uczesie
28.06.09, 22:15
jeżdżę okazjonalnie, doświadczenie mam niewielkie, prawko od listopada.
dziś szlag mnie trafił, generalnie wbrew obiegowym opiniom uważam taksówkarzy
za dobrych lub bdb kierowców, co nie zmienia faktu, że są / bywają chamscy,
wymuszają pierwszeństwo itd.
jadę dziś do domu, 50km/h, z bocznej podporządkowanej wpieprza się przede mnie
taksówkarz. okay, na szczęście ciężko mnie za kółkiem [pardon le mot]
zdenerwować, bo wiem, że jestem żółtodziób i to ja mam kark ugiąć. dałam mu
się wpieprzyć, nie przejmując się zbytnio i co? facet wjeżdża przede mnie,
zwalnia i jedzie 20km/h. 20!
snułam się za nim z 20 min, bo albo była podwójna ciągła albo ruch z na
przeciwka i nie mogłam wyprzedzić. [mój samochód jest staaary a przyśpieszenie
ma fatalne].
na skrzyżowaniach [a minęłam wraz z nim 3] zwalniał pomimo zapalonego
zielonego światła.
pasażera raczej nie szukał, bo gadał z kimś siedzącym obok.
gdyby nie to, że patrzyłam na prędkościomierz to bym nie uwierzyła, że aż tak
się wlekliśmy.
generalnie na ogół moim problemem jest to, że po pierwsze przestrzegam
przepisów a jeżdżę niemal tylko w mieście więc więcej niż 55km/h na liczniku
nie miewam i to mnie ciągle wyprzedzają, obtrąbiają i problem mam w odwrotną
stronę, ale dziś trochę mi ciśnienie na pana podskoczyło, zwłaszcza jak zaczął
przyhamowywać przejeżdżając przez skrzyżowanie na zielonym świetle i będąc już
za sygnalizatorem [nie, nie jechało nic przed nim]
no to sobie popisałam i mi lepiej ;)