5groszek
23.08.12, 14:03
Witam,
relacja damsko - męska. ludzie 30 - letni, ze stażem niespełna roku czasu.
Związek bardzo ok. nie ma kłótni, nie ma fochów, jest miłość, szacunek, uwielbienie.
Z dnia na dzień odszedł ode mnie, bo sobie nie radził.... z rodziną ( 2 siostry 36 - letnie, bez mężów, żon ;-), dzieci... wpieprzające się we wszystko.
I pewnego dnia jest tak sms pisze on:
W głowie mam Twój usmiech taki, jak wtedy kiedy zobaczyłaś bociany na łące. Słysze Twój głos, który mnie uspokaja, wycisza, uszczęśliwia. Twój blask mnie po prostu zniewala. Kocham kiedy przy mnie jesteś, kiedy do mnie mówisz, kiedy się smiejesz i wzruszasz. Jesteś niebem w moim sercu, słońcem w moich oczach.
Oboje sobie nie radzimy w tej sytuacji, męczymy się, ale nie ma szans na powrót, bo po prostu nie ( jego decyzja )
trwa to 3 tygodnie.
Dlaczego ludzie nie mogą pojąć tego, że jedni są szczęsliwi a drudzy nie?
Żyją życiem innych... :(
PS. nie jestem trollem, jestem osobą, która nie potrafi pojąć tej sytuacji...
;(
Pozdrawiam,
A.