nie_wierze_w_milosc
12.04.05, 17:41
Tylko takie ma możliwość przetrwania. Przyjacielskie stosunki małżonków to
najbardziej scalający czynnik. Wszystko inne schodzi na plan dalszy. Ważna
jest miłość dojrzała, przyjacielska, partnerska. Wszelkie małostki,
zakochania, wielkie achy, ochy i inne duperele to nic - są ulotne.
Przechodzą, pozostaje płacz dzieci, rozwód, podział majątku, bolesne zdrady i
rozczarowania. Wielka miłość przemienia się w wielką nienawiść.
Byłam w dwóch związkach "z miłości". Oba zakończyły się totalną klęską. Teraz
jestem w związku z rozsądku. Jest najdłuższy, najtrwalszy, najbatdziej
stabilny, najlepszy. Nie ma w nim wzniosłych uczuć, nie ma nagłych uniesień,
nie ma porywów namiętności. Jest za to coś o wiele doskonalszego - harmonia,
przyjaźń, a co najważniejsze - szczęście. Nie takie chwilowe, ale stałe choć
skromne.