Gość: załamka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
22.12.07, 19:16
Zdalam za pierwszym razem. Zarowno na kursie jak i egzaminie czulam
sie dosyc niepewnie. Mimo wyraznych niedociagniec w technice jazdy
(nieumiejetna zmiana biegow, zle wychodzenie z zakretow, itp),
zdalam za pierwszym razem. W dwa m-ce po zdaniu egzaminu kupilam
wlasny samochod i w tym momencie zaczely sie "schody". Wiedzialam,
ze na poczatku jezdzic bede z "osoba towarzyszaca" (czyt. ojcem),
ktora okazala sie byc wyjatkowo niecierpliwa i krytyczna (delikatnie
mowiac). Najgorsze jest to, ze przed wejsciem do auta wszystko jest
ok, zacheca mnie, pociesza, ale jak tylko usiadzie obo kierowcy
zmienia sie w furiata (krzyczy, ponagla, wydaje polecenia).
Niestey rozmowa w niczym nie pomaga - On po prostu taki jest.
Pewnie poradzicie,abym zaczela jezdzic sama. Niestety ja nie czuje
sie na silach. Przed kazda jazda mam okropnego stracha. Zaliczylam
juz jedna stluczke w trakcie samodzielnej jazdy i od tego czasu
mam "traume" ;-). Jak na razie jestem niedzielnym kierowca, ktory po
kazdej jezdzie wysiada zadowolony z tego, ze nie spowodowal
wypadku ;-).
Szkoda mi samochodu, ktory stoi na parkingu i rdzewieje i
zastanawiam sie, czy nie rzucic tego wszystkiego w diabli.