lena36
21.12.04, 11:29
Smutno mi. Jestem z moim M już dwa lata.Bardzo się kochamy. On jest po
rozwodzie – nie przeze mnie, jak go poznałam był w trakcie. Dzieci nie mają.
Wszystko jest fajnie i jestem szczęśliwa, ale czasem dopada mnie
przygnębienie. Otóż wiadomo, nigdy nie będę mieć z moim kochanym ślubu
kościelnego. Nigdy nie powie mi: na znak mojej miłości i wierności….wręczając
obrączkę, nigdy nie będziemy sobie przysięgać uroczyście, bo już TO ROBIŁ.
Jestem o to zazdrosna. Jestem zła i smutno mi. Wiem, ze to dziecinne, wiem,
że zaraz odezwą się głosy wyśmiewające mnie, ale pisze tu trochę po to żeby
się po prostu wygadac i ewentualnie spytać, czy któras z Was też tak ma? Lub
miała? Nie mówię o tym mojemu mężczyźnie bo uważam że nie ma to sensu,
przeciez czasu nie cofnie...…