Dodaj do ulubionych

Mój chłopak mnie "zmienia"...

IP: *.aster.pl / 212.76.39.* 10.08.04, 18:57
Tak jak napisałam - mój chłopak mnie "zmienia" i trochę mnie to martwi...

To znaczy - już jakoś tak mam, że będąc z moich chłopakiem, staram mu się
podobać, sprawiać, żeby się ze mną dobrze czuł itd. Więc np. staram się
ubierać tak, by mu się podobać, staram się pozbyć pewnych rzeczy w
zachowaniu, które go drażnią... Nawet nauczyłam się gotować, bo on lubi, jak
mu się coś poda :) No i przez pewien czas mnie to nie martwiło, ale teraz
trochę tak... Boję się, że to sie posunie za daleko. Moi znajomi już mówią,
że się przy moim chłopaku zmieniłam, że dałam się "urobić"...

I sama nie wiem, co o tym myśleć... Bo naprawdę lubię mu sprawiać
przyjemność, ale obawiam się, że z tym "urabianiem" to ludzie mogą mieć
rację... A nie chciałabym przy moim chłopaku się zatracić, skończyć jako
kobieta - bluszcz robiąca wszystko tak, jak on mi zagra...
Obserwuj wątek
    • blekitna_laguna Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... 10.08.04, 19:41
      Takim zachowaniem masz szanse na to ze Go przyzwyczaisz do tego: że jak zagra,
      Ty tak zatańczysz.
      • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / 212.76.39.* 10.08.04, 23:47
        > Takim zachowaniem masz szanse na to ze Go przyzwyczaisz do tego: że jak
        > zagra, Ty tak zatańczysz.

        To co mam zrobić..? :(
    • Gość: Lena Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: 80.48.96.* 10.08.04, 19:43
      Nie demonizuj sprawy "urabiania". Każdy z nas zmienia się w związku. Staramy
      się robić to co drugiej stronie sprawi przyjemność, staramy sie robic fajną
      atmosferę, liczymy się z opinią i zdaniem tej drugiej strony. Po protu jestem w
      parze a nie solo.
      Oczywiście o ile nie przekracza to granic zdrowego rozsądku. Jeśli musiałaby
      rzucić moje ulubione zajęcia /cokolwiek by to nie było - jogging, nauka
      j.chińskiego, kibicowanie rozgrykom bokserskim czy szydełkowanie/ bo mój
      partner lubi coś innego lub zupełnie inaczej sobie mnie wyobrażał a ja muszę
      dopasować się do tych wyobrażeń to nie dopasowałabym się. Nie jestem
      zwolenniiem wicia gniazdka facetowi. Raczej staram się dopasować niewiele w
      sobie i w tej drugiej stronie zmieniając. Zdanie innych o mnie i moich zmainach
      w związku lub tez bez związku niezbyt mnie interesują.
      • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / 212.76.39.* 11.08.04, 00:13
        > Oczywiście o ile nie przekracza to granic zdrowego rozsądku. Jeśli
        > musiałaby
        > rzucić moje ulubione zajęcia /cokolwiek by to nie było - jogging, nauka
        > j.chińskiego, kibicowanie rozgrykom bokserskim czy szydełkowanie/ bo mój
        > partner lubi coś innego lub zupełnie inaczej sobie mnie wyobrażał a ja
        > muszę dopasować się do tych wyobrażeń to nie dopasowałabym się.

        No właśnie o to chodzi... Boję się trochę, że nie zauważam, że te granice
        zdrowego rozsądku przekraczam... Trudno mi ocenić, czy jakaś zmiana jest
        rozsądna, czy nie. Więc boję się, że mi się będzie wydawało, że wszystko jest w
        porządku - a tymczasem właśnie wpadnę w dopasowywanie się do życzeń mojego
        chłopaka...

        Na przykład - zauważyłam, że mój chłopak lubi, jak mu się gotuje. Więc
        nauczyłam się gotować, żeby co jakiś czas mu coś upichcić... Czy to jeszcze
        rozsądne? Czy też dałam się wmanewrować w bycie jego kucharką? Może np. kiedyś
        zamieszkamy razem i wtedy przekonam sama siebie, że dla jego przyjemności wezmę
        na siebie sprzątanie... I skończę jako jego szczęśliwa kobitka - kurka domowa...
        • Gość: .................. Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.dialup.sprint-canada.net 11.08.04, 02:12
          Mowisz tu o gotowaniu. I co w tym zlego? Sama tez przy okazji zjesz
          (gotowac na jedna osobe czy dwie, jest prawie to samo). Jak wiec bys
          chciala zyc, bez zadnych obowiazkow domowych? A moze bys chciala zeby
          on ci gotowal? Kto wie, moze z czasem i bedzie, ale na poczatku
          nie ma nic zlego w tym jesli ty zaczniesz (ktos musi pierwszy, a
          kobiecie chociazby tradycyjnie bardziej pasuje zapoczatkowac kuchnie i
          ja upiekszyc). Co do kury domowej, coz ci moge powiedziec. To bedzie
          zalezalo od was obojga. Jesli ci bedzie to odpowiadac, to i tak nia
          pozostaniesz, bo poprostu polubisz i przyzwyczaisz sie do tego by
          miec po swojemu urzodzony dom, po swojemu posprzatany, zrobiony w
          nim czas od czasu obiad itd. wraz z reszta calego porzadku
          domowego. Nie jest tez wykluczone, ze twoj chlopak nie bedzie chcial
          miec ciebie jako kure domowa. Ja np. swoja zone czas od czasu gdzies
          wyciagam, bo lepiej sie czuje kiedy ona jest przy moim boku. Czasem
          mi mowi cos w sensie: lepiej cos w domu zrobie...... ale ja sie nie
          daje na te jej roboty nabrac. Ma jechac baba i tyle -ot i caly ja
          dyktator! Czasem ona mnie gdzies ciagnie. Czasem chce sie isc, czasem
          troche z musu to robie (zalezy gdzie sie idzie) Najwazniejsze zebys w
          domu czula sie dobrze. Kura tez moze sie dobrze czuc i byc
          zadowolona. Nie panikuj za wczasu.
          • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.08.04, 22:02
            No nie wiem... Przyznaję, że ta wizja mnie jako "kury" mnie na razie nieco
            niepokoi :) Wydaje mi się, że nie chciałabym spędzać całych dni w domu i tylko
            myśleć o tym, co tu mężowi ugotować, czy jakie zasłony powiesić...

            Ale jednak pocieszyłeś mnie :) Może faktycznie kiedyś odkryję w sobie
            naturę "kury" i takie proste życie polubię :)

            Choć wolałabym, by w razie czego to naprawdę przyszło ze mnie, a nie z tego, że
            mimowolnie dopasuję się do poglądów faceta...
        • maretina Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... 11.08.04, 07:50
          Gabko
          biorac slub poruszalam sie w kuchni jak samolot we mgle;)). teraz radze sobie
          bardzo dobrze.
          kiedys krolowal tam moj maz, teraz ja, bo on niestety ma mase dyzurow. dom i
          zwiazane z nim sprawy sila rzeczy w wiekszosci spadly na mnie.
          chce Ci powowiedziec, ze jesli dobrze sie czujesz z tym, ze pichcisz to nic w
          tym zlego, to w niczym Cie nie umniejsza.... moze popros faceta, zeby czasem on
          tez cos dla Ciebie wyjatkowego zrobil, tak jak Ty dla niego?:).wzajemnosc w
          pielegnacji uczuc jest wazna. nawet takie pierdoly moga sprawic, ze bedziesz
          czula sie krolowa.
          moj maz jak ma wolny dzien to lata jak oparzony: zakupy, obiad, oplaca
          rachunki.... wtedy ja mam swoje swieto. kiedy on dyzuruje to nosze mu obiad do
          szpitala nawet:).
          kiedy w miesiacu mam swoje babskie dni, to mi scieli lozko, parzy herbate....
          kochany jest:)
    • Gość: Leszek Najlepiej nie sluchaj znajomych IP: *.dyn.optonline.net 11.08.04, 01:46
      i zachowuj sie jak serce ci to dyktuje.

      jesli sprzyjanie mu przyjemnosci w sposoby ktore opisalas sparawia tobie tez
      przyjemnosc to nie widze zadnego problemu. Kiedys moze sie zmienisz i tylko
      wtedy zmien swoje zachowanie. Powiedz znajomym zeby pilnowali swojego nosa
      • Gość: .................. Re: Najlepiej nie sluchaj znajomych IP: *.dialup.sprint-canada.net 11.08.04, 01:53
        Wlasnie, znajomi niech pilnuja swoich spraw, nie twoich. Tak jak
        wyzej bylo juz powiedziane, jesli te zmiany ci odpowiadaja i
        przynosza troche satysfakcji, to powinnas sie nimi raczej cieszyc a
        nie zamartwiac. Tak naprawde to my wszyscy sie zmieniamy razem z
        uplywem czasu.Twoj chlopak tez sie zmienia, tylko ze tobie jest to
        trudniej zauwazyc.
    • Gość: red Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 11.08.04, 08:18
      Wiekszosc znajomych mowi taka szczera prawde ze zwyklej zawisci.

      Zaczalem od pewnego czasu obserwowac ludzi po moim slubie oraz informacji ze
      dziecko w drodze i nie jestem optymistycznie nastawiony do ich zachowan.

      U ciebie podstawowa sprawa powinien byc fakt, czy Ty czujesz sie np
      wykorzystywana, czy tez nawzajem potraficie sobie dogodzic i uszczesliwic.
      Jesli tylko jedna ze stron czerpie z tego przyjemnosc to nie jest zdrowe
      rozwiazanie.

      U mnie bylo tak, ze to ja zone uczylem gotowania, podawalem jej ulubione dania,
      teraz wygania mnie z kuchni, bo tak jak mi sprawialo przyjemnosc gotowanie dla
      niej tak teraz ona poczula satysfakcje, iz moze mi sprawic kulinarna
      przyjemnosc. Kiedy ja jej gotowalem, kiedy ja uczylem, kiedy pomagalem i
      pomagam, slyszalem od kumpli teksty w stylu "pantoflarz". Wiekszosc z nich
      teraz biega z wyciagnietym ozorem, aby zrobic zakupy, aby pomoc, aby cos
      zalatwic. Poprostu kazdy z nich po pewnym czasie dojrzewal do sytuacji.
      Najwieksza przyjemnosc jednak sprawialy mi komentarze kolezanek mojej zony, w
      stylu " ale masz dobrze", "ale on o Ciebie dba".

      Jesli natomiast chodzi o ubieranie sie - kategoryczne STOP!

      Poznal i zakochal sie w Tobie takiej jaka bylas i jak sie ubieralas kiedys.
      Bardzo wielu facetow, probuje zmienic wizerunek swoje kobiety, ale wcale nie na
      korzysc. W wiekszosci ich interes polega na tym, ze chca abys nie byla zbyt
      atrakcyjna dla innych samcow, abys byla ich. Nie zmieniaj wygladu dla niego,
      nie zmieniaj stylu ubierania sie. Badz w tym przypadku niezalezna. Jedynym
      wyjatkiem moze byc fakt, ze Twoj facet jest wizazysta lub jakim kreatorem mody
      itp. posiadajacym wyczucie stylu i smaku, ale domyslam sie, ze poinformowalabys
      nas o tym. :)

      Podsumowujac - sprawiajcie sobie przyjemnosc, olewajcie komentarze znajomych,
      wiekszosc robi to z zazdrosci. Nie daj sie jednak urabiac na jego modle, w
      takich sytuacjach jak np. styl ubierania sie i zachowania. Przestaniesz byc dla
      niego atrakcyjna, choc on bedzie temu zaprzeczal, kobieta musi miec swoje
      tajemnice, swoja atrakcyjnosc kreowana we wlasny sposob.

      pozdrawiam
      • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.08.04, 15:29
        Dziękuję za odpowiedź... Przyznaję, że dałeś mi do myślenia!
    • grogreg Ale w czym problem 11.08.04, 08:40
      Bycie w zwiasku zawsze wiaze sie rezygnacja z pewnych elementow swojego
      indywidualizmu. Nie bardzo rozumien co Cie martwi.
    • Gość: zmieniona Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.08.04, 08:47
      powiem ci prosto z mostu.w niedziele moj chlopak zemna zerwal po ponad 1,5 rocznym zwiazku.powod:nie jestem ta ktorej on szuka.powiedzial mi ze owszem zmienilam sie troche na taka jakon chcial ale to nie to.dziewczyno albo bedziesz soba albo on cie kiedys rzuci bo stwierdzi ze ty to i tak nie ty.nie udawaj kogos innego!!!blagam cie o to,nie zatracaj siebie.on powiniene cie kochac za to jaka jestes naprawde i nie za to jaka on chcialby zebys byla.
      BADZ SOBA!!!
    • Gość: zmieniona Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.08.04, 08:51
      I mam jeszcze jedno pytanie do ciebie.Czy on sie zmienil lub zmienia dla ciebie??
      • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.08.04, 15:25
        Hmm. Problem w tym, że właśnie moje bycie sobą polega na tym, że lubię mu
        sprawiać przyjemność :) I tak naprawdę to nie mam nic przeciwko
        pewnemu "dopasowaniu się", by mojemu chłopakowi było ze mną dobrze... Choć jak
        pisałam, zastanawiam się, czy to nie posuwa się za daleko.

        A czy on się zmienia dla mnie? Pewnie tak... Choć ja od niego akurat tego nie
        wymagam :)
    • Gość: Lena Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: 80.48.96.* 11.08.04, 09:26
      Cały problem polega na tym, żeby te zmiany w związku nie były podporządkowaniem
      drugiej stronie. Nie zastanawiać się co w związku zaczęłam robić ze względu na
      partnera ale czy są rzeczy których już nie mogę robić ze względu na niego. Czy
      mam swoje sprawy, swoją niezależność czy też podporządkowałam myśli u uczynki
      związkowi? Takie podporządkowanie jest ślepą uliczką bo najpierw podświadomie a
      potem świadomie żąda się od partnera tego samego czyli oplatania się wokół
      siebie nawzajem. I to staje sie nie do wytrzymania. Każdy potrzebuje pewnego
      marginesu swobody i nikt nie wymaga od drugiej strony całkowitego poświęcenia
      ale faktem jest, że jesli jedna strona drugiej pył zamiata sprzed stóp i
      uprzedza wszystkie zyczenia, czeka i służy jak wierny pies to ta druga strona
      przyzwyczai się do tego szybko. Nie będzie jednak rozumiała wymagań
      wdzięczności i konieczności rewanżowania sie tym samym. Przecież nikogo do
      nieczego nie zmusza. Myslę, że to kobiety powinny przyhamować czasem
      swoje "kwocze instynkta" i robiąc to co partner lubi nie robić wszystkiego dla
      niego i jeszcze za niego. Na równi powinna stawiać siebie i związek.
      Nie jest też prawdą, ze przyjaciółki z zazdrości zawsze "podpuszczą", czasem
      one widzą i słyszą więcej. Gdybym od koleżanki usłyszała, że nie mogę z nia iść
      na kawę czy piwo bo usidlił mnie facet już zastanowiłabym się kiedy ostatni raz
      umówiłam się z koleżanką na to piwo, kiedy zrobiłam cos dla siebie. Zmiany
      nawet w związku nalezy zaczynać od siebie. I raczej ewolucyjne a nie
      rewolucyjne, bez gadania, uzgadniania, ustalania zmian.
      • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.08.04, 15:27
        Dziękuję za mądrą wypowiedź... Będę musiała nad tym pomyśleć...
    • Gość: mila Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.icpnet.pl 11.08.04, 09:31
      Gabka nie przesadzaj, że gotowanie zmienia Cię w kurę domową. Innych zajęć nie
      masz? Czy tylko siedzisz w domu i wam gotujesz? Sprzątanie i pranie też Cię w
      kurę nie zmieni, jeśli poza tym będziesz miała jakieś inne aktywności (hobby,
      pracę itp.). Nie wybrażam sobie, zeby chociaż od czasu do czasu kobieta nie
      zajęła się domem (no chyba że ma do tego wyraźny antytalent niereformowalny).
      Wyobrażasz sobie, że po założeniu rodziny czy nawet wspólnym zamieszkaniu nic
      nie będziesz robiła?
      Związek to ciągłe kompromisy i nie jest złem, że starasz się mu podobać i
      zrobić mu przyjemność. Ale masz rację - te ugody nie mogą sie posunąć za
      daleko. Nie zatrać siebie. A znajomych nie słuchaj, to nie ich sprawa.
    • Gość: X Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: 217.153.79.* 11.08.04, 09:45
      Mysle, ze poruszylas wazny problem. Na pewno kazdy w zwiazku sie poniekad
      zmienia. Ale nie zatrac siebie i nie daj sie wykorzystywac. Znalam osobe, ktora
      bedac bardzo zakochana zmieniala sie dla swojego faceta - skakala tak jak on
      jej zagral. Inny sposob ubierania, zakaz spotykania sie z kolegami i
      kolezankami, ktorych on nie lubil, rzadsze kontakty ze znajomymi,
      dostosowywanie sie do jego planow (nagla zmiana, bo on wlasnie jej potrzebuje),
      gotowanie, itp. W intymne szczegoly wchodzic juz nie bede. I podpisuje sie pod
      wypowiedzia,ze bliskie osoby i przyjaciolki widza wiecej.
      • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.08.04, 15:19
        No właśnie czegoś takiego się boję... To znaczy - obecnie tak nie jest, zresztą
        mój chłopak nie jest z tych, co by wprost mówili "Tego i tego ci nie wolno". To
        raczej ja odgaduję jego upodobania "między wierszami"... Tym niemniej boję się,
        że sama z siebie wpadnę w taką zależność, jak opisujesz - że nie zauważę, że
        jego upodobania zaczną określać całe moje życie...

        A mogę zapytać, co się stało ostatecznie z tamtą Twoją znajomą?
        • triss_merigold6 Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... 11.08.04, 16:18
          Ależ nie bądź taka nadgorliwa, żeby odgadywać czyjeś życzenia.:))
          Co do gotowania to zgadzam się z dziewczynami, nie przeszkadza dopóki nie staje
          się czymś oczywistym i oczekiwanym zamiast miłym gestem. W kwestiach ubioru nie
          zmieniałabym niczego. Poznał Cię i zakochał się gdy miałaś okreslony wizerunek
          (wygląd, strój,uczesanie) i nie ma powodużeby to zmieniać.
          • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.08.04, 21:30
            Również dziękuję za opinię :)

            Ale co do wyglądu - za późno :) Już zdążyłam go zmienić... :)
            • Gość: nutka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.wirba.net / 80.51.246.* 11.08.04, 21:39
              A dobrze się czujesz po tej zmianie? Jeśłi tak to może chłopak miał rację, miał
              jakiś pomysł, podpowiedział ci. Bądź taka, jaką sama lubisz być - wtedy
              będziesz atrakcyjna, będziesz się podobać.
              • Gość: Gabka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.08.04, 23:25
                Prawdę mówiąc, czuję się tak samo... Nie czuję, by ta zmiana była "na plus"
                albo "na minus"...
        • Gość: X Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: 217.153.79.* 11.08.04, 16:28
          Nie mieszkamy juz w jednym miescie, od kilku miesiecy nie mialam z nia
          kontaktu, z tego co wiem jakis czas temu nadal byli razem i na wakacje
          wyjechali do Stanow. Nie bylam jej przyjaciolka, ale stojac obok wiele rzeczy
          rzucalo sie w oczy. Nie sadze, aby Twoja sytuacja byla tak powazna, nie ma nic
          zlego w zmianach, ale badz czujna:) Pozdrawiam i zycze powodzenia.
    • Gość: zaba_msciwa Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: 62.233.185.* 11.08.04, 18:37
      Moim zdaniem jesli nie zmieniasz sie na gorsze to nic z tym nie rob, ale np..
      wydaje mi sie ze Twoj chlopak powinien Cie zaakcpetowac ataka jaka jestes a
      nie.. ze Ty np chcesz sie mu podoac i ubierasz sie tak zeby mu sie podobalo, ma
      milosc nie ma reguly i moim zdaniem obojetnie jak wygladasz, obojetnie od
      Twojego humorku chlopak jak Cie kocha to bedzie Cie kochal bez wzgledu na
      wszystko!!
      ;-)
      Ja stracilam przyjaciółke... podejjrzewam ze byla zazdrosna o mojego
      wspanialego chlopaka z ktorym jestem juz pol roku, i rowniez Tobie znajomi moga
      zazdrosic..
      Pozdrawiam i nie martw sie tak głowa do góry :*
      • pyot Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... 11.08.04, 22:04
        Lubię ,kiedy żona ma,poda mi obiad,wcześniej przygotuje śniadanko do pracy(jak
        smakuje),lubię jak się ubiera i kim jest,lubię nawet gdy się złości i krzyczy
        na mnie,i uprane rzeczy przez nią bardzo lubię nośic,nawet deptać podłogę
        starannie umytą.
        Ale największą radochę sprawia mi,kiedy mogę w czymś ją wyręczyć,nawet w tych
        wszystkich niemęskich sprawach,bo tu i teraz nie ma wojny,więc jako mężczyzna
        muszę być przy niej,fajnie .
        Cóż to-brać?Daj,oto wyczyn...
    • pollak dobrze że nie "na inną" __ no txt ___ 11.08.04, 23:29
      • Gość: Gabka ??? (n/t) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.08.04, 15:00
        • Gość: .................. Ubieranie sie IP: *.dialup.sprint-canada.net 13.08.04, 03:32
          Ktos wyzej (chyba red) poruszyl sprawe ubierania sie z punktu
          widzenia jakoby faceta. Otoz z ta opina, jako facet ogolnie sie nie
          zgadzam, jakoby faceci dazyli do tego, by ich zony, dziewczyny,
          kochanki ubieraly sie nieatrakcyjnie. Nie rozumiem wlasnie takiej
          psychologii mezczyzny. Moja jest wrecz odwrotna. Faceci wlasnie
          staraja sie nie tylko znalezc swoja pieknosc (kazdy szuka tej
          najpiekniejszej) ale tez chca zeby ta "jego" kobieta wygladala jak
          najladniej (wlasnie przed kolegami, znajomymi, na balu, w
          kawiarni........) Nie bez przyczyny faceci podrywaja najbardziej urocze
          laski i najladniej ubrane. Nie bez powodu tez dokladaja czesto
          swoje piec groszy do dekoracji kobiety (kupuja jej LADNE klejnoty,
          bizuterie, perfumy, inne kosmetyki, ubrania itp.) Nie mowia przy tym,
          ze bedziesz je zakladac tylko wtedy, kiedy ze mna gdzies
          wyjdziesz.........bo inaczej to inni cie dojrza i poderwa -smieszne,
          nieprawdaz? Przychodzilo mi sie czasem pomagac zonie w dobraniu
          sukien na bal sylwestrowy jak tez i zwyklych sukienek (sama chciala
          zebym jej pomogl), ale nigdy mi nawet do glowy nie przyszlo zeby
          jej wybrac mniej atrakcyjna czy mniej zdobna, dla swego
          "bezpieczenstwa" przed innymi samcami. Zawsze staralem sie wybrac ta,
          w ktorej moja zona wygladala najladniej. A na imprezach nie bylem
          tylko ja. Bylo zawsze duzo innych mezczyzn, chetnych nawet do
          podrywania kobiet. Zreszta, myslac ta kategoria, zeby pomalac
          atrakcyjnosc zony, wtedy ja nie beda podrywac inni, to chyba
          najrozsadniejszym by bylo ozenic sie z baba jaga. Tej by zaden nie
          chcial, chociaz.........??? To prawda ze on poznal i pokochal ciebie
          w twoim ubraniu jaka bylas. Jednak tak troche juz ze wspomnien
          powiem, ze mnie tez nieraz podobaly sie dziewczyny z ktorymi
          umawialem sie na randki, ale ich ubior niestety czasem mniej lub
          wiecej szwankowal(oczywiscie wg. mego gustu). Czasem makijaz kobieta ma
          niewlasciwy, pomimo iz sama urocza jest. Mysle, ze twoj chlopak
          naprawde chce ci pomoc, Sprawdz jego gust. Jesli ci zupelnie nie
          bedzie odpowiadal, podziekuj mu za te jego pomoc. W koncu masz sie
          czuc dobrze w tym co zakladasz na siebie. Troche dlugo, ale chcialem
          ci to powiedziec, a szczegolnie podzielic sie opinia faceta, bo widze
          ze i tak zastraszona troche jestes tym, ze my mezczyzni zamiast
          pomagac, pogarszamy wasz kobiecy swiat. A tak naprawde nie jest.
          Przynajmniej nie jest to w naszych intencjach. W zyciu roznie zas
          bywa. Dzieje sie zle tylko wtedy kiedy dochodzi do nieporozumienia i
          braku tolerancji jak tez akceptacji tez drugiej opinii i czasem
          wiecej niz opinii.
          • Gość: Gabka Re: Ubieranie sie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.08.04, 11:20
            I znowu dałeś mi do myślenia... :) Dziękuję :)

            Co do tych ubrań, to wydaje mi się, że może być róznie... Są mężczyźni, którzy
            chcieliby, by ich dziewczyny budziły podziw itd. Ale są i tacy, co są o nie
            bardzo zazdrośni - i możliwe, że tacy chcieliby, by przynajmniej wyzywająco się
            nie ubierały... Tak mi się przynajmniej zdaje?
            • Gość: .................. Re: Ubieranie sie IP: *.dialup.sprint-canada.net 14.08.04, 02:33
              Uzywasz slowa "wyzywajaco", a ono tu moze zmienic niestety duzo.
              Alfonsom np. zalezy na tym, by "swoje" dziewczyny (prostytutki)
              zakladaly wyzywajace stroje. Ale nie o prostytutkach tu raczej
              rozmawiamy. Oczywiscie, mnie osobiscie nie pasowaloby gdyby moja zona
              zaczela sie ubierac jak typowa prostytutka, w dodatku dokladajac do
              swego ubioru typowe prostytutki maniery i zachowanie. Bylby to
              afront w moja strone, spotwarzenie z jej strony (bo tak jej nie
              poznalem i z taka nie zamierzalem ukladac swojej przyszlosci- dlatego
              tez z pewnoscia zwrocilbym jej uwage w branzy dobierania stroju,
              ale to nie wynikaloby z zazdrosci, ze innym moze sie podobac czy cos
              w tym sensie -kobieta ktora chce zdradzic, zdradzi wszedzie, bez
              zadnego stroju, np. na plazy nudystow, jak i ta w ubraniu zakonnym
              ). Kazdy facet raczej dazy do tego, by kobieta ktora jest u jego
              boku byla w pewnym sensie jego reprezentantka, upiekszala go swoja
              obecnoscia, manierami i wygladem (chyba mozesz sie domyslac, jak moze
              reprezentowac prostytutka danego faceta wsrod jego znajomych,
              rodziny itp. ktora wszyscy "jutro" beda, a przynajmniej moga ogladac
              w objeciach zupelnie innego faceta). Taka reprezentacja jest poprostu
              obciachem. Tak czy inaczej faceci chca pokazac piekno fizyczne swojej
              kobiety wszedzie i wszystkim (jej wnetrza, czyli strony duchowej
              niestety nie moga -ona musi sama to zrobic), ale z poczuciem pewnosci
              ze ta kobieta w pewnym sensie nalezy do niego, tzn. z poczuciem, ze
              ona chce byc jego. Jak widzisz w tym wszystkim, chyba wiekszosc
              kart trzyma sama kobieta, nie facet. Jesli ona mu pozwoli i nada
              mozliwosc nimi zagrac ( a on te szanse wlasciwie i madrze wykorzysta)
              wygra klucz do niej, na czym oczywiscie oboje skorzystaja. Daj wiec
              szanse swemu facetowi. Jak on ja wykorzysta i czy, przyszlosc pokaze.
    • Gość: danka Re: Mój chłopak mnie "zmienia"... IP: 69.0.210.* 14.08.04, 13:26
      To normalne, ze bedac w zwiazku zmieniamy sie troche wzajemnie. O ile dobrze
      sie z tym czujesz, nie powinnas sie przejmowac opiniami znajomych.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka