yavina
24.02.11, 19:26
Otworzcie mi oczy, prosze. Sypie mi sie zwiazek i to na calego. Moj dlugoletni partner nigdy nie byl idealem, mial jakies tam swoje niemile zagrania dosc czesto, ale ogolnie to porzadny czlowiek. Mam dwoje dzieci z poprzedniego malzenstwa, ktore on wychowuje jak swoje. Przymykalam wiec oczy na pare niereformowalnych wad, ktore mial, miedzy innymi wybuchowosc, balaganiarstwo + nie sprzatanie, lekkie skapstwo, osobne konta bankowe itp. Ale teraz przeszedl juz samego siebie. Zaczelo sie od tego ze 3 miesiecy temu stracilam prace. Mam na szczescie pewien staly dochod wynoszacy miesiecznie jedna trzecia jego pensji netto. Mimo to caly czas kazal placic mi sobie po polowie za czynsz, bez zadnej taryfy ulgowej. No i OK, tyle ze do tego wszystkiego przestal zupelnie partycypowac w kosztach utrzymania, bo wychodzi z zalozenia ze skoro ja mam teraz duzo czasu to moge jezdzic do hipermarketu po zakupy, a nie on po pracy. OK, rozumiem, tyle ze do tych robionych przeze mnie zakupow zupelnie sie nie doklada i tak jest od 3 miesiecy. Czyli w praktyce kobieta bez pracy i ze skromnym dochodem utrzymuje 4 osobowa rodzine, a on nie dosc ze tym sposobem sporo sobie zaoszczedzil, to jeszcze zada zebym do czynszu dokladala sie dokladnie po polowie. Ja, zeby tak zyc, musialam czerpac z oszczednosci (sfinansowalam w calosci miedzy innymi Swieta z wizyta tesciow itp), teraz zrodelko wyschlo i w tym miesiacu po prostu nie moge dolozyc swojej polowki czynszu. Maz obrazil sie smiertelnie i juz 4 dzien sie do mnie nie odzywa. Prosilam go pare razy o rozmowe, proponowalam ze sie jakos dogadamy, wymyslimy jakies rozwiazanie, jakis kompromis , ale on nie chce o niczym slyszec, zacial sie kompletnie, spi na kanapie, zupelnie nie zajmuje sie dziecmi, tylko po przyjsciu z pracy az do pojscia spac siedzi przed kompem. No, ale z lodowki oczywiscie korzysta i konsumuje to, co ja kupuje za ostatni grosz myslac o dzieciach. Atmosfera w domu jest calkowicie zgaszona, panuje martwa cisza, dzieciaki chodzas smutne i zdezorientowane. On nie wychyla nosa zza kompa. To zreszta nie pierwsza juz taka jazda, takie ciche dni z jego strony. Ja chcialabym pogadac, rozwiazac problem konstruktywnie, a on zachowuje sie jak moj wrog, po prostu sciana z lodu. Widze, ze nie mam w nim zadnego wsparcia, on mysli tylko o swojej wygodzie, jak obcy czlowiek, jak wspolokator, a maz.
Dajcie mi sile zeby cos z tym fantem zrobic. No wlasnie, co robic?