Gość: terry
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
02.08.04, 15:04
No wiec przydalrzyla mi sie wlasnie taka oto historia: firma duza, biurowiec,
klika pieter, z tysiac ludzi, kobiety, mezczyzni no i my pracownicy dzialu
budzetu i controllingu, a raczej my i on - nowy. Nowy przyszedl niedawno,
jakas podobno gwiazda z namaszczenia szefa, "pistolet" sciagniety gdzies z
konsultingu. Modny fryz, dobry krawat, perfum drogi - kobitki z teamu, czy
mezatki wyraznie podeskcytowane. W tym moja kolezanka to juz szczegolnie,
tylko wypytuje a czy znam i co sadze, czy przystojny itp. "Dziewczyno
przeciez Ty masz meza!" mowie, a ona, ze chyba zwariowalem, bo to takie tam
westchnienia na niby.
No wiec na niby nie na niby, w piatek pracowalismy nad raportem,
pociagnelismy do pozna, zeby nie musiec przychodzic w weekend. Juz mialem sie
zbierac do domu, patrze a tu sie tabelki skopiowaly raczej krzywo, a ze rzecz
na zarzad, wiec biore te kartki i drepcze do copy roomu, co by je poprawic. W
copy roomie ciemno, bach za klamke, zapalam swiatlo, swietlowki sie powoli
zapalaja i co ja kurde widze? Kolezanka, raczej juz bez bluzki i nowy tez
jakis potargany i wyploszony. Wszyscy walnelismy karpia. Ja czym predzej
zwinalem sie na ksero pietro wyzej. No szok.
Przez caly weekend z tego smialem (byscie widzieli te ich miny) a dzis mysle,
ze to zalosne jest. Poza tym kolezanka sie oficjalnie zatrula, wiec nieobecna
jest a z nowym jeszcze sie nie widzialem, nie mowiac juz o rozmawianiu, choc
to juz koniec dnia prawie. Ale jaja.