nues
14.12.14, 20:33
" [...] Nigdy jednak nie wspomniał imienia żadnej kobiety. Zdawało się, że czas wydarł mu z pamięci zarówno imiona słodkich dziewcząt z Helsingoru, jak i bezlitosnych kobiet z miast portowych całego świata. Mimo to jednak wyczuwałam z rozmów, że w jego życiu zawsze tkwiła jakaś tajemnicza kobieta. Nie potrafię powiedzieć, kto to mógł być- żona, matka, nauczycielka czy żona pierwszego pracodawcy. W myślach nazywałam ją panią Knudsen.
Kobieta rujnująca wszelką radość mężczyzny, zawsze mająca rację. Kobieta od kazań małżeńskich w łóżku, wielkich sprzątań i prań, która uniemożliwiała wszelkie wypady, wycierała dzieciom nosy i zabierała ze stołu mężowi kieliszek dżinu. Kobieta będąca uosobieniem prawa i porządku. Uzurpowaniem pełni władzy przypominała trochę boginię czczoną przez somalijskie kobiety, tylko że pani Knudsen nie umiała niewolić miłością, rządziła na zasadzie wyrozumowanej słuszności. Knudsen musiał ją spotkać w bardzo młodym wieku, kiedy miał jeszcze umysł świeży i podatny na mocne wrażenia. Uciekł od niej nad morze, bo nienawidząc morza, nie mogła go tam ścigać. Gdy jednak znalazł się na lądzie, w Afryce, nie potrafił jej uciec, ciągle mu towarzyszyła. W głębi dzikiego serca, zwojami mózgu tkwiącego pod przyprószoną siwizną rudą czupryną, obawiał się jej bardziej niż jakiegokolwiek mężczyzny. Podejrzewał też każdą kobietę o to, że jest przebraną panią Knudsen."
Czy jesteście panią Knudsen? Ja nie, kompletnie.
W tym fragmencie interesuje mnie jedno, jak można zniewolić miłością? Chcę się tego nauczyć:)