izabela1976
17.04.08, 10:37
Wczoraj miałam egzamin. Jehcałam sobie na pełnym luziku,
zrelaksowana i wszystko było fajnie.
Czekanie przez 1,5 godziny doprowadziło mnie do stresu maksymalnego.
Omówienie śiwateł itp. - OK. Ruszamy na łuk. Samochód gaśnie, ruszam
drugi raz - gaśnie. Wtedy zauważam, że próbuje jechać na awaryjnym.
Jazda po łuku. Kazał mi się zatrzymać, gdyż stwierdził że zbyt mało
płynnie jadę do tyłu. Wydawało mi się, że najważniejsze by się nie
zatrzymać i aby samochód był w ruchu. Widać źle mi się wydawało.
Górka - OK.
Miasto. Włączenie się do ruchu prawidłowe. Pierwszy zgrzyt był przy
skręcie w prawo z Odlewniczej (w tę ulicę tuż za torami). Uważał, że
ocenić drogę powinnam przed wjazdem na tory i później już jechać. Ja
oceniłam drogę dwa razy: przed torami i przed samym skrętem.
Potem spory kawałek było spoko.
Zawracanie z wykorzystaniem infrastruktury. POwiedział: zawrócić z
użyciem biegu wstecznego. Ja chciałam najpierw przodem potem, do
tyłu. Jemu chodziło na odwrót. Dogadaliśmy się, zrobiłam tak jak
chciał. Zaliczył.
Parkowanie prostopadłe. Nie zaliczone bo w trakcie parkowania zgasł
samochód. A gasł dlatego, że parkowanie było z wjazdem na krawężnik
i dałam za mało gazu. Dla mnie była to nowość, muszę zwrócić uwagę
mojemu instruktorowi że od teraz parkowania tylko i wyłącznie z
krawężnikiem.
Skrzyżowanie w lewo. Przy ruszaniu silnik zgasł mi dwukrotnie.
Konieć jazdy, spowodowała pani zagrożenie ruchu. Przesiadamy się.
I na tym skończył się mój egzamin.
Następny - pod koniec czerwca.