruktora i wykup sobie z 2,3 godziny
      moze to pomoze. Ale nic na sile, jezeli sie boisz i nie czujesz ze jazda za
      kolkiem cie kreci to poprostu sprzedaj samochod i nie mecz sie, lepiej jezdzic
      autobusem niz miec wypadek pozdrawiam czekam na odpowiedz wisienka :)
      • Gość: zalamka Re: mam prawko, ale jazda to koszmar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.07, 20:07
        dziekuje bardzo za odpowiedz. Zazdroszcze Tobie pewnosci siebie. Na
        razie bieje sie z myslami, czy probowac nadal czy dac sobie spokoj.
        Mam paniczny strach przed spowodowaniem wypadku, nie daj Boze
        potraceniem pieszego. To chyba wynika glownie z moje charakteru.
        Nawet jesli posiadam wiedze i umiejetnosci w jakiejkolwiek
        dziedzinie i potwierdza to papierek/inna osoba, ja nadal w siebie
        nie wierze. Znajomi i rodzina namawiaja mnie abym sie nie poddawala,
        tlumacza, ze za kolkim czesto siedza prawdziwe "ofiary losu", z
        jeszcze mniejsza wiedza/doswiadczeniem/umiejetnosciami niz moje i
        tak tego nie przezywaja.
        czasem zaluje, ze moja praca nie wymaga posiadania prawka. Moza taka
        motywacja bylaby dla mnie bardziej mobilizujaca. Narazie z ta
        motywacja jest kiepsko.
        • iberia.pl Re: mam prawko, ale jazda to koszmar 22.12.07, 20:40
          Gość portalu: zalamka napisał(a):

          > Na razie bieje sie z myslami, czy probowac nadal czy dac sobie
          spokoj.

          probuj bo inaczej cala nauka pojdzie na marne.
          Jak pisala poprzedniczka:najpierw wieczorne lub w weekendowe
          poludnie jazdy po najblizszej okolicy, stopniowo coraz dluzsze i
          trudniejsze trasy.

          > Mam paniczny strach przed spowodowaniem wypadku, nie daj Boze
          > potraceniem pieszego.

          kazdy normalny kierowca ma tego swiadomosc.

          > Znajomi i rodzina namawiaja mnie abym sie nie poddawala,
          > tlumacza, ze za kolkim czesto siedza prawdziwe "ofiary losu", z
          > jeszcze mniejsza wiedza/doswiadczeniem/umiejetnosciami niz moje i
          > tak tego nie przezywaja.

          chwala im za to, ze Cie wspieraja bo maja racje.
          Chociaz zdarzaja sie osoby, ktore naprawde nie powinny miec PJ.
    • sigrid.storrada Re: mam prawko, ale jazda to koszmar 22.12.07, 21:35
      ja jestem na razie w trakcie kursu, więc nie mam żadnego doświadczenia w
      jeżdzeniu samemu. Ale starając się wczuć w twoją sytuacje..:) polecam jazdy
      doszkalające. Wybierz jakiegoś fajnego instruktora albo może instruktorkę i
      trochę pojeździj. Do tego samej - najpierw w krótkie trasy, tak jak ktoś już tu
      pisał - poza szczytem. Może jakaś koleżanka, kolega, ma już dlużej prawko i
      zechce się przejechać? Uświadom sobie, że z każdą godziną zdobywasz nowe
      doświadczenia za kółkiem. I jest coraz lepiej! Z ojcem raczej nie polecam
      jeżdzenia - kierowcy nie wolno stresować:P W tej sytuacji krzyki nie pomagają.
      • Gość: marcelina Re: mam prawko, ale jazda to koszmar IP: *.tvgawex.pl 22.12.07, 22:06
        Trudna sprawa :-) Musisz uwierzyć w siebie , w końcu masz pojęcie o jeżdzie - masz prawo jazdy . Więcej odwagi , i oczy bardzo szeroko otwarte i nawet nie myśl zeby to rzucić.A ta stłuczka nauczyła Cie na pewno i pokazała jak szybko moze do tego dojsc . Cwicz , Cwicz znajdz odpowiednia osobę jak nie czujesz sie pewnie tylko pomysl ze kiedyś bedziesz musiała sama podejmowac decyzje i liczyć na siebie czy aby nie zacząc juz z tym sie wzmagać . Ja też mialam stracha to chyba tak jest na początku. Trzymam za Ciebie kciuki . WESOłYCH śWIAT;-)
    • instruktor15 Re: mam prawko, ale jazda to koszmar 22.12.07, 22:05
      Odpowiedź jest prosta: jazdy doszkalające pod okiem doświadczonego instruktora.
      Sam prowadzę takie lekcje i nie widzę w tym żadnej ujmy,że ktoś świadomy swoich
      niepewnych umiejętności chce je poprawić.
      To tylko świadczy o mądrości życiowej. Wielu takich,którym wydawało się,że po
      30h jazdy na kursie są orłami, bardzo szybko zweryfikowało swe poglądy.
      Parę h z instruktorem powinno wystarczyć abyś poczuła się pewniej ;-)
      • linia.frontu Re: mam prawko, ale jazda to koszmar 22.12.07, 22:17
        instruktor15 napisał:

        > Odpowiedź jest prosta: jazdy doszkalające pod okiem doświadczonego
        instruktora.

        Instruktorze15, nic nie jest proste. :)
        To jest jakieś rozwiązanie. Ale kiedyś trzeba będzie zacząć jeździć
        bez Instruktora.
        Ja też tak sobie, wiesz, jeżdżę. I przed każdym podejściem
        zastanawiam się, czy jakimś cudem wyjdę z łuku, i czy szczęśliwie
        obleję na mieście, i czy będę mogła powiedzieć: ach, ten cham,
        egzaminator; czy też historia będzie się powtarzać.
        Dobra, to tak w ramach zwierzeń.
        Myślę, że powinnaś próbować, może nie pod okiem Taty, bo to i dla
        Ciebie, i dla niego kupa nerwów, a można przecież tego uniknąć. Być
        może trochę doszkalania nie jest złym pomysłem - instruktor
        przynajmniej będzie miał podejście, powinien mieć, zresztą
        instruktora podobno zawsze można zmienić, a Tata jest jeden:)
    • pirat.ka Re: mam prawko, ale jazda to koszmar 22.12.07, 23:50
      Gość portalu: załamka napisał(a):

      >... Jak na razie jestem niedzielnym kierowca, ktory po
      > kazdej jezdzie wysiada zadowolony z tego, ze nie spowodowal
      > wypadku ;-).
      > Szkoda mi samochodu, ktory stoi na parkingu i rdzewieje i
      > zastanawiam sie, czy nie rzucic tego wszystkiego w diabli.

      Z niektórymi ludźmi (zwłaszcza tymi dużo myślącymi, a zapewne do takich
      należysz;) jest tak, że ich największą wadą jest po pierwsze to, że zawsze
      czegoś żałują, a po drugie to, że kładą sobie na barki zbyt ambitne cele bądź po
      stokroć bardziej przezywają nawet drobne porażki. Jeśli chodzi o Ciebie - sama
      musisz chyba podjąć decyzję, czego Ty bardziej byś żałowała - patrzenia na
      nieużywany samochód, przeżywania wiecznych rozterek przy wsiadaniu do niego i
      ciągłego niezadowolenia z towarzystwa ojca w aucie i niezadowolenia ze swoich
      niedociągnięć (które notabene są normalne dla młodego stażem kierowcy) czy
      czasem nie trudniejsza do zniesienia byłaby świadomość, że się poddałaś, że
      sprzedałaś auto na własne życzenie, że dałaś się pokonać przez swoje lęki...
      zrób tak, żeby żałować mniej...
      Ale najpierw - zapomnij o jeździe z ojcem... wiem, że trudno się przełamać,
      ciężko wsiąść samemu do auta, że ponadprzeciętna świadomość tego, co może złego
      się stać na drodze wręcz Cię paraliżuje, ale innej drogi nie ma.... nie nauczysz
      się i nie zyskasz pewności siebie ani jeżdżąc z tatą, który Cię stresuje, ani
      jeżdżąc z instruktorem, który będzie Twoimi oczami i Twoim mózgiem operacyjnym
      podejmującym decyzje w kryzysowej lub mniej kryzysowej sytuacji... musisz sama
      wsiąść do auta i sama nim powrócić, jedź o dziwnej porze, zaopatrz się w
      naładowany telefon "na wszelki wypadek", włącz na fulla radio, co by nie słyszeć
      ewentulanych nadużywających klaksonu frustratów, zmierz się z sobą i swoim
      autem, zaprzyjaźnij się z nim i nie mów, że się nei da, wszystko się da, tak jak
      chociażby dało się zdać egzamin za pierwszym razem. Nie staniesz się pewna
      siebie po jednej, dwóch, dziesięciu przejażdżkach i musisz o tym pamiętać, nie
      oczekuj natychmiastowych
      rezultatów, przygotuj się raczej na dłuższą "walkę", jak mantra powtarzaj sobie,
      że dasz radę i się nie poddasz. I zacznij jeździć coraz częściej - im bardziej
      jesteś niedzielnym kierowcą tym bardziej zmniejszasz swoje szanse na nabranie
      pewności siebie, im rzadziej jeździsz tym trudniej Ci wyrobić w sobie nawyki,
      teraz stresujesz się podstawowymi kwestiami - jak zmiana biegów czy
      nieustrzeleniem krawęźnika przy wchodzeniu w zakręt, ale im więcej i częściej
      (choćby po tej samej drodze i na krótkich odcinkach) będziesz jeździć - tym
      szybciej wyrobisz te nawyki, a jazda stanie się coraz przyjemniejsza. Wypadek
      też Cię pewnie czegoś nauczył, zburzył pewność siebie i zachwiał Twoją wiarę,
      ale wiesz już, że na drodze nigdy nie można być nadmiernie pewnym siebie, nie ma
      czegoś takiego jak "mnie to się nie przytrafi", wycągnij z tego doświadczenia
      jak najwięcej wniosków, ale nie pozwól sobie na myślenie, że to był znak, że nie
      powinnaś już jeździć, nie musisz starać się za wszelką cenę zapomnieć o tym
      wypadku - po prostu traktuj to jak kolejne doświadczenie, każde doświadczenie
      czegoś uczy.

      >... Jak na razie jestem niedzielnym kierowca, ktory po
      > kazdej jezdzie wysiada zadowolony z tego, ze nie spowodowal
      > wypadku ;-).

      Wiem jak to jest, gdy pewnego dnia wraca się do domu z odmiennym niż "i znów
      bezpiecznie wróciliśmy" myśleniem, gdy drobna sprawa urasta wręcz do obsesyjnego
      myślenia o wypadkach, stłuczkach, kolizjach, gdy wyobraźnia podsuwa obrazy
      przyćmiewając zdrowy rozsądek i rodząc strach nie do ogarnięcia... nikt tu na
      forum nie pomoże Ci pokonać tego strachu, musisz znaleźć siłę w sobie... każdego
      dnia ktoś ulega wypadkowi, ktoś zdaje prawko i wsiada potem do auta i daje radę,
      a po paru latach śmieje się ze swoich obaw i wie, że nie żałuje podjętych
      decyzji i żę stres był jednak do przezwyciężenia, dlaczego nie miałabyś być
      jedną z takich osób??

      Ja wierzę, że masz w sobie siłę - inaczej byś tu nie pisała, mogłabyś sprzedać
      auto i nikomu się nie przyznać, a Ty szukasz dodatkowych bodźców, szukasz
      odpowiedzi, chciałabyśusłyszeć, że dasz radę.... no więc dasz radę i wcale nie
      chcesz się poddać, co?? Ja w Ciebie wierzę, teraz jeszcze Ty musisz uwierzyć...
      czego Ci zresztą szczerze życzę :)
    • naprawdetrzezwy Nie, nie reyzgnuj! 23.12.07, 00:48
      Skoro nie chcesz wykupić jazd doszkalających, to poczekaj z
      rezygnacją dopiero do momentu, gdy kogoś zabijesz - po cóż tak łatwo
      się poddawać...
      ;>>>
      • iberia.pl trzezwy zrezygnuj z pisania takich farmazonmow 23.12.07, 10:50
        naprawdetrzezwy napisał:

        > Skoro nie chcesz wykupić jazd doszkalających, to poczekaj z
        > rezygnacją dopiero do momentu, gdy kogoś zabijesz - po cóż tak
        łatwo
        > się poddawać...
        > ;>>>
        >
        >
      • Gość: Marietta Re: Nie, nie reyzgnuj! IP: 212.182.107.* 23.12.07, 11:41
        Ty bez wątpienia udajesz trzeźwego dopiero po kilku morderstwach????
        Teraz chwalić się trzeźwością to trochę za późno.
    • xadam30 Napewno znasz powiedzenie: 23.12.07, 11:54
      "Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni",
      albo:
      "Co ma pływać nie utonie",
      itd.
      W tej chwili nie możesz się poddawać, bo za kilka miesięcy będzie Ci
      jeszcze gorzej. Stłuczka? Każdemu się może przydarzyć i się
      przydarza. Ja sam (zawodowy driver) kiedyś miałem takiego (co prawda
      jedynego, ale...) "dzwonka", że naprawdę nie ma się czym chwalić.
      Z Twojego zdarzenia napewno można też wyciągnąć plusy. Pomyśl,
      wyciągnij wnioski a napewno dalej będziesz jeździła i będzie z
      Ciebie dobry kierowca.
    • instruktor15 Re: mam prawko, ale jazda to koszmar 23.12.07, 14:01
      Możesz dogadać się z instruktorem i jeździć Twoim autkiem...;-)
      • Gość: zalamka Re: mam prawko, ale jazda to koszmar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.07, 15:19
        Dziekuje Wam za wszystkie rady i komentarze (za wyjatkiem
        pewnego"trzezwego", ktory jak widac po polnocy traci trzewosc
        umyslu ;-)), a w szczegolnosci dziekuje Tobie pirat_ka za duza dawke
        optymizmu :-).
        Postanowilam, ze nie poddam sie bez walki i zaczne jezdzic sama.
        Dzis jakos nie wydaje sie to wszystko tak tragiczne jak wczoraj...
        Musze chyba popracowac nad poczuciem wlasnej wartosci (nie tylko w
        kwestii jazdy samochodem ;-)).
        Pozdrawiam Was i zycze spokojnych Swiat.
        • magi104 Re: mam prawko, ale jazda to koszmar 26.12.07, 21:40
          Koniecznie jeździj i nie poddawaj się!!!!Ale broń Boże z ojcem!!!!! No tragedia,
          te jego reakcje - najgorsze z możliwych!!!
          Tak jak radzili inni - pojeździj w swoim autku z normalnym instruktorem (każdy
          samochód inaczej "działa"), a potem po trochu sama.
          Powodzenia!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka